Marcin Bąk: Podpisać, czy nie podpisać?
Emocje, jakie rozbudziła kwestia SAFE w naszym społeczeństwie są całkiem niemałe i trudno się temu dziwić. Na szalach dyskusji publicznej kładzione są następujące argumenty – z jednej strony dużo mówi się o konieczności dalszego rozbudowywania naszego potencjału militarnego. Powinniśmy jako państwo „przyfrontowe” rozwijać obronę przeciwlotniczą, siły powietrzne, wojska pancerne no i czyniące rewolucję na polu walki, wojska dronowe. Nie wystarczy tylko sam zakup nowego sprzętu, bardzo kosztownego nawiasem mówiąc, nie wystarczy przyjmowanie do służby kolejnych tysięcy specjalistów. Trzeba rozbudowywać bazę gospodarczą do obsługi tego całego systemu obronnego. Wystarczy zadać sobie serię prostych pytań, ile pocisków kalibru 155 milimetrów produkuje Polska miesięcznie? A ile dla porównania zużywanych jest przez artylerie ukraińską podczas miesiąca walk? Ile produkujemy dronów różnych typów? Ile amunicji strzeleckiej? Listę tych pytań można by ciągnąć jeszcze bardzo długo ale wnioski będą dosyć jednoznaczne. Nasz potencjał obronny pozostaje poniżej progu oczekiwań w stosunku do nowoczesnej wojny. Przemysł zbrojeniowy, odziedziczony przez Polskę po PRL, był przez dekady sukcesywnie zwijany i wygaszany, modernizowany w bardzo niewielkim stopniu bo przecież „wojna a zwłaszcza wojna w Europie to już przeżytek”. Podobnie wyglądało to w krajach starego NATO. Teraz na łeb, na szyję trwa gorączkowe rozbudowywanie wygaszonego wcześniej przemysłu zbrojeniowego. Na rozbudowę naszych zdolności obronnych mają być przeznaczone środki z SAFE. Nie tylko na zakup bieżącego uzbrojenia ale także na rozbudowę mocy produkcyjnych rodzimych firm zbrojeniowych. Rozbudowa przemysłu zbrojeniowego, to rozbudowa całego łańcucha firm związanych z nim i obsługujących. To powstające nowe miejsca pracy, krótko mówiąc – powstanie koła zamachowego dla naszej gospodarki. Tyle jeśli chodzi o argumenty za przyjęciem SAFE. Są jednak i kontrargumenty.
Czy to nie jest pułapka?
Krytycy przyjęcia przez nasz kraj programu SAFE mają całkiem sporo argumentów i należy im się bacznie przyjrzeć. Przede wszystkim środki finansowe nie są żadną manną z Nieba, niczego od nikogo nie dostajemy, to jest POŻYCZKA a każdą pożyczkę trzeba będzie z odsetkami zwrócić. Pożyczka jest rozpisana na dekady, więc obciążani są nią nie tylko żyjący obywatele Polski ale także osoby jeszcze nie urodzone. Pożyczka, podobnie jak środki z KPO, ma wbudowany mechanizm warunkowości, który daje w przyszłości niemałe przełożenie na polski rząd, jaki by ten rząd nie był.
Krytycy przyjęcia programu SAFE zwracają uwagę na kilka bardzo niepokojących faktów. Przede wszystkim potężne zaangażowanie Niemiec w lobbing za przyjęciem tego programu. Media z niemieckim kapitałem i ośrodki opinii, tradycyjnie już kojarzone z reprezentowaniem niemieckich interesów intensywnie, natrętnie wręcz prowadzą kampanię propagandową przymuszającą wręcz do przyjęcia tego programu. Stosowany jest cały wachlarz środków nacisku, z szantażem moralnym i słowami o „zdradzie narodowej” w przypadku niepodpisania przez prezydenta ustawy. Co ciekawe, o „zdradzie narodowej” mówią i piszą często ci, dla których przez lata polskość to była nienormalność... Jednocześnie same Niemcy nie będą korzystać z programu SAFE. Istnieje taka stara zasada, gdy dealer zachęca cię do zakupu samochodu określonej marki, spójrz jakim on sam jeździ samochodem. To jest zawsze najlepsza reklama, lub antyreklama produktu. Oprócz Niemiec z programu SAFE nie skorzysta jeszcze kilka państw europejskich, więc to nie jest tak, że poza SAFE nie ma już życia, wszyscy którzy tego programu nie przyjmują idą na zatracenie, są już praktycznie w łapach Putina jak stara się to przedstawić natrętna propaganda. Albo należą do kategorii „zakutych łbów”... Bardzo niepokojąco wyglądała scena z wizytacją niemieckiego ambasadora w polskim sejmie podczas głosowania nad SAFE. Przywoływało to jak najgorsze skojarzenia z czasów gdy ambasador carycy Katarzyny II pilnował, czy wszystko w Rzeczpospolitej idzie zgodnie z wytycznymi Jej Imperatorskiej Mości. Krytycy wchodzenia Polski do programu SAFE zwracają również uwagę na to, że zwiąże nam to ręce jeśli chodzi o swobodę działań i o dalsze zakupy sprzętu i serwisu z poza obszaru Europy. Przecież wiele systemów produkowanych jest w USA, Korei Południowej i mieliśmy już realizowane kontrakty na uzbrojenie z tamtych źródeł.
- Komunikat dla mieszkańców Poznania
- Pilny komunikat dla klientów PKO BP
- To dlatego KO naciska na przyjęcie SAFE? Airbus: program A400M ponownie wstrzymany
- 200 tys. zł zamiast 800 plus. Zaskakująca propozycja ekspertów
- Prof. Ryszard Piotrowski: SAFE jest niezgodny z Konstytucją i TUE
Twardy orzech do zgryzienia
Prezydent stoi więc przed bardzo poważną decyzją. Warto pamiętać, że prezydent posiada dostęp do informacji, które niekoniecznie podawane są do publicznej wiadomości i to również może wpływać na jego rozstrzygniecie w ważnej dla nas wszystkich sprawie, jaka jest SAFE. Ufam, że Karol Nawrocki, któremu zaufało ponad dziesięć milionów naszych rodaków, podejmie najlepszą z możliwych decyzji kierując się posiadaną wiedzą, mądrością i interesem naszego państwa.




