Romuald Szeremietiew: Tuż przed katastrofą

(…)
Robert Rochowicz: Jakie są losy przetargów, które miały być wkrótce rozpoczęte?
- Przetarg można rozpocząć dopiero po tym, gdy zostaną spełnione warunki ściśle określone przez prawo. W naszym przypadku najpierw musi być stosowne zapotrzebowanie odpowiedniego dowództwa wojskowego, następnie plan zatwierdzony przez ministra ON oraz źródła finansowania określone zgodnie z wymogami ustawy o finansach publicznych. Projekt planu zakupów na 2001 r. złożyliśmy Ministrowi ON w połowie grudnia roku ubiegłego. Przy końcu lutego br. Minister projekt zatwierdził. Decyzję budżetową MON otrzymaliśmy w drugiej dekadzie kwietnia. W oparciu o ten dokument, w siedem dni później, przedłożyliśmy Ministrowi plan zakupów i badań. Z wyłączeniem kilku pozycji plan został zatwierdzony przez Ministra w połowie maja. W dniu 25 maja sejm uchwalił ustawę o finansowaniu planu 6-letniego, co otwiera drogę do kontraktów wieloletnich. Tak więc wygląda przebieg zdarzeń warunkujących rozpoczęcie przetargów. Nie trzeba dodawać, że podjęte postępowanie przetargowe musi być zgodne z ustawą o zamówieniach publicznych, która określa też w jakim czasie można przetarg rozstrzygnąć.
________________________________________
Czas niezbędny dla wykonania określonych czynności w procesie przetargowym.
________________________________________
Lp. Etap realizacji zamówienia Czas konieczny do wykonania etapu
1 Opracowanie i uzgodnienie z użytkownikiem zadania stanowiącego podstawę merytoryczną I studialnej dla fazy zakupu. Ok. 3 tygodnie
2 Opracowanie planu sposobu realizacji zamówienia i specyfikacji istotnych warunków zamówienia. Od 1 do 4 tygodni, w zależności od stopnia złożoności tematu.
3 Zaproszenie do zgłoszenia zainteresowanych udziałem w przetargu. 3 tygodnie - zgodnie z ustawą o zamówieniach publicznych.
4 Przedstawienie ofert przez oferentów (czas konieczny dla analizy przedmiotu zamówienia, dokonania kalkulacji finansowej, uzgodnienia kooperacji, analizy zakupów, uzyskanie stosownych zaświadczeń). Od 4 do 6 tygodni - zgodnie z ustawą o zamówieniach publicznych.
5 Analiza ofert przez komisję. Minimum 1 tydzień.
6 Zawarcie umowy Minimum 1 tydzień.
Razem: Od 13 do 18 tygodni.
________________________________________
Przypomnę, że do niedawna mogliśmy operować w ramach środków rozliczanych w jednym roku budżetowym. To bardzo utrudniało proces kontraktacji i bywało powodem kłopotów z wydatkowaniem na czas środków budżetowych. Ma też negatywny wpływ na prace badawcze. Tzw. programy B+R (badań i rozwoju) są ustawicznie niedofinansowywane, bo dowódcy co roku mówią, że nie mogą dać tyle pieniędzy, ile było poprzednio zaplanowanych. Przykładem ustawicznych trudności z finansowaniem jest chociażby program LOARA rokujący przecież duże nadzieje na sukces. Chcę jednak sprostować powierzchowne opinie o rzekomo niskiej efektywności realizowanych badań. (Można usłyszeć opinie, że poza rakietą plot. "Grom" i czołgiem PT-91 nic nam się nie udało.) A wobec tego co oznacza zakończenie pozytywnym efektem takich zadań jak: Nur-22 i Nur-11, Łowcza, Tytanit, Jodek, Beskid, Sum, Mid, Kroton, Etna i wiele innych. W latach 1998-2000 dla wojsk lądowych zostało wdrożonych w pełni do produkcji 80 zakończonych prac. W Polsce prawie 72 proc. wszystkich prac badawczych podlega procesowi wdrożenia. To naprawdę bardzo dobry wynik skoro wiadomo jaka jest natura badań naukowych - nie każde badanie kończy się sukcesem.
Czym innym jest też dyskutowanie i rozważanie jakie uzbrojenie chcielibyśmy kupić, a czym innym przeprowadzenie zakupu. Ludzie często mylą wypowiedzi i dyskusje o zamiarach zakupów z faktem ogłoszenia przetargu. Dlatego odpowiadając na różnego rodzaju wątpliwości wyjaśniam, że jak dotąd nie było np. przetargu na transporter kołowy czy na przeciwpancerne pociski kierowane. Były natomiast liczne dyskusje na ten temat, badanie możliwości ogłoszenia przetargów, rozważanie różnych wariantów uzyskania tego uzbrojenia i poszukiwanie pieniędzy.
Obejmując stanowisko w MON zastałem uruchomiony przetarg na samobieżną armato-haubice 155 mm. Ten środek bojowy znajdował się w zapotrzebowaniu wojsk lądowych, jest zgodny z odpowiednim celem NATO przyjętym przez nasze siły zbrojne, były wydzielone pieniądze i był … nie rozstrzygnięty przetarg. Doprowadziłem do zakończenia procedury. Prace, mimo ograniczeń finansowych idą bardzo dobrze i w czerwcu pokażemy prototyp działa. Dziś dowiaduję się, że uzbrojenie wojska w armato-haubicę 155 mm nie jest najważniejsze i trzeba zastanowić się czy ten program warto kontynuować. Czy to oznacza, że miałem może "utrupić" rozpoczęte wcześniej postępowanie? Gdybym to zrobił, to dziś pewnie usłyszałbym zarzut: mogłeś zakończyć program armato-haubicy, czemu tego nie zrobiłeś? Czasami odnoszę wrażenie, że w Polsce obowiązuje zasada: cokolwiek zrobisz będzie źle. Najbezpieczniej jest więc nic nie robić.
Robert Rochowicz: Czy chciałby pan mieć dalszy wpływ realizację 6-letniego programu?
- We wrześniu będą wybory parlamentarne i wnosząc z sondaży przedwyborczych należy przypuszczać, że inni ludzie będą kierować resortem obrony. Mógłbym więc powiedzieć, że to już nie jest moja bajka. Ale pomijając ten wyborczy szczegół odpowiadam, że chciałbym mieć wpływ na realizację planu. Plan 6-letni jest wynikiem pracy zespołu kierującego ministerstwem obrony. Jest niejako zakończeniem, finałem naszej i mojej działalności w MON. Przyjęty plan modernizacji armii to bardzo ciekawy i ambitny program. Będzie bardzo trudny w wykonaniu i może przynieść zakładane rezultaty, ale może też zawieść. Wiadomo, że przysłowiowy diabeł tkwi we wskaźniku wzrostu gospodarczego i wielkości PKB. Jeżeli będzie następował wzrost PKB, to zgodnie z ustawą o finansowaniu programu będzie coraz więcej środków, ale jeżeli nie, to mogą się pojawić kłopoty. To jest wielkie wyzwanie, z którym chciałbym się zmierzyć. No cóż, wszystko w rękach wyborców.
Janusz B. Grochowski: Jaka jest pana bajka?
- Wolę powiedzieć jak była moja "bajka"? Trzeba niestety użyć czasu przeszłego, chociaż w polityce bywa, że może on zamienić się w przyszły, jeżeli przeszły okazał się czasem niedokonanym.
U progu wyborów w 1997 r. w AWS kierowałem Zespołem Bezpieczeństwa Narodowego i przygotowałem program w zakresie obronności. Bardzo żałuje, iż wynik układów politycznych (koalicja z UW) i wewnętrzna sytuacja AWS nie dały mi szansy na pełną realizację tego programu. A polegał on nie na zmniejszaniu stanów liczebnych sił zbrojnych, ale na zmianie ich wewnętrznej struktury. Przypominam tutaj o koncepcji oparcia obowiązkowej służby wojskowej na obronie terytorialnej i przekształceniu wojsk operacyjnych w siły profesjonalne, zawodowe. Musimy spełniać wymogi NATO tj. mieć oddziały zdolne do reakcji poza granicami kraju, ale nie możemy redukować naszej armii do rozmiarów korpusu interwencyjnego przeznaczonego do misji poza granicami Polski. Musimy szkolić rezerwy i mieć przygotowaną obronę Polski do czasu otrzymania pomocy sojuszników. Ten obowiązek wynika jednoznacznie z zapisów natowskiej "konstytucji" traktatu waszyngtońskiego - związek miedzy art. 3 i art. 5. Sadzę, że jeżeli będziemy mieli mniejsze wojska operacyjne (są drogie), a większość polskich sił zbrojnych będzie tanią, lekką piechotą, to przy takiej samej liczebności armii jej utrzymanie powinno mniej kosztować, a tym samym więcej środków będzie można przeznaczyć na nowoczesne uzbrojenie. Program, który przedstawiłem cztery lata temu przewidywał, że pierwsze 2 lata poświęcimy na przygotowanie reformy w siłach zbrojnych, a następne 2 na wdrożenie. Uważam bowiem, że powodzenie reformy zależy od akceptacji proponowanych zmian przez kadrę zawodową WP. A kadra musi mieć szansę je poznać, przedyskutować, także coś zmienić i dopiero później zaakceptować. Ludzie powinni mieć świadomość, że są uczestnikami procesów decyzyjnych i odpowiadają za ich wdrożenie. Przeprowadzane zmiany w siłach zbrojnych nie powinny być wiedzą tajemną wysoce oświeconego grona kierowniczego i dowódców, którym "ręka nie zadrży". Nie ma nic gorszego jak pomysł, który "ktoś" w nocy wymyśli i rano roześle do wykonania. Nic dziwnego, że w takim przypadku adresaci decyzji są zdziwieni, a większość przestraszona, bo sądzi, że nie spotka ich raczej nic dobrego. A ponadto kluczowym momentem w realizacji programu powinna być zgoda ponadpartyjna. Dowódcy wojskowi, którzy zaangażują się w zmiany w siłach zbrojnych muszą mieć pewność, że nie będą poddawani naciskom wraz ze zmianą kierownictwa resortu obrony.
Maria Wągrowska: Z pana głosu przebija pewien sceptycyzm. Czy źle to odczytuję?
- Myślę, że raczej realizm. Sceptycyzm oznacza brak wiary w osiągnięcie celu. Ja nie straciłem wiary w możliwość stworzenia nowoczesnych sił zbrojnych RP. Wiem jednak, że nie wystarczy tylko wiedzieć i chcieć. Trzeba jeszcze mieć w ręku niezbędne środki i możliwości działania. Nie chciałbym, aby moje doświadczenia potwierdziły powiedzenie, że pesymista to w istocie rzeczy dobrze poinformowany optymista. Wiem, że trwałych i dobrych rozwiązań nie można tworzyć w pośpiechu.
Maria Wągrowska: NATO zobowiązuje.
- NATO wcale nie nakazuje pośpiechu. A ja nie jestem zwolennikiem pośpiesznych działań. W 1992 r., kiedy objąłem resort po odwołaniu ministra Jana Parysa, miałem bardzo krytyczną ocenę funkcjonowania resortu obrony. Jednak wiedziałem, że będę miał do dyspozycji zaledwie parę miesięcy, a to zbyt mało by przeprowadzić konieczne reformy. Następny minister, który miał przyjść po mnie mógłby powiedzieć, że coś rozwaliłem i nic nie zbudowałem, że zostawiłem po sobie bałagan. Dziś jesteśmy w lepszej sytuacji, bo jak można sądzić wszystkie liczące się siły polityczne akceptują proponowany program zmian w wojsku. Jest on jednak rezultatem kilkuletniej pracy. Trochę szkoda, że te cztery lata już mijają.
Tadeusz Mitek: Ale te cztery lata to jednak dużo czasu.
- Oczywiście i sporo udało się zrobić. To nie był czas stracony. Z mojego programu udało się m.in. zrealizować zamiar szkolenia wojskowego młodzieży (klasy wojskowe w szkołach), wdrożono prace nad powołaniem Inspektoratu Wsparcia Terytorialnego (koncepcja OT została opracowana wcześniej), idziemy ku profesjonalizacji wojsk operacyjnych, realizujemy kilka ważnych programów modernizacyjnych i mamy pierwszy plan wieloletni oraz ustawa o finansowaniu potrzeb obronnych. To nie jest mało.
Polityka jest dziedziną, w której rzadko realizuje się 100 proc. planu. Uważam, że udało mi się zrealizować 30-35 proc. z tego, co zamierzałem. Oczywiście w trochę innych warunkach politycznych można było zrobić więcej, trochę inaczej, zapewne lepiej. Jestem jednak człowiekiem upartym i sądzę, że będę jeszcze miał sposobność by zrealizować to o czym myślę. Chciałbym przeczytać w gazetach, że mamy przyzwoite wojsko, którym można się pochwalić.
A co nie udało się zrealizować?
- Nie udało się stworzyć skutecznego systemu obrony państwa, chociaż udało się zapewnić gwarancje bezpieczeństwa Polsce dzięki uzyskaniu członkostwa w NATO.
(…)
Ponizej: Lipiec 2001 r. minister obrony Komorowski: "Jeśli Szeremietiew okaże się niewinny - odejdę z polityki".

Romuald Szeremietiew

Prof. Romuald Szeremietiew: LWP, którego nie było

Prof. Szeremietiew o głosach polityków opozycji wzywających do buntu wobec państwa polskiego: To strach?
Prof. Romuald Szeremietiew: "Wierni swoim poglądom..."

Prof. Romuald Szeremietiew: GG versus PRL?

Prof. Romuald Szeremietiew: Moskiewska farsa?

