[Tylko u nas] Andrzej Gajcy: Kwaśniewski krzyczący "we free people"? Historia lubi płatać nam figle
![[Tylko u nas] Andrzej Gajcy: Kwaśniewski krzyczący "we free people"? Historia lubi płatać nam figle](https://tysol.pl/storage/files/2026/3/1/3f0f5a62-f413-4370-903a-dbadd269fa33/33568.jpg?p=article_hero_mobile)
– Patrzenie na obchody 4 czerwca po 30 latach, gdy osoby ważne dla komunistycznej władzy – mówię tu o Aleksandrze Kwaśniewskim, który był klepany po plecach przez Władysława Frasyniuka – dzisiaj stoją na scenie i krzyczą: „We free people!”, to obraz dość surrealistyczny, aczkolwiek prawdziwy. Historia lubi płatać nam figle – mówi Andrzej Gajcy, dziennikarz, publicysta, zdobywca nagrody Grand Press i Nagrody im. Dariusza Fikusa, w rozmowie z Robertem Wąsikiem.
- Jako Polakowi trudno mi było odnaleźć się podczas tegorocznych obchodów 4 czerwca. Bo ja nie wiem, do której Polski należę: tej, która świętowała w Gdańsku, czy tej, która świętowała w Warszawie. A Pan do której należy?
- Obydwaj należymy do tej samej Polski, bo Polska jest jedna i żadne szumne wystąpienia tego nie zmienią. Prawdą jednak jest też to, że obchody te pokazały, jak bardzo podzielonym jesteśmy dziś krajem na dwa wrogie sobie obozy. Jeden skupiony wokół dzisiejszej opozycji i dawnych bohaterów Solidarności świętuje w Gdańsku, drugi na czele z dzisiejszym obozem rządzącym i prezydentem w Warszawie. Tak się tylko zastanawiam: dokąd nas, jako naród, to zaprowadzi? Czy nie wyciągnęliśmy żadnych lekcji z naszej tragicznej historii? Jeśli pyta pan, do której z tych grup należę, to moja odpowiedź jest prosta: do żadnej. Z pewnym zażenowaniem patrzę na to, co polityczne elity robią dziś z Polską oraz z takimi rocznicami, które powinny być świętem nas wszystkich. To było bardzo ważne wydarzenie i ważna data w naszej historii. Pierwsze, co trzeba cały czas podkreślać, to częściowo wolne wybory. Kto wie, jakby dzisiaj wyglądała Polska, gdyby tych wyborów nie było.
- Dla jednych wielkie święto demokracji i wolności, dla drugich rocznica dealu zawartego pod stołem z komuchami.
- Z pewnością bez 4 czerwca 1989 roku dzisiejsza Polska byłaby inna i być może jeszcze bardziej poturbowana losami historii. Nasza historia wielokrotnie pokazała, że idąc na zwarcie, płaciliśmy za to bardzo dużą cenę. Tym razem doszło do pokojowej rewolucji, układu z władzą ludową. Znamienne jednak jest też to, że ówczesnym bohaterom Solidarności dziś jest bardziej po drodze np. z Aleksandrem Kwaśniewskim niż z kolegami z dawnej opozycji. Patrzenie na te obchody po 30 latach, gdy osoby ważne dla komunistycznej władzy - mówię tu o Aleksandrze Kwaśniewskim, który był klepany po plecach przez Władysława Frasyniuka - dzisiaj stoją na scenie i krzyczą: "We free people!", to obraz dość surrealistyczny, aczkolwiek prawdziwy. Historia lubi płatać nam figle.
Obchody te pokazują także, jak bardzo jesteśmy dziś podzieleni, a dzieląca nas linia sporu politycznego z każdym rokiem wydaje się coraz bardziej wyraźna. Szkoda, że obchody takiej rocznicy muszą się w ten sposób odbywać, iż obecna władza, premier i prezydent byli w Warszawie, a nie w Gdańsku, a to przede wszystkim dlatego, że nikt ich tam tak naprawdę nie chciał oglądać. Pamiętajmy, że w tych wyborach 65 proc. mandatów do Sejmu otrzymała władza ludowa, a tylko 35 proc. wyłoniono w ramach wyborów i właśnie te mandaty Solidarność zdobyła, a także nie licząc jednego mandatu cały Senat. Był to bez wątpienia duży sukces wyborczy i wydarzenie historyczne. Nie zapominamy jednak o tym, co wydarzyło się kilka miesięcy wcześniej, czyli Okrągły Stół, układ z PZPR. Skutki tzw. aksamitnej rewolucji dokonanej wówczas przez Solidarność odczuwamy przez ostatnie 30 lat codziennie; widzimy, co dzieje się w polityce, biznesie, także w mediach. Pytanie, jak Polska by dzisiaj wyglądała bez tego układu, który dla niektórych był kontrowersyjny, wręcz haniebny, a dla innych był koniecznością, bez której nie udałoby się komunizmu pokojowo obalić. Notabene myślę, że dziś właściwe byłoby określenie, że nie tylko Solidarność obaliła komunizm, ale dokonała tego wspólnie z liderami PZPR-u. Wódkę w Magdalence z komunistami pili: Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki, Adam Michnik, Jacek Kuroń, a także - co trzeba powiedzieć wprost - Lech Kaczyński. Lecz nie w piciu z Kiszczakiem leży problem, a w tym, że po ’89 r. nie rozliczono PZPR i ludzi tego systemu. Taki był deal Okrągłego Stołu. Do dziś - mimo czterech lat rządów PiS - teczki i aneksy są zamknięte w szafach, a trupy w nich się znajdujące cały czas cuchną.
- Jak Pan ocenia obchody w Gdańsku? Pani prezydent Dulkiewicz tyle mówiła o budowaniu wspólnoty, byciu ponad podziałami, jednak jedynymi gośćmi na tych wydarzeniach były postacie jednoznacznie kojarzone z opozycją: Kwaśniewski, Frasyniuk, Komorowski, Tusk. Czy te obchody faktycznie miały być Świętem Wolności i Solidarności, czy może chodziło w nich tylko o to, by mocno wybrzmiał akcent anty-rządowy?
- Za odpowiedź wystarczy wystąpienie Donalda Tuska. Z jednej strony apelował o jedność, a z drugiej pokazywał palcem na "tamtych", dzielił na "my" i "oni". My, czyli opozycja, która walczy o demokrację i zrobi wszystko, by przywrócić ją Polsce - jakkolwiek byłaby ona zagrożona - a z drugiej strony oni, czyli ci źli. Dzisiaj ten spór polityczny wyszedł daleko poza parlament, media, a wchodzi na uroczystości, o jakich teraz rozmawiamy. Słyszeliśmy ładne słowa o jedności i solidarności, ale to tylko twarda polityka. Te hasła są jakże ważne i potrzebne dzisiaj, ale w tym przypadku nic dobrego się za nimi nie kryje.
- A jak Pan oceni incydent z prezydent Dulkiewicz i premierem Morawieckim przed Salą BHP? Pani prezydent zaczepiła premiera, on jej coś odpowiedział, ale nie podał ręki. Mówiła potem w mediach, że było jej z tego powodu przykro…
- (śmiech) Myślę, że politycy dziś usiłują wykorzystać każdą okazję do pokazania, że to przeciwnik polityczny jest wrogiem jedności, wrogiem demokracji, że to on nie chce się dogadać z drugą stroną. W obie strony działa to podobnie. Naprawdę nic by się nie stało, gdyby pani prezydent Gdańska i pan premier podali sobie ręce i przywitali się na tych obchodach, natomiast takie zaczepianie premiera na ulicy to zachowanie bardzo niskich lotów, obliczone na małą medialną awanturę.
- Smutna refleksja na koniec: Ewangelia uczy nas, że królestwo skłócone wewnętrznie nie może się ostać. Jak Pan widzi przyszłość, czy te podziały będą się pogłębiać? Co musiałoby się zmienić, żeby ten podział nie był aż tak dominujący?
- Odwołam się do innych bardzo ważnych słów, których rocznicę również niedawno obchodziliśmy. Minęło 40 lat od pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny: "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi". Jakże te słowa są aktualne również dzisiaj. Nie chodzi o obalenie ustroju, obalenie władzy, ale o odnowę nas samych, nas, Polaków, elit politycznych, dziennikarzy, liderów opinii. Byśmy przestali żyć tylko w orbicie konfliktów i sporów, poszukiwania tego, co tylko nam się należy, chęci zaistnienia, zdobycia władzy za wszelką cenę. Przywołując raz jeszcze papieża Polaka: "wolność jest nam dana, ale i zadana". Polska jest jedna i nie ma co kopać kolejnych rowów podziału, a mam wrażenie, słuchając wypowiedzi polityków w ostatnim czasie, że dojdzie do jeszcze większego pogłębienia konfliktu. Teraz od każdego z nas zależy, czy będziemy kupować te narracje, jakie płyną każdego dnia z tych czy innych mediów. A może warto na jakiś czas zamknąć na kłódkę swój telewizor, odciąć się od prasy czy internetu, by dostrzec, że świat, w którym żyjemy, i ludzie, którzy nas otaczają, wcale nie są tacy źli i mimo różnic jakoś udaje się nam na co dzień z nimi żyć i tworzyć coś dobrego.
Andrzej Gajcy jest obecnie dziennikarzem portalu Onet.pl.
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (24/2019) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.
- Obydwaj należymy do tej samej Polski, bo Polska jest jedna i żadne szumne wystąpienia tego nie zmienią. Prawdą jednak jest też to, że obchody te pokazały, jak bardzo podzielonym jesteśmy dziś krajem na dwa wrogie sobie obozy. Jeden skupiony wokół dzisiejszej opozycji i dawnych bohaterów Solidarności świętuje w Gdańsku, drugi na czele z dzisiejszym obozem rządzącym i prezydentem w Warszawie. Tak się tylko zastanawiam: dokąd nas, jako naród, to zaprowadzi? Czy nie wyciągnęliśmy żadnych lekcji z naszej tragicznej historii? Jeśli pyta pan, do której z tych grup należę, to moja odpowiedź jest prosta: do żadnej. Z pewnym zażenowaniem patrzę na to, co polityczne elity robią dziś z Polską oraz z takimi rocznicami, które powinny być świętem nas wszystkich. To było bardzo ważne wydarzenie i ważna data w naszej historii. Pierwsze, co trzeba cały czas podkreślać, to częściowo wolne wybory. Kto wie, jakby dzisiaj wyglądała Polska, gdyby tych wyborów nie było.
- Dla jednych wielkie święto demokracji i wolności, dla drugich rocznica dealu zawartego pod stołem z komuchami.
- Z pewnością bez 4 czerwca 1989 roku dzisiejsza Polska byłaby inna i być może jeszcze bardziej poturbowana losami historii. Nasza historia wielokrotnie pokazała, że idąc na zwarcie, płaciliśmy za to bardzo dużą cenę. Tym razem doszło do pokojowej rewolucji, układu z władzą ludową. Znamienne jednak jest też to, że ówczesnym bohaterom Solidarności dziś jest bardziej po drodze np. z Aleksandrem Kwaśniewskim niż z kolegami z dawnej opozycji. Patrzenie na te obchody po 30 latach, gdy osoby ważne dla komunistycznej władzy - mówię tu o Aleksandrze Kwaśniewskim, który był klepany po plecach przez Władysława Frasyniuka - dzisiaj stoją na scenie i krzyczą: "We free people!", to obraz dość surrealistyczny, aczkolwiek prawdziwy. Historia lubi płatać nam figle.
Obchody te pokazują także, jak bardzo jesteśmy dziś podzieleni, a dzieląca nas linia sporu politycznego z każdym rokiem wydaje się coraz bardziej wyraźna. Szkoda, że obchody takiej rocznicy muszą się w ten sposób odbywać, iż obecna władza, premier i prezydent byli w Warszawie, a nie w Gdańsku, a to przede wszystkim dlatego, że nikt ich tam tak naprawdę nie chciał oglądać. Pamiętajmy, że w tych wyborach 65 proc. mandatów do Sejmu otrzymała władza ludowa, a tylko 35 proc. wyłoniono w ramach wyborów i właśnie te mandaty Solidarność zdobyła, a także nie licząc jednego mandatu cały Senat. Był to bez wątpienia duży sukces wyborczy i wydarzenie historyczne. Nie zapominamy jednak o tym, co wydarzyło się kilka miesięcy wcześniej, czyli Okrągły Stół, układ z PZPR. Skutki tzw. aksamitnej rewolucji dokonanej wówczas przez Solidarność odczuwamy przez ostatnie 30 lat codziennie; widzimy, co dzieje się w polityce, biznesie, także w mediach. Pytanie, jak Polska by dzisiaj wyglądała bez tego układu, który dla niektórych był kontrowersyjny, wręcz haniebny, a dla innych był koniecznością, bez której nie udałoby się komunizmu pokojowo obalić. Notabene myślę, że dziś właściwe byłoby określenie, że nie tylko Solidarność obaliła komunizm, ale dokonała tego wspólnie z liderami PZPR-u. Wódkę w Magdalence z komunistami pili: Lech Wałęsa, Tadeusz Mazowiecki, Adam Michnik, Jacek Kuroń, a także - co trzeba powiedzieć wprost - Lech Kaczyński. Lecz nie w piciu z Kiszczakiem leży problem, a w tym, że po ’89 r. nie rozliczono PZPR i ludzi tego systemu. Taki był deal Okrągłego Stołu. Do dziś - mimo czterech lat rządów PiS - teczki i aneksy są zamknięte w szafach, a trupy w nich się znajdujące cały czas cuchną.
- Jak Pan ocenia obchody w Gdańsku? Pani prezydent Dulkiewicz tyle mówiła o budowaniu wspólnoty, byciu ponad podziałami, jednak jedynymi gośćmi na tych wydarzeniach były postacie jednoznacznie kojarzone z opozycją: Kwaśniewski, Frasyniuk, Komorowski, Tusk. Czy te obchody faktycznie miały być Świętem Wolności i Solidarności, czy może chodziło w nich tylko o to, by mocno wybrzmiał akcent anty-rządowy?
- Za odpowiedź wystarczy wystąpienie Donalda Tuska. Z jednej strony apelował o jedność, a z drugiej pokazywał palcem na "tamtych", dzielił na "my" i "oni". My, czyli opozycja, która walczy o demokrację i zrobi wszystko, by przywrócić ją Polsce - jakkolwiek byłaby ona zagrożona - a z drugiej strony oni, czyli ci źli. Dzisiaj ten spór polityczny wyszedł daleko poza parlament, media, a wchodzi na uroczystości, o jakich teraz rozmawiamy. Słyszeliśmy ładne słowa o jedności i solidarności, ale to tylko twarda polityka. Te hasła są jakże ważne i potrzebne dzisiaj, ale w tym przypadku nic dobrego się za nimi nie kryje.
- A jak Pan oceni incydent z prezydent Dulkiewicz i premierem Morawieckim przed Salą BHP? Pani prezydent zaczepiła premiera, on jej coś odpowiedział, ale nie podał ręki. Mówiła potem w mediach, że było jej z tego powodu przykro…
- (śmiech) Myślę, że politycy dziś usiłują wykorzystać każdą okazję do pokazania, że to przeciwnik polityczny jest wrogiem jedności, wrogiem demokracji, że to on nie chce się dogadać z drugą stroną. W obie strony działa to podobnie. Naprawdę nic by się nie stało, gdyby pani prezydent Gdańska i pan premier podali sobie ręce i przywitali się na tych obchodach, natomiast takie zaczepianie premiera na ulicy to zachowanie bardzo niskich lotów, obliczone na małą medialną awanturę.
- Smutna refleksja na koniec: Ewangelia uczy nas, że królestwo skłócone wewnętrznie nie może się ostać. Jak Pan widzi przyszłość, czy te podziały będą się pogłębiać? Co musiałoby się zmienić, żeby ten podział nie był aż tak dominujący?
- Odwołam się do innych bardzo ważnych słów, których rocznicę również niedawno obchodziliśmy. Minęło 40 lat od pierwszej pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny: "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi". Jakże te słowa są aktualne również dzisiaj. Nie chodzi o obalenie ustroju, obalenie władzy, ale o odnowę nas samych, nas, Polaków, elit politycznych, dziennikarzy, liderów opinii. Byśmy przestali żyć tylko w orbicie konfliktów i sporów, poszukiwania tego, co tylko nam się należy, chęci zaistnienia, zdobycia władzy za wszelką cenę. Przywołując raz jeszcze papieża Polaka: "wolność jest nam dana, ale i zadana". Polska jest jedna i nie ma co kopać kolejnych rowów podziału, a mam wrażenie, słuchając wypowiedzi polityków w ostatnim czasie, że dojdzie do jeszcze większego pogłębienia konfliktu. Teraz od każdego z nas zależy, czy będziemy kupować te narracje, jakie płyną każdego dnia z tych czy innych mediów. A może warto na jakiś czas zamknąć na kłódkę swój telewizor, odciąć się od prasy czy internetu, by dostrzec, że świat, w którym żyjemy, i ludzie, którzy nas otaczają, wcale nie są tacy źli i mimo różnic jakoś udaje się nam na co dzień z nimi żyć i tworzyć coś dobrego.
Andrzej Gajcy jest obecnie dziennikarzem portalu Onet.pl.
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (24/2019) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Data publikacji: 14.06.2019 23:45
Komentarze
Dziennikarz vs mediaworker. Nowy numer "Tygodnika Solidarność"
13.07.2026 18:24

Komentarzy: 0
Czy media przestały pełnić swoją podstawową misję, stając się narzędziem politycznej walki? Stronnicze reakcje na kolejne afery władzy każą postawić pytanie o kondycję współczesnego dziennikarstwa i przyszłość tego zawodu. Skąd bierze się narastające społeczne zniechęcenie do mediów? Czy możliwe jest odwrócenie tego trendu? Temu zagadnieniu poświęcamy najnowszy numer „Tygodnika Solidarność”. Oprócz obszernego tematu numeru przygotowaliśmy także analizy dotyczące polityki krajowej i zagranicznej, teksty historyczne i religijne oraz relacje z działalności NSZZ „Solidarność”.
Czytaj więcej
Rafał Woś: Planowanie wakacji to piękny moment
07.07.2026 17:59

Komentarzy: 0
Wakacje są potrzebne. Każdemu. I chyba tylko prowokator albo szaleniec może przekonywać, że jest inaczej. A nawet jak będzie przekonywał, to nie zamierzam dać się przekonać. Sorry, Winnetou, ale taki mamy klimat.
Czytaj więcej
Jakie plany na wakacje? Nowy numer "Tygodnika Solidarnośc"
06.07.2026 17:05

Komentarzy: 0
Wakacje zwykle kojarzą się z oddechem od spraw bieżących, ale rzeczywistość polityczna i społeczna nie zatrzymuje się ani na moment. W najnowszym „Tygodniku Solidarność” prowadzimy Czytelnika przez konflikty polityczne, gorące debaty społeczne i spory o prawa pracownicze.
Czytaj więcej
Dla władzy wszystko. Nowy numer "Tygodnika Solidarność"
29.06.2026 17:29

Komentarzy: 0
Dlaczego coraz częściej wybranych obowiązują inne zasady niż resztę społeczeństwa? W najnowszym numerze „Tygodnika Solidarność” stawiamy to pytanie w kontekście ostatnich wydarzeń ujawniających łamanie standardów życia publicznego, patologii instytucjonalnych oraz narastającego poczucia nierówności wobec prawa. Pokazujemy mechanizmy władzy i uprzywilejowania – od polityki i administracji, przez świat kultury, po konkretne sprawy, które w ostatnich tygodniach elektryzowały opinię publiczną.
Czytaj więcej
Polski gen wolności. Nowy numer "Tygodnika Solidarność"
22.06.2026 21:37

Komentarzy: 0
Nowy numer „Tygodnika Solidarność” podejmuje temat polskiej tradycji wolności, pokazując jej historyczne korzenie w robotniczych zrywach oraz współczesne odbicia w sporach o pracę, godność i demokrację. W numerze analizowane są także skutki polityki klimatycznej UE dla polskiej gospodarki, kulisy sporów na prawicy oraz napięcia wokół relacji polsko-ukraińskich.
Czytaj więcej