Aleksandra Jakubiak: "Klątwa" Wyspiańskiego czy klątwa pustki?
21.02.2017 13:10

Komentarzy: 0
Udostępnij:
Ja jednak trochę z innej beczki... Oczywiście, że sprawa jest bulwersująca i wiele w jej opisie woła o interwencję prokuratora, ale! zdaje się- miało wołać...
Trzy dni temu w Teatrze Powszechnym w Warszawie miała miejsce premiera widowiska aspirującego do miana wariacji na kanwie "Klątwy" Wyspiańskiego. Mamy tam do czynienia z wulgarnym profanowaniem symboli chrześcijańskich oraz postaci związanych z chrześcijaństwem, znieważaniem ojczyzny, deklarowaniem dzieciobójstwa oraz zbiórką pieniędzy na zabójstwo wiodącego przedstawiciela sceny politycznej. A wiele z tego w oparach seksualnej manii.
O tym zdarzeniu pisze już wielu, jedni z zachwytem dla artystycznej odwagi, inni z oburzeniem. Ja jednak trochę z innej beczki... Oczywiście, że sprawa jest bulwersująca i wiele w jej opisie woła o interwencję prokuratora, ale! zdaje się- miało wołać...
Z życiowego doświadczenia wiem, że im większa próba szokowania wyglądem lub zachowaniem u artysty, tym mniej ma do powiedzenia ów człek jako twórca. Najwybitniejsi i najgenialniejsi ludzie, to na ogół osoby z pozoru nierzucające się w oczy. Oni nie mają czasu na polerowanie image'u, bo pochłonięci są swoją działalnością. Sądzę, że tu mamy do czynienia z sytuacją analogiczną: jak nie ma się nic do przekazania, to próbuje się szokować, nie gardząc i rzeczami niegodziwymi, byle ktoś zwrócił uwagę i byle można było powiedzieć o sobie: artysta, o którym się mówi. Tylko, że to nie jest artyzm, to chorobliwy egotyzm patrzący w oblicze własnego twórczego uwiądu. Nic więcej. Na swój sposób współczuję ofiarom imperatywu "bycia zauważonym", jaki kreuje współczesna zachodnia cywilizacja, by zapełnić duchową próżnię, którą coraz częściej tchnie. Oczywiście, w kwestiach łamania prawa należy się prokurator, a co do reszty, to raczej dobry terapeuta niźli nasza oburzona uwaga, ona bowiem jedynie rozkręca wyobrażenia ludzi złaknionych poklasku z powodu własnej artystycznej indolencji. No bo, co właściwie trzeba jeszcze robić, jaki przekaz, jakie uczucia odkryć przed widzem, jaki zawodowy kunszt zaprezentować, jaką wrażliwość odsłonić po tym, kiedy pokaże się mu, za przeproszeniem, gołe cztery litery albo wystawi środkowy palec? Nic więcej robić nie trzeba, bo i tak będą mówić. Problem w tym, że "pokazywanie" to nie działka aktora, a parkowego ekshibicjonisty, ale kto o tym jeszcze pamięta w dobie pogoni za rozgłosem? Symboliczny "tyłek" to zawsze ostatnia deska ratunku przed obnażeniem pustki. A odwaga? Proszę mi powiedzieć, czy większej odwagi wymaga odkrycie przed innymi własnego bólu i tego, że na czymś nam zależy, czy piłowanie krzyża w gronie, dla którego będzie to czyn chwalebny lub emocjonalnie podniecający? Jakiej trzeba odwagi we współczenej Europie, żeby piłować krzyż? Odwagi wymaga, żeby nad tym zapłakać, bez względu na religijne przekonania.
A co do tych, którzy sieją poklask. Cóż, to jak zwykle dwie grupy: pierwsi, to ci, którzy mają w tym polityczny, ideologiczny lub biznesowy interes, a drudzy, to ci, którym pierwsi tak bardzo imponują, że aby, chociaż w wyobrażeniach, znaleźć się z nimi w jednej społecznej grupie, gotowi są oklaskiwać nawet psie odchody i płacić za nie, jak za luksus.
Wobec powyższego uważam, że po natychmiastowym zamknięciu tego "spektaklu", dużo skuteczniejsze będzie wytoczenie sprawy niż toczenie piany i głucha cisza zamiast larum. Proszę mi wierzyć, dla "twórców" będzie to dużo dotkliwsza kara. W przeciwnym razie zaczniemy odgrywać swoją rolę w scenariuszu, który dla nas napisali i staniemy się częścią tego samego przedstawienia.
O tym zdarzeniu pisze już wielu, jedni z zachwytem dla artystycznej odwagi, inni z oburzeniem. Ja jednak trochę z innej beczki... Oczywiście, że sprawa jest bulwersująca i wiele w jej opisie woła o interwencję prokuratora, ale! zdaje się- miało wołać...
Z życiowego doświadczenia wiem, że im większa próba szokowania wyglądem lub zachowaniem u artysty, tym mniej ma do powiedzenia ów człek jako twórca. Najwybitniejsi i najgenialniejsi ludzie, to na ogół osoby z pozoru nierzucające się w oczy. Oni nie mają czasu na polerowanie image'u, bo pochłonięci są swoją działalnością. Sądzę, że tu mamy do czynienia z sytuacją analogiczną: jak nie ma się nic do przekazania, to próbuje się szokować, nie gardząc i rzeczami niegodziwymi, byle ktoś zwrócił uwagę i byle można było powiedzieć o sobie: artysta, o którym się mówi. Tylko, że to nie jest artyzm, to chorobliwy egotyzm patrzący w oblicze własnego twórczego uwiądu. Nic więcej. Na swój sposób współczuję ofiarom imperatywu "bycia zauważonym", jaki kreuje współczesna zachodnia cywilizacja, by zapełnić duchową próżnię, którą coraz częściej tchnie. Oczywiście, w kwestiach łamania prawa należy się prokurator, a co do reszty, to raczej dobry terapeuta niźli nasza oburzona uwaga, ona bowiem jedynie rozkręca wyobrażenia ludzi złaknionych poklasku z powodu własnej artystycznej indolencji. No bo, co właściwie trzeba jeszcze robić, jaki przekaz, jakie uczucia odkryć przed widzem, jaki zawodowy kunszt zaprezentować, jaką wrażliwość odsłonić po tym, kiedy pokaże się mu, za przeproszeniem, gołe cztery litery albo wystawi środkowy palec? Nic więcej robić nie trzeba, bo i tak będą mówić. Problem w tym, że "pokazywanie" to nie działka aktora, a parkowego ekshibicjonisty, ale kto o tym jeszcze pamięta w dobie pogoni za rozgłosem? Symboliczny "tyłek" to zawsze ostatnia deska ratunku przed obnażeniem pustki. A odwaga? Proszę mi powiedzieć, czy większej odwagi wymaga odkrycie przed innymi własnego bólu i tego, że na czymś nam zależy, czy piłowanie krzyża w gronie, dla którego będzie to czyn chwalebny lub emocjonalnie podniecający? Jakiej trzeba odwagi we współczenej Europie, żeby piłować krzyż? Odwagi wymaga, żeby nad tym zapłakać, bez względu na religijne przekonania.
A co do tych, którzy sieją poklask. Cóż, to jak zwykle dwie grupy: pierwsi, to ci, którzy mają w tym polityczny, ideologiczny lub biznesowy interes, a drudzy, to ci, którym pierwsi tak bardzo imponują, że aby, chociaż w wyobrażeniach, znaleźć się z nimi w jednej społecznej grupie, gotowi są oklaskiwać nawet psie odchody i płacić za nie, jak za luksus.
Wobec powyższego uważam, że po natychmiastowym zamknięciu tego "spektaklu", dużo skuteczniejsze będzie wytoczenie sprawy niż toczenie piany i głucha cisza zamiast larum. Proszę mi wierzyć, dla "twórców" będzie to dużo dotkliwsza kara. W przeciwnym razie zaczniemy odgrywać swoją rolę w scenariuszu, który dla nas napisali i staniemy się częścią tego samego przedstawienia.

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Data publikacji: 21.02.2017 13:10
Wicepremier Gliński o "Klątwie": Nie ulegajmy prowokacjom. Przygotowywane zawiadomienie do prokuratury
25.02.2017 01:00

Komentarzy: 0
- W związku z licznymi pytaniami ws. ekscesów, jakie mają miejsce w jednym z teatrów należących do m.st. Warszawy, informuję, że placówka ta nie jest instytucją podległą MKiDN, w związku z tym minister nie ma wglądu w jej plany, ani żadnych narzędzi nadzorczych - pisze wicepremier i minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński
Czytaj więcej
To nie narusza standardów Facebooka: "Wojtyła [...] dzieci"
24.02.2017 18:24

Komentarzy: 0
Standardy kulturowe propagowane przez niektóre teatry, znajdują swoje odbicie społeczne na przykład pod postacią tego co możemy znaleźć na jednej z grup na FB, która została przejęta przez miłujące tolerancję i demokrację trolle, w której tle możemy zobaczyć przeróbkę zdjęcia bramy niemieckiego obozu zagłady Auschwitz. Tyle, że zamiast napisu "Arbeit macht frei" widzimy napis "Wojtyła (tu wulgarne określenie kopulacji) dzieci"
Czytaj więcej
Aktor teatralny o twórcach "Klątwy": "Powieś durniu kukłę Mahometa na sznurze. Nie zrobisz tego"
24.02.2017 12:45

Komentarzy: 0
- Mnie nikt nie może nazwać aktorem-kołtunem, zatrzaśniętym w ograniczeniach, pełnym lęku, wstydu i autocenzury... Po zagraniu w prapremierze głośnego "Lubiewa" i otrzymaniu nagrody aktorskiej za tę rolę w Bydgoszczy - JESZCZE ZA DYREKCJI ŁYSAKA - takie zarzuty są pocieszne (...) mam pełne prawo dyskutować DYSKUTOWAĆ, spierać się, nawet z samym Panem Bogiem, nawet bluźnić w szczerym gniewie, jak Konrad - ale NIE MAM PRAWA szydzić bezrozumnie, (tu wulgarne określenie defekacji) I PLUĆ na Osoby, Sprawy, których moc i wielkość (jeśli nawet mi obce) są dla milionów BEZDYSKUSYJNE - pisze w żołnierskich słowach o tak zwanym "spektaklu" "Klątwa" wystawianym na deskach warszawskiego "Teatru Powszechnego Paweł Sanakiewicz aktor teatralny i filmowy.
Czytaj więcej
[video] Scheuring-Wielgus jak Petru?-"A nie insynuować postfakty". Mazurek -"Nie bardzo wiem o czym mowa"
23.02.2017 14:16

Komentarzy: 0
Ryszard Petru znany jest z lapsusów językowych i wpadek. Jego posłanki, z Joanną Scheuring-Wielgus, niewiele mu w tym zakresie ustępują, a nawet zdają się w tym zakresie chwilami osiągać poziom mistrza. Co tym razem powiedziała posłanka Nowoczesnej w programie Roberta Mazurka w RMF FM, w którym porównywała również spektakl "Klątwa" do filmu "Smoleńsk"
Czytaj więcej
Teatr Powszechny: "Posty zawierające mowę nienawiści będą usuwane i zgłaszane". Czy obłuda ma granice?
23.02.2017 13:06

Komentarzy: 0
Podczas spektaklu na podstawie dramatu "Klątwa" Wyspiańskiego w reżyserii chorwackiego skandalisty Olivera Frljića mają miejsce takie sceny jak wieszanie Jana Pawła II, opowieść o scenie zbierania pieniędzy na zabójstwo Jarosława Kaczyńskiego, załatwienia potrzeb fizjologicznych pod Krzyżem, pocieranie Krzyżem krocza i wiele innych. Czemu ma to służyć za wyjątkiem prowokacji nie wiadomo, wiadomo natomiast, że sprowokowanych komentatorów Teatr Powszechny na swoim profilu FB uprzedza: "Szanowni Państwo, \nInformujemy, że wszelkie posty i komentarze zawierające mowę nienawiści, bezpośrednie ataki i pogróżki są na bieżąco dokumentowane, usuwane i zgłaszane". Czy obłuda ma jakieś granice?
Czytaj więcej