Państwo powinno zacząć od siebie czyli jak resort kultury jest daleko od (kultury) dialogu społecznego

- "Od dwóch lat mamy dyrektywę unijną zalecającą państwom członkowskim promowanie układów zbiorowych pracy jako istotnej części europejskiego modelu społecznego. A na polskim podwórku rządzący wciąż jakby tego nie zauważyli" - pisze Maciej Mechliński z Krajowej Sekcji Muzeów i Instytucji Ochrony Zabytków NSZZ "Solidarność".
- Solidarność wystąpiła z propozycją rozpoczęcia prac nad układem dla muzeów państwowych.
Ministerstwo jest sceptyczne
Od dwóch lat mamy dyrektywę unijną zalecającą państwom członkowskim promowanie układów zbiorowych pracy jako istotnej części europejskiego modelu społecznego. A na polskim podwórku rządzący wciąż jakby tego nie zauważyli.
W odpowiedzi na postulat NSZZ "Solidarność" dotyczący stworzenia ponadzakładowego układu zbiorowego pracy dla muzeów państwowych, wiceminister kultury Maciej Wróbel poprosił o zrozumienie, że stanowisko jego resortu jest sceptyczne, co oznacza, że żadne działania w tym względzie nie będą podejmowane. Można nawet uznać, że minister z pewną niechęcią odniósł się do samej idei negocjacji zbiorowych, wskazując że pracownicy muzeów nie powinni narzekać na wynagrodzenia. To pokazuje jak w soczewce niechęć organów państwa do rozwoju autonomicznych źródeł prawa pracy, a więc pozostałość złogów systemu komunistycznego u rządzących polityków niezależnie od ich obecnej proweniencji.
Przez długie lata o układach zbiorowych pracy mówiło się w Polsce tak, jakby były instytucją z innej epoki. W debacie publicznej wracały wielkie słowa o dialogu społecznym, odpowiedzialności partnerów społecznych i potrzebie budowania zaufania, ale tam, gdzie trzeba było usiąść do stołu i rozpocząć realne negocjacje, entuzjazm zwykle szybko gasł. Polska przez dekady pozostawała krajem o jednym z najniższych poziomów objęcia pracowników układami zbiorowymi w Unii Europejskiej. Ten fakt nie jest już ani tajemnicą, ani diagnozą środowisk związkowych. Jest problemem państwa.
Wspieranie rokowań zbiorowych to europejski standard
Od kilku miesięcy sytuacja wygląda nieco inaczej. Mamy nową ustawę o układach zbiorowych pracy i porozumieniach zbiorowych. Mamy także Plan Działania na Rzecz Wspierania Rokowań Zbiorowych, podpisany w grudniu 2025 r. przez Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk. Mamy wreszcie jasne zobowiązanie wynikające z prawa Unii Europejskiej: państwo, w którym zasięg rokowań zbiorowych jest dramatycznie niski, ma tworzyć warunki sprzyjające ich rozwojowi. Dyrektywa o adekwatnych wynagrodzeniach minimalnych przetrwała zasadniczy atak Danii i Szwecji przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Spór o granice kompetencji Unii nie zmienił jednego: wspieranie rokowań zbiorowych jest dziś częścią europejskiego standardu społecznego.
To samo wynika z dorobku Międzynarodowej Organizacji Pracy. Wolność związkowa i rokowania zbiorowe nie są dekoracją systemu prawa pracy. Są jednym z jego fundamentów. Państwo ma nie tylko nie przeszkadzać partnerom społecznym, lecz także tworzyć warunki, w których rokowania mogą być realnie prowadzone. Nie wystarczy więc uchwalić ustawę, przyjąć plan, zorganizować konferencję i przygotować materiały promocyjne. Jeśli metoda układowa ma wrócić do polskiego świata pracy, administracja publiczna musi pokazać, że sama traktuje ją poważnie.
Władza publiczna powinna zacząć od siebie
Najprostsza zasada brzmi: władza publiczna powinna zacząć od siebie. Szczególnie wtedy, gdy występuje nie jako abstrakcyjny regulator, ale jako organizator pracy, dysponent środków publicznych i faktyczny podmiot decydujący o warunkach zatrudnienia w podległych instytucjach. Dotyczy to przede wszystkim sfery publicznej. O spółkach Skarbu Państwa można oczywiście dyskutować osobno, ale to instytucje publiczne są naturalnym miejscem, w którym państwo powinno dać przykład. Nie można wiarygodnie zachęcać pracodawców prywatnych do rokowań zbiorowych, jeśli tam, gdzie decyzja zależy od ministra, dyrektora instytucji publicznej albo organu prowadzącego, odpowiedzią na inicjatywę związkową jest milczenie.
Dlatego sprawa ponadzakładowego układu zbiorowego pracy dla muzeów ma znaczenie większe niż tylko sektorowe. Krajowa Sekcja Muzeów i Instytucji Ochrony Zabytków NSZZ „Solidarność” wystąpiła z propozycją rozpoczęcia prac nad układem dla muzeów państwowych. Nie chodzi o gest symboliczny. Chodzi o sprawdzenie czy państwo naprawdę rozumie własne zobowiązania dotyczące wspierania rokowań zbiorowych.
Muzea są częścią sfery publicznej. Pracują w nich osoby wysoko wykwalifikowane, odpowiedzialne za ochronę dziedzictwa, edukację, badania, konserwację, obsługę zwiedzających, bezpieczeństwo zbiorów i codzienne funkcjonowanie instytucji kultury. To nie jest praca, którą można mierzyć wyłącznie liczbą sprzedanych biletów albo frekwencją na wystawie czasowej. Muzeum jest instytucją długiego trwania, a wiedza potrzebna do jego funkcjonowania powstaje przez lata.
Chodzi o stabilność sektora
Raporty płacowe przygotowane przez muzealną Solidarność obejmujące 84 instytucje państwowe i 108 samorządowych, pokazały problemy, których nie da się sprowadzić do pojedynczych konfliktów w pojedynczych jednostkach. Widać ogromne różnice finansowe między muzeami i spłaszczenie wynagrodzeń pomiędzy grupami stanowisk, co skutkuje starzeniem się kadr, trudnościami z przyciąganiem młodych pracowników i rosnącym obciążeniem pracą. Osoby wykonujące podobne zadania mogą otrzymywać bardzo różne wynagrodzenia tylko dlatego, że pracują w innym muzeum. Pracownicy z wysokimi kwalifikacjami i wieloletnim doświadczeniem nierzadko widzą, że ich kompetencje nie przekładają się na realną ścieżkę awansu i wzrostu płac. To nie jest wyłącznie problem finansowy. To problem stabilności całego sektora.
Pracownicy muzeów chcą ponadzakładowego układu zbiorowego pracy nie dlatego, że oczekują przywileju. Chcą go dlatego, że obecny model nie zapewnia stabilnych, przewidywalnych i sprawiedliwych warunków pracy w sektorze, który państwo samo uznaje za ważny dla interesu publicznego. Układ ponadzakładowy mógłby uporządkować podstawowe kwestie: zasady wynagradzania, dodatki, ścieżki awansu, standardy czasu pracy, kwalifikacje, odpowiedzialność za zbiory, warunki pracy w instytucjach o różnej wielkości i różnym profilu. Nie chodzi o pełną unifikację wszystkich muzeów. Chodzi o minimalne standardy, które zostawią miejsce na lokalne rozwiązania, ale ograniczą przypadkowość i uznaniowość.
To ważne także z innego powodu. Układ zbiorowy nie jest wyłącznie dokumentem płacowym. Jest narzędziem instytucjonalnej rozmowy. Pozwala nazwać problemy, ustalić procedury, rozłożyć odpowiedzialność i uniknąć sytuacji, w której każda instytucja radzi sobie sama, a każdy konflikt zaczyna się od początku. W sektorze muzeów taki układ mógłby być instrumentem modernizacji zarządzania, a nie przeszkodą w zarządzaniu. Mógłby pomóc zarówno pracownikom, jak i dyrektorom instytucji, którzy również funkcjonują w warunkach ograniczonych budżetów i niejasnych oczekiwań.
Deklaracje a rzeczywistość
Tymczasem odpowiedź administracji pokazuje, jak daleko jesteśmy od rzeczywistego przyswojenia metody układowej. Gdy pojawia się propozycja rozmowy, słyszymy o kosztach, limitach wydatkowych, autonomii instytucji i zróżnicowaniu sektora. To wszystko są realne uwarunkowania. Ale właśnie po to prowadzi się rokowania zbiorowe, aby w ramach istniejących uwarunkowań szukać rozwiązań, a nie uznawać je za powód, by rozmowy w ogóle się nie rozpoczęły. Jeżeli każda różnica między instytucjami ma być argumentem przeciwko układowi, to metoda układowa nigdy nie wyjdzie poza deklaracje.
Trudno pogodzić taką postawę z planem działań przyjętym przez rząd. Trudno pogodzić ją z deklaracjami o wzmacnianiu rokowań zbiorowych. Trudno wreszcie pogodzić ją z elementarną logiką administracji publicznej: jeśli państwo chce promować układy zbiorowe, to nie powinno zaczynać od szkolenia innych, lecz od sprawdzenia, czy jego własne ministerstwa wiedzą, co ta metoda oznacza.
Może więc administracja powinna najpierw przeszkolić samą siebie. Nie z komunikacji społecznej, nie z wizerunku dialogu i nie z kolejnych procedur konsultacyjnych, ale z rzeczywistego znaczenia rokowań zbiorowych. Z tego, że odpowiedź na inicjatywę związkową nie jest uprzejmością, lecz elementem odpowiedzialności instytucjonalnej. Z tego, że układ zbiorowy nie jest zagrożeniem dla państwa, ale jednym z narzędzi porządkowania spraw, których państwo od lat nie potrafi uporządkować jednostronnie.
Jeżeli Plan Działania na Rzecz Wspierania Rokowań Zbiorowych ma być czymś więcej niż dokumentem odłożonym do segregatora, potrzebne są konkretne decyzje. Jedną z nich może być rozpoczęcie rokowań nad ponadzakładowym układem zbiorowym pracy dla muzeów. To byłby jasny sygnał, że państwo traktuje własne zobowiązania poważnie. Że nie oczekuje dialogu tylko od innych. I że rozumie, iż w sferze publicznej godna praca nie może zależeć wyłącznie od dobrej woli kolejnego dyrektora, kolejnego budżetu i kolejnej obietnicy poprawy.
Na razie pracownicy muzeów słyszą ciszę. A cisza nie jest metodą układową.
Maciej Mechliński, Krajowa Sekcja Muzeów i Instytucji Ochrony Zabytków NSZZ "Solidarność"
Komentarze
Umowa społeczna dla Ceglorza. Solidarność: Nie będzie zwolnień pracowników

Ruszył drugi etap 37. Międzynarodowego Wyścigu Kolarskiego Solidarności i Olimpijczyków. Oglądaj na żywo!

Marceli Bogusławski zwycięzcą pierwszego etapu 37. Międzynarodowego Wyścigu Kolarskiego Solidarności i Olimpijczyków

Z Łodzi wystartował 37. Międzynarodowy Wyścig Kolarski Solidarności i Olimpijczyków. Zobacz relację na żywo!








