Kto jest kim w słoweńskiej polityce

- Słowenia po rozpadzie Jugosławii szybko zintegrowała się z Zachodem, wstępując do NATO, UE i strefy euro.
- Komunistyczne elity zachowały w tym kraju wpływy polityczne.
- Współczesną politykę kraju definiuje rywalizacja między liberalnym obozem związanym z Robertem Golobem a konserwatywno-nieliberalnym nurtem Janeza Janšy.
- Główne spory polityczne w Słowenii dotyczą dziś migracji, relacji z Unią Europejską, kosztów życia, bezpieczeństwa i zakresu narodowej suwerenności
Słoweński powiew nostalgii
Słowenia, licząca 2,1 miliona mieszkańców, ma to do siebie, że prawie nigdy nie pojawia się w zbiorowej świadomości Polaków sama. Turystyka? Tanich lotów do Lublany nie ma, najbliżej jest dolecieć do Triestu i wsiąść w busa. Inaczej sprawa wygląda, gdy jedziemy autem; wtedy zazwyczaj naszym celem jest chorwackie wybrzeże i rzeczywiście chwilę nomen omen postoimy w jaskini w Postojnej. Ale wbrew pozorom pomijania kraju, a raczej podjadania jego potencjału przez sąsiadów, turystyką Słowenia żyje. To może historia? Zamek w Lublanie w 1848 r. stał się więzieniem dla Lajosa Batthyányego, pierwszego premiera Węgier, a na początku XX w. przywitał kolejnych więźniów, którzy podpadli Habsburgom. A może wybiła się jakoś na tle Jugosławii? Mało kto wie, że był to najbardziej uprzemysłowiony region kraju, którego PKB na pewnym etapie wynosiło dwuipółkrotność PKB całej reszty.
Być może przez bogactwo kraju umyka nam fakt, że tu także rozgorzała w latach dziewięćdziesiątych wojna, chociaż trwała jedynie kilka dni i nie doprowadziła do dantejskich scen, które znamy z Serbii i Bośni. A zresztą, jeśli ktoś interesuje się Jugosławią albo przynajmniej chce kupić kolejny kiczowaty gadżet z wizerunkiem Josipa Broz Tity, może udać się dalej na południowy wschód. Nawiasem mówiąc, Słowenia jako „sama w sobie Słowenia” jest mało znana i niewiele nagłówków w polskich mediach zostało jej poświęconych. A niesłusznie.
Dziedzictwo narodzin niepodległej Słowenii
Nie w takich bólach jak pozostałe kraje byłej Jugosławii rodziła się niepodległa Słowenia. Wojna trwała krótko, nie polała się praktycznie krew niewinnych, a i kraj szybko podjął się prób integracji z Zachodem. W 2004 r. Słowenia wchodzi do NATO (29 marca wraz z krajami bałtyckimi, Bułgarią, Rumunią i Słowacją) i UE (wraz z Polską w ramach największego z rozszerzeń). Od początku lat dziewięćdziesiątych państwo postawiło zdecydowanie na integrację z państwami Starej Unii, zwłaszcza z Austrią, która przez kilkaset lat panowania Habsburgów stanowiła dla narodu pewien punkt odniesienia. Z tych doświadczeń wynikło głębokie powiązanie państw pod względem gospodarczym: Austria do dzisiaj jest największym inwestorem na Słowenii oraz jednym z jej najważniejszych partnerów gospodarczych; zacieśniana jest również regionalna współpraca między krajami.
Na kształt niepodległego państwa miała wpływ również zamożność społeczeństwa oraz sama w sobie słoweńska scena polityczna. W momencie, w którym narodziło się niepodległe państwo, nie polała się krew, nikt nie rozliczył komunistów, a ci płynnie przybrali przedrostek post- i kontynuowali działalność polityczną. Nie było pokazowych procesów ani tym bardziej dojścia do sprawiedliwości. Był jedynie nowy czerwony szyld z białymi literami: „Socialni demokrati”, pod którym zebrali się kontynuatorzy Związku Komunistów Słowenii.
Pierwszym prezydentem niepodległego państwa został Milan Kučan, były działacz komunistyczny, a następnie symbol płynnego przejścia do nowej rzeczywistości. Podczas jedenastu lat rządów zbudował podwaliny pod kształt dzisiejszej Słowenii, jednocześnie nie rozwiązując problemów typowych dla przeobrażeń po poprzednim ustroju. Owszem, wskaźniki gospodarcze wzrastały (niespektakularnie acz stabilnie o około 3% rocznie), natomiast nikt nie postawił przed sądem niegdysiejszej nomenklatury, czego symbolem jest sam w sobie budynek partii SD, ten sam od czasów Broz Tity.
Jak to nierzadko bywa, postkomuniści ubrali się w szaty progresywne i internacjonalistyczne: po latach starań i przygotowań w 2007 r. Słowenia weszła do strefy euro, przez lata uchodziła również za najbardziej postępowy kraj regionu, czego symbolem może być wprowadzenie przez centrolewicowy rząd w 2017 r. małżeństw homoseksualistów; premierem był wówczas Miro Cerar, liberał pozostający w koalicji z SD. Obecnie mamy do czynienia z unijnym liderem liberalnie pojmowanej równości, którego symbolem mogłyby być adopcje dzieci przez homoseksualistów wprowadzone rękami Trybunału Konstytucyjnego w październiku 2022 r. czy też samozwańcze tytuły najbardziej ekologicznych miast. Słoweńcy też co do zasady (poza kwestią unijnej polityki migracyjnej i szczelności granic) są zadowoleni z członkostwa w UE. Czyżby wszyscy żyli liberalnie i szczęśliwie? Czy to już słoweński koniec historii? Zupełnie nie.
Stabilna niestabilność rządów Janeza Janšy
W dawnych czasach bywało tak, że ktoś bywał premierem kilkukrotnie, ale praktycznie nigdy z rzędu. Stare tendencje na Słowenii nie umarły, a najlepszym dowodem ich rezurekcji jest postać Janeza Janšy, lidera Słoweńskiej Partii Demokratycznej (SDS), słoweńskich centroprawicowców. Ów trzykrotny premier (2004–2008; 2012–2013; 2020–2022) po raz kolejny doczekał się powrotu do pełnionej niegdyś funkcji. Janša jest politykiem nie tylko doświadczonym, lecz również przenikliwym, momentami antysystemowym. Retoryka Słoweńskiej Partii Demokratycznej przez lata opierała się na krytyce najpierw jawnych postkomunistów, a następnie szeroko pojętej lewicy europejskiej i liberałów. Sam Janša pod koniec lat osiemdziesiątych został aresztowany z powodów politycznych, a następnie uwolniony po protestach opozycjonistów antykomunistycznych.
O ile SDS początkowo nie było partią stricte prawicową (a bardziej można by było wpisać ją w typowy dla państw postkomunistycznych „antysystemowy liberalizm” i porównać SDS do Fideszu z lat dziewięćdziesiątych), o tyle do tych poglądów też obóz musiał dojrzeć. W pierwszej kadencji Janšy politykę gospodarczą oddano w ręce Unii Europejskiej: rok po wejściu kraju do strefy euro w 2007 roku nastąpił globalny kryzys. Warunkiem udzielenia przez UE zgody na pomoc państwa dla firm i banków nieradzących sobie z sytuacją były cięcia. Janša ten cyrograf podpisał. Prywatyzowano, cięto, likwidowano świadczenia socjalne, reformowano system emerytalny, redukowano płace w państwówce. Zapłacili Słoweńcy, zapłacił ostatecznie i Janša, żegnając się ze stanowiskiem. Trudno powiedzieć, czy był to moment, w którym zaliczył woltę ideową, ale jeśli spojrzymy na Janšę z drugiej dekady XXI wieku, mamy przed oczami już zupełnie inną osobę.
Druga kadencja premiera jest krótka, ale zaraz po niej następuje jedno z najważniejszych wydarzeń dla współczesnej Słowenii: kryzys migracyjny, podczas którego Słoweńcy stają się zakładnikami geografii i unijnej polityki. Przez kraj przemierza ponad 360 tysięcy nielegalnych przybyszy z państw Bliskiego Wschodu i Afryki. Zwiększa się także liczba przestępstw. W chwili, w której Janša dochodzi do władzy w 2020 r., dalej kilkanaście tysięcy imigrantów rocznie (!) próbuje przekroczyć nielegalnie granicę słoweńską. Samo jego dojście do władzy zasługuje na uwagę: wykorzystuje wszak spory po stronie liberalno-lewicowej i wchodząc w koalicję z chadecją z Nowej Słowenii, centrystami z Partii Nowoczesnego Centrum (na wieść o koalicji z Janšą jej założyciel Miro Cerar opuścił swoje ugrupowanie) i partią emerytów.
Jak to nierzadko w tym regionie bywa, gdy wygrał populista, pierwszymi krytykami rządu, który jeszcze nawet nie został wówczas zaprzysiężony, były liberalne media, także te zagraniczne. Dało się usłyszeć i polskie echa o „drugim Orbánie”, „wydaniu walki Unii Europejskiej”, „ksenofobii” i „obrażaniu elit medialnych”. Chciałoby się powiedzieć: „Nihil novi sub liberalis sole”; podobne odgłosy dało się usłyszeć przy okazji wygranej Roberta Ficy, Viktora Orbána, Andreja Babiša, Prawa i Sprawiedliwości…
Liberalizm i antyliberalizm
Po Janšie przyszedł Robert Golob z liberalnego Ruchu Wolności; nowy premier wszedł w koalicję z lewicą z SD oraz ze skrajnie lewicową partią, Levicą popieraną przez marksistowskiego filozofa Slavoja Žižka, słynącą z krytyki zbrojeń, ekstremistycznych wystąpień działaczy, posługiwania się symboliką otwarcie komunistyczną, a nawet postulowania wyjścia z NATO. Jego rządy upłynęły pod znakiem nieudanej technokracji, skrajnego liberalizmu obyczajowego oraz atmosfery skandali medialnych związanych głównie z niejasnym wsparciem dla przychylnych liberałom mediów oraz wpływaniem partii na przekaz serwowany przez czwartą władzę.
Do tego dochodziła kwestia powiązań prywatnych przedsiębiorstw z ówcześnie rządzącą ekipą. W 2026 r. Janša powrócił do władzy w zasadzie szczęśliwym przypadkiem. Same w sobie wyniki wyborów były bardzo wyrównane, a kampania szalenie agresywna: rosła polaryzacja w społeczeństwie, obie strony obrażały przeciwników w sposób niedopuszczalny dla kulturalnej debaty publicznej, przy czym z oczywistych przyczyn liberałowie znajdowali się w znacznie wygodniejszej pozycji jako ulubieńcy mitycznego salonu. SDS miał za sobą z kolei słowa poparcia ze strony zagranicznych prawicowców, zwłaszcza jeszcze-sprawującego-urząd premiera Viktora Orbána i innych polityków silnie związanych z europejskim naśladownictwem (a może i odnogą?) ruchu MAGA. Sam w sobie Janša wszak bardzo pozytywnie odnosił się zarówno do byłego premiera Węgier, jak i do Donalda Trumpa (któremu nawet przedwcześnie gratulował zwycięstwa w 2020 roku, a następnie stał się pośmiewiskiem liberalnych mediów jako ten, który nie poczekał do oficjalnych wyników i się pomylił).
W przeciwieństwie jednak do Fideszu (i na dobrą sprawę wszystkich sił politycznych na Węgrzech) SDS z Janšą na czele wprost deklaruje poparcie dla walczącej Ukrainy i deklaruje je od samego początku pełnoskalowego konfliktu. Już w 2022 r. domagał się zaostrzenia kursu wobec Rosji, obwiniał również Niemcy za zbyt spolegliwą politykę wobec Federacji Rosyjskiej i brak dostatecznego wsparcia dla obrońców. Do tego doszedł aspekt militarny: SDS zamierza zwiększyć nakład na zbrojenia (nawet do 5%, krytykując liberalne 2–3% jako za małe i nieodpowiednie do naszych czasów), pojawiają się nawet głosy o obowiązkowej służbie wojskowej. Warto zaznaczyć, że sam Janez Janša miał doświadczenie na stanowisku ministra obrony narodowej w pierwszym niepodległym rządzie oraz podczas dziesięciodniowej wojny w 1991 roku.
Czyja będzie Słowenia?
Od upadku „austrowęgierskiej wiedźmy”, mówiąc starymi propagandowymi hasłami, minęło 108 lat. Od uzyskania niepodległości Słowenii prawie 35 lat, pod koniec czerwca minie rocznica. Nostalgie za tym czy innym narzuconym systemem nie definiują już Słowenii tak mocno, jak mogłoby się zdawać. Na miejsce nierozliczonych postkomunistów weszły rosnące koszty życia, kryzys migracyjny i stopniowa utrata suwerenności na rzecz UE, opiewana przez liberalne media. Czasy się zmieniły, a i słoweńscy politycy dopasowali się mniej więcej do nowych warunków i nowych problemów. Pewien powiew wspomnień może w nas wywoływać wpływ przeszłości na słoweńską rzeczywistość, jak choćby powiązanie kraju z Austrią czy też same w sobie cykliczne powroty do władzy tych samych twarzy. Słowenia będzie krajem, w którym podobnie jak w innych państwach regionu zobaczymy jasny konflikt między stroną liberalną a nieliberalną. Być może jest to pewnym znakiem naszych czasów.
Czyja więc będzie Słowenia? Jaka ona będzie? Przed nowym rządem stoją i stare, i nowe wyzwania: nierozwiązane sprawy z przeszłości, ciągłe ataki mediów, uzależnienie handlowe od sąsiada, zwaśnienie z liberalnymi elitami UE oraz sama w sobie polaryzacja społeczna, którą trudno jest zażegnać jako strona konfliktu. Czy da się cokolwiek z tych rzeczy rozwiązać w ciągu czterech lat (a patrząc na nierzadkie w słoweńskiej polityce skracanie kadencji, może i mniej)? Pozostawiam czytelnika z tym pytaniem, chociaż chciałabym doświadczyć pozytywnego zaskoczenia. Jeżeli jednak mamy powiedzieć, co jako Polacy możemy zauważyć na przykładzie Słowenii, to jest to właśnie narastający konflikt między stroną liberalną i nieliberalną, który podobnie jak nad Drawą staje się wyznacznikiem kształtu sceny politycznej w innych państwach regionu, choćby na Słowacji i w Czechach. Ta wojna pozycyjna, w którą angażują się coraz to nowe podmioty z organizacjami międzynarodowymi, mediami, NGO’sami i ideologicznymi „międzynarodówkami” na czele, będzie definiująca w następnych dekadach. I jest to bardzo niejednoznaczna wizja.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]
Komentarze
Słowenia uznała państwowość Palestyny
Nie tylko Polacy. Te narody także mówią głośne „nie” Zielonemu Ładowi

Andrzej Duda w Słowenii. Tematem rozmów Ukraina, Strefa Gazy, wydatki w NATO na obronność

Słowenia: W górach znaleziono ciało Polaka
Prezydent UEFA mówi „dość”. To koniec








