Szukaj
Konto

7 książek o sowieckiej okupacji, zsyłkach i łagrach, które warto znać, wg. Sebastiana Reńcy

Sowiecka piechota wkraczająca 17.09.39 r. do Polski
Źródło: Wikipedia | Autor: nieznany | Licencja: domena publiczna | Sowiecka piechota wkraczająca 17.09.39 r. do Polski
W jednym z badań CBOS dotyczących pamięci historycznej 5 proc. respondentów wskazało wkroczenie Armii Czerwonej do Polski 17 września 1939 r. wśród najważniejszych wydarzeń XX wieku. Badani mogli wybrać maksymalnie trzy wydarzenia. Sebastian Reńca przedstawia siedem książek o sowieckiej okupacji, zsyłkach i łagrach, które warto znać.
Co musisz wiedzieć:
  • Sebastian Reńca wybiera siedem książek pokazujących różne doświadczenia sowieckiej okupacji: codzienność Wilna i Lwowa, kolaborację części elit, łagry oraz los polskich zesłańców.
  • Na liście znalazły się zarówno powieści i wspomnienia, m.in. Józefa Mackiewicza, Sergiusza Piaseckiego i Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, jak i opracowania historyczne Grzegorza Hryciuka, Bohdana Urbankowskiego oraz Jana Tomasza i Ireny Grudzińskich-Gross.
  • Ranking ma charakter osobisty – autor nie próbuje stworzyć pełnej bibliografii sowieckiej okupacji, lecz wskazuje książki, które jego zdaniem najlepiej pozwalają zrozumieć doświadczenie ludzi żyjących pod sowieckim terrorem.

Utrata Wilna i Lwowa

Powtórzmy - 5%, a przecież to właśnie wówczas utraciliśmy dwa najważniejsze polskie miasta: Lwów i Wilno. Miasta, choć pełne mniejszości narodowych, to tętniące polskością. Okupacja sowiecka, a później niemiecka i na powrót sowiecka robiły wszystko, by wyrugować polskość tamtych ziem. Dziś robią to i Ukraina, i Litwa…

Lwów i Wilno były miastami uniwersyteckimi, z którymi związanych jest masa Polaków, pisarzy, naukowców, prawników, polityków, żołnierzy… Ich życiorysy odcisnęły się na naszej historii. Ostra Brama, Orlęta, cmentarze na Łyczakowie i Rossie, więzienia Łukiszki i Brygidki, miejsca kaźni Wzgórza Wuleckie, lasy w Ponarach – dziś dla wielu to tylko hasła encyklopedyczne, dlatego warto sięgać po książki, które mówią o tych miejscach nieco więcej niż Wikipedia. Które mówią o ich mieszkańcach.

 

Siedem najważniejszych książek o sowieckiej okupacji

Poniżej przedstawiam mój prywatny ranking 7 najważniejszych książek o sowieckiej okupacji, zsyłkach i łagrach.

Józef Mackiewicz, "Droga donikąd".

Jestem szczęściarzem. Dlaczego? Ponieważ odwiedziłem dom Józefa Mackiewicza w Czarnym Borze pod Wilnem. Widziałem go i dotykałem takim, jakim był w czasach, gdy w czasie okupacji mieszkał w nim pisarz zwany „ptasznikiem z Wilna”. Dziś w tym miejscu stoi tak sam dom, ale został wybudowany na nowo. 

Będąc więc szczęściarzem, siedziałem przed tym domem, paliłem papierosa, słońce chyliło się ku zachodowi, a ja miałem przed oczami scenę z pierwszych stron Drogi donikąd, gdy Karol z Pawłem myją się w miednicy ustawionej przy studni, na którą patrzę: Wstawało właśnie słońce z lasów pokrywających kraj. Na każdym listeczku lśniła rosa, o której powszechnie mówi się, się jest srebrna, choć w istocie swej nijaka, nieziemska, z nieba spadła, i dlatego tak orzeźwiająca. Ptaki na drzewach robiły razem z nimi swą poranną toaletę smarując dziobem piórka i głośno usiłując przekonać się nawzajem, że na świecie jest radośnie. W rzeczywistości tylko zwierzęta albo bardzo doświadczeni ludzie wiedzą, w jakim stopniu radość zależy od stanu pogody. Zawsze wychodzili o świcie pod studnię, żeby się umyć. Sprawiało im przyjemność prosto ze snu skoczyć obydwiema nogami w świeżość dnia jak w orzeźwiającą rzekę. Niestety w XXI wieku, przy tej studni nie było już „krzewów wiśniowych, z których można było zerwać i zjeść na czczo purpurowe owoce”.

Powieść Mackiewicza jest o zwykłych, można by rzec, normalnych ludziach, którym przyszło żyć w strasznych czasach. Nie ma i nie będzie już lepszej książki o tamtej upiornej rzeczywistości, w której strach był jakby podskórny, bo niewidoczny, tak, jak chociażby na ulicach okupowanej przez Niemców Warszawy. Ten strach powodował, że mieszkańcy Wileńszczyzny czekali na wojnę, a po drugie, wypatrywali znaków. Tym, który dał im nadzieję, był Ola Iwaszko, czyli „prorok z Popiszek”.

Jestem po wtóre szczęściarzem, ponieważ peregrynując po Wileńszczyźnie śladami Józefa Mackiewicza i jego książek, dotarłem do Popiszek. Widziałem dom, w którym po wojnie mieszkał Ola, i w którym umarł. Rozmawiałem z ludźmi, którzy go znali i się nim opiekowali. W końcu odwiedziłem jego grób. Józef Mackiewicz był przed wojną reporterem w „Słowie” i stając się pisarzem, nie zapomniał o swym reporterskim talencie. Dlatego, choć Droga donikąd, to powieść, ja ją traktują jako kapitalne źródło wiedzy o czasach sowieckiej okupacji.

Sergiusz Piasecki, "Człowiek przemieniony w wilka"

W tej książce niemal nie ma Sowietów. Owszem, zaraz na początku powieści jest żołnierz Armii Czerwonej, który… pomaga głównemu bohaterowi, co Piasecki kwituje refleksją bohatera: „I między nimi są dobrzy ludzie. Mam szczęście, że nie trafiłem na gorszych”. O tamtej codzienności na Wileńszczyźnie, z podskórnym strachem przed zatrzymaniem przez NKWD, przed zesłaniem, przed przesłuchaniem nie dowiecie się z żadnych mądrych, bo naukowych książek, tylko i wyłącznie z prozy Mackiewicza i Piaseckiego.

"Człowiek przemieniony w wilka", to opowieść o tym, że w tych strasznych czasach trzeba było żyć i kombinować, jak zarobić, jak mieć co jeść, gdzie mieszkać. Wtedy lepiej było się zaszyć gdzieś dalej od Wilna. Tak zresztą zrobił Mackiewicz, i tak zrobił główny bohater powieści Piaseckiego. Cenię w tej książce dwa cytaty o tym, że potrzebna nam jest prawda, a nie „perfumowany gnój”:

A dla historii jest potrzebna prawda. Nie ta prawda, z której wyrastają legendy patriotyczne, która dogadza naszym ambicjom. Ale prawda łez, krwi, upokorzeń, upadków…

I cytat drugi:

Przekonamy się po wojnie, jeśli dożyjemy, że w małej historii obecnych czasów będą pisać pompatycznie o solidarności podczas wojny i okupacji wszystkich warstw narodu polskiego. Ale historia jest po to, żeby utrwalać bzdury i grzebać prawdę. Żeby dogadzać dumie narodowej i perfumować gnój i rozpad. Czytałeś już w prasie podziemnej, słyszałeś przez radio o braterstwie i ofiarności. Ale gdzie one są? Owszem są, lecz jakże rzadko.

Sergiusz Piasecki, "Zapiski oficera Armii Czerwonej"

W Człowieku przemienionym w wilka Piasecki napisał, że krasnoarmiejscy mówią i myślą, jakby byli z innej planety. Zapiski oficera… są taką wiwisekcją sowieckiej duszy. Główny bohater czyli młodszy lejtnant Miszka Zubow, to typowy homo sovieticus, co to zakąsza wódeczkę posolonym, potem zalanym octem i posypanym pieprzem bananem, przez co ino odruch wymiotny się ma. A przecież każdy normalny człowiek wie, że banan na zakąskę najlepszy jest kiszony albo marynowany, a nie surowy. Miszka, że był nie w ciemię bity, to na ten przykład zęby sobie złotem ozdobił i był z siebie dumny:

Po prostu napatrzyć się ja sam na siebie nie mogłem. Od tego czasu zacząłem ja, chodząc ulicami, zawsze się śmiać, żeby ludziska moje złote zęby widzieli. Jakbym nie żałował pieniędzy, to bym wszystkie złote zęby sobie wprawił.

Lejtnant był tak wdzięczny Adolfowi Hitlerowi za to, że razem z towarzyszem Stalinem zlikwidował pańską Polskę, że nawet sprawił sobie portret wodza III Rzeszy, a pod nim napisał: „Adolf Hitler – największy przyjaciel Wodza Rosji, I.W. Stalina” i zapisał w kajecie:

Powiesiłem ja portret Hitlera naprzeciw portretu Stalina. Niech sobie tak wiszą, kochani wodzowie, i cieszą się sobą...

Grzegorz Hryciuk, "Polacy we Lwowie 1939-1944. Życie codzienne"

Od satyry przejdźmy do paskudnej rzeczywistości. Tamtą lwowską upiorną rzeczywistość najlepiej chyba opisał historyk Grzegorz Hryciuk. W tej książce jest wszystko, co należy wiedzieć o okupacji i okupantach, zarówno sowieckich, jak i niemieckich. Czytelnik dowie się z niej wielu informacji, chociażby o „subotnikach” czyli bezpłatnej pracy na rzecz państwa, czy o tym, że dniami wolnymi od pracy była m.in. rocznica śmierci Lenina oczywiście pierwszomajowe Święto Pracy, rocznica uchwalenia konstytucji stalinowskiej i oczywiście rewolucji październikowej.

Ja na przykład nie miałem pojęcia, że Sowieci choć zlikwidowali „burżuazyjne” kluby piłkarskie, to ich zawodników wcielili do swoich klubów, a w jednym z nich grał sam Kazimierz Górski, w czasach późniejszych najlepszy trener piłkarski, jakiego Polska miała. Grzegorz Hryciuk trafnie zauważa w swej książce, że:

Polska w latach II wojny światowej szczyciła się mianem kraju bez kolaborantów. W odniesieniu do okupacji niemieckiej była to prawda (…). Na Kresach Wschodnich natomiast w latach 1939-1941 występowały elementy daleko posuniętej współpracy z wrogiem.

Bohdan Urbankowski, "Czerwona msza czyli uśmiech Stalina"

Ta książka jest właśnie o współpracy naszych pisarzy i poetów z sowiecką władzą. To kompendium wiedzy na temat „perfumowanego gnoju”, czyli kolaboracji literatów z sowiecką władzą i z komunizmem, co miało swój początek właśnie we Lwowie. 

Któż wtedy nie wychwalał nowej władzy, Armii Czerwonej i samego Stalina? Tadeusz Boy-Żeleński, Stanisław Jerzy Lec, Aleksander Wat, Władysław Broniewski i inni.

Jeden z najważniejszych polskich pisarzy ubiegłego wieku Gustaw Herling-Grudziński 5 stycznia 1977 r. notował w swym Dzienniku pisanym nocą, że tamta sowiecka okupacja Lwowa, była swego rodzaju poligonem doświadczalnym powojennej rzeczywistości krajowej, a więc skundlenia „intelektualistów”. Na tamtym poligonie lat 1939-1941 szalały „wśród intelektualistów (z nielicznymi wyjątkami) strach, głupota i znieprawienie”. Niemal dwie dekady później Herling dodawał, że miasto było „pogrążone w koszmarze okupacji sowieckiej”, ale pobyt we Lwowie był dla niego bardzo ważny, ponieważ zobaczył w nim wspomniany „poligon doświadczalny sowietyzacji przeprowadzonej na polskiej inteligencji” i ta przykra wiedza została mu na całe życie.

Gustaw Herling-Grudziński, "Inny świat"

Pisarz opuścił Lwów i zaszył się w Grodnie, skąd chciał uciec na Litwę. Przemytnicy, którzy mieli go przeprowadzić przez granicę okazali się ludźmi NKWD i Gustaw Herling-Grudziński trafił do innego ze światów…

Nie ma lepszej, reportersko-literackiej książki o łagrach. Była to najdłuższa książka Herlinga (nie licząc Dziennika), bardzo osobista. Rozpoczął ją pisać tuż po wyjściu z sowieckiego obozu. Za parę kopiejek kupił zeszyt i – jak sam mówił – narodził się jako pisarz. Wtedy szybko zaniechał pisania, ale książkę miał w głowie i nosił ją w sobie przez osiem lat. W końcu do niej wrócił i napisał, i jak później mówił Włodzimierzowi Boleckiemu, manuskrypt książki jest wyjątkowy, ponieważ jest w nim niewiele skreśleń. Mówił również coś takiego o Innym świecie:

To były te historie, które zachowałem w pamięci. I kiedy myślałem o napisaniu książki, to nie planowałem kompozycji, która dawałaby poczucie nagromadzenia potwornych okrucieństw i prześladowań i tej wielkiej kupy gnoju, którą był obóz. Po prostu miałem przed oczami konkretne ludzkie twarze.

I dalej mówi o kobiecie, zgwałconej przez „urków”, co opisał w rozdziale Nocne łowy. Spotkał ją potem w Palestynie „jako już dojrzałą i zupełnie zniszczoną kobietę”.

Jan Tomasz Gross, Irena Grudzińska-Gross, "W czterdziestym nas Matko na Sibir zesłali..."

Nic tak nie boli, jak krzywda dziecka. Opracowanie, które zostawiłem na koniec, jest wstrząsające, bo w całości składa się z relacji maluchów, które ocalały i uciekły wraz z armią gen. Władysława Andersa z nieludzkiej ziemi. Inny świat widziany oczami dziecka musi pozostawić ślad w psychice i pamięci czytelnika relacji maluchów. Człowiek odkłada po kilku stronach książkę i zadaje sam sobie pytanie: DLACZEGO. Józef Czapski wspominał w "Na nieludzkiej ziemi", jak mały Michaś, czekając na przekroczenie granicy z Iranem, odnajduje portret Stalina i „wznosi nagle ku twarzy dyktatora swój ściśnięty kułaczek”. Ten kułaczek był złością i nienawiścią tysięcy małych Polaków wobec tego, o którym nasi poeci pisali pochwalne wiersze, w tym również nobliści.

W relacjach zebranych przez Grossów uderza ich podobieństwo. Praktycznie w większości życiorysów funkcjonowanie pod okupacją sowiecką, potem zesłanie i życie wyglądały tak samo. Dzieci, które w ogóle nie powinny się tym interesować, doskonale wiedziały, ile kosztuje chleb, gdzie ukraść kartofle albo pozbierać pokrzyw na zupę, jak skombinować deski na trumnę dla najbliższych. Głód przewija się w niemal każdej relacji. Zdarzało się, że rodzice, widząc, że ich dzieci głodują, tracili chęć do życia, wariowali z niemocy. Mały Waldek z powiatu rówieńskiego tak opisywał swoje zesłanie (pisownia oryginalna):

Gdy nas przywieziono na sybir w ciemne lasy i duże śniegi w zimne baraki dzieci małe zaczęli umierać z głodu i chłodu jeść nie było co a do roboty gonili ludzi czy kto chciał czy nie chciał jeżeli nie poszedł do roboty to nie dostał cały dzień jeść i wsadzano do więzienia zimnego.

Jeden z najważniejszych polskich pisarzy Waldemar Łysiak mówił kiedyś w wywiadzie:

Dla mnie emblemat-symbol tragedii Polaków katowanych przez Stalina to rysunek Marii Byrskiej, jednej z ofiar stalinowskiej wywózki, rysunek ukazujący trupka w walizce – zmarłego chłopczyka, który nie przeżył katorgi.

Czytając wspomnienia dzieci zsyłanych w głąb Związku Sowieckiego, przypomniałem sobie ten rysunek.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 17.09.2026 17:05
Źródło: Tysol.pl