Szukaj
Konto

Romuald Szeremietiew: Stan wojenny, czyli kulturalni kanibale

13.12.2017 01:55
Romuald Szeremietiew: Stan wojenny, czyli kulturalni kanibale
Źródło: screen YouTube
Komentarzy: 0
W dniu 13 grudnia 1981 r. nikt mnie nie „internował” chociaż byłem umieszczony w „rankingu” resortu gen. Kiszczaka wśród najgroźniejszych dla PRL (sądzono mnie za obalanie ustroju siłą). Esbecy nie musieli mnie łapać bowiem zostałem aresztowany jeszcze w styczniu 1981 r. i przez wiele miesięcy mogłem obserwować „karnawał Solidarności” zza krat celi aresztu śledczego na warszawskim Mokotowie. Zmiana dotknęła natomiast moją żonę, którą o północy, z 12 na 13 grudnia, esbecy zakuli w kajdany i zawieźli do więzienia w Ostrowie Wielkopolskim. Kiedy ją wyprowadzali z naszego mieszkania zapytała: z której strony do nas weszli? Okazało się, że nie było żadnej obcej interwencji. Ci od stanu wojennego nie musieli do Polski wchodzić, oni już tu byli. Przyszli do Polski w 1945 r. i zostali. Czasem odnoszę wrażenie, że do dziś nie wyszli. - pisze na swoim profilu FB Romuald Szeremietiew

Pewien przeciwnik obecnego rządu, emerytowany wojskowy, wspominając stan wojenny, stwierdził: "Dochowano jakiejś kultury w tym wszystkim, w tym całym zdarzeniu". W czasie wprowadzania stanu wojennego był młodym oficerem, zdaje się w stopniu porucznika (w 1979 r. ukończył szkołę oficerską) i zapewnia, że nie dostrzegł wówczas by w czasie stanu wojennego coś nadzwyczajnego działo się na ulicach polskich miast.

Rzeczywiście w stanie wojennym ogłoszonym przez Wojskową Radę Ocalenia Narodowego nie było masowych egzekucji i nie uruchomiono obozów śmierci, jak to robili Hitler i Stalin. Wtedy tylko oczywiście kulturalnie internowano 10 tys. osób, następnym 4 tysiącom postawiono kulturalnie zarzuty prokuratorskie i zamknięto w więzieniach, ponad 5 tys. też kulturalnie ukarały kolegia ds. wykroczeń. Liczba ofiar śmiertelnych sięgnęła "tylko" 100 osób zamordowanych, zapewne kulturalnie, głównie przez "nieznanych sprawców".


- pisze były opozycjonista i wiceminister obrony w rządzie Jana Olszewskiego

Rzeczywiście, gdyby spojrzeć na to z jego strony… . W 1989 r., to nie on, porucznik, ale jego przełożeni, twórcy i kierujący zbrodniczym stanem wojennym zasiadali do stołu obrad w Pałacu Namiestnikowskim i do stołu biesiadnego w Magdalence. A byli tam i ci, którzy odcinają się dziś od piętnowanego emeryta wojskowego. Pamiętam jak sam z niedowierzaniem oglądałem w telewizji scenę, gdy mój kolega z celi więziennej Frasyniuk ściskał dłoń oprawcy Kiszczaka.


- wspomina Szeremietiew

Stan wojenny był próbą ratowania komunistycznych rządów i spowodował wiele skutków negatywnych. Nie tylko śmierć górników KWK "Wujek", tysiące aresztowanych, setki tysięcy emigrantów, ale też zgaszenie nadziei na lepszą przyszłość w milionach Polaków. Splamiony został mundur polskiego żołnierza haniebną akcją represyjna przeprowadzoną w interesie komunistycznej kliki. Największą stratą było zmarnowanie społecznego potencjału narodu ujawnionego przez ruch Solidarność. To było gorsze od zbrodni, którą stan wojenny był.


- ocenia były wiceminister

Odnosząc się jednak do jego oceny stanu wojennego można by powiedzieć, że jest to tak samo zasadne jak gdyby ktoś ogłosił, że kanibalizm stał się kulturalny bowiem kanibale zaczęli używać sztućców. Posługując się takim porównaniem można by zauważyć, że uczestnicy porozumień z 1989 r. na długo przez wspomnianym emerytem wojskowym uznali, że mają do czynienia z kulturalnymi kanibalami z PZPR. Wszak na stole biesiadnym w Magdalence były nie tylko kieliszki z wódką, ale też sztućce.


- konstatuje
Komentarzy: 0
Data publikacji: 13.12.2017 01:55