Sprawa 43-latki z Świętochłowic w sądzie. Zapadnie ważna decyzja

- Przed sądem w Chorzowie trwa sprawa dotycząca umieszczenia 43-letniej kobiety w DPS bez jej zgody
- Kobieta przez lata mieszkała z rodzicami i nie była widywana przez sąsiadów
- Prokuratura i OPS wnioskują o umieszczenie jej w placówce ze względu na możliwe zagrożenie życia
- Sama zainteresowana sprzeciwia się temu i chce pozostać w domu
- Rozprawa odbywa się przy drzwiach zamkniętych ze względu na prywatny charakter sprawy
- Kluczowe znaczenie dla decyzji sądu będzie miała opinia biegłego
Sprawa 43-latki z Świętochłowic w sądzie. Zapadnie ważna decyzja
Sama pani Mirella, która weszła na salę rozpraw w towarzystwie ojca i swojej pełnomocniczki, odpowiadając na pytania dziennikarzy oświadczyła, że czuje się dobrze, chce zostać w domu, gdzie nie dzieje jej się żadna krzywda.
Mieszkająca z rodzicami 43-letnia Mirella nie była widywana przez sąsiadów przez 27 lat. Według doniesień mediów, była „zamknięta” w swoim pokoju. Umieszczenia kobiety w domu pomocy społecznej domaga się prokuratura i Ośrodek Pomocy Społecznej w Świętochłowicach (OPS), uzasadniając to zagrożeniem jej życia.
We wtorek wszystkie strony postępowania poparły wniosek pełnomocniczki p. Mirelli o wyłączenie jawności posiedzenia. Sędzia Andrzej Krawiec, który poinformował, że sprawa będzie rozpoznawana przy drzwiach zamkniętych, uzasadniał, że dotyczy ona delikatnej materii - życia prywatnego uczestniczki postępowania (pani Mirelli), a na posiedzeniach będą ujawniane informacje na temat jej stanu zdrowia. Sąd zaznaczył też, że p. Mirella powinna mieć zachowane prawo do prywatności i zagwarantowany spokój. O zachowanie prawa do prywatności pani Mirelli zaapelowała także do mediów jej pełnomocniczka.
Prokurator Marcin Murias powiedział dziennikarzom, że podstawą wniosku o umieszczenie pani Mirelli w DPS są przepisy Ustawy o ochronie zdrowia psychicznego. – W naszej ocenie po grudniu 2025 r. zaistniały przesłanki wskazane w tej ustawie, dlatego też niezwłocznie, jak tylko powzięliśmy informację, taki wniosek skierowaliśmy do sądu - wskazał.
Dopytywany przez dziennikarzy o owe przesłanki opisywał, że od października do grudnia Mirelli była udzielana dobrowolna pomoc przez OPS, choć w ograniczonym zakresie, bo kobieta nie zezwalała na większą. - Przynajmniej raz w tygodniu ktoś się tam pojawiał, była zapewniona specjalistyczna opiekunka (...) Nic wskazującego na zagrożenie życia pani Mirelli nie było, przynajmniej nic takiego nie wynikało to ze zgromadzonej dokumentacji. Podstawową przesłanką, jaką sąd musi ustalić jest zagrożenie dla życia – podkreślił.
Jak informowały w ostatnich tygodniach media, pracownicy pomocy społecznej, którzy mieli pomagać pani Mirelli przestali być wpuszczani do mieszkania. Rodzinie założono też Niebieską Kartę.
Pytany o słowa kobiety, która przed rozprawą oświadczyła, że chce zostać w domu, prokurator odpowiedział, że sąd zawsze powinien brać pod uwagę stanowisko uczestnika postępowania. - Pamiętajcie państwo, że umieszczenie w domu pomocy społecznej bez zgody jest zawsze formą pozbawienia wolności, co prawda nie w procedurze karnej, ale cywilnej. Dlatego sąd zawsze musi zbadać wszystkie przesłanki wynikające z ustawy – dodał prok. Murias. Jak zaznaczył, kluczowa w tej sprawie będzie opinie biegłego.
Dopiero po przeprowadzeniu całego postępowania dowodowego, analizie sytuacji życiowej i zdrowotnej Mirelli, lekturze opinii biegłego i całej zgromadzonej dokumentacji, sąd podejmie decyzję końcową. Możliwe, że poza przesłuchaniem pani Mirelli zdecyduje się jeszcze wezwać świadków.
Prokuratura prowadzi śledztwo
Niezależnie od wniosku o umieszczenie pani Mirelli w DPS śledztwo prowadzi chorzowska prokuratura. Postępowanie ma wyjaśnić czy doszło do przestępstwa pozbawienia wolności kobiety, nieporadnej ze względu na stan zdrowia. W toku tego postępowania badane są również wątki dotyczące ewentualnego znęcania się nad Mirellą, narażenia jej na bezpośrednie niebezpieczeństwo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, oraz nieudzielenia pomocy w sytuacji grożącej takim niebezpieczeństwem. Śledztwo zostało objęte nadzorem służbowym przez Prokuraturę Okręgową w Katowicach.
Organy ścigania zajęły się tą sprawą w lipcu 2025 r., kiedy policja otrzymała zgłoszenie o kłótni domowej w jednym z bloków w Świętochłowicach. Podczas interwencji okazało się, że we wskazanym przez sąsiadów mieszkaniu przebywa małżeństwo w wieku 82 lat wraz z córką Mirellą, której sąsiedzi nie widzieli od wielu lat. 43-latka mała problemy z poruszaniem się i widoczne obrzęki na nogach, dlatego policjanci wezwali pogotowie ratunkowe. Po kilku tygodniach spędzonych w szpitalu wróciła do mieszkania rodziców.
Media, które jesienią nagłośniły tę sprawę podawały, że Mirella przez blisko 30 lat była „zamknięta” przez swoich rodziców w jednym pokoju. Jak opisywał „Fakt”, miała ona po raz ostatni wyjść z domu w wieku 15 lat, wtedy przestała chodzić do szkoły i od tamtego czasu nie miała kontaktu ze światem zewnętrznym; nie miała dowodu osobistego czy własnych ubrań. Jej opiekunowie mieli wmawiać sąsiadom, że zaginęła lub wróciła do biologicznych rodziców.
Świętochłowicka policja informowała wówczas, że po interwencji wszczęto postępowanie w sprawie znęcania się nad osobą najbliższą i wstępne ustalenia nie potwierdziły medialnych doniesień, jakoby kobieta przez 27 lat miała być przetrzymywana w mieszkaniu rodziców wbrew swojej woli. Policjanci zaznaczyli też, że wcześniej nie mieli interwencji pod tym adresem, nie otrzymali żadnych niepokojących sygnałów dotyczących tej rodziny, nikt też nie zgłaszał zaginięcia członka rodziny.
Media: Niepokojące maile do szkół w całej Polsce. Służby badają rosyjski trop
Opluł ołtarz i cisnął krzyżem. Policja opublikowała szokujące nagranie
Mirella trzymana 27 lat w pokoju z fekaliami, bity Fabianek. Kanał Zero ujawnia szokujące informacje

Sąd przywrócił policjanta do służby. Prokuratura Żurka nie odpuszcza i złożyła zażalenie

Utrudnienia po wypadku na niestrzeżonym przejeździe kolejowym






