Ponad 500 dni aresztu za odmowę używania zaimków? Sprawa Enocha Burke'a
Co musisz wiedzieć:
-
Enoch Burke, irlandzki nauczyciel trafił do więzienia za odmowę używania preferowanych zaimków ucznia transgenderowego, - formalnie ukarany za łamanie sądowego zakazu wstępu do szkoły, spędził w areszcie ponad 500 dni i może pozostać tam bezterminowo, jeśli nie ustąpi.
-
Sprawa opiera się na irlandzkiej ustawie Gender Recognition Act z 2015 r., wymagającej respektowania deklarowanej tożsamości płciowej w instytucjach publicznych.
-
Autorka widzi w Burke'u symbol chrześcijańskiego oporu przeciw kulturowej rewolucji i miękkiemu totalitaryzmowi
Zmiana fundamentów Europy
Nie wiemy i nie będziemy wiedzieć, bo jest ona dla każdego człowieka inna. Na czymś jednak musimy się oprzeć, tworząc strukturę społeczną. Tradycyjnie w świecie europejskim była ona oparta na wartościach chrześcijańskich, co jasno wyrazili jej „ojcowie założyciele”. Ostatnie lata to jednak ewolucja – lub: rewolucja dotycząca fundamentalnych kwestii. Hasło „wartości europejskie” stało się tak pojemne znaczeniowo, że przestaje powoli znaczyć cokolwiek.
I w tym kontekście trzeba osadzić sprawę Enocha Burke’a, irlandzkiego nauczyciela, który trafił do więzienia formalnie za łamanie sądowego zakazu przebywania na terenie szkoły, w której prowadził wcześniej zajęcia, a w praktyce – za odmowę przystąpienia do genderowej rewolucji. Enoch Burke odmówił zwracania się do ucznia zaimkami przez niego wybranymi, a nie odpowiadającymi jego biologicznej płci. W mediach pojawiły się informacje o tym, że Burke miał zostać skazany na dożywocie. Wywołało to falę zrozumiałego oburzenia, okazało się to jednak nieprawdą. Chociaż… Burke nie otrzymał wprawdzie wyroku dożywocia, ale ma pozostać w areszcie do czasu, aż zadeklaruje, iż przestanie łamać sądowy zakaz wchodzenia na teren szkoły, w której uczył. Jeśli zatem zdecyduje się pozostać wierny swoim przekonaniom, zgodnie z którymi nie zrobił nic złego, teoretycznie faktycznie może pozostać w więzieniu do końca życia. Na razie spędził w areszcie już ponad 500 dni. Został także zwolniony ze stanowiska nauczyciela po postępowaniu dyscyplinarnym, a jego konto bankowe zostało zajęte w celu ściągnięcia z niego grzywien, którymi był karany za niestosowanie się do orzeczeń sądu dotyczących zakazu pojawiania się w dawnym miejscu pracy.
- Pilne doniesienia z granicy. Jest komunikat Straży Granicznej
- Komunikat RCB dla woj. opolskiego i dolnośląskiego
- Komunikat dla mieszkańców woj. lubelskiego
- IMGW wydał komunikat. Oto, co nas czeka
- Wybory w Polsce 2050. Będzie II tura
Więzienie za zaimki
Sędzia Sądu Najwyższego Irlandii Brian Cregan orzekł w listopadzie, że Burke i jego rodzina podjęli to, co określił jako „celowy, konsekwentny i skoordynowany atak” na sądy. Sędzia stwierdził, że ostatnia wizyta Burke’a w szkole uzasadnia jego dalsze zatrzymanie za obrazę sądu. Burke utrzymuje, że podporządkowanie się dyrektywie sądu naruszałoby jego chrześcijańskie przekonania. Nauczyciel spędził w więzieniu także tegoroczne Boże Narodzenie (wcześniej bywał wypuszczany na Święta) i pozostaje w areszcie bezterminowo.
– Jest wiele przekłamań i tak naprawdę najgorszą sytuację ma centryczna prawda, ostrzeliwana z obu stron okopów
– komentował tę sprawę na antenie Radia Wnet mieszkający w Irlandii dziennikarz Tomasz Wybranowski. Wskazał on, że fundamentem sprawy jest irlandzka Gender Recognition Act z 2015 roku, która wymaga od instytucji publicznych, w tym szkół, respektowania deklarowanej tożsamości płciowej.
– To ustawa, która pozwala na zmianę płci prawnej wyłącznie na podstawie własnej deklaracji. Ja to nazywam głupotą i aberracją – mówię to jako obywatel
– podkreślił i wyjaśnił, że szkoła Wilson’s Hospital School poprosiła nauczycieli o używanie nowych zaimków wobec jednego z uczniów.
– Enoch Burke odmówił, powołując się na przekonania religijne. Sprawa nie zakończyła się jednak na sporze światopoglądowym. Sąd zakazał mu wchodzenia na teren szkoły, ale Burke – mimo zawieszenia i późniejszego zwolnienia – regularnie wracał na jej teren. Został aresztowany za uporczywe naruszanie postanowień sądu. Sprawa nie dotyczy trans ani ideologii, tylko łamania zakazów
– podkreślił komentator, dodając:
– Ja się absolutnie solidaryzuję z panem Burkiem, natomiast nie solidaryzuję się z tym, że łamał prawo. Dura lex, sed lex”.
Dodał, że szkoła otrzymała nagrodę od organizacji LGBTQ+ za działania na rzecz inkluzywności – również za sposób, w jaki postąpiła w sprawie Burke’a.
Zdławić chrześcijańską kontrrewolucję
Trudno oprzeć się wrażeniu, że zakaz sądowy dotyczący przebywania przez nauczyciela na terenie szkoły miał de facto wyciszyć tę sprawę i zdusić w zarodku chrześcijańską kontrrewolucję, której mógł stać się zarzewiem. Burke bowiem był witany w swojej dawnej szkole przez część uczniów jak bohater i jego działania spotykały się z aprobatą. Jeśli zatem propagatorzy i finansowi beneficjenci genderowej rewolucji nie zdławiliby tego ruchu przemocą, zapewne ośmieliłoby to innych nauczycieli, rodziców i uczniów mających serdecznie dość politycznej poprawności.
Pytanie: Kto wygra w tym sporze? – pozostaje otwarte. Czy Enoch Burke stanie się współczesną irlandzką Joanną d’Arc, czy też zginie w mroku zapomnienia uznany za atencjusza i wariata przez chcącą żyć wygodniej część – także tej konserwatywnej – opinii publicznej? Myślę, że warto wesprzeć tego nauczyciela i docenić jego poświęcenie. W dzisiejszych wygodnych, a z drugiej strony zagonionych i chaotycznych czasach, przesyconych wszechobecnym relatywizmem, fakt, że komuś „jeszcze się chce”, zasługuje na szacunek. Enoch Burke zasługuje na wsparcie także z uwagi na ogromną dysproporcję sił, z jaką się mierzy. Ma przeciwko sobie sądy, politpoprawne media oraz prężną i zasobną w środki materialne propagandową machinę lansującą genderyzm. Jest oczywiste, że jeśli ta walka Dawida z Goliatem będzie jego samotną krucjatą, postęp rewolucji kulturowej okaże się śmielszy i szybszy, otrzymawszy zielone światło.
Kto łamie prawo?
Kolejny absurd tej sytuacji dotyczy determinacji wymiaru sprawiedliwości w egzekwowaniu kary wobec człowieka niezagrażającego społeczeństwu, a jedynie mającego odwagę trwania przy swoich przekonaniach, przy jednoczesnej zupełnej nieudolności tych samych sądów w kwestii karania najpoważniejszych przestępstw, także tych przeciwko zdrowiu i życiu. Warto zatem odnotować, jakie priorytety zostały tu wyznaczone i na jakie działania przeznaczane są publiczne pieniądze.
Dyskusyjna jest tutaj również kwestia samego przestrzegania prawa. Enoch Burke zatrudnił się przecież w szkole teoretycznie chrześcijańskiej i związanej z Kościołem Irlandii. Żadne wartości chrześcijańskie nie nakazują zwracania się do uczniów zaimkami niezgodnymi z ich biologiczną płcią. Kto zatem łamie prawo – czy Enoch Burke, czy też ci, którzy wymuszają na nim zachowania niezgodne z deklarowanymi przez samych siebie wartościami?
Kto jest prawdziwym wariatem
W czasach miękkiego totalitaryzmu – a w takich już w moim przekonaniu żyjemy – coraz częściej będziemy stawiani przed podobnymi wyborami jak Enoch Burke. Antychrześcijańskie de facto prawa będą się zaostrzać dzięki poparciu zmanipulowanej bądź obojętnej większości opinii publicznej. Powszechność absurdu będzie prowadzić do sytuacji, kiedy ludzi konsekwentnych w swoich przekonaniach i traktujących wyznawane wartości i własną wiarę na serio – takich jak nauczyciel z Irlandii czy także więziona za chrześcijańskie przekonania Mary Wagner – będziemy traktować jak osoby niespełna rozumu.
Chyba że jednak obudzimy się z letargu i zdecydujemy się na jednoznaczność. A w kwestii rozważań, kto tutaj jest prawdziwym wariatem, warto pamiętać o tym, że za wariata swego czasu został uznany (i wtrącony do więzienia za odmowę publicznego popierania cudzołóstwa) Jan Chrzciciel i wielu innych świętych. Nie twierdzę, że Enoch Burke jest święty, nie znam go ani jego motywacji. Jego działania pokazują jednak, że jest człowiekiem gotowym cierpieć za swoje chrześcijańskie przekonania. I choćby z tego powodu chcę w tej sprawie stanąć po jego stronie.




