Szukaj
Konto

Ryszard Czarnecki: Eksplozja, kuzynki Hitchcocka i „Mazurek Dąbrowskiego”....

22.09.2019 10:44
Ryszard Czarnecki: Eksplozja, kuzynki Hitchcocka i „Mazurek Dąbrowskiego”....
Źródło: pixabay.com/TaniaVdB
Komentarzy: 0
To była eksplozja. Spokojnie, nic złego. To była eksplozja z kategorii tych, gdzie nikt nie ginie, a bardzo wiele osób się cieszy. No, może nie wszyscy. Cieszyli się Polacy – a smucili Niemcy, co samo w sobie nie jest specjalnie smutne. Naszym zachodnim sąsiadom nie życzę źle, ale kiedy grają mecze międzypaństwowe z Biało-Czerwonymi, to, proszę wybaczyć, kciuków za nich nie trzymam.

Zatem nastąpiła eksplozja. To eksplodowała łódzka hala sportowa "Arena", czasem pieszczotliwie zwana "Arenką." Było już chyba po 23-ciej, zakończył się mecz Polski i Niemiec w siatkówce kobiet. Poza halą była już ciepła, letnia noc. Polki po zażartym, heroicznym, epickim boju, wygrały 3:2 z drużyną znad Renu i Łaby. Zdecydował piąty set, bo widać nasze dziewczyny są spokrewnione z Alfredem Hitchcockiem i lubią dozować napięcia aż do -szczęśliwego - finału. To był sportowy horror, w którym w rolach głównych i pozostałych wystąpiły same damy. Była tam "pierwsza strzelba Rzeczpospolitej" - Malwina Smarzek-Godek, o której niemiecka prasa pisała ze strachem - i słusznie! - jako o "kobiecie z tatuażem". Była też Magdalena Stysiak, która urodziła się już w tym stuleciu, w roku 2000. Ma niespełna 19 lat, a kiedy Polki ostatni raz były w pierwszej czwórce mistrzostw Europy, to mała Madzia chodziła do drugiej klasy szkoły podstawowej.

Tak, dziś będę pisał wyłącznie o kobietach. Bo zaimponowały mi charakterne Polki, które w ciągu jednego roku z zespołu lekceważonego i nie budzącego w Polsce większego zainteresowania stały się potęgą, na mecze której można było kupić bilet na czarnym rynku za… 1000 złotych. To było sportowe szaleństwo. Na mecze Biało-Czerwonych w Łodzi przychodziły w ostatniej fazie rozgrywek ME komplety publiczności czyli prawie 10 tysięcy. Mogłoby więcej, ale organizatorzy nie przewidując takiej hossy i frekwencji zdecydowali się… odłączyć część trybun, zmniejszając sobie wpływy z biletów, a kibicom ograniczając możliwość dopingowania.

Gdy 10 lat temu - też nomen, omen, w Łodzi - Polki zdobywały ostatni swój medal w ME, w drużynie była młoda Paulina Maj. Dzisiaj gra dalej i jest jedyną w zespole mamą: przed meczem spotykam ją z mężem i małym dzieckiem w hotelu, gdzie stacjonują nasze reprezentantki i wadze PZPS. Można być matką i grać w jednej z najlepszych drużyn na Starym Kontynencie! Ba, skoro Polki weszły do Final Six, czyli najlepszej szóstki na świecie, to reprezentują też globalną ekstraklasę, a nie tylko europejską.

Wiem, trwa kampania, i pewnie oczekujecie Państwo, żebym pisał o polityce, chwalił i potępiał kogo trzeba, ale mnie urzekły dumne polskie dziewczyny, które przed meczem śpiewały "Mazurka Dąbrowskiego" w taki sposób, że i cynikowi łza by się w oku zakręciła.

A potem wygrały z Niemkami…

*tekst ukazał się w "Gazecie Polskiej" (11.09.2019)

Komentarzy: 0
Data publikacji: 22.09.2019 10:44