Pan Piotr wyszedł na wolność i zabrał głos. "Zostałem wytypowany"

Piotr W. zabrał głos po wyjściu na wolność
W niedzielę 18 października Piotr W. pojawił się w studiu Telewizji Republika. Kilka godzin wcześniej Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia odrzucił wniosek prokuratury o miesięczny areszt. Nie zastosował też innych środków zapobiegawczych. Mężczyzna, zatrzymany w piątek przy biurze Adama Borowskiego na ul. Marszałkowskiej, wrócił do tamtych wydarzeń.
Kolokwialnie mówiąc, czuję się jak wyciągnięty z pralki. Samopoczucie jest mocno apatyczne. Podnoszę się z tego wszystkiego
– przyznał na początku rozmowy.
Piotr W. tłumaczy, dlaczego uciekał przed policjantami
Mężczyzna utrzymuje, że przed interwencją czekał na zielone światło przy przejściu dla pieszych. Według jego relacji funkcjonariusze szybko do niego podeszli, nie informując go o przyczynie podjęcia czynności.
Stojąc tam i oczekując na zielone światło, oni podbiegli do mnie spiesznym krokiem i mnie osaczyli. Nie podali podstawy prawnej wobec tego uznałem, że to atak. W związku z tym wybrałem ucieczkę, nie chcąc w ogóle ich dotykać. Nie miałem żadnego zamiaru ich dotykać, za to oni zaczęli dotykać mnie. Nie powinien tego robić - powinien ewentualnie wskazać mi miejsce i przekazać, jaka jest podstawa do wylegitymowania albo zatrzymania. Nie było czegoś takiego. Staram się podchodzić do tego zdroworozsądkowo, ale dziś emocje biorą górę
– oświadczył pan Piotr.
"Zostałem wytypowany. Chcieli się mnie pozbyć"
Piotr W. wyjaśnił, że podczas manifestacji przed Trybunałem Konstytucyjnym społecznie zajmował się nagłośnieniem i innymi zadaniami organizacyjnymi. Przedstawił również własną ocenę powodów interwencji.
Myślę, że policja widziała, że podczas tych manifestacji byłem dość trzeźwym ogniwem. Ostrzegałem wszystkich, żeby nie rozmawiać z policją. Dlatego zostałem wytypowany. Chcieli się mnie pozbyć
– stwierdził.
Spór o piątkowe zatrzymanie na Marszałkowskiej
Piotr W. był uczestnikiem manifestacji przed Trybunałem Konstytucyjnym. Do zatrzymania doszło jednak nie przed siedzibą TK, lecz pod biurem Adama Borowskiego przy ul. Marszałkowskiej.
Policja twierdzi, że mężczyzna zaatakował policjantkę, która doznała obrażeń głowy i trafiła do szpitala. Tysol.pl opisywał relacje świadków i nagrania, które stały się powodem sporu o przebieg interwencji.
Kontrowersje dotyczyły również kontaktu zatrzymanego z prawnikami. Jak informowaliśmy w sobotę, obrońcy przez wiele godzin próbowali uzyskać możliwość rozmowy z Piotrem W. Policja utrzymywała natomiast, że zatrzymany nie chciał kontaktować się z adwokatami. Do spotkania doszło po ponad dobie od zatrzymania.
Prokuratura chciała miesiąca aresztu
Jeszcze w niedzielę rano informowaliśmy o wniosku prokuratury. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie, prok. Piotr Antoni Skiba, przekazał, że Piotr W. nie przyznał się do zarzucanych czynów i odmówił składania wyjaśnień. Wśród argumentów na rzecz aresztu wymieniał obawę ukrywania się, a miesięczny termin wiązał z planowanymi badaniami sądowo-psychiatrycznymi.
Według prokuratora po usłyszeniu informacji o wniosku Piotr W. zemdlał i został przewieziony do szpitala. Niedzielna decyzja sądu oznacza, że dalsze postępowanie będzie toczyć się bez tymczasowego aresztowania mężczyzny.
Komentarze
"Twarz miałam wbitą w ziemię". Zatrzymana przed Zoo Łączna zabiera głos

Rzekomy atak na policjantkę w Warszawie. Tusk uderza w prezydenta i prezesa PiS

Czy wersja policji o „ataku na policjantkę” jest prawdziwa? Świadkowie twierdzą inaczej

Pilny komunikat policji po wydarzeniach przed TK

Burzliwe wydarzenia przed TK. Jakubiak: „Za chwilę będą nas wyłapywać na ulicach”

