Szukaj
Konto

Wzdłuż jednego toru. O kolejce piaseczyńsko-grójeckiej

Wzdłuż jednego toru. O kolejce piaseczyńsko-grójeckiej
Źródło: Tygodnik Solidarność | Autor: Krzysztof Karnkowski | Licencja: Tygodnik Solidarność | Mapa
Kolejka piaseczyńska – czy raczej piaseczyńsko-grójecka przez całe lata była ważną magistralą dojazdową dla gmin położonych na południe od Warszawy. Dziś pozostaje w stanie uśpienia, ożywiana jednak przez odbywające się w sezonie przejazdy turystyczne. Być może powrócą jeszcze czasy jej największej świetności, nim jednak się to stanie, warto wybrać się na spacer wzdłuż toru. Czasem nawet – po torze.
Co musisz wiedzieć:
  • Piaseczyńsko-Grójecka Kolej Wąskotorowa długo była ważnym środkiem transportu dla południowych okolic Warszawy.
  • Spacer wzdłuż dawnej kolejki pozwala odkrywać ślady kolejowej historii, lasy, pola i zabytki.
  • Stara linia może jeszcze odzyskać znaczenie komunikacyjne.

Lato zapowiada się ciepłe, może nawet bardzo ciepłe, dlatego warto wybrać się do lasu. Spacer, który proponuję, ma całkiem spory leśny odcinek, choć przy okazji załapać się można na inne malownicze widoki. Na początek mały wykład. Piaseczyńsko-Grójecka Kolej Wąskotorowa, znana przez lata jako kolejka grójecka, należy do najważniejszych zachowanych śladów dawnej sieci kolei dojazdowych obsługujących południowe okolice Warszawy.

 

Historia

Jej początki sięgają końca XIX wieku. Budowę rozpoczęto w 1898 roku z inicjatywy warszawskiego krawca i przedsiębiorcy Eugeniusza Paszkowskiego, który do kosztownego przedsięwzięcia pozyskał zamożnych wspólników, m.in. księcia Stefana Lubomirskiego i hrabiego Tomasza Zamoyskiego. Trasa nie była przypadkowa – prowadziła przez tereny, na których rozwijał się przemysł, zwłaszcza cegielnie (cegielnie zapamiętajcie, bo do tego wrócimy) dostarczające materiałów dla rozbudowującej się Warszawy, a jednocześnie rosło zapotrzebowanie na komunikację pasażerską.

Początkowo kolejka połączyła Warszawę z Piasecznem, a następnie rozbudowywano ją w kierunku Góry Kalwarii, Grójca, Mogielnicy i Nowego Miasta nad Pilicą. W czasie I wojny światowej infrastruktura została zniszczona przez wycofujące się wojska rosyjskie i dość szybko odbudowana przez Niemców potrzebujących jej ze względów strategicznych. W okresie międzywojennym kolejka stała się jednym z podstawowych środków transportu dla południowych przedmieść Warszawy i regionu piaseczyńsko-grójeckiego.

Woziła pasażerów, cegłę i towary, a od lat 30. była modernizowana przez wprowadzanie trakcji spalinowej. W 1932 roku, wraz z kolejami wilanowską i jabłonowską, weszła pod wspólny zarząd Warszawskich Kolei Dojazdowych, choć wkrótce zaczęto też ograniczać jej obecność w samej Warszawie, usuwając tory z ulicy Puławskiej i skracając trasę od placu Unii Lubelskiej do rejonu późniejszego Dworca Południowego. Po latach podobną drogę przeszedł wypychany coraz bardziej z Mokotowa na południe PKS w tym samym kierunku.

Podczas II wojny światowej kolejka nadal funkcjonowała, odgrywając ważną rolę nie tylko komunikacyjną, lecz także aprowizacyjną – służyła mieszkańcom Warszawy do przewozu żywności z okolic Grójca i Nowego Miasta, często w warunkach okupacyjnego „szmuglu”, znanego z ludowych przyśpiewek i filmu „Zakazane piosenki”. Po wojnie infrastruktura była w znacznym stopniu zniszczona, szczególnie ucierpiały mosty i warsztaty w Piasecznie, jednak kolejarze szybko przystąpili do odbudowy, dzięki czemu w 1946 roku przywrócono połączenia z Warszawą i Górą Kalwarią. W 1949 roku kolejkę włączono do struktur PKP.

 

Współczesność

Ruch pasażerski utrzymał się aż do 1991 roku, a towarowy do 1996 roku, po czym dawna linia zaczęła tracić znaczenie użytkowe. Jej ratunkiem okazała się determinacja lokalnych miłośników kolei i działalność społeczników: w 1994 roku kolejkę wpisano do rejestru zabytków, a kilka lat później powstało stowarzyszenie zajmujące się jej odbudową i utrzymaniem.

Od początku XXI wieku majątek kolejki stopniowo przejmowały samorządy, a operatorem zostało Piaseczyńskie, później Piaseczyńsko-Grójeckie Towarzystwo Kolei Wąskotorowej. Od 2006 roku kolejka funkcjonuje przede wszystkim jako atrakcja turystyczna, obsługując regularne weekendowe przejazdy i przypominając o czasach, gdy wąskotorówka była jednym z filarów codziennego życia, transportu i rozwoju miejscowości położonych na południe od Warszawy. W sezonie letnim można więc wybrać się pociągiem z dworca wąskotorowego w Piasecznie, pojechać do Tarczyna i wrócić, zatrzymując się na piknikowy postój w Runowie, który na swój sposób przypomina klimat z przedwojennych zdjęć z podobnych wypadów. Można też tak zaplanować sobie spacer, by po prostu trafić na przejazd lub postój kolejki, ale samemu przejść swoje na własnych nogach, ciesząc się lasem, powietrzem i świętym spokojem.

 

Idziemy

Nasz spacer zacząć możemy w coraz lepiej skomunikowanym z Piasecznem lub Warszawą Złotokłosie. Złotokłos to miejscowość powstała na początku XX wieku z parcelacji dóbr Szczaki, znanych dziś z wielkich ogrodów działkowych. Swą nazwę zawdzięcza herbowi, którym pieczętowała się posiadająca ten majątek rodzina Orsettich. Przed wojną planowana jako miasto-ogród reklamowała się hasłem „Pracuj w mieście, mieszkaj na wsi”, które pasuje do tej i kilku sąsiednich wsi także dziś, gdy stają się one elegancką sypialnią Warszawy. W 1944 roku zatrzymywali się tu uchodzący po Powstaniu ze stolicy mieszkańcy. Na chwilę trafił tam też Mieczysław Fogg, który znalazł w Złotokłosie tymczasową przystań ze swą artystyczną Café Fogg, a dziś jest patronem miejscowej szkoły podstawowej i jednej z ulic. Po wojnie kilka lat spędził ram również Marek Hłasko.

Niedoszłe miasto-ogród stało się typową miejscowością letniskową. Dziś z Warszawy dojedziemy tam autobusem 728 z Okęcia, a z Piaseczna przywiozą nas do Złotokłosu lokalne linie L2 i L12 (w których obowiązują warszawskie bilety na drugą strefę, z wyjątkiem minutowych). W linie lokalne możemy przesiąść się z jadących z Dworca Południowego (czyli pętli Metro Wilanowska) linii 709 i 727. Jeśli przy okazji chcemy zobaczyć dobrze utrzymaną mogiłę powstańczą z 1863 roku, wysiadamy na pętli 728 i L12 lub na przystanku Henryków-Urocze L12. Cmentarzyk ukryty wśród brzóz znajdziemy na tyłach nowej pętli autobusowej, z wejściem od ul. Gromadzkiej. Wszystkie te autobusy zatrzymują się również na przystanku OSP Złotokłos, w miejscu, w którym ul. 3 Maja przecina się z torami kolejki. Kierunek południowy nie ma nam za wiele do zaoferowania, choć oczywiście można ruszyć i tam, wzdłuż torów lub po torach, w kierunku Tarczyna. Tam ładnych widoków, stawów, lasów i łąk nie zabraknie, gorzej z transportem powrotnym.

 

Nacieszmy się lasem

My pójdziemy jednak na północ ulicą Warszawską. Od początku marszu możemy oglądać dość niesamowicie wyglądające pozostałości dawnych drutów telegraficznych, czasem dziś nagich, a czasem z pozostałościami drutów niekiedy wiszących bardzo blisko ziemi lub zaplątanych w gałęzie. Po kilkunastu minutach drogi znajdziemy się w malowniczym lesie. Warto rozglądać się na boki. Zaskoczyć mogą nas znaki zakazujące jazdy konnej, nie ma w tym jednak nic dziwnego, w tej okolicy wciąż żywe są tradycje hodowli tych zwierząt. Możemy trafić tu za to na sarny. 

Niepostrzeżenie znajdziemy się na terenie wsi Runów, do której prowadzić będą kolejne drogi odchodzące na prawo od toru. Jeśli na chwilę odbijemy w ul. Chmielną, zobaczymy nieczynne od kilku lat miasteczko westernowe, kilka drewnianych domków utrzymanych w odpowiedniej stylistyce. Kilka kroków dalej znajdziemy malownicze pola kukurydzy, za daleko nie ma jednak co odchodzić. Idąc dalej wzdłuż kolejki, natrafiamy na punkt, w którym pociągi zatrzymują się na piknik, jest tam więc adekwatna infrastruktura w postaci ław i stołów. Kawałek dalej znajduje się zabytkowy przepust, kamienny mostek nad zagłębieniem terenu, jedna z pozostałości po dawnych czasach kolejowej świetności. Na tym odcinku nacieszmy się lasem, zbaczajmy w rozchodzące się w obie strony drogi, podziwiajmy drzewa i przecinki leśne, bo niestety na naszym szlaku będzie ich coraz mniej. Jeśli więc ktoś będzie już miał dosyć, może kolejnymi drogami kierować się w prawo, by przy głównej szosie łapać znany nam już autobus L2.

 

Stare i nowe

Kolejny etap naszej wędrówki to już obserwacja nierównej, choć wciąż nie beznadziejnej walki, jaką stare toczy z nowym. Wkraczamy bowiem w szybko rozrastający się Głosków, w którym obok pól, łąk, ogródków działkowych i fragmentów lasu coraz śmielej wkracza, niestety, banalna zabudowa łanowa. Tak też będzie przy ul. Traktorzystów, która nagle zacznie się wzdłuż toru kolejki. Jeśli skręcimy w prawo w ul. Millenium, dojdziemy do Ronda ks. Adama Skałbani, przy którym z jednej strony znajduje się kościół salezjanów, a z drugiej – przystanek, z którego możemy odjechać autobusem 727 do Warszawy lub L2 i L12 do Piaseczna.

Nie warto jednak odpadać akurat w tym momencie, ponieważ przed nami został kolejny bardzo malowniczy fragment trasy (jak widać ze zdjęć dostępnych w Google Street View, bardzo miły dla oka również jesienią). Choć przez chwilę trzeba będzie iść zwykłą dróżką, nagrodą będzie piękny widok z drewnianego mostku, jakim tor przechodzi nad rzeczką Strugą. Niestety, nad samym mostkiem musimy przefrunąć, ponieważ jak głosi bardzo groźna tabliczka, jest to teren kolejowy (no chyba, że ktoś ma w sobie żyłkę awanturnika i wyruszy śladami autora dopisku „I tak chodzę”).

Potem mamy jeszcze przyjemny zarośnięty fragment ulicy Kolejowej, gdzie wypatrzeć można fragmenty dawnego dworca PKP Głosków. Później trzeba już szukać obejścia wiejskimi uliczkami, a kolejka zbliża się do szosy biegnącej w stronę Piaseczna, której odtąd będzie się już niemal cały czas trzymać, raz trochę bliżej lub niekiedy trochę dalej. Następna miejscowość na naszej trasie to Gołków, kiedyś szlacheckie Gołkowo – siedziba rodu Gołkowskich i arena jednej z bitew powstania kościuszkowskiego w lipcu 1794 roku. Jeśli odejść od naszego szlaku w lewo ulicą Ceramiczną, można natrafić na ruiny opuszczonej cegielni, której zdjęcia są też dostępne w sieci.
Dalszy etap trasy, który nie jest już obligatoryjny, to równocześnie historia ekspansji terytorialnej Piaseczna. Gołków-Letnisko i Zalesie Dolne do tego miasta zostały przyłączone już w 1952 roku, choć zachowują swój architektoniczny charakter zgodny z nazwą – pierwsze jest typowym letniskiem, drugie jest wciąż bardzo mocno zadrzewione. W Zalesiu znajdziemy zabytkową harcówkę, ładny kościół i dużo, dużo cienia.

 

Wielki powrót?

Ostatni odcinek trasy to już po prostu ulice Piaseczna z dość trudnymi do pokonania torami zwykłej kolei, tak więc w autobus warto wsiąść przy wspomnianym kościele. Domykając tę część opowieści, trzeba wspomnieć, że Piaseczno, kiedyś znane głównie z produkujących kineskopy i monitory zakładów Polkolor, od kilku lat ponownie rozwija się dość prężnie, będąc miastem miłym dla oka, dość młodym i zadbanym, acz borykającym się z problemami z wodą. Za te odpowiada zbyt szybka urbanizacja okolicznych terenów. Przed laty jeździł tu trolejbus, jednak zniknęła już i ostatnia w aglomeracji warszawskiej linia tych pojazdów, i obsługująca ją infrastruktura.

Pomysł doprowadzenia tu linii tramwajowej przewija się od lat przez publikacje branżowe i obietnice polityków, jednak nic nie wskazuje na to, by miał zostać kiedykolwiek zrealizowany. W 2025 roku pojawił się natomiast – ochoczo podchwycony przez okoliczne gminy – pomysł, by planowaną w ramach CPK linię kolejową nr 88 Grójec – Warka, przebiegającą między innymi przez Tarczyn, wzmocnić dodatkowo przywróconą do stanu normalnego liniowego funkcjonowania kolejką wąskotorową, która znów, rozpędzając się tym razem nawet do 100 km na godzinę, miałaby powrócić na trasę z Piaseczna przez wymienione już miejscowości, nie tylko do Tarczyna, lecz nawet do Grójca. Obsługujący ją tabor ma być podobny bardziej do wagonów tramwajowych niż typowych kolejowych.

Oczywiście nie ma pewności, czy do tej realizacji dojdzie, pomysł nie budzi zachwytu mieszkańców, którzy pobudowali się wzdłuż prawie – jak się zdawało – zapomnianych torów lub mających dzieci przez tory te codziennie przechodzące do szkoły w Złotokłosie. Póki jednak budowa nie ruszy, warto wybrać się na spacer ze Złotokłosu do Głoskowa, a może nawet do Zalesia Dolnego. Być może to jeden z ostatnich sezonów, gdy będzie to jeszcze wyprawa cicha, spokojna i na sporym odcinku naprawdę nastrojowa.

[Tytuł, śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 09.07.2026 11:32
Źródło: Tygodnik Solidarność nr. 27/2026, oprac. Ludwik Pęzioł