Szukaj
Konto

Polskie życie po Brexicie: "Wiele razy słyszałam, że jestem polską świnią”

03.10.2016 13:00
Polskie życie po Brexicie: "Wiele razy słyszałam, że jestem polską świnią”
Źródło: Pixabay.com/CC0
Komentarzy: 0
„Ty polska świnio”, „idź stąd, brudasie” i cała masa przekleństw, do tego kopanie i bicie po głowie, niewypłacanie pensji, a nawet zmuszanie do stosunków seksualnych – tak niektórzy z brytyjskich pracodawców traktują pracowników z Polski. Chociaż zdecydowana większość moich rozmówców mieszkających na Wyspach mówi, że niezaprzeczalnie przypadki rasistowskich ataków zdarzają się i należy to nagłaśniać, to jednocześnie podkreśla, że nie mogą one być pryzmatem, przez który patrzy się na relacje polsko-brytyjskie.
Sylwia i Wojciech Jaskólscy swoją przygodę w Wielkiej Brytanii rozpoczęli 12 lat temu. Wyjechali na stypendium, a po studiach dostali bardzo korzystne propozycje pracy w Londynie. Założyli rodzinę, urodził im się syn, kupili dom w jednej z bogatych dzielnic stolicy Wielkiej Brytanii. Ale nie od razu było tak dobrze.

- Początki były dramatyczne. Kilka razy zdarzyło się, że usłyszałam za plecami kąśliwe uwagi, że jestem z Polski, a "to wiele wyjaśnia". Dziś nie zdarza mi się usłyszeć o sobie czy mojej rodzinie czegoś przykrego

- mówi "Tygodnikowi Solidarność" Sylwia.

Wojciech wspomina wydarzenie, którego byli świadkami. Pewnej niedzieli wybrali się całą rodziną na spacer. Po drodze spotkali znajomych i poszli do kawiarni.

- Całą gromadą weszliśmy do lokalu. Przywitał nas sympatyczny starszy pan, jak się potem okazało - właściciel. Po chwili zaczął agresywnym tonem wydawać polecenia kelnerkom. Podchodząc do stolika przeprosił za zamieszanie, które sam wywołał i dodał: "Wybaczą państwo, to głupia Polka". Jego zachowanie oburzyło nie tylko nas, ale także angielskich znajomych. Mężczyzna zmieszał się, kiedy powiedzieliśmy, że też jesteśmy Polakami.


Mimo przeprosin i zapewnień, że taka sytuacja wydarzyła się pierwszy raz, goście opuścili kawiarnię.

- Nie może być zgody na jakąkolwiek formę przemocy. Jesteśmy zobowiązani reagować. Nagłośniliśmy wśród znajomych tę sytuację, wieść rozniosła się do kolejnych osób. Wielu zadeklarowało, że lokal będzie omijało z daleka. Ujawnienie takich zachowań to dobry sposób na przedsiębiorców, którzy liczą się z reputacją, bo ta przekłada się na profity

- dodaje Sylwia.

Koszmar to za mało

Przed ośmioma laty Janina Marzec wyjechała za pracą do Wielkiej Brytanii. Ma 59 lat, pochodzi spod Kielc. Teraz mieszka i pracuje w Bristolu. Dlaczego wyjechała?

- Kiedy zmienił się właściciel mojej firmy zaproponowano mi 6,5 zł za godzinę i pracę na umowie-zleceniu. Pieniądze w domu były bardzo potrzebne, o emeryturze mogłam jeszcze tylko pomarzyć. Wyjazd był jedynym rozwiązaniem.


Pracowała w chłodni, segregując mrożonki, potem pakowała odzież. Ten okres chciałaby wymazać z pamięci.

Izabela Kozłowska

Cały artykuł w najnowszym numerze "TS" (41/2016) oraz w wersji cyfrowej tutaj
Komentarzy: 0
Data publikacji: 03.10.2016 13:00