Rząd Donalda Tuska szantażuje finansowo władze Zabrza ws. uchwały chroniącej miasto przed skutkami paktu migracyjnego

Głosować do skutku
W dokumencie tym Rada Miasta w Zabrzu wyraziła negatywną opinię wobec wyłącznie ewentualnych planów przyjmowania nielegalnych imigrantów w ramach przymusowej relokacji Unii Europejskiej czy tworzenia ośrodka dla takich przybyszów. O ile oczywiście opinie na temat od początku w mieście były podzielone, to szokujący dla części radnych i sporej części mieszkańców stał się fakt, iż władza centralna de facto zagroziła tej samorządowej, że w przypadku braku spełnienia żądania, miasto straci dziesiątki, a może i setki milionów złotych dofinansowania unijnego. Na początku pod "topór" miała pójść wielomilionowa dotacja dla Muzeum Górnictwa Węglowego, ale zapowiedziano możliwość kolejnych cięć. Pierwotnie radni próbowali zaprotestować przeciwko takiemu dyktatowi stolicy i w poniedziałek rano podczas nadzwyczajnej sesji odrzucili rządowe dictum (13 głosów przeciw, 8 za, 4 wstrzymujące), ale potem już było tylko gorzej.
Tego samego dnia po południu Sejmik Województwa Śląskiego nagle zawiesił zapowiedziane na ten dzień procedowanie nowego statutu dla MGW, a zabrzańskim radnym zapowiedziano na następny dzień kolejną sesję w tej samej sprawie, pomimo podjętej już decyzji.
- I tak będziemy głosować aż do oczekiwanego przez rząd skutku? A gdzie tu miejsce na wolny wybór i demokrację lokalną?
- dziwili się radni. Finalnie trzeciej sesji nie trzeba było już zwoływać, bo pod groźbą bankructwa miasta ugięli się radni Nowego Zabrza Agnieszki Rupniewskiej. W połączeniu z głosami Koalicji Obywatelskiej i kilku niezrzeszonych radnych dało to wynik 14 "za" uchyleniem uchwały antyimicgranckiej, wobec 11 głosów sprzeciwu.
Klauzula niedyskryminacyjna
Rządzącym miastem kamień spadł więc z serca i choć w ocenie wielu mieszkańców działali w warunkach pistoletu przyłożonego do skroni, skomentowali dwudniowe głosowania w maksymalnie koncyliacyjny sposób.
- Dzisiejsza decyzja Rady Miasta pozwala zabezpieczyć interes finansowy Zabrza i utrzymać możliwość korzystania z funduszy europejskich. Uchwała z 2025 roku miała charakter deklaratywny i nie wywoływała skutków prawnych, jednak jej obowiązywanie prowadziło do negatywnej oceny wniosków składanych przez miasto oraz nasze instytucje w programach finansowanych ze środków Unii Europejskiej.
- podkreślał prezydent Zabrza Kamil Żbikowski.
Jak tłumaczył jeszcze podczas wtorkowej sesji, uchylenie uchwały antyimigranckiej było konieczne w związku z obowiązującą klauzulą niedyskryminacyjną, która stanowi jedno z podstawowych kryteriów oceny wniosków o dofinansowanie z funduszy Unii Europejskiej. Zgodnie z zasadami polityki spójności UE wsparcie finansowe może być udzielane wyłącznie projektom i beneficjentom przestrzegającym zasad równego traktowania oraz niedyskryminacji.
"To nie szantaż rządu"
Podobnie sprawę tłumaczy wiceprezydent Ewa Weber, wiceszefowa zabrzańskich struktur KO. Jej zdaniem to nie był żaden szantaż rządu, tylko potwierdzenie formalnych wymagań Unii Europejskiej dla podmiotów starających się o wsparcie finansowe. Obowiązku sięgania po te fundusze nie ma.
- Klauzula niedyskryminacyjna jest jednym z kryteriów obligatoryjnych. Instytucje oceniające projekty analizują nie tylko sam wniosek, ale także działania podejmowane przez beneficjenta. W przypadku samorządów sprawdzane jest również, czy na ich terenie nie obowiązują uchwały lub akty, które mogłyby zostać uznane za sprzeczne z zasadami równego traktowania
- wyjaśniała wiceprezydent Weber.
Gdzie ta dyskryminacja?
Niestety, mimo dwudniowych obrad, nikt nie był w stanie wyjaśnić, który konkretnie zapis uchwały antyimigranckiej miałby być dyskryminacyjny i wobec kogo? Dokument odnosił się wyłącznie do obcokrajowców, którzy dostali się do Europy nielegalnie i z pominięciem obowiązujących reguł prawnych i wizowych. Co więcej, nikt w Zabrzu nie dyskryminuje obcokrajowców. Tysiące z nich legalnie pracują np. w strefie ekonomicznej i spokojnie mieszkają w różnych dzielnicach Zabrza, nie powodując żadnych konfliktów. Zabrze też od początku wojny na Ukrainie gościło i przyjmuje do dziś wielu Ukraińców, którzy znaleźli u nas bezpieczne schronienie. Jak już wielokrotnie informowaliśmy, w założeniu inicjatorów uchwały obywatelskiej chodziło wyłącznie o uniknięcie zagrożeń kryminalnych podobnych do tych, które mają miejsce w Niemczech czy Szwecji, a wynikających z działalności tamtejszych "przybyszów" z odległych krajów.
- Równie dobrze można by uznać, że do skasowania jest cały kodeks karny, bo dyskryminuje przestępców i ogranicza ich wolną wolę i chęć zabijania, kradzieży czy gwałcenia.
- mówili pół żartem, pół serio, w kuluarach obrad niektórzy radni.
Niespodziewana krytyka
Co istotne w całej tej dyskusji sesyjnej, podział głosów nie rozkładał się po linii partyjnej KO-PiS. W bardzo krytycznych słowach o zastosowanym szantażu mówił m.in. bezpartyjny wiceprzewodniczący Rady Miasta Grzegorz Lubowiecki, którego trudno podejrzewać o sympatyzowanie z prawicą i który często ręka w rękę głosował z Koalicją Obywatelską.
- Jestem zwolennikiem obecności Polski w Unii Europejskiej i strefy Schengen. Ale nie zgadzam się na politykę migracyjną polegającą na przymusowym rozdzielaniu nielegalnych migrantów między państwa i samorządy. Jeszcze bardziej nie zgadzam się na sytuację, w której samorządy mają być karane finansowo za wyrażanie opinii - podkreślał Lubowiecki. - Samorząd powinien mieć prawo wyrażać stanowisko w imieniu mieszkańców. A pieniądze publiczne nie mogą być narzędziem politycznego nacisku na samorządy.
Unijne srebrniki
Nic więc dziwnego, że także główny inicjator uchwały obywatelskiej Rafał Mosiołek z Ruchu Narodowego nie zostawił suchej nitki nie tylko na szantażu, ale i na zabrzańskich samorządowcach.
- "Głos mieszkańców sprzedany za unijne srebrniki. Dziś w Zabrzu wydarzyło się coś, co powinno zapalić wszystkim czerwoną lampkę. Wczoraj Rada Miasta podjęła jasną decyzję. Próba uchylenia uchwały się nie powiodła. W normalnie funkcjonującej demokracji to kończy temat. Decyzję się szanuje, nawet jeśli nie wszystkim się podoba. Ale nie w Zabrzu. Tutaj zwołuje się kolejną sesję następnego dnia i doprowadza do ponownego głosowania. Po co? Żeby jeszcze raz spróbować. A jeśli trzeba, próbować dalej. Aż wynik będzie się zgadzać. A to był projekt, który był głosem mieszkańców na ich prośbę. Projekt, który powstał w odpowiedzi na konkretne obawy ludzi. Projekt, który jeszcze wczoraj został obroniony. Co więcej, przez praktycznie dwie sesje Rady Miasta próbowano przekonać wszystkich, że uchwała jest niezgodna z prawem. Tymczasem fakty są takie, że jeśli rzeczywiście byłaby niezgodna z prawem, to wojewoda miał 30 dni na stwierdzenie jej nieważności. Taka decyzja nie zapadła. Po tym terminie wojewoda może jedynie skierować sprawę do sądu administracyjnego, ale też nie zrobił tego. Mimo to temat "nielegalności" był powtarzany w kółko" - napisał Mosiołek w mediach społecznościowych. I dodał: - "To, co wydarzyło się dziś, to pokaz siły nacisków, uległości i całkowitego braku szacunku dla mieszkańców. To jest sytuacja, w której demokracja została sprowadzona do procedury, którą można powtarzać do skutku, aż ktoś dopnie swego."
Żbikowski: to jak atrapa defibrylatora
Sam prezydent Zabrza Kamil Żbikowski odrzuca aż tak radykalną ocenę sytuacji. W rozmowie z Głosem Zabrza, podobnie jak w trakcie wtorkowej sesji zadeklarował, iż nacisk Warszawy w tej sprawie nie oznacza, że jest szykowane jakieś przyjęcie migrantów w Zabrzu.
- Mogę dać słowo honoru, że nic takiego się nie dzieje, a miasto nie uczestniczy w żadnych rozmowach czy przygotowaniach do takiego ruchu. A gdyby faktycznie rząd rozważał takie kroki, przecież nie dałoby się ich podjąć bez uzgodnień z miastem.
- mówi prezydent Żbikowski. I podkreśla przy każdej sposobności, iż wspomniana uchwała antyimigrancka tak naprawdę nie gwarantowała niczego i dawała złudne poczucie bezpieczeństwa. Była jedynie wyrażeniem opinii radnych, ale prawnie nie mogłaby zablokować działań rządu, który zgodnie z prawem jako jedyny jest upoważniony do prowadzenia polityki migracyjnej. Dlatego on sam, jako prawnik, miał tego świadomość i dlatego wstrzymał się od głosu w czerwcu.
- Ta uchwała była jak atrapa defibrylatora powieszona w miejscu publicznym. Co z tego, że jest obecna i na wyciągnięcie ręki, skoro w sytuacji realnego zagrożenia nie spełniłaby kluczowego zadania i byłaby bezużyteczna? - pyta retorycznie. - Trzeba sobie jasno i uczciwie powiedzieć, brak nawet 200 mln złotych rocznie w budżecie miasta byłby nie do załatania i groziłaby nam katastrofa finansów publicznych. Trzeba byłoby zamykać instytucje miejskie, najpewniej kultury, ograniczać zatrudnienie w pozostałych, ciąć płace. To w zasadzie prowadziłoby do bankructwa miasta.
- oceniał prezydent Żbikowski.
Pisemne ultimatum rządu Donalda Tuska
Głos Zabrza dotarł do źródłowego dokumentu ministerialnego, od którego zaczęła się cała ta awantura polityczna. Faktycznie, jest w nim postawione twarde ultimatum bez pola do negocjacji. To odpowiedź ministerstwa kultury do dyrekcji MGW w sprawie złożonego wniosku na dofinansowanie w wysokości 70 mln zł.
"Mając na uwadze kryterium oceny ostatecznej pn. Zgodność projektu z klauzulą niedyskryminacyjną proszę o informacje czy uchwała nr XIX/184/25 Rady Miasta Zabrze z dnia 23 czerwca 2025 r. w sprawie wyrażenia stanowiska w przedmiocie niedopuszczenia do utworzenia na terenie Gminy Zabrze ośrodków o charakterze pobytu dla imigrantów oraz w sprawie wyrażenia stanowiska w przedmiocie nieprzyjmowania imigrantów w ramach paktu migracyjnego, nadal obowiązuje na obszarze Miasta Zabrze, będącego lokalizacją siedziby Muzeum Górnictwa Węglowego oraz miejscem realizacji projektu. (…) Tym samym przyjęta uchwała z dnia 23 czerwca 2025 r. stanowi dyskryminujący akt prawa miejscowego przyjęty przez jednostkę samorządu terytorialnego, która jest organizatorem Muzeum."
- czytamy w piśmie podpisanym przez Przemysława Niedźwieckiego, przewodniczącego Komisji Oceny Projektów ministerstwa.
Skąd takie naciski?
Jednocześnie w konkluzji pisma wyraźnie wytłuszczono:
"W sytuacji, gdy uchwała XIX/184/25 z dnia 23 czerwca 2025 r. obowiązuje (lub inna tego typu uchwała), wniosek uzyska negatywny wynik oceny w tym kryterium. Zgodnie z definicja tego kryterium (…) wsparcie ze środków polityki spójności będzie udzielane wyłącznie projektom i beneficjentom, którzy przestrzegają przepisów antydyskryminacyjnych, o których mowa w art. 9 ust. 3 Rozporządzenia PE i Rady nr 2021/1060"
- to kluczowa konkluzja pisma.
W sprawie nasuwa się jedno, zasadnicze pytanie, na które wciąż nie ma racjonalnej odpowiedzi. Skoro uchwała antyimigrancka nie miała żadnego znaczenia i nie rodziła skutków prawnych, dlaczego rząd użył aż tak ostatecznych nacisków by usunąć ją z obiegu prawnego po dziewięciu miesiącach legalnego obowiązywania? I dlaczego wcześniej nie zrobił tego sam wojewoda, w ramach przysługujących mu uprawnień nadzorczych wobec samorządu?
Unia Europejska. Suma zawiedzionych nadziei
Potężny wzrost cen paliw w hurcie. Co zrobi rząd?
Tusk zarzekał się w TVN24, że porodówka w Lesku nie jest zamknięta. Tymczasem nie działa od 1 stycznia
Dariusz Lipiński: Euro jako problem nieekonomiczny




