Szukaj
Konto

Brak kontaktu z zatrzymanym pod TK. Nocna interwencja prawników bez rezultatu

zatrzymanie mężczyzny pod TK
Źródło: chat GPT | Autor: AI, screen X | Licencja: chat GPT | Trybunał Konstytucyjny
Zgaszone światło, pusta recepcja i wielogodzinne próby uzyskania informacji o zatrzymanym. Tak nocne wydarzenia na warszawskich komisariatach opisuje w mediach społecznościowych mecenas Bartosz Malewski. Jak twierdzi, mimo podejmowanych starań obrońcom nie umożliwiono bezpośredniego kontaktu z klientem. Nie udało im się również ustalić dokładnej godziny czynności procesowych zaplanowanych na 17 października.
Co musisz wiedzieć:
  • Mecenas Bartosz Malewski opisał nocne próby uzyskania kontaktu z zatrzymanym panem Piotrem.

  • Według adwokata policjanci nie udzielali obrońcom informacji, a w jednym z pomieszczeń zgaszono światło.

  • Obrońcy nie poznali godziny zaplanowanych na sobotę czynności procesowych.

Nocna interwencja adwokatów w Warszawie

Mecenas Bartosz Malewski przedstawił na platformie X przebieg nocnych działań podejmowanych w sprawie zatrzymanego pana Piotra, który miał rzekomo zaatakować policjantkę podczas interwencji pod TK. Z jego relacji wynika, że obrońcy przez wiele godzin próbowali ustalić miejsce pobytu mężczyzny, skontaktować się z nim oraz uzyskać informacje o prowadzonym postępowaniu.

Około godz. 22 mec. Malewski dołączył do adwokat Magdaleny Prządki-Leszczyńskiej, która od godz. 19 przebywała na komisariacie przy ul. Wilczej w Warszawie. Pierwsze działania związane ze sprawą podejmowała już od godz. 15. Wcześniej mecenas udał się do Komendy Stołecznej Policji przy ul. Nowolipie. Według informacji posiadanych przez obrońców właśnie tam miał zostać przewieziony zatrzymany. W tym miejscu planowano również przeprowadzenie kolejnych czynności procesowych, w których adwokaci chcieli uczestniczyć.

 

Dwie godziny oczekiwania. Policja miała odmówić kontaktu

Jak relacjonuje Malewski, przez około dwie godziny żaden z funkcjonariuszy nie chciał osobiście porozmawiać z obrońcami. Kontakt z policjantem dyżurnym odbywał się wyłącznie telefonicznie. Według mecenasa funkcjonariusz utrzymywał, że nie posiada informacji, czy zatrzymany w ogóle znajduje się w budynku Komendy Stołecznej Policji.

Dopiero po około dwóch godzinach do adwokatów miał wyjść funkcjonariusz komisariatu przy ul. Wilczej, Marek Gruchała. Jak twierdzi Malewski, policjant przekazał, że zatrzymany nie życzy sobie kontaktu z obrońcami. Mecenas zaznaczył jednak, że tymczasowego upoważnienia do obrony udzieliła żona zatrzymanego. Adwokaci domagali się więc możliwości osobistego spotkania z panem Piotrem, aby sprawdzić, czy rzeczywiście odmawia on kontaktu z prawnikami.

Według relacji Malewskiego nie umożliwiono im takiego spotkania. Nie udało się również ustalić nazwiska funkcjonariusza prowadzącego postępowanie.

 

Policjanci mieli zgasić światło i przestać reagować

Po powrocie na komisariat przy ul. Wilczej obrońcy ponowili próby uzyskania informacji. Zwrócili się do policjantki dyżurnej z pytaniem o funkcjonariusza odpowiedzialnego za prowadzenie sprawy oraz możliwość skontaktowania się z nim.

Jak opisuje Malewski, dyżurna udała się do sąsiedniego pomieszczenia, aby uzyskać potrzebne informacje. Po powrocie miała jednak oznajmić, że wszystko zostało już przekazane, po czym ponownie zniknęła za drzwiami. Mecenas twierdzi, że chwilę później w pomieszczeniu zgaszono światło, a przebywający tam policjanci przestali reagować na obecność adwokatów. Recepcja miała pozostać pusta.

„Wróciliśmy na Wilczą. Zapytaliśmy dyżurną o prowadzącego postępowanie i kontakt z nim. Dyżurna policjant opuściła na chwile recepcję i wyszła do pomieszczenia obok, by uzyskać te informacje. Po chwili wróciła i szybko oświadczyła, że wszystkie informacje już zostały przekazane, po czym dosłownie uciekła do wspomnianego pomieszczenia. Po chwili zgaszono w nim światło i znajdujący się tam policjanci udawali, że ich nie ma. Recepcja pozostała pusta” - relacjonował na X mecenas Bartosz Malewski.

 

Rzecznik policji przekazał informacje o zatrzymanym

Po kolejnej godzinie oczekiwania do obrońców miał wyjść rzecznik policji. Według Malewskiego powtórzył on wcześniejszą informację, że pan Piotr nie chce kontaktować się z adwokatami ani z innymi osobami, w tym rzekomo również ze swoją żoną. Rzecznik przekazał ponadto, że kolejne czynności procesowe z udziałem zatrzymanego zaplanowano na sobotę, 17 października. Nie wskazał jednak konkretnej godziny ich rozpoczęcia.

W ocenie Malewskiego brak takiej informacji może w praktyce uniemożliwić obrońcom uczestniczenie w zaplanowanych czynnościach.

 

Obrońcy nadal bez bezpośredniego kontaktu z klientem

Najważniejszym problemem wskazywanym przez mecenasa pozostaje brak możliwości osobistej rozmowy z zatrzymanym. Adwokaci chcieli zweryfikować przekazywane im przez policjantów informacje, zgodnie z którymi pan Piotr miał odmówić kontaktu z obrońcami. Jak wynika z relacji Malewskiego, mimo wielogodzinnych starań nie uzyskali takiej możliwości. Nie poznali również nazwiska funkcjonariusza prowadzącego postępowanie ani dokładnej godziny kolejnych czynności procesowych.

Wersja policji ws. zatrzymania 

Policja wydała komunikat w sprawie wydarzeń przy ul. Marszałkowskiej w Warszawie. Według policji zatrzymany mężczyzna miał zaatakować funkcjonariuszkę, która miała doznać urazu głowy i trafić do szpitala. Funkcjonariusze przekazali, że przy zatrzymanym znaleziono nóż, który miał mieć pod kurtką.

Czy wersja policji o „ataku na policjantkę” jest prawdziwa?

Po oświadczeniu wydanym przez policję w sieci zawrzało. Świadkowie nie zgadzają się z wersją funkcjonariuszy i publikują swoje relacje oraz nagrania z całej sytuacji.

Głos w sprawie zabrał m.in. dziennikarz TV Republika Michał Gwardyński.

Chcieliście zawinąć gościa za zdarzenia ze środy - rzekome znieważenie. Wiecie doskonale, że siedzi pod TK, ogarnia to miasteczko. Kiedy wracał sam zrobiliście łapankę, więc wystraszony zaczął uciekać do budynku. W wejściu rzuciliście się na gościa. Przy okazji wybiliście szybę, a wasza paniusia dociskała leżącego człowieka, powodując u niego utratę przytomności. Następnie zgazowaliście ludzi, którzy usłyszeli wołanie o pomoc. Finalnie, jak już go nieprzytomnego i skutego rozebrano w karetce okazało się, że ma nożyk pod kurtką. Tak, bo robił przy kuchni, ogarniał rzeczy techniczne, rozcinał trytytki itd

- relacjonuje dziennikarz.

W sieci pojawiły się też nagrania, które krótko mówiąc na ten moment odbiegają od relacji policji.

To drastyczne nagranie jest bulwersujące. Policja twierdzi, że było inaczej - rozumiem, że zaraz zobaczymy nagranie z kamer nasobnych funkcjonariuszy potwierdzające tę tezę? Będzie na nim widoczny nóż, którego zdjęcie opublikowano? Nie można w takiej sprawie zostawiać miejsca na wątpliwości

- wskazuje Radosław Fogiel.

Historia wygląda niedobrze .  Nie ma zdjęć z kamerek osobistych policjantów. Człowiek zatrzymywany stracił przytomność,  wg relacji był duszony, w kajdankach był transportowany do karetki… Na nagraniach słychać rozhisteryzowaną i wulgarną policjantkę… a ponadto widać jakiś nóż składany, który podobno ktoś miał przy sobie pod ubraniem ale to co ma do rzeczy ( do zatrzymania) to nie wiadomo

- zauważa z kolei dziennikarka Agnieszka Romaszewska.

"Znam Piotrka osobiście"

Głos w sprawie zabrał również Mateusz Rogala z serwisu remiza.pl. Stanął on w obronie zatrzymanego mężczyzny, z którym zna się osobiście.

Znam Piotrka osobiście, właściwie od dziecka. Dlatego dzisiejsze wydarzenia i sposób, w jaki został zatrzymany przez policję, są dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Trudno mi to wszystko zrozumieć, znając go od tylu lat

- napisał.

Podkreślił, że "cała ta sytuacja jest dla mnie tak trudna do zrozumienia. Mam mnóstwo pytań i mam nadzieję, że wszystkie okoliczności zostaną dokładnie wyjaśnione, szczególnie te dotyczące samego zatrzymania i sposobu działania policjantów".

Komentarzy: 0
Data publikacji: 17.10.2026 09:44
Źródło: republika, X