Szukaj
Konto

Miliony satelitów nad Ziemią? Naukowcy ostrzegają przed katastrofą

04.04.2026 15:00
Sztuczny satelita ziemi. Ilustracja poglądowa
Źródło: Pixabay.com | Satelita
Komentarzy: 0
Dziesięć tysięcy satelitów przekroczyła konstelacja okołoziemska firmy SpaceX Elona Muska. Stało się to siedem lat po rozpoczęciu budowy sieci Starlink, konstelacji dostarczającej na Ziemię szerokopasmowy internet z niskiej orbity.
Co musisz wiedzieć:
  • Na orbicie jest już ponad 10 tys. satelitów Starlink, a firmy technologiczne planują wysłanie dziesiątek, a nawet setek tysięcy kolejnych – to bezprecedensowa skala w historii kosmosu.
  • Rośnie ryzyko kolizji i tzw. syndromu Kesslera, czyli efektu lawinowego zderzeń, który mógłby zablokować dostęp do przestrzeni kosmicznej na dekady.
  • Mega konstelacje budzą sprzeciw naukowców i obawy militarne, bo utrudniają obserwacje astronomiczne i mogą stać się celem działań wojskowych.

Jubileuszowy dziesięciotysięczny. satelita Starlink znajdował się na pokładzie pierwszej rakiety Falcon 9, która z powodzeniem wyniosła w marcu 2026 r. 25 satelitów z bazy sił powietrznych Vandenberg w Kalifornii. Ich wystrzelenie na orbitę połączone było ze startem drugiej partii 29 satelitów z bazy sił powietrznych Cape Canaveral na Florydzie. Według specjalistów, razem z nowo wystrzelonymi mega-konstelacja Starlink liczy obecnie 10 tys. i kilkadziesiąt jednostek. W rzeczywistości SpaceX wystrzelił sporo więcej satelitów ale ok. półtora tysiąca uległo zniszczeniu lub opadło na ziemię kończąc swą pracę.

Mega konstelacje – jak tysiące satelitów zmieniają kosmos

Mega konstelacje satelitarne to sieci setek lub tysięcy małych satelitów umieszczonych na niskiej orbicie okołoziemskiej (LEO, ok. 480–1800 km nad Ziemią), zapewniających szerokopasmowy dostęp do internetu lub inne usługi telekomunikacyjne. Największą istniejącą konstelacją jest Starlink firmy SpaceX, która w marcu 2026 r. osiągnęła liczbę 10 049 aktywnych satelitów.

Jakie firmy budują największe konstelacje satelitarne?

  • SpaceX (Starlink) – firma Elona Muska, założyciela m. in. Tesli i Neuralink.
  • Blue Origin (Project Sunrise + TeraWave) – firma powiązana z założycielem Amazona Jeffem Bezosem.
  • Amazon (Leo/Project Kuiper)

Kosmiczne serwerownie – po co firmom centra danych na orbicie

Jeśli ktoś uważa, że dziesięć tysięcy satelitów w konstelacji firmy Elona Muska to dużo, to powinien poznać plany kosmicznej firmy Jeffa Bezosa oraz jeszcze dalej idące plany SpaceX a także innych firm. Firma Blue Origin, która zwróciła się do amerykańskiej Federalnej Komisji Łączności (FCC) o zezwolenie na wysłanie do 51 600 satelitów na niską orbitę okołoziemską. Proponowana przez nią sieć satelitów – centrów danych, nazwana Project Sunrise, uzupełniłaby ogłoszone wcześniej przez Blue Origin plany budowy konstelacji TeraWave składającej się z 5408 satelitów. TeraWave ma zapewniać ultraszybką łączność dla satelitów Project Sunrise i dla naziemnych centrów danych, dużych przedsiębiorstw oraz klientów rządowych.

To nowy obszar, na którym Bezos konkuruje z firmą Muska, starającą się o zgodę FCC na konstelację centrów danych, która mogłaby liczyć nawet milion satelitów. Szansę w biznesie orbitalnych centrów danych widzą nie tylko firmy Muska i Bezosa, lecz także Starcloud z siedzibą w Redmond w stanie Waszyngton, która pracuje nad własnymi planami kosmicznego centrum danych, które mogłoby wymagać dziesiątek tysięcy satelitów, tworząc jednak nie tyle konstelację, ile gigantyczną serwerownię na orbicie.

Zainteresowanie firm technologicznych uruchamianiem orbitalnych centrów danych rośnie, ponieważ liczą one, że taka lokalizacja serwerowni pozwoli im ominąć ograniczenia dotyczące zasilania i chłodzenia, z którymi borykają się naziemne centra danych AI. W październiku ubiegłego roku Bezos powiedział na konferencji technologicznej we Włoszech, że orbitalne centra danych będą „kolejnym krokiem” w przejściu od przemysłu naziemnego do przemysłu kosmicznego.

W ciągu najbliższych kilku dekad będziemy w stanie pokonać koszty naziemnych centrów danych w kosmosie - mówił.

Technologiczni giganci w wyścigu o kosmos

Blue Origin, SpaceX i Starcloud nie są jedynymi podmiotami zaangażowanymi projekty rozwoju kosmicznych centrów danych. Inne podmioty, które wyraziły zainteresowanie, to między innymi Google, Axiom Space, Aetherflux i Sophia Space.
Projekty orbitalnych centrów danych to nie to samo, co znane już konstelacje satelitarne, których głównym zadaniem jest zapewnienie szybkiego dostępu do internetu za pośrednictwem satelitów na niskiej orbicie okołoziemskiej. Amazon, firma założona przez Bezosa, ale niezależna od prywatnej spółki Blue Origin tworzy taką konstelację wysyłając satelity obsługujące jej sieć szerokopasmową Amazon Leo (wcześniej znaną jako Project Kuiper). Amazon ma opóźnienia w rozmieszczaniu satelitów i zwrócił się do FCC o przedłużenie terminu, ale firma twierdzi, że nadal jest na dobrej drodze do uruchomienia usług komercyjnych w tym roku. W zeszłym miesiącu FCC wyraziła zgodę na rozszerzenie konstelacji Leo przez Amazon do ponad 7700 satelitów.

We wniosku skierowanym do FCC firma Blue Origin stwierdza, że satelity Project Sunrise będą działać na okrężnych, synchronicznych z Słońcem orbitach o wysokości od 500 do 1800 kilometrów. Satelity będą budowane w grupach z trzema różnymi typami anten, aby sprostać różnorodnym wymaganiom w zakresie zasięgu. Będą one przesyłać dane głównie za pośrednictwem łączy laserowych, a ruch kierować przez TeraWave i inne sieci w celu komunikacji ze stacjami naziemnymi.
Konkurencja nie śpi. SpaceX szybko złożyło protest wobec wniosku Blue Origin. „SpaceX przedkłada do protokołu petycję Amazona o odrzucenie wniosku SpaceX dotyczącego orbitalnego centrum danych i zwraca się do komisji o zastosowanie argumentów merytorycznych i proceduralnych zawartych w petycji Amazona do wniosku Blue Origin, aby ułatwić sprawiedliwą i spójną ocenę oraz traktowanie obu wniosków,” czytamy w piśmie firmy Muska.

Dyrektor generalny Starcloud, Philip Johnston, w poście opublikowanym na X, nazwał wniosek SpaceX „jedną z najzabawniejszych odpowiedzi na wniosek złożony do FCC w historii”. „Dla przypomnienia, Amazon sprzeciwił się wnioskowi SpaceX, a następnie Blue Origin (obie firmy kontrolowane przez Jeffa Bezosa) złożyły dokładnie taki sam wniosek jak SpaceX,” wyjaśnił. Jego firma nie chce się w pojedynek Muska z Bezosem angażować „Trzymamy się od tego z daleka,” zapewnił Johnston.

Naukowcy alarmują: satelity mogą zniszczyć nocne niebo

Potyczki miliarderów to dla wielu zabawny koloryt. Mniej do śmiechu z powodu istniejącej już i planowanej infrastruktury kosmicznej, mega konstelacji i innych planowanych obiektów na orbicie, jest środowisku astronomów zajmujących się obserwacjami nieba za pomocą naziemnych teleskopów. Astronomowie protestowali gorąco w marcu przeciwko projektowi umieszczenia na orbicie tysięcy luster orbitalnych, które mają odbijać światło na naziemne elektrownie słoneczne i planom milionów satelitów AI firmy SpaceX. Według podnoszących alarm naukowców, projekty, które zostały przedłożone do zatwierdzenia przez Federalną Komisję Łączności, zniszczyłyby nocne niebo, jakie znamy, i zasłoniłyby widok z teleskopów astronomicznych na całym świecie, hamując postęp naukowy.

To absolutne zniszczenie kluczowej części dziedzictwa ludzkości - powiedział serwisowi Space.com Robert Massey z Brytyjskiego Królewskiego Towarzystwa Astronomicznego (RAS). 

To najstarsze stowarzyszenie astronomiczne na świecie, dołączyło do rosnącej rzeszy instytucji badawczych składających protesty do FCC wobec propozycji SpaceX i kalifornijskiego startupu Reflect Orbital.

Firma ta, założona przez byłego stażystę SpaceX, Bena Nowacka, ma ambicję wystrzelenia w kosmos 50 tysięcy lustrzanych elementów, z których każdy miałby rozmiar około 55 metrów. „Byłoby to kilkakrotnie jaśniejsze od księżyca w pełni,” powiedział Massey. „To całkowicie zmieniłoby niebo, które widzimy.” Według jego oszacowania, niebo stałoby się nawet trzykrotnie jaśniejsze w wyniku ogromnej ilości luster odbijających słońce firmy Reflect Orbital. To rozjaśnienie wpłynęłoby na całą planetę, w tym na odległe i odludne miejsca, takie jak Pustynia Atacama w Chile, które obecnie są uważane za sanktuaria ciemnego nieba, gdzie astronomowie budują swoje urządzenia do obserwacji nieba.

Europejskie Obserwatorium Południowe (ESO), międzynarodowa organizacja zajmująca się badaniami astronomicznymi, która obsługuje największe teleskopów na świecie zlokalizowane właśnie w Chile, również zgłosiło sprzeciw wobec tych dwóch propozycji. Olivier Hainaut z ESO powiedział serwisowi Space.com, że Very Large Telescope w Chile straciłby nawet 10 proc. pikseli na każdym zdjęciu, gdyby milion orbitujących centrów danych SpaceX stało się rzeczywistością. W przypadku niektórych rodzajów obserwacji liczba ta mogłaby wynieść nawet 30 proc.

"Byłaby to katastrofa"

Ogólny wzrost jasności nieba spowodowany konstelacją luster Reflect Orbital oznaczałby, że astronomowie musieliby potroić czas naświetlania podczas robienia zdjęć. „Nie bylibyśmy już w stanie obserwować słabo widocznych obiektów,” powiedział Hainaut. „Byłaby to katastrofa”.

Noelia Noel, astrofizyk z Uniwersytetu Surrey w Wielkiej Brytanii, uważa, że te dwa projekty „stanowią punkt zwrotny w sposobie zarządzania obecnością ludzkości w kosmosie”. „Chociaż innowacje w dziedzinie technologii satelitarnej przynoszą oczywiste korzyści społeczne, zwiększenie liczby jasnych obiektów do setek tysięcy, a nawet milionów lub celowe oświetlanie Ziemi z orbity grozi zasadniczą zmianą wyglądu nocnego nieba,” powiedziała. „Miałoby to daleko idące konsekwencje nie tylko dla astronomii, ale także dla ekosystemów, naszego dziedzictwa kulturowego oraz naszego zbiorowego stosunku do kosmosu”.

Zanieczyszczenie orbity – realny problem dla teleskopów

Satelity i planowane lustra orbitalne zakłócają obserwacje astronomiczne na dwa sposoby:

  • Smugi na zdjęciach – milion orbitalnych centrów danych SpaceX pozbawiłby użyteczności 10–30% pikseli zdjęć wykonywanych przez Very Large Telescope ESO w Chile.
  • Rozjaśnienie nieba – projekt Reflect Orbital (50 tys. luster o średnicy ~55 m każde) sprawiłby, że nocne niebo byłoby trzykrotnie jaśniejsze, uniemożliwiając obserwację słabych obiektów nawet z odległych miejsc, jak Pustynia Atacama.

Przeciwko tym projektom złożyły protesty do FCC m.in. Królewskie Towarzystwo Astronomiczne (RAS) i Europejskie Obserwatorium Południowe (ESO).

Kosmos jako pole walki? Rosja analizuje nowe scenariusze

Wielkie konstelacje satelitarne stają się też niestety celem i obaszarem działań o charakterze militarnym, zgodnie z narastaniem napięcia na orbitach i zimna wojną w kosmosie, która coraz częściej grozi wybuchem gorącej wojny w przestrzeni.

Spośród kilkunastu tysięcy aktywnych satelitów znajdujących się obecnie na niskiej orbicie okołoziemskiej ang. Low Earth Orbit, LEO) około dwie trzecie należy do firmy Starlink Elona Muska. Rządy wielu krajów, przede wszystkim Stany Zjednoczone, polegają na tych satelitach w zakresie komunikacji zdalnej, operacji wojskowych i dostępu do Internetu. Satelity te odegrały kluczową rolę w obronie Ukrainy przed inwazją prezydenta Władimira Putina. Niedawno pojawiły się sygnały, że Rosja może pracować nad nową strategią niszczenia tej konstelacji. Dane wywiadu NATO przeanalizowane przez agencję Associated Press sugerowały, że Rosja opracowuje metodę ataku na satelity Starlink polegającą na zastosowaniu niszczycielskich chmur odłamków na orbicie. Broń o tzw. „efekcie strefowym” zalałaby orbity setkami tysięcy odłamków/pocisków, by unieruchomić wiele satelitów jednocześnie.

Niektórych ekspertów szokuje pomysł, że Rosja mogłaby realizować strategię ataku, która mogłaby przecież zagrozić także jej własnym satelitom i satelitom jej sojuszników, choćby chińskim. Groziłoby to również przypadkowymi uszkodzeniami innych statków kosmicznych. Taki atak mógłby „szybko wymknąć się spod kontroli,” powiedział agencji AP generał brygady Christopher Horner, dowódca kanadyjskiej dywizji kosmicznej. Według źródeł USA (USSF), Chiny, sojusznik Rosji, miały w lipcu 2025 r. prawie 1,2 tysiąca satelitów na orbicie. Wykorzystanie broni o działaniu strefowym mogłoby teoretycznie spowodować uszkodzenie tych zasobów. Chińska stacja kosmiczna Tiangong i Międzynarodowa Stacja Kosmiczna, której Rosja jest partnerem, również byłyby narażone na niebezpieczeństwo uderzenia odłamków w wyniku takich ataków.

To może mieć sens

Szczerze mówiąc, byłabym bardzo zaskoczona, gdyby Rosja zrobiła coś takiego - powiedziała agencji AP Victoria Samson, specjalistka ds. bezpieczeństwa kosmicznego w Secure World Foundation.

Jednak, jak wskazuje Horner, nie jest to całkowicie niemożliwe. Co więcej, strategia ta zaczyna mieć sens, gdy weźmie się pod uwagę fakt, że Rosja pozostaje w tyle za Stanami Zjednoczonymi w wielu dziedzinach techniki kosmicznej. Sam Starlink przewyższa łączną liczbę rosyjskich i chińskich statków kosmicznych na orbicie. Niszcząc komercyjne satelity, Rosja może próbować wyrównać szanse, nawet jeśli oznacza to utratę części własnych zasobów i potencjalną utratę dostępu do niskiej orbity okołoziemskiej.

Traktat o przestrzeni kosmicznej

Przez dziesięciolecia przestrzeń kosmiczna była postrzegana jako relatywnie pokojowe tło dla konfliktów na Ziemi. Wspierała za pomocą coraz nowocześniejszych i coraz liczniejszych środków orbitalnych działania naziemne, ale większość ludzi nigdy nie uważała jej za pole bitwy. Teraz to się zmienia. Od Stanów Zjednoczonych i Chin po Wielką Brytanię, Francję, Indie i Japonię – rządy inwestują ogromne środki w wojskowe systemy kosmiczne. Twierdzenie, że kosmos był kiedyś spokojną, apolityczną dziedziną, w sumie jest przeważnie mitem. W praktyce Stany Zjednoczone i dawny Związek Radziecki testowały broń na orbicie od początku ery kosmicznej. Na przykład Stany Zjednoczone uruchomiły program 437, system przeciw satelitom (ASAT) z głowicami nuklearnymi, który działał do 1975 roku. Rosja natomiast wyposażyła swoją stację kosmiczną Salut 3, wystrzeloną w 1974 roku, w karabin maszynowy, który podobno został przetestowany w kosmosie.

Być może najbardziej znanym przykładem demonstracji zdolności do prowadzenia wojny w kosmosie było wydarzenie z 9 lipca 1962 r., kiedy to Stany Zjednoczone zdetonowały głowicę nuklearną 400 km nad Pacyfikiem w ramach testu o nazwie Starfish Prime. Impuls elektromagnetyczny wywołany eksplozją uszkodził kilka satelitów i przyczynił się do podpisania w 1967 r. traktatu o przestrzeni kosmicznej, który zakazuje umieszczania broni masowego rażenia na orbicie.

NASA szacuje, że obecnie na orbicie znajduje się około 500 tysięcy obiektów o wielkości od 1 do 10 cm (0,3–4 cale), a Europejska Agencja Kosmiczna podaje liczbę nieco nawet wyższą. Przy prędkościach ich poruszania po LEO obiekt o wielkości 1 cm ma „taką samą energię jak granat ręczny”. Rozwój ogromnych konstelacji satelitów sprawia, że ataki kinetyczne za pomocą rakiet antysatelitarnych ASAT stają się nieracjonalne. Nie można używać tradycyjnej broni przeciw satelitom, polegającej na wystrzeleniu rakiety i wysadzeniu satelity. Jest ich tak wiele i można je szybko uzupełnić. Już samo z punktu widzenia kosztów jest to silny czynnik zniechęcający. Choć jak widać po wyżej podanym przykładzie, nie zniechęca to Rosjan.

Nowa broń w kosmosie – jak można unieszkodliwiać satelity

Jeśli nie można efektywnie po prostu wysadzać obiektów, co należy zrobić? Odpowiedź coraz częściej wiąże się z bardziej subtelnymi metodami.

  • Jednym z podejść stosowanych od dziesięcioleci jest zakłócanie, zalewanie sygnału satelity szumem. Dostępne są jednak również bardziej wyrafinowane opcje. Najbardziej znanym publicznie przykładem jest cyberatak Rosji na sieć Viasat w pierwszym dniu inwazji na Ukrainę w lutym 2022 r. Wysyłając fałszywe polecenia do modemów w całej Europie, rosyjscy hakerzy zakłócili komunikację ukraińskiego rządu.
  • Są też lasery. Zazwyczaj są one kierowane na czujniki optyczne satelitów obserwacyjnych, aby je oślepić lub unieruchomić. Jeśli chodzi o satelitę obserwacyjnego fotografującego Ziemię z kosmosu, skierowanie lasera na elementy optyczne skutecznie go oślepia. Według raportu SWF rosyjski mobilny naziemny system laserowy Peresvet jest już wykorzystywany do ochrony mobilnych sił rakietowych z głowicami balistycznymi. Uważa się, że Chiny mają co najmniej pięć tak zwanych ośrodków testowych „energii kierunkowej”.

Katastrofa bez wojny – rosnące ryzyko kolizji w kosmosie

Może to być także wypadek, o który przy rosnącym zatłoczeniu przestrzeni coraz łatwiej. Satelity Starlink autonomicznie unikają potencjalnych kolizji, manewrując na podstawie dostępnych danych śledzenia. Tego rodzaju działania są dość częste - statki kosmiczne Starlink wykonały około 145 tys. manewrów unikowych w ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2025 roku, co daje około czterech manewrów na satelitę miesięcznie. Jednak wiele innych statków kosmicznych nie ma takich możliwości, a nawet satelity Starlink mogą zostać zaskoczone przez statki kosmiczne, których operatorzy nie udostępniają danych dotyczących trajektorii lotu.

Nawet pojedyncza kolizja – między dwoma satelitami lub z udziałem fragmentów śmieci kosmicznych, których na orbicie okołoziemskiej jest mnóstwo, może spowodować powstanie ogromnej chmury odłamków kosmicznego gruzu, które mogą powodować kolejne kolizje, potencjalnie prowadząc do realizacji koszmarnego scenariusza, znanego jako syndrom Kesslera, sytuacji opisanej przez amerykańskiego astrofizyka i pracownika NASA Donalda J. Kesslera, w której kosmiczne śmieci nagromadzone na niskiej orbicie okołoziemskiej zderzają się ze sobą, generując w ten sposób nowe szczątki, które z kolei ponownie się ze sobą zderzając generują jeszcze więcej odłamków. Ten samonapędzający się proces może doprowadzić do takiego zagęszczenia kosmicznych odpadów, że nowe satelity będą narażone na bardzo wysokie ryzyko kolizji. Skrajna wersja tego scenariusza mówi nawet o całkowitej izolacji ludzkiej cywilizacji od kosmosu, gdyż żadne nowe statki nie mogłyby bezpiecznie przebywać na orbicie ani przebić chmury gruzu.

Według obliczeń, jeśli operatorzy satelitów w konstelacjach takich jak Starlink straciliby możliwość wysyłania poleceń dotyczących manewrów unikowych, w czerwcu 2025 r. doszłoby do katastrofalnej kolizji w ciągu około 2,8 dnia. Porównajmy to z 121 dniami, które według ich obliczeń miałyby miejsce w 2018 r., przed erą mega konstelacji, a zrozumiemy, dlaczego panuje niepokój. Być może jeszcze bardziej niepokojące jest to, że jeśli operatorzy stracą kontrolę nawet na 24 godziny, istnieje 30 proc. prawdopodobieństwo katastrofalnej kolizji, która mogłaby stać się początkiem trwającego dziesiątki lat procesu syndromu Kesslera.

Syndrom Kesslera – scenariusz, który może odciąć nas od kosmosu

Syndrom Kesslera to samonapędzający się łańcuch kolizji kosmicznych odłamków na niskiej orbicie. Każde zderzenie generuje nowe szczątki, które powodują kolejne kolizje – w efekcie orbita może stać się tak zaśmiecona, że żaden nowy statek kosmiczny nie będzie mógł jej bezpiecznie osiągnąć, całkowicie odcinając ludzkość od przestrzeni kosmicznej. Przy obecnym zagęszczeniu orbit katastrofalna kolizja nastąpiłaby w ciągu 2,8 dnia, gdyby operatorzy Starlinka stracili zdolność wydawania poleceń manewrowych. Już 24-godzinna przerwa w zarządzaniu oznacza trzydziestoprocentowe ryzyko katastrofalnej kolizji.

Czy katastrofa jest nieunikniona? Naukowcy wskazują zagrożenia

Tymczasem w ostatnich miesiącach ub. roku pojawiła się informacja, że wszystkie statki kosmiczne Starlink obsługujące łącza szerokopasmowe, które obecnie krążą około 550 kilometrów nad Ziemią, czyli około 4400 satelitów, w 2026 roku obniżą swoje orbity na wysokość około 480 km. Według Michaela Nicollsa, wiceprezesa ds. inżynierii Starlink w SpaceX, który ogłosił ten plan pośrednictwem X, istnieją dwa główne powody tej zmiany. „Wraz ze zbliżaniem się minimum słonecznego gęstość atmosfery maleje, co oznacza, że czas rozpadu balistycznego na dowolnej wysokości wzrasta – obniżenie oznacza ponad 80 proc. skrócenie czasu rozpadu balistycznego w minimum słonecznym, czyli z ponad 4 lat do kilku miesięcy,” napisał Nicolls w swoim poście na X.

„Liczba obiektów kosmicznych i planowanych konstelacji satelitów jest znacznie niższa poniżej 500 km, co zmniejsza łączne prawdopodobieństwo kolizji”.

Kolejne minimum słoneczne spodziewane jest około 2030 r. Jak zauważył Nicolls, zmiany atmosferyczne spowodowane aktywnością słoneczną są bardzo interesujące i ważne dla operatorów satelitów. Aktywne słońce powoduje zagęszczenie atmosfery, co zwiększa opór tarcia statków kosmicznych i przyspiesza ich spadek. Niska aktywność słoneczna ma odwrotny skutek.

O krok od zderzenia – niebezpieczny incydent na orbicie

12 grudnia 2025 r. satelita Starlink prawie zderzył się z innym, o którego istnieniu firma SpaceX nawet nie wiedziała. Satelita ten znalazł się w kosmosie zaledwie 48 godzin wcześniej, wystrzelony z Chin przez firmę CAS Space. Według Michaela Nichollsa ze SpaceX, „zgodnie z naszą wiedzą nie przeprowadzono żadnych działań koordynacyjnych ani antykolizyjnych w odniesieniu do istniejących satelitów działających w przestrzeni kosmicznej, co spowodowało zbliżenie się jednego z rozmieszczonych satelitów do STARLINK-6079 na wysokości 560 km na odległość 200 metrów”. W kategoriach kosmicznych oznacza to, że praktycznie się zetknęły.  Czyj to był satelita? Nie jest to jasne. Według serwisu Space.com, firma CAS wystrzeliła w ramach tej misji rakietę Kinetica 1 na paliwo stałe o wysokości 30 metrów, z orbiterami z Chin, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Egiptu, a nawet Nepalu na pokładzie. Nicholls podkreśla, że niezależnie od tego, kto był właścicielem satelity, nie poinformował on pozostałych podmiotów zajmujących się lotami kosmicznymi o jego trajektorii ani nawet obecności, po prostu wystrzeliwując orbiter w ciemno.

Nie ma kontroli ruchu kosmicznego, jaki znamy z lotnictwa. Firma CAS z siedzibą w Kantonie odpowiedziała na zarzuty Nicollsa, twierdząc, że jako dostawca usług wynoszenia na orbitę (LSP) dochowała należytej staranności, ale mimo to bada ten incydent. „Nasz zespół jest obecnie w kontakcie w celu uzyskania dalszych szczegółów. Wszystkie starty CAS Space wybierają okna startowe przy użyciu naziemnego systemu rozpoznawania przestrzeni kosmicznej, aby uniknąć kolizji ze znanymi satelitami/odłamkami. Jest to procedura obowiązkowa. Będziemy pracować nad ustaleniem dokładnych szczegółów i zapewnimy pomoc jako LSP,” czytamy w komunikacie chińskiej firmy.

Pierwsze kroki do kontroli ruchu w kosmosie

Nie istnieje system analogiczny do lotniczej kontroli ruchu. Satelity Starlink wykonują manewry unikowe autonomicznie – w pierwszej połowie 2025 r. przeprowadziły ok. 145 tys. takich manewrów (ok. 4 na satelitę miesięcznie). Jednak wiele innych operatorów nie udostępnia danych trajektorii. W grudniu 2025 r. chiński satelita znalazł się 200 metrów od Starlinka – SpaceX nie wiedział o jego istnieniu aż do 48 godzin po starcie.

Nowa współpraca w kosmosie? Przełomowy sygnał z Chin

Z drugiej strony zdarzają się też pozytywne sygnały co do bezpieczeństwa na orbicie, także związane z Chinami. Tamtejsza agencja kosmiczna skontaktowała się niedawno z NASA w sprawie manewru mającego na celu zapobieżenie potencjalnej kolizji satelitów, poinformował urzędnik ds. zrównoważonego rozwoju kosmosu, co stanowi pierwsze tego rodzaju działanie w zakresie zarządzania ruchem kosmicznym.

„Przez lata, gdy dochodziło do koniunkcji, wysyłaliśmy Chińczykom wiadomość: ‘Wydaje nam się, że zderzymy się z wami. Zostańcie na miejscu, a my wykonamy manewr omijający” - powiedział Alvin Drew z NASA, podczas sesji plenarnej Międzynarodowego Kongresu Astronautycznego (IAC).

Drew ujawnił jednocześnie, że doszło do dużej zmiany. „Właśnie wczoraj świętowaliśmy, ponieważ po raz pierwszy chińska agencja kosmiczna skontaktowała się z nami i powiedziała: ‘Widzimy koniunkcję między naszymi satelitami. Zalecamy wam pozostać w miejscu. My wykonamy manewr’. To pierwszy taki przypadek w historii”.

Zdaniem ekspertów wydarzenie to sugeruje, że chińska świadomość sytuacji kosmicznej, czyli zrozumienie tego, co dzieje się na orbicie w danym momencie, osiągnęła poziom umożliwiający sygnalizowanie koniunkcji i rozpoczęcie koordynacji działań z innymi operatorami. Wciąż jednak kontakty między CNSA a NASA są zasadniczo ograniczone przez tzw. poprawkę Wolfa, która uniemożliwia większość dwustronnych interakcji między NASA a chińskimi podmiotami państwowymi.

Źródła:

  1. https://www.scientificamerican.com/article/spacex-reaches-milestone-of-10-000-starlink-satellites-in-orbit/
  2. https://datacentremagazine.com/news/project-sunrise-blue-origin-data-centre-space-race
  3. https://www.starcloud.com
  4. https://www.space.com/space-exploration/satellites/this-is-really-intolerable-astronomers-protest-giant-orbiting-mirror-project-and-spacexs-million-ai-satellites
  5. https://www.pbs.org/newshour/world/intelligence-agencies-suspect-russia-is-developing-anti-satellite-weapon-to-target-starlink-service
  6. https://www.globaltimes.cn/page/202512/1350775.shtml
  7. https://www.bgr.com/2024049/china-nasa-avoid-satellite-collision-cooperation/

FAQ: Kontrowersyjne konstelacje satelitarne

  1. Ile satelitów Starlink krąży obecnie wokół Ziemi? Według stanu na marzec 2026 r. konstelacja Starlink liczy 10 049 aktywnych satelitów. SpaceX wystrzelił ich łącznie znacznie więcej, ale około 1500 zostało zniszczonych lub opadło z orbity.
  2. Co to są orbitalne centra danych i po co je budować? Orbitalne centra danych to satelity pełniące funkcję serwerowni umieszczonych na orbicie zamiast na Ziemi. Firmy technologiczne chcą je budować, by ominąć ograniczenia dotyczące zasilania i chłodzenia, z którymi borykają się naziemne centra danych obsługujące systemy AI.
  3. Jakie firmy planują mega konstelacje satelitarne? Największe plany mają SpaceX (nawet milion satelitów – orbitalne centra danych AI), Blue Origin (do 51 600 satelitów w projekcie Sunrise + 5408 w sieci TeraWave), Amazon (ponad 7700 satelitów w sieci Leo/Kuiper) oraz startup Starcloud. Zainteresowanie wyrażają też Google, Axiom Space, Aetherflux i Sophia Space.
  4. Dlaczego astronomowie protestują przeciwko mega konstelacjom? Satelity i lustra odbijające słońce rozjaśniają nocne niebo, co utrudnia lub uniemożliwia obserwacje astronomiczne. Projekt Reflect Orbital (50 tys. luster) mógłby sprawić, że niebo byłoby trzykrotnie jaśniejsze niż obecnie. Bardzo Large Telescope ESO w Chile mógłby tracić nawet 10–30% pikseli na zdjęciach.
  5. Co to jest syndrom Kesslera i dlaczego jest groźny? Syndrom Kesslera to scenariusz, w którym kosmiczne śmieci na niskiej orbicie zderzają się ze sobą, generując nowe odłamki, które powodują kolejne kolizje – w efekcie samonapędzającego się procesu orbita mogłaby stać się nieprzejezdna, co w skrajnym przypadku całkowicie odcięłoby cywilizację ludzką od kosmosu.
  6. Jak szybko mogłoby dojść do katastrofalnej kolizji, gdyby Starlink stracił kontrolę nad manewrami unikowymi? Według obliczeń naukowców, w 2025 r. katastrofalna kolizja nastąpiłaby w ciągu ok. 2,8 dnia od utraty kontroli. Nawet 24-godzinna przerwa w zarządzaniu satelitami oznacza 30% prawdopodobieństwo kolizji mogącej zapoczątkować wieloletni proces syndromu Kesslera.
  7. W jaki sposób Rosja może atakować satelity Starlink? Według danych wywiadu NATO, Rosja pracuje nad metodą tworzenia niszczycielskich chmur odłamków na orbicie, które jednocześnie unieruchomiłyby wiele satelitów. Oprócz tego stosowane są: zakłócanie sygnałów, cyberataki (jak atak na sieć Viasat w 2022 r.) oraz lasery oślepiające optykę satelitów obserwacyjnych.
  8. Dlaczego SpaceX obniża orbity satelitów Starlink z 550 do 480 km? Z dwóch powodów: po pierwsze, niższe orbity skracają czas balistycznego rozpadu satelitów (z ponad 4 lat do kilku miesięcy), co ułatwia naturalne usuwanie zużytego sprzętu z orbity. Po drugie, poniżej 500 km jest znacznie mniej planowanych konstelacji innych firm, co zmniejsza łączne ryzyko kolizji.'

[Autor, Mirosław Usidus jest popularyzotorem nauki i byłym redaktorem naczelnym Młodego Technika]

[Tytuł, lead, sekcje "Co musisz wiedzieć" i śródtytuły od Redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 04.04.2026 15:00
Źródło: Tysol.pl