Pisarze o wojnie polsko-bolszewickiej
Norman Davis w książce "Orzeł biały, czerwona gwiazda" pominął polską literaturę piękną, cytując za to Izaaka Babla, bolszewika z armii konnej Budionnego. Babel szkalował Polskę i Polaków, usprawiedliwiając marsz na Warszawę. Brytyjski historyk nie znalazł żadnego polskiego dzieła o wojnie polsko-radzieckiej. A przecież powstało ich wiele.
Pisarze i poeci tworzyli korespondencje wojenne, pisali pieśni żołnierskie, wiersze patriotyczne, a później nowele i powieści, jak "W polu" Stanisława Rembeka. W okresie międzywojennym wojna 1920 roku i pospolite ruszenie całego społeczeństwa w obronie niepodległości było fundamentem świadomości narodowej, mitem założycielskim II RP.
Gdy na Zachodzie w 1918 roku społeczeństwa mogły cieszyć się wolnością, Polacy musieli tworzyć państwo po zaborach i walczyć o jego granice. Walki trwały w Wielkopolsce, we Lwowie, Grodnie, Wilnie, skąd wyparto bolszewików, którzy szli na zachód zaraz za wycofującymi się Niemcami. Polskie wojsko pomogło Łotyszom w odzyskaniu Dyneburga. W 1920 roku zajęło Żytomierz i Kijów, który przekazano Ukraińcom.
Wojna polsko-radziecka była niezwykle dramatyczna, krwawa i brutalna. Zdobycie Kijowa okazało się punktem zwrotnym. Bolszewicy ruszyli do kontruderzenia i szli na Warszawę od północy i z południa. W lipcu sytuacja Polski stała się niezwykle trudna. Na początku sierpnia los stolicy odrodzonego państwa wydawał się przesądzony.
I wtedy Polacy okazali niezwykły hart ducha i solidarność - mimo różnic politycznych. 1 lipca powstała Rada Obrony Państwa z Józefem Piłsudskim. 24 lipca powstał Rząd Obrony Narodowej, do którego weszli przedstawiciele różnych partii. Premierem został Wincenty Witos.
Do walki z bolszewikami poszli chłopi, robotnicy, inteligencja, studenci i gimnazjaliści. Malarze tworzyli plakaty agitujące do wstępowania do wojska polskiego i wzywające do obrony ojczyzny, dziennikarze jechali na front, by opisać zbrodnie bolszewików i dzielność polskich żołnierzy.
W PRL wszystkie utwory opisujące wojnę z bolszewikami, męstwo Polaków i barbarzyństwo najeźdźców były zakazane przez cenzurę. Te, które znajdowały się w bibliotekach, zostały wycofane i zniszczone. Dopiero od lat 70. w drugim obiegu wydawniczym wydano kilkakrotnie reportaż Stefana Żeromskiego "Na probostwie w Wyszkowie". I to chyba najbardziej znany utwór o wojnie 1920 roku.
Dzieł literackich, nowel, powieści, wierszy, a także reportaży o wojnie polsko-radzieckiej powstało wiele. Niemal cała literatura polska uznała dramatyzm walki o niepodległość, o wytyczenie granic odrodzonej Polski, a potem o ratowanie zagrożonego bytu państwowego, za temat ważny.
Niedawno wznowiono po raz pierwszy od blisko stu lat książkę Kornela Makuszyńskiego "Radosne i smutne". W 2012 roku wyszła antologia "Szlakiem zwycięstwa", w której zamieszczono relacje kilku pisarzy o wojnie. Rok później ukazał się "Pamiętnik" Władysława Broniewskiego z zapiskami o udziale poety (dosłużył stopnia kapitana, otrzymał order Virtuti Militari i cztery razy dostał Krzyż Walecznych, by potem zostać… komunistą). W 2020 roku IPN wydał pracę Macieja Urbanowskiego "Rok 1920 w literaturze" z obszerną antologią tekstów. Zagrożenie radzieckie latem 1920 roku było ogromne. Armie bolszewików zajęły Białostocczyznę, Podlasie, Mazowsze, pojawiły się na Zamojszczyźnie. Bolszewikom nie udało się zdobyć Lwowa, ale ruszyli dalej, zajmując Zamość, a na północy docierając aż do Włocławka. Bolesław Leśmian, który miał notariat w Hrubieszowie, ewakuował się w ostatniej chwili, w momencie wejścia wojsk bolszewickich do miasteczka.
3 lipca 1920 roku powstał Generalny Inspektorat Armii Ochotniczej, w obrębie którego działał Oddział II Informacyjno-Prasowy (Referat Literacki), który zajmował się propagandą, podnoszeniem ducha obrońców Warszawy. Na jego czele stanął Stefan Żeromski. W sekcji literackiej działali Wacław Berent, Kornel Makuszyński, Włodzimierz Perzyński, Kazimierz Wroczyński, Emil Zegadłowicz. W sekcji publicystyki był Adam Grzymała-Siedlecki.
Działał także Centralny Komitet Propagandy Związków Artystycznych. Prezesem został Edward Słoński. Sekcją Literacką dowodził Stefan Krzywoszewski, redaktor tygodnika "Świat". W Komitecie działali Leopold Staff, Jan Lorentowicz, Zenon Przesmycki, Bolesław Leśmian, Stanisław Ostrowski, Juliusz Osterwa, Ludwik Solski, Andrzej Strug, Wacław Grubiński, Władysław Skoczylas, Tadeusz Pruszkowski, Karol Szymanowski, Zofia Nałkowska, która jeszcze w 1919 roku sprzyjała komunizmowi.
O spotkaniach pisarzy, członków Centralnego Komitetu Propagandy, w Klubie Artystycznym, mającym swą siedzibę w Hotelu Polonia, pisała po II wojnie światowej Herminia Naglerowa: "Była wojna z bolszewikami - rok 1920 - i w Klubie Artystycznym w gmachu hotelu «Polonia» pisarze, dziennikarze, artyści zebrali się, żeby omówić z zawodem związaną służbę na rzecz wojska". Poeci pisali wiersze wzywające polski naród do walki. Pisał Jan Kasprowicz ("Pieśń ochotnika"), Kornel Makuszyński ("Do broni, Polsko, do broni!"), Edward Słoński ("Bój o Warszawę" ze słowami: "Toczy się bój o Warszawę,/ Zbudźcie się ludzie z letargu!"), Or-Ot ("Za broń, Polacy!"). Piórem, talentem, ale i z bronią w ręku walczyli twórcy o rozmaitych poglądach. 15 lipca pismo "Naród" ogłosiło odezwę "do ogółu artystów i publicystów polskich" wzywając ich, aby żołnierzom walczącym dodać ducha. "Do czynu! Na front!".
Wyobraźmy sobie, jak wyglądałyby relacje prasowe dzisiaj, gdyby (nie daj Boże!) Rosja napadła na Polskę. W mediach patriotycznych byłyby teksty podobne do tych sprzed 105 lat. Natomiast media sprzyjające rządowi zapewne relatywizowałyby obraz wojny. Z telewizji i portali internetowych dowiedzielibyśmy się, że bolszewicy chcą u nas zaprowadzić sprawiedliwość, że są zwolennikami polityki "miłości". Pojawiłyby się ataki na wojsko polskie, na polskie dowództwo za rzekome zbrodnie. W 1920 roku nienawiść partyjna (także występująca) nie osiągnęła takiego absurdalnego poziomu. Wprawdzie Adolf Nowaczyński oskarżył Marszałka Piłsudskiego o to, że za ruble moskiewskie zdradził Polskę i uciekł z Warszawy, ale to był odosobniony wyskok endeka. Nie było chętnych do rozpowszechniania propagandy bolszewickiej. Partia komunistyczna w Polsce była słaba i nie miała posłuchu. Robotnicy i chłopi, na których liczyli komuniści, poszli do wojska, aby bronić odrodzonej ojczyzny. W wojnie brali udział także Polacy pochodzenia niemieckiego (Artur Oppman), austriackiego (Kazimierz Wierzyński), żydowskiego (Henryk Elzenberg, Jan Lesman, Mieczysław Jastrun), białoruskiego (Sergiusz Piasecki).
Bolszewicy rzucili do walki żołnierzy pochodzących z Azji. Wśród dowódców byli Rosjanie, Żydzi i polscy renegaci. O tym, że w Armii Czerwonej byli Polacy, pisał Kazimierz Wierzyński: "Raz jeszcze historia chciała, by jeszcze raz […] bił się Polak przeciw Polakowi. Tylko, że tamci wyparli się Polski, wyrzekli się jej i zaprzedali dobrowolnie i samochcąc wrogowi".
Kazimierz Wierzyński był korespondentem wojennym, pracował w Biurze Prasowym Naczelnego Dowództwa, którego szefem był Juliusz Kaden-Bandrowski, i brał udział w ofensywie kijowskiej. Jan Lesman, znany lepiej jako Brzechwa, pracował w Sekcji Polityczno-Prasowej w Trzeciej Armii, a w sierpniu brał udział w obronie Warszawy. Relacje z wojny dostarczał Adam Grzymała-Siedlecki, który pisał o Bitwie Warszawskiej, obronie Płocka, walkach o Zamość, Karol Irzykowski napisał reportaż o odzyskanym Białymstoku, Żeromski o Wyszkowie i rządzie komunistycznym, który tam przebywał. O walkach pod Płockiem pisał Makuszyński. Artur Oppman, poeta znany jako Or-Ot, w wieku 53 lat zaciągnął się do wojska na ochotnika. Zgodził się być szeregowcem. Pod koniec lat 20. był już podpułkownikiem.
Walczyli o Polskę m.in. Józef Czapski, Tadeusz Dołęga-Mostowicz, Marian Hemar, Józef Czechowicz, Mieczysław Agatstein, czyli Jastrun, bracia Stanisław i Józef Mackiewiczowie, Gustaw Morcinek, Stanisław Rembek czy Julian Przyboś, który dwukrotnie trafił do niewoli radzieckiej i dwa razy z niej uciekał. Mimo presji społecznej do wojska nie zaciągnął się młody Witold Gombrowicz. Uległ woli rodziny i znalazł się w sytuacji analogicznej do tej z życia młodego Zygmunta Krasińskiego, który na życzenie ojca nie wziął udziału - jako jedyny z klasy - w manifestacji patriotycznej. Później Gombrowicz czuł się wyalienowany ze społeczeństwa, dla którego przeżycia roku 1920 były przeżyciami formującymi osobowość. 14 lipca Maria Dąbrowska zanotowała w dzienniku, że naród polski "pod wpływem klęski obudził się nareszcie". 15 sierpnia pisała: "Jest już teraz bitwa pod Warszawą. Dziś w nocy z naszych okien [przy Jaworzyńskiej] słychać było armaty i widać łuny".
23 lipca w Moskwie powstał Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski z Julianem Marchlewskim. Ten quasi-rząd przyszłej Polski komunistycznej tydzień później ogłosił w Białymstoku przejęcie władzy i tworzenie Polskiej Socjalistycznej Republiki Rad.
Na ogół publicyści skupiają się na obchodach bitwy o Warszawę. Wszak Dąbrowska pisała pod koniec sierpnia: "Dzięki tej bitwie staliśmy się naprawdę narodem, odzyskaliśmy prawdziwie własną niepodległość, zdobyliśmy chłopa". A przecież wojna po kontrofensywie znad Wieprza nadal trwała. 22 sierpnia odzyskano Białystok. "Rząd" komunistyczny, który był już w Wyszkowie, w popłochu uciekł. Równie ważna była wrześniowa bitwa nad Niemnem, gdzie Polacy rozbili pozostałe wojska bolszewików. Odzyskano Grodno, a nawet Mińsk Litewski. Wojnę zakończył traktat pokojowy w Rydze krytycznie oceniony przez Stanisława Cata-Mackiewicza. W porównaniu z granicami pierwszej Rzeczypospolitej druga była bardzo okrojona. Ale już w XVII wieku odpadły Inflanty i Ukraina Zadnieprzańska oraz Kijów, a w XVIII wieku Austriacy zagarnęli wioski na Spiszu. Mimo to przed rozbiorami Rzeczpospolita była jednym z większych państw europejskich.
W granicach II RP nie było Mińska Litewskiego, zdobytego w październiku 1920 roku, ani - kiedyś w granicach Rzeczypospolitej - Witebska i Smoleńska. Nie udało się zrealizować koncepcji odtworzenia granic sprzed rozbiorów. Nie zrealizowano też koncepcji Józefa Piłsudskiego, aby z Polską graniczyły na wschodzie zaprzyjaźnione państwa ukraińskie i białoruskie. Po Rydze sąsiadem wschodnim była Rosja Sowiecka.
Jak to możliwe, że część literatów, którzy zobaczyli na własne oczy, do czego byli zdolni bolszewicy (w imię ideologii komunistycznej mordowali, gwałcili, kradli), nie nabrała odporności na tę ideologię. Przecież kilku uczestników wojny 1920 roku: Broniewski, Jastrun, Przyboś, stało się komunistami, i to jeszcze w latach II RP, a więc, gdy takie poglądy nie przynosiły profitów. Wiedzieli, jaki jest komunizm, jaka jest Rosja Sowiecka, a jednak uwierzyli w rzekomo "lepszy świat". I nie zmienili światopoglądu nawet w 1939 roku, po aneksji Kresów przez ZSRR. Broniewski i Przyboś do śmierci czuli się komunistami (Broniewski z wątpliwościami zagłuszanymi alkoholem), Jastrun odszedł od komunizmu w 1956 roku, ale o tej przemianie nie napisał w swoim dzienniku. Inni, jak Wierzyński, bracia Mackiewiczowie, Czapski, pozostali odporni. I dawali świadectwo.
W 1927 roku Edward Ligocki opublikował nakładem "Rzeczpospolitej" książkę "Gdyby pod Radzyminem", alternatywną wersję historii, w której bolszewikom udało się zdobyć Warszawę i utworzyć Polską Republikę Sowiecką. W 1920 roku Leninowi i Stalinowi to się nie udało. W 1939 roku Stalin zemścił się za porażkę 1920 roku i w porozumieniu z Hitlerem dokonał rozbioru Polski, a w 1944 roku zainstalował w Warszawie rząd komunistyczny. W Polsce o zmienionych granicach stacjonowała Armia Radziecka. Ostatni żołnierze rosyjscy opuścili Polskę dopiero w 1993 roku. Można więc uznać, że przez 54 lata Polacy musieli pokutować za upokorzenie Armii Radzieckiej.