Szukaj
Konto

Kto za Poczobuta? Ukraińcy oburzeni wymianą więźniów

Rosyjski archeolog Aleksandr Butiagin doprowadzany na salę rozpraw w Sądzie Okręgowym w Warszawie
Źródło: PAP/EPA | Autor: Rafał Guz | Licencja: Umowa licencyjna | Aleksandr Butiagin
Komentarzy: 0
Rosyjski archeolog Aleksander Butiagin nie trafił na Ukrainę, choć groziła mu ekstradycja. Ostatecznie znalazł się wśród osób objętych wymianą więźniów z Białorusią, która doprowadziła także do uwolnienia Andrzeja Poczobuta. Jak ujawnia jego obrońca, decyzja zapadła dopiero na końcowym etapie i do samego końca towarzyszyła jej niepewność.
Co musisz wiedzieć:
  • Doszło do wymiany więźniów „pięciu za pięciu” na granicy
  • Butiagin uniknął ekstradycji na Ukrainę
  • Adwokat wskazuje, że alternatywą była walka w sądach i ETPCz

Wymiana więźniów na granicy

We wtorek doszło do wymiany więźniów między Polską a Białorusią w formule „pięciu za pięciu”. Operacja została przeprowadzona na przejściu granicznym Białowieża-Piererow. W jej wyniku na wolność wyszedł m.in. polski dziennikarz i działacz mniejszości polskiej na Białorusi Andrzej Poczobut.

Po stronie osób zwolnionych przez Polskę znalazł się rosyjski archeolog Aleksander Butiagin.

 

Butiagin uniknął ekstradycji

Butiagin był wcześniej objęty procedurą ekstradycyjną. Mężczyzna był zatrzymany w zeszłym roku na terenie Polski, jest oskarżony przez Ukrainę o nielegalne wykopaliska i zniszczenie kompleksu archeologicznego na Krymie. W marcu warszawski Sąd Okręgowy uznał prawną dopuszczalność jego wydania.

Ostatecznie jednak scenariusz ten nie został zrealizowany. Archeolog znalazł się w grupie osób objętych wymianą.

Rząd w Kijowie przyjął taki ruch Polski z oburzeniem.

„Ukraina z przykrością dowiedziała się, że wbrew wcześniejszej, całkowicie słusznej decyzji polskiego sądu, obywatel Rosji, wobec którego istnieją uzasadnione podejrzenia o popełnienie przestępstwa na ukraińskim terytorium, nie został jednak ekstradowany" - czytamy w komunikacie opublikowanym przez ambasadę Ukrainy w Polsce.

Adwokat: decyzja zapadła na końcu

Jak podkreśla mec. Adam Domański, możliwość udziału w wymianie nie była od początku przesądzona.

"To nie była decyzja, lecz jedna z opcji, którą analizowaliśmy z klientem i konsultowaliśmy z polskimi władzami" - wskazał prawnik w rozmowie z RMF FM.

Jak dodał, choć sam zainteresowany pozytywnie przyjął taką możliwość, do końca towarzyszyła mu niepewność.

"Dopóki się to nie wydarzyło, była to tylko jedna z potencjalnych dróg" - zaznaczył adwokat. 

 

„Nie była to łatwa decyzja”

Obrona nie wskazywała jednoznacznie, którą drogę powinien wybrać klient.

"Przedstawialiśmy ryzyka i korzyści zarówno współpracy z władzami, jak i pozostania przy ścieżce prawnej" - tłumaczył mec. Domański.

Nie był też w stanie określić, kiedy dokładnie rozpoczęły się rozmowy na poziomie dyplomatycznym. Jak przyznał, prawnicy zostali włączeni do procesu dopiero na jego końcowym etapie.

 

Alternatywa: sąd i Trybunał w Strasburgu

Gdyby Butiagin nie zdecydował się na udział w wymianie, sprawa najpewniej trafiłaby na dalszą drogę prawną.

"Dążylibyśmy do rozpoznania zażalenia przez polski sąd, a w razie niepowodzenia złożylibyśmy skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka" - wyjaśnił adwokat.

Według niego szanse na wstrzymanie ekstradycji mogły być większe właśnie przed ETPCz niż w Polsce.

 

Rola w całym procesie

Pytany o znaczenie Butiagina dla całej operacji, mec. Domański unikał jednoznacznych ocen.

"Wydaje się jednak, że obaj panowie byli istotni w tym procesie" - przyznał, odnosząc się również do Andrzeja Poczobuta.

Z dostępnych informacji wynika, że po wymianie Butiagin trafił na terytorium Białorusi.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 29.04.2026 07:33
Źródło: rmf