105 lat temu zatonął RMS „Titanic”. Do tej pory pozostaje sporo wątpliwości w sprawie katastrofy

105 lat temu zatonął RMS „Titanic”. Napisano o tej katastrofie wiele książek, nakręcono kilka filmów – a mimo to wciąż krąży o tym wydarzeniu wiele mitów.
Legenda dziewiczego rejsu
Nie była to największa katastrofa morska w historii, lecz z pewnością otoczona jest największą legendą. I wciąż pozostaje sporo wątpliwości.
Przełom wieków XIX i XX był czasem rewolucji technologicznej, lecz również prawdziwej wędrówki ludów. Tysiące osób zmieniały miejsce zamieszkania, szukały lepszego życia często po drugiej stronie globu. Znacznie częściej niż poprzednio podróżowano również w interesach lub po prostu dla przyjemności. Oczywiście, odmieniło to oblicze podróży morskich - pasażerowie nie chcieli już, jak na dawnych żaglowcach, sypiać na rozwijanych na noc hamakach, jadać mięsa z robakami, sucharów z wołkami zbożowymi, a wszystkiego popijać stęchłą wodą. Pasażerskie statki zaczęły przypominać luksusowe hotele, w których na podróżnika z grubym portfelem czekały wszystkie możliwe wygody.
Największe linie żeglugowe rywalizowały o pasażerów komfortem podróży i jej szybkością. W drugiej z tych dziedzin od 1907 roku królowały liniowce kompanii Cunarda - "Luisitania" i "Mauretania" mogły osiągnąć prędkość 27 węzłów (mil morskich na godzinę). Konkurencyjna "White Star Line" zdecydowała, iż nie będzie rywalizować z innymi na tym polu. Jej nowe transatlantyki miały być przede wszystkim wygodne i bezpieczne. Konstruktorzy ze stoczni Harland and Wolff w Belfaście zaprojektowali trójkę prawdziwych olbrzymów - długich na 270 metrów, wysokich na ponad pięćdziesiąt. Mogły zabrać na pokład prawie dwa i pół tysiąca pasażerów, a potężne maszyny parowe nadawały im prędkość 24 węzłów. Tak powstały "Olimpic", "Titanic" i "Gigantic" - ten ostatni przemianowany później na "Britannic". Były one nie tylko największymi ówcześnie jednostkami pływającymi na świecie, lecz także bajecznie wyposażonymi hotelami.
Bezpieczeństwo - to miał być drugi z czynników przyciągający pasażerów. Kadłub transatlantyków podzielono grodziami wodoszczelnymi na szesnaście osobnych przedziałów. Według obliczeń mogły utrzymać się na wodzie nawet po zalaniu czterech z nich. "Titanica" reklamowano jako "praktycznie niezatapialnego", dlatego również na statku brakowało szalup i tratw ratunkowych - liczba miejsc na nich była o połowę mniejsza od liczebności pasażerów i załogi. Ponieważ w powszechnej opinii statki czterokominowe uważano za najbezpieczniejsze, transatlantyki White Star Line też miały cztery kominy - ostatni z nich był jednak atrapą. Konstrukcja liniowców klasy "Olimpic" niosła jednak w sobie potencjalne niebezpieczeństwo, z którego ówcześnie nie zdawano sobie sprawy…
Uroki pierwszej podróży
Pierwszy rejs pasażerskiego statku nazywany jest rejsem dziewiczym i zawsze jest szczególnie celebrowany. Dziewiczy rejs RMS "Titanic" kilkakrotnie przekładano. Powodem były trwające na statku prace wykończeniowe, w których korzystano z doświadczeń wprowadzonego do służby dwa lata wcześniej "Olimpica". Zmiany terminów spowodowały też, że nie zapełniono do końca pokładu. Dokładna liczba pasażerów i członków załogi nie jest znana do dziś. "Pierwszym po Bogu" na mostku transatlantyka był kapitan Edward John Smith. Wcześniej przez dwa lata dowodził "Olimpicem", ten rejs miał być dla niego ostatnim w karierze. To on zdecydował o pewnych przesunięciach w załodze; "Titanica" opuścił m.in. dotychczasowy drugi oficer David Blair, a schodząc z pokładu, zapomniał przekazać swojemu zastępcy lornetkę. Obserwatorzy podczas rejsu musieli liczyć wyłącznie na własne oczy.
Leszek Masierak
Cały artykuł w najnowszym numerze "TS" (16/2017) dostępnym także w wersji cyfrowej tutaj
Nie była to największa katastrofa morska w historii, lecz z pewnością otoczona jest największą legendą. I wciąż pozostaje sporo wątpliwości.
Przełom wieków XIX i XX był czasem rewolucji technologicznej, lecz również prawdziwej wędrówki ludów. Tysiące osób zmieniały miejsce zamieszkania, szukały lepszego życia często po drugiej stronie globu. Znacznie częściej niż poprzednio podróżowano również w interesach lub po prostu dla przyjemności. Oczywiście, odmieniło to oblicze podróży morskich - pasażerowie nie chcieli już, jak na dawnych żaglowcach, sypiać na rozwijanych na noc hamakach, jadać mięsa z robakami, sucharów z wołkami zbożowymi, a wszystkiego popijać stęchłą wodą. Pasażerskie statki zaczęły przypominać luksusowe hotele, w których na podróżnika z grubym portfelem czekały wszystkie możliwe wygody.
Największe linie żeglugowe rywalizowały o pasażerów komfortem podróży i jej szybkością. W drugiej z tych dziedzin od 1907 roku królowały liniowce kompanii Cunarda - "Luisitania" i "Mauretania" mogły osiągnąć prędkość 27 węzłów (mil morskich na godzinę). Konkurencyjna "White Star Line" zdecydowała, iż nie będzie rywalizować z innymi na tym polu. Jej nowe transatlantyki miały być przede wszystkim wygodne i bezpieczne. Konstruktorzy ze stoczni Harland and Wolff w Belfaście zaprojektowali trójkę prawdziwych olbrzymów - długich na 270 metrów, wysokich na ponad pięćdziesiąt. Mogły zabrać na pokład prawie dwa i pół tysiąca pasażerów, a potężne maszyny parowe nadawały im prędkość 24 węzłów. Tak powstały "Olimpic", "Titanic" i "Gigantic" - ten ostatni przemianowany później na "Britannic". Były one nie tylko największymi ówcześnie jednostkami pływającymi na świecie, lecz także bajecznie wyposażonymi hotelami.
Bezpieczeństwo - to miał być drugi z czynników przyciągający pasażerów. Kadłub transatlantyków podzielono grodziami wodoszczelnymi na szesnaście osobnych przedziałów. Według obliczeń mogły utrzymać się na wodzie nawet po zalaniu czterech z nich. "Titanica" reklamowano jako "praktycznie niezatapialnego", dlatego również na statku brakowało szalup i tratw ratunkowych - liczba miejsc na nich była o połowę mniejsza od liczebności pasażerów i załogi. Ponieważ w powszechnej opinii statki czterokominowe uważano za najbezpieczniejsze, transatlantyki White Star Line też miały cztery kominy - ostatni z nich był jednak atrapą. Konstrukcja liniowców klasy "Olimpic" niosła jednak w sobie potencjalne niebezpieczeństwo, z którego ówcześnie nie zdawano sobie sprawy…
Uroki pierwszej podróży
Pierwszy rejs pasażerskiego statku nazywany jest rejsem dziewiczym i zawsze jest szczególnie celebrowany. Dziewiczy rejs RMS "Titanic" kilkakrotnie przekładano. Powodem były trwające na statku prace wykończeniowe, w których korzystano z doświadczeń wprowadzonego do służby dwa lata wcześniej "Olimpica". Zmiany terminów spowodowały też, że nie zapełniono do końca pokładu. Dokładna liczba pasażerów i członków załogi nie jest znana do dziś. "Pierwszym po Bogu" na mostku transatlantyka był kapitan Edward John Smith. Wcześniej przez dwa lata dowodził "Olimpicem", ten rejs miał być dla niego ostatnim w karierze. To on zdecydował o pewnych przesunięciach w załodze; "Titanica" opuścił m.in. dotychczasowy drugi oficer David Blair, a schodząc z pokładu, zapomniał przekazać swojemu zastępcy lornetkę. Obserwatorzy podczas rejsu musieli liczyć wyłącznie na własne oczy.
Leszek Masierak
Cały artykuł w najnowszym numerze "TS" (16/2017) dostępnym także w wersji cyfrowej tutaj

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Data publikacji: 21.04.2017 14:56
Komentarze
Doszło do katastrofy? Samolot nagle zniknął z radarów
08.07.2026 09:46

Komentarzy: 0
Jak informuje BBC trwa akcja poszukiwawcza samolotu cargo Boeing 737 należącego do pakistańskich linii K2 Airways. Jak podano po gwałtownym spadku wysokości maszyna nagle zniknęła z radarów.
Czytaj więcej
Katastrofa cywilnego samolotu we Francji
28.06.2026 13:53

Komentarzy: 0
We Francji zginęło w niedzielę 11 osób znajdujących się na pokładzie cywilnego samolotu, który rozbił się w miejscowości Tomblaine koło Nancy na północnym wschodzie kraju. Na miejsce katastrofy udaje się szef francuskiego MSW Laurent Nunez.
Czytaj więcej
Awionetka rozbiła się podczas lądowania. Jest nagranie z katastrofy
27.06.2026 17:37

Komentarzy: 0
W czwartek, 25 czerwca, na warszawskim Bemowie doszło do tragicznego wypadku lotniczego. Awionetka podczas podejścia do lądowania nie dotarła do pasa startowego i rozbiła się około 500 metrów przed nim, w rejonie lotniska przy ul. Powstańców Śląskich 127.
Czytaj więcej
Katastrofa awionetki w Warszawie. Są ofiary
25.06.2026 16:55
Katastrofa śmigłowca wojennego w Wielkiej Brytanii
03.06.2026 11:31


