Natalia Nitek-Płażyńska: Co lato w Gdańsku wylewa się nazistowskie szambo

- W lipcu otwarto w Gdańsku wystawę czasową zatytułowaną "Nasi chłopcy. Mieszkańcy Pomorza Gdańskiego w armii III Rzeszy".
- Wystawa została przygotowana przez Muzeum Gdańska we współpracy z Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku i Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie. Jej celem było pokazanie tragicznego losu ludzi, którzy po 1939 roku zostali wpisani na Volkslistę i powołani do Wermachtu pod groźbą represji.
"Nazistowskie szambo"
- Co się w tym naszym Gdańsku dzieje? Ostatnio mieliśmy wystawę "Nasi chłopcy" - to wszystkich zbulwersowało. No, może nie wszystkich, ale część prawicową w Gdańsku na pewno. Takich sytuacji w ostatnich latach było sporo. Mi od razu przypomina się ta impreza ku czci Stauffenberga.
- Z Gdańskiem jest problem. Ja tak ostatnio to skonstatowałam - może ładnie, może nieładnie, ale myślę, że celnie - co lato, co wakacje w Gdańsku wylewa się takie nazistowskie szambo. Niestety. Nawet pomijając ten rok - do którego zaraz dojdziemy - popatrzmy na poprzedni. Claus von Stauffenberg - polakożerca, nazista, Niemiec, który w Niemczech jest traktowany jako bohater. W Polsce próbuje się nam to przedstawiać również poprzez wydarzenia takie jak ubiegłoroczna impreza w Ratuszu w Gdańsku organizowana przez niemiecki konsulat. Było tam wiele osób z lokalnych elit, zwłaszcza ze środowisk liberalnych związanych z Platformą Obywatelską.
Fetowano Stauffenberga jako bohatera, który chciał zabić Hitlera. Ale nie mówi się, że chciał go zabić, bo uważał, że Hitler zbyt nieudolnie prowadził machinę zagłady - że należało robić to szybciej, skuteczniej, bardziej przemysłowo.
- Bo Stauffenberg chciał ratować III Rzeszę przed upadkiem.
- Dokładnie. Widział, że Hitler coraz gorzej sobie radzi, więc trzeba go zlikwidować, wejść w jego buty i kontynuować jego zamierzenia - tylko skuteczniej. Nie udało mu się, ale Niemcy - jako naród moralnie skompromitowany, bez wyrazistych bohaterów - próbują z takich ludzi robić autorytety. A problem w tym, że Polacy im w tym pomagają.
- To pokazuje, że w Niemczech nie było realnego ruchu oporu, skoro trzeba robić bohatera z regularnego nazisty...
- Tak. Jakiś czas temu przeglądałam niemieckie podręczniki do szkół ponadgimnazjalnych. Teoretycznie powinny dogłębnie przedstawiać historię. A tymczasem pomijają krzywdy wyrządzone Polakom. Jeśli już mówią o ruchu oporu, to tylko o Białej Róży - jako wielkim zrywie Niemców przeciwko "mitycznym nazistom". To całkowicie wyolbrzymione.
Niemcy próbują dziś uchodzić za moralne mocarstwo. Przekręcają fakty, żeby pokazać, że oni też cierpieli i pomagali. Stauffenberg to przykład - a na imprezie w Gdańsku był tłum Polaków, urzędników, samorządowców. Nikomu to nie przeszkadzało.
Złożyliśmy zawiadomienie do prokuratury - razem z radnymi Andrzejem Skibą i Przemysławem Majewskim - ale prokuratura stwierdziła, że nie dopatrzyła się propagowania nazizmu. Kolejny skandal.
- Tłumaczyli, że Stauffenberg "był człowiekiem swoich czasów". Tak próbowano go usprawiedliwić.
- To im zawsze dobrze wychodzi. Tylko dlaczego Polacy mają w to wchodzić? Dwa lata temu na Jarmarku Dominikańskim zespół z Niemiec wykonywał piosenkę "Ein Heller und ein Batzen", którą Niemcy śpiewali, idąc mordować Polaków. I nikt nie zareagował. Gdyby nie czujny dziennikarz z "Gdańsk Strefa Prestiżu", nikt by się o tym nie dowiedział.
A teraz mamy wystawę "Nasi chłopcy" - niektórzy mówią: "Nazi chłopcy". Słyszałam, że pierwotnie miała się tak nazywać. I znowu - Gdańsk realizuje niemiecką politykę historyczną w sposób wręcz prostacki.
"Przemieleni przez wermacht"
- Wygląda to tak, jakby Gdańsk był wykorzystywany przez Niemcy do prowadzenia polityki historycznej albo sam gra w tę grę.
- Jedno i drugie. Są tacy, którzy wiedzą, w co grają, i robią to za pieniądze. Ale są też pożyteczni idioci. Niemcy prowadzą tę politykę od dekad - poprzez przemówienia, organizacje pozarządowe, działania na wielu poziomach. I widzimy tego efekty - wystawy, imprezy, akcje społeczne.
Byłam na tej wystawie. Przyszedł też rzecznik prasowy Muzeum Gdańska Andrzej Gierszewski. Powiedział, że lepszy byłby tytuł "Przemieleni przez wermacht". Myślę, że gdyby ta wystawa nazywała się w ten sposób, to kontrowersji byłoby mniej. Ale gdy zaczęłam mówić o przekłamaniach, to reagował skrzywionym uśmieszkiem. Przechwalał się, że bywa na niemieckich salonach, że go zapraszają. A ja mogę to tylko oglądać przez internet i chodzić do prokuratury.
To pokazuje problem. Mówię o godności Polaka, a on o tym, że został "dopuszczony do stołu". Okruszek mu spadł z niemieckiego stołu i już się czuje wyróżniony.
- Czyli część elit widzi w tym sposób na awans?
- Zdecydowanie. Bez tego proniemieckiego sformatowania trudno o awans w Gdańsku. Niemieckie wpływy są tam bardzo silne - imprezy, wydarzenia, wystawy - to codzienność.
- Polska jest dla tych osób przaśna, a niemieckość - bardziej europejska?
- Tak. Związki z Wolnym Miastem Gdańskiem czy niemieckie nazwy brzmią dla nich dumnie. A wystawa sugeruje, że służba w wermachcie to była przygoda. Nie ma tam słowa o niemieckim terrorze, o polskim cierpieniu. To uważają za "paździerz", coś śmiesznego.
- Uroczystości rocznicy wybuchu II wojny światowej na Westerplatte również są zawsze okazją do relatywizacji: "Na początku było złe słowo", "nienawiść, nietolerancja". Zamiast powiedzieć wprost - wojna była efektem niemieckiej żądzy podboju; polityka imperialistyczna, a nie żadna nienawiść.
- I do tego "Imagine there’s no hate" - hasło Magdaleny Adamowicz. Tym się przykrywa prawdę. Weźmy taki tramwaj, któremu nadano imię Hansa Förstera. On jest też proklamowany u nas jako bohater kociewski, podróżnik, taki wspaniały Niemiec, który pisał o Polsce i ją pokazywał. Tylko w ogóle się nie mówi o tym, że to on rozpowszechnił określenie "polnische Wirtschaft", że to on pisał o Polakach jako o świniach, o narodzie, który powinien służyć.
Günter Grass też jest nam na każdym kroku w Gdańsku przedstawiany jako jakiś bohater. A był członkiem Waffen-SS.
- Mamy w Gdańsku tylu bohaterów z czasów Solidarności, II wojny światowej. Czemu sięga się po tamtych?
- Bo Niemcy w to inwestują, i to działa, a symbole wchodzą do przestrzeni publicznej. My słyszymy: "Nie rozdrapujmy ran", "Patrzmy w przyszłość".
"Musimy mówić prawdę"
- Jak zatem powinniśmy prowadzić własną politykę historyczną?
- Brakuje nam długofalowej strategii. Niemcy prowadzą swoją konsekwentnie, niezależnie od rządu. My? Przez chwilę była propolska, gdy rządziło PiS. A teraz znowu: "Nie wracajmy do przeszłości, wszyscy coś tam mieliśmy na sumieniu".
W niemieckich szkołach już od dziesięcioleci uczy się tego, że Niemcy byli zaatakowani przez nazistów, że Niemcy pomagali innym. Dzisiaj 70% Niemców sądzi, że ich przodkowie nie byli wśród sprawców, a prawie 37% Niemców jest przekonanych, że ich przodkowie byli ofiarami nazistów. Tego uczą się dzieci w niemieckich szkołach, a u nas?
Dlatego my musimy mówić prawdę. Mamy Witolda Pileckiego, ojca Maksymiliana Marię Kolbego, powstańców - bohaterów, o których pamięć trzeba przywracać, a którzy teraz niestety są wymazywani z Muzeum II Wojny Światowej. Polecam wszystkim książki profesora Andrzeja Nowaka, Feliksa Konecznego - dla dzieci i dorosłych. To są dzieła, które naprawdę mogą łączyć pokolenia. Nasza piękna, fascynująca historia jest czymś, z czego naprawdę możemy być dumni. My jesteśmy narodem bohaterskim i dlatego cały czas zakazuje się nam o tym mówić i pamiętać.
Jeśli będziemy bezrefleksyjnie "kodować" kolejne pokolenia - bez rozmowy, bez kontekstu - na to, że Polacy też byli sprawcami, a Niemcy ofiarami, to stworzymy bardzo niebezpieczny grunt na przyszłość. W efekcie agresywnej polityki historycznej Niemiec przeinaczającej naszą historię może się okazać, że nasze dzieci albo wnuki będą musiały płacić reparacje Żydom i Niemcom. I to nie dlatego, że jesteśmy winni, ale dlatego, że nie zadbaliśmy o własną narrację.
- ZUS wydał pilny komunikat
- Upały nawet do 34 stopni. Wydano ostrzeżenia
- Prezydent czy premier? Ten sondaż wyznacza kierunek
- Ważny komunikat dla mieszkańców Warszawy
- Deportacje po koncercie na Narodowym. Postępowanie wobec 63 Ukraińców i Białorusinów
- Jednak się rozstaną. Roksana Węgiel i Kevin Mglej ogłosili smutne wieści
- Tatry: 17-latka niemal umarła po wypiciu wody ze strumienia
- "Wygasimy światła Warszawy". Komunikat dla mieszkańców stolicy
- Komunikat dla mieszkańców Katowic
- PGE wydała pilny komunikat
- "Nie da się tego oglądać". Burza w sieci po programie TVN
Komentarze
Już jutro wernisaż niezwykłej wystawy zdjęć Wojciecha Milewskiego

Kongres Pracy 2026. "Rynek pracy nie powinien być konkurencyjny od strony kosztów pracy"

Kongres Pracy 2026. Piotr Duda: W miejscu pracy "S" zawsze stawia człowieka na pierwszym miejscu

Rusza Kongres Pracy 2026! Oglądaj transmisję na żywo
Donald Tusk nazwał Gdańsk „Danzig” podczas spaceru z Emmanuelem Macronem


