Szukaj
Konto

Czy myśl o sądowym spotkaniu z Piotrem Dudą wywołała u Michała Kamińskiego "chorobę"?

26.11.2018 16:43
Czy myśl o sądowym spotkaniu z Piotrem Dudą wywołała u Michała Kamińskiego "chorobę"?
Źródło: screen youtube
Komentarzy: 0
Dziś miała odbyć się rozprawa sądowa między Piotrem Dudą, przewodniczącym Solidarności a Michałem Kamińskim, posłem Europejskich-Demokratów. Sprawa toczy się z powództwa cywilnego i dotyczy kolportowania przez Michała Kamińskiego fałszywych oskarżeń wobec Piotra Dudy, jakoby miał w stanie wojennym być w ZOMO. Rozprawa nie odbyła się, gdyż pełnomocnik Michała Kamińskiego dostarczył zwolnienie lekarskie na dni 23 – 28 listopada.
Choroba jednak nie przeszkadza Michałowi Kamińskiemu w dużej aktywności medialnej.

Michał Kamiński tuż przed rzekomą chorobą, 21 listopada, brał udział w programie Polsatu "Polityka na ostro", a będąc na zwolnieniu znalazł czas na rozmowy z Onetem (23.11) i Rzeczpospolitą (25.11) komentując sprawy związane z odpowiedzialnością karną dzieci i sondaż na temat potencjalnego Polexitu.

Jak widać choroba nie wyklucza rozmowy z dziennikarzami, ale wyklucza z kolei sądowe spotkanie z Piotrem Dudą.
Zdrowia panie pośle, proszę pamiętać - "co się odwlecze to nie uciecze".

Przypominamy oświadczenie Piotra Dudy z 2015 r.
W ostatnim czasie w mediach ma miejsce cała seria pomówień, w których informuje się, że Piotr Duda w stanie wojennym był w ZOMO, a nawet pacyfikował strajkujących robotników. W sposób szczególny uczynili to Michał Kamiński, Henryk Wujec, a wcześniej Paweł Olszewski. Dlatego oświadczam. To zwykłe kłamstwo. Pomawianie mnie o służbę w ZOMO w stanie wojennym oraz zarzucanie mi pacyfikowania strajkujących, jest zwykłym łajdactwem i nie będę bierny wobec tych, którzy takie pomówienia rozpowszechniają. Jeśli panowie Kamiński, Olszewski i Wujec nie przeproszą - spotkamy się w sądzie. Do każdego z nich wysłałem osobne żądanie. Czekam do soboty! W poniedziałek kieruję pozwy.
Jeszcze raz przypominam, choć mówiłem to wielokrotnie. Od pierwszego dnia pracy, tj. od 20 września 1980 roku jestem członkiem "Solidarności". Po masakrze w Kopalni "Wujek" zostałem w grudniu 1981 roku zatrzymany i spisany przez komisarza wojskowego. Rozdawałem wtedy w gliwickiej hucie - gdzie pracowałem - czarne wstążki, symbol żałoby. W następstwie tego zdarzenia w kwietniu 1982 roku jako 19-latek zostałem wcielony do wojska, do czerwonych beretów. To były jedne z tych licznych szykan, jakie wtedy powszechnie stosowano wobec członków "Solidarności" za manifestowanie swojej przynależności i oporu wobec stanu wojennego. Nie ominęło to również mnie. Podczas tej służby, której znaczącą część odbywałem w ramach sił pokojowych ONZ w Syrii, w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego w grudniu 1982 r. miał miejsce epizod, gdy oddział w którym służyłem ochraniał budynek telewizji publicznej. Zresztą bez żadnych incydentów. To wszystko! Czynienie mi z tego zarzutów, a tym bardziej przypisywanie mi rzeczy nieprawdziwych jest krzywdzące i niegodne. Ostrzegam, że będę walczył z każdym o swoje dobre imię, we wszelki dostępny sposób.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 26.11.2018 16:43