Marcin Bąk: Efekt motyla
Termin efekt motyla został zastosowany po raz pierwszy przez Edwarda Lorenza podczas przy okazji jego refleksji nad badaniami pogodowymi. Wykazał on, że niewielkie, sięgające dwóch setnych procenta różnice w danych wyjściowych mogą w efekcie dać znaczne, rzędu kilkudziesięciu procent różnice wyników końcowych w perspektywie długookresowej. Z czasem jednak pojęcie to rozciągnięto na inne sfery naszego życia, tak by nadać bardziej poetycki wymiar czemuś, co w filozofii bywa określane jako chaos deterministyczny. Trzeba przyznać, że brzmi to nawet nieźle – machnięcie skrzydłem motyla na jednej półkuli, wywołuje huragan na drugiej. Nie bezpośrednio oczywiście ale przez cały łańcuch kolejnych zjawisk, niczym przewracające się, coraz większe kostki domina. Czy tak jest w istocie? Ciężko jednoznacznie powiedzieć. Jednak każdy kto mieszka w Warszawie, może bez trudu potwierdzić, że awaria świateł na ważnym skrzyżowaniu w Ursusie powoduje prawie od razu potężny korek na Białołęce. Szczególnie w godzinach szczytu.
Świat to system naczyń połączonych
Publicyści często posługują się terminem efekt motyla starając się opisać rzeczywistość polityczną w jakiś spójny sposób. Niewielkie z pozoru wydarzenia w odległym zakątku świata mają mieć wpływ na wszystko – na wahnięcia kursów na giełdzie, ceny paliw, wybuchy rewolucji i inne wydarzenia. Jeśli spojrzymy na nasz dzisiejszy świat i porównamy go z tym sprzed stuleci, to można przyznać owym opisom pewną rację. Jeszcze kilkaset lat temu, przed okryciami Kolumba i przed konkwistadorami, rozwijały się dwa wielkie ośrodki cywilizacyjne w Ameryce. Jednym z nich był ośrodek meksykański, z ostatnią w ciągu kolejnych cywilizacją aztecką a drugim ośrodek w Andach, w którym ostatecznie powstało imperium Inków. Choć trudno w to uwierzyć, mieszkańcy tych dwóch amerykańskich, przedkolumbijskich imperiów prawie na pewno nic o sobie nie wiedzieli, ich rozwój przebiegał w zasadzie niezależnie od siebie. Wszystko dla tego, że oba ośrodki cywilizacyjne oddzielone były od siebie tysiącami kilometrów, wielkimi dżunglami i ogromnymi górami. Dla tamtych ludzi stanowiło to barierę komunikacyjną prawie nie do pokonania.
Dzisiaj wygląda to wszystko jednak inaczej. Informacje o wybuchu wulkanu gdzieś na wyspach Hula-Gula trafiają w czasie rzeczywistym wszędzie. O ile Aztekowie cierpieli, z naszej perspektywy, na brak informacji o tym, co działo się na ich kontynencie tylko nieco dalej, o tyle dzisiaj mierzymy się raczej z nadmiarem informacji, jakie spływają z całego świata. Dużo łatwiej więc wywołać panikę, skłonić ludzi do nieracjonalnych działań, jakąś wiadomością z końca świata. Globalizacja wpływa bez wątpienia na nasze życie. Choroby zakaźne również rozprzestrzeniają się stosunkowo szybko o czym przekonaliśmy się w 2020 roku. Wystarczyło, że jeden Chińczyk zjadł mitycznego nietoperza na targu w Wuhan i bardzo szybko problemy miał cały świat.... a przynajmniej taka jest wersja oficjalna.
- Ważny komunikat dla mieszkańców Poznania
- Manifestacja pod siedzibą PeBeKa i KGHM w Lubinie. Związki zawodowe apelują o udział w demonstracji
- Rheinmetal planuje promować w Polsce niemiecki BWP Lynx w miejsce polskiego sprzętu?
- Pilne doniesienia z granicy. Jest komunikat Straży Granicznej
- Węgry stawiają ultimatum Ukrainie. Orban zapowiada wstrzymanie tranzytu
- Gaz może nie popłynąć do Polski. Nieoficjalne doniesienia
- Kandydat PiS na premiera. Błaszczak zdradził jego wiek
- Ceny paliw mocno w górę. Prezes NBP mówi wprost
- Pilne informacje z granicy. Straż Graniczna wydała komunikat
- Serwis mObywatel wydał ważny komunikat
Drony w Dubaju, rzodkiewka w Węgrowie
Od tygodnia zadają sobie specjaliści wysokiej klasy oraz specjaliści domorośli pytanie, jak wojna w Zatoce Perskiej wpłynie na resztę świata. Czy będzie efekt motyla. Nas szczególnie interesują, rzecz jasna, sprawy Polski. Ja sam należę to tej ostatniej, najliczniejszej kategorii ekspertów, czyli specjalistów domorosłych, co uprawnia mnie do śmiałego formułowania wszelkich przypuszczeń. Połączony atak USA i Izraela na Iran był sporym zaskoczeniem dla wszystkich. Może nawet nie atak co jego skala i sposób przeprowadzenia. Wybicie od razu prawie całego przywództwa polityczno – militarnego. Do chwili obecnej nie są w pełni jasne cele atakujących. Jak, mówiąc najprościej, zamierzają wygrać wojnę? Co będzie uznane za sukces a co za porażkę? Ten chaos i ta niepewność co do dalszego rozwoju sytuacji już wpływają na resztę świata, więc można powiedzieć, że motyl machnął skrzydłem. Na razie bardziej w sferze emocji niż rzeczywistych konsekwencji. Poszły w górę ceny paliw, tylko że to na razie jest wykorzystywanie przez handlujących ropą strachu konsumentów. Składy paliw na razie nie odczuły jeszcze blokady cieśniny Ormuz, upłynęło zbyt mało czasu. Jeśli jednak ten konflikt będzie się przedłużał, jeśli rozleje się bardziej na region to kto wie, kto wie...
Jak zwykle w takich sytuacjach, gdy motyl macha skrzydłem na drugiej półkuli a do nas może dojść tsunami, zadajemy sobie pytanie – co mamy robić, jak się ewentualnie zabezpieczać? Przydał by się oczywiście mądry rząd, rozsądni przywódcy bo to na nich w dużej mierze spoczywa odpowiedzialność. Przywódców zaś mamy takich, jakich mamy... Cóż, zwykły człowiek powinien w takich sytuacjach zachowywać spokój, nie dawać się ponieść emocjom (strach ma wielkie oczy), być przezornym i po prostu – robić swoje.




