Szukaj
Konto

Słoweński kryzys demokracji jako test dla instytucji europejskich

02.04.2026 17:05
Lublana. Stare miasto
Źródło: Pixabay.com | Lublana, Słowenia
Komentarzy: 0
W samym sercu Europy wydarzyło się coś, czego nie sposób zignorować. W Republice Słowenii, jeszcze niedawno uznawanej za najbardziej udane państwo spośród krajów byłego bloku socjalistycznego, 22 marca odbyły się wybory parlamentarne. Słowenia jest przy tym państwem, które – jakkolwiek osobliwie to brzmi – w pewnych aspektach przypomina Chiny.

Słowenia jak Chiny

U władzy znajdowała się bowiem radykalna lewica, odwołująca się do postulatów ideologii komunistycznej. Bliskość tych środowisk stanowi w praktyce warunek dostępu do stanowisk w pobliżu władzy, zwłaszcza w kluczowych segmentach administracji publicznej, które wyznaczają rytm funkcjonowania państwa. Podobnie jak w Chinach, gospodarce pozostawiono względną swobodę, jednak została ona istotnie ograniczona przez wysokie obciążenia podatkowe wprowadzone przez rząd Roberta Goloba, obecnie sprawującego władzę.

W Słowenii – w odróżnieniu od państw Grupy Wyszehradzkiej – utrzymały się monopole odziedziczone po poprzednim systemie. Tak jak niegdyś partia komunistyczna kontrolowała wymiar sprawiedliwości, policję, media, sektor bankowy oraz największe przedsiębiorstwa państwowe, tak również dziś jej wpływy pozostają w tych obszarach dominujące. Ludzie, którzy przed upadkiem muru berlińskiego dzierżyli pełnię władzy, odzyskali ją – oni sami bądź kolejne pokolenia ich następców. Pierwszym, co się w tym kontekście nasuwa, jest następująca konstatacja: Słowenia nie funkcjonuje jako państwo prawa. Wskazywał na to wielokrotnie Europejski Trybunał Praw Człowieka, gdyż słoweński system sądowniczy należy do czołówki w Europie pod względem liczby wyroków uchylanych i kierowanych do ponownego rozpoznania. Czym jest wymiar sprawiedliwości, który strukturalnie i aksjologicznie pozostał niezmieniony od czasów komunizmu, dobrze ilustruje przypadek polski.

 

Słoweńskie skandale

Wydaje się jednak, że w Słowenii sytuacja jest jeszcze poważniejsza. Na arenie międzynarodowej szerokim echem odbił się skandal, gdy tuż przed wyborami parlamentarnymi w 2014 roku wymiar sprawiedliwości doprowadził do osadzenia w więzieniu lidera opozycji, Janeza Janšy. Zarzucono mu, że w nieznanym miejscu, w nieznanym czasie, od nieznanej osoby miał przyjąć obietnicę korzyści majątkowej w nieokreślonej wysokości. W czasie wyborów pozostawał więc w areszcie.

Ponadto w Słowenii trudno mówić o rzeczywistej wolności prasy. Media atakują opozycję, pozostając jednocześnie w dużej mierze bezkrytyczne wobec rządu. Wnioski takie formułowały liczne delegacje Parlamentu Europejskiego, które przebywały w kraju w ramach misji ustalania faktów. Znaczna część właścicieli mediów powiązana jest z władzą, która zapewnia im lukratywne kontrakty w sektorze robót publicznych – w budownictwie, gospodarce odpadami i innych dziedzinach. Telewizja publiczna pozostaje w całości pod wpływem środowisk wywodzących się z dawnego systemu komunistycznego – podobnie jak ma to miejsce w przypadku chińskiej telewizji państwowej czy serbskiej telewizji w czasach Slobodana Miloševicia. Trudno tam znaleźć materiał czy program, który nie byłby zgodny z linią polityczną radykalnej lewicy.

W ostatnim czasie w Brukseli wybuchł kolejny skandal związany z nierozliczoną przeszłością Słowenii. Marta Kos, słoweńska komisarz w Komisji Europejskiej, została ujawniona jako współpracowniczka komunistycznych służb specjalnych w czasach dawnego reżimu. Sprawa ta była przedmiotem debaty w Parlamencie Europejskim.

 

Skandal korupcyjny na szczytach władzy

To jednak jedynie zewnętrzny kontekst wydarzeń. Stanowi on dopiero wstęp do historii, która powinna zainteresować Europę i jej instytucje. Nieco ponad tydzień przed wyborami, 22 marca bieżącego roku, słoweński rząd oraz jego przewodniczący Robert Golob zostali dotknięci poważnym skandalem korupcyjnym. Na ujawnionych nagraniach czołowi członkowie jego ugrupowania omawiają rzekome mechanizmy korupcyjne dotyczące premiera oraz jego najbliższych współpracowników. Określenie „rzekome” jest tu użyte celowo, gdyż zarzuty te nie zostały dotąd rozstrzygnięte przez sąd. Nagrania zaczęły pojawiać się około 10 marca i stopniowo kreślą obraz głęboko zakorzenionego systemu korupcji na najwyższych szczeblach władzy. Taka sytuacja jest dla Unii Europejskiej i jej porządku prawnego nie do zaakceptowania i wymaga pilnej reakcji.

  • Na pierwszym nagraniu, którego autentyczność potwierdził ekspert w dziedzinie sztucznej inteligencji, dr Niko Gamulin z Uniwersytetu w Lublanie, sekretarz generalna partii premiera twierdzi, że minister infrastruktury Alenka Bratušek miała rzekomo przywłaszczyć około 2,5 miliona euro z projektu „Drugi Tor” – jednego z największych przedsięwzięć infrastrukturalnych w kraju, mającego na celu usprawnienie połączenia z portem w Koprze.
  • Na drugim nagraniu jedna z najbardziej znanych słoweńskich adwokatek, Nina Zidar Klemenčič, wyjaśnia, w jaki sposób budowa luksusowego hotelu InterContinental w Lublanie miała uzyskać niezbędne pozwolenia dzięki zapłacie dziesięcioprocentowej prowizji synowi urzędującego od dwudziestu lat prezydenta miasta. Podkreśla przy tym, jak „łatwa” jest współpraca z władzami miejskimi, o ile zapewni się wspomniany procent.
  • Trzecie nagranie przedstawia byłego bliskiego współpracownika premiera Roberta Goloba z czasów, gdy kierował on spółką energetyczną GEN-I. Współpracownik ten opisuje plany rzekomej prywatyzacji oraz przejęcia wielomiliardowego państwowego przedsiębiorstwa energetycznego na wypadek, gdyby Golob przegrał nadchodzące wybory i został zmuszony do oddania władzy opozycji.

 

Potężny Milan Kučan

Nagrania wskazują również, że kluczowe postaci życia publicznego pozostają podporządkowane byłemu prezydentowi Milanowi Kučanowi, przedstawianemu jako osoba pociągająca za sznurki w polityce, mediach i gospodarce Słowenii. Był on ostatnim sekretarzem Komitetu Centralnego Związku Komunistów Słowenii. Ponieważ struktura ta nigdy nie zerwała z monopolami komunistycznymi, Kučan do dziś pozostaje najpotężniejszą postacią słoweńskiego zaplecza politycznego, a tym samym – pośrednio – całego państwa.

Warto przy tym zastanowić się, jak w podobnej sytuacji zareagowano by w Stanach Zjednoczonych – kraju, w którym zasada państwa prawa nie jest pustym zapisem, lecz realnie funkcjonującą normą. Gdyby w przestrzeni publicznej pojawiło się nagranie, na którym uznana adwokat mówi: „Burmistrz jest człowiekiem otwartym. Obiecasz mu 10% i nie masz problemów” (jak w wypowiedzi Niny Zidar Klemenčič dotyczącej Zorana Jankovicia), zostałoby to uznane za bezpośredni dowód systemowego przekupstwa funkcjonariusza publicznego. FBI w ciągu 24–48 godzin wszczęłoby postępowanie w sprawie korupcji. Burmistrz zostałby niezwłocznie wezwany na przesłuchanie (bądź objęty nakazem stawiennictwa – subpoena). Przeanalizowano by jego działalność gospodarczą, umowy, rachunki bankowe, majątek oraz wszelkie otrzymane korzyści.

Adwokat zostałaby potraktowana jako świadek (lub współuczestnik) i objęta szczegółowym postępowaniem. Nawet gdyby nagranie pochodziło z „nieznanego źródła” (a nawet zostało uzyskane nielegalnie), stanowiłoby punkt wyjścia do dalszego gromadzenia dowodów – dokumentów finansowych, zeznań świadków czy korespondencji elektronicznej. Podobne działania podjęto by w każdym państwie Unii Europejskiej – z wyjątkiem Słowenii.

 

Dominacja postkomunistycznej lewicy

Robert Golob i jego rząd od dłuższego czasu są przedmiotem zarzutów dotyczących powiązań ze słoweńską elitą postkomunistyczną. Powszechnie wskazuje się, że elity polityczne, a zwłaszcza służby specjalne funkcjonujące jeszcze w czasach, gdy Słowenia była częścią komunistycznej Jugosławii, zachowały istotny wpływ również po uzyskaniu niepodległości w 1991 roku.

Zdaniem wielu zagranicznych obserwatorów dawna elita komunistyczna oraz wysocy funkcjonariusze służb specjalnych mieli przejąć kontrolę nad znaczną częścią systemu politycznego, wymiarem sprawiedliwości, sektorem bankowym i rynkiem medialnym, wykorzystując sieć powiązań oraz kapitał zgromadzony jeszcze w okresie komunizmu.

 

Sprawa Black Cube

Jednocześnie to właśnie środowiska posttransformacyjnej lewicy mają dominować we wszystkich strukturach państwa. W momencie, gdy w przestrzeni publicznej zaczęły pojawiać się informacje o rzekomej korupcji w rządzie Roberta Goloba, ciężar debaty został nagle przesunięty. Zamiast pytań o odpowiedzialność i ewentualne nieprawidłowości władzy, na pierwszy plan wysunięto narrację o zagranicznych operacjach i domniemanych związkach opozycji z izraelską firmą Black Cube.

Słoweńska agencja wywiadowcza została wykorzystana do przedstawienia opinii publicznej tezy o rzekomej współpracy tej firmy z opozycją – tezy, która nie została poparta żadnymi konkretnymi, weryfikowalnymi dowodami. Nie przedstawiono bowiem żadnych informacji potwierdzających, że Black Cube prowadził w Słowenii działania operacyjne na rzecz opozycji. Co więcej, firma ta nie angażuje się w działalność partii politycznych, a tym bardziej w kampanie wyborcze.

 

Nieprawidłowości wyborcze

Najbardziej niepokojące jest jednak to, że żadna z osób pojawiających się na nagraniach nie zaprzeczyła ich treści. Co więcej, burmistrz stolicy zapowiedział pozew przeciwko adwokat Ninie Zidar Klemenčič, co samo w sobie może być interpretowane jako uznanie autentyczności nagrań. Jeszcze bardziej zdumiewające jest to, że przez trzy tygodnie od ujawnienia materiałów organy ścigania nie podjęły żadnych widocznych działań. Policja nie przesłuchała żadnej z osób występujących w nagraniach, ani nawet się z nimi nie skontaktowała. Taka sytuacja stanowi absolutny wyjątek na tle Unii Europejskiej.

Na tydzień przed wyborami dominujące media – wraz z premierem Robertem Golobem – oskarżały opozycję o zdradę stanu, sugerując jej współpracę z izraelską firmą. Działania te miały oczywiście wpływ na przebieg kampanii wyborczej. Wybory z 22 marca przyniosły wynik nierozstrzygnięty. Opozycja uzyskała więcej mandatów niż dotychczasowa koalicja rządząca, lecz niewystarczająco, by samodzielnie utworzyć rząd. Sytuacja polityczna w kraju pozostaje patowa.

Jednak w trakcie wyborów ujawniono także poważne nieprawidłowości. Około 10% wyborców w Słowenii głosuje przedterminowo, najwięcej w stolicy – Lublanie. Już wcześniej pojawiały się zarzuty, że lokale do głosowania przedterminowego nie są odpowiednio zabezpieczone. W wyborach 2026 sytuacja uległa pogorszeniu – wszystkie takie punkty w stolicy połączono w jeden, co budzi poważne wątpliwości prawne. Dostęp do oddanych głosów sugeruje również wpis opublikowany przez Tinę Gaber-Golob, żonę premiera, która w dniu wyborów – w czasie obowiązywania ciszy wyborczej – napisała: „Nie wygląda to dobrze, pilnie was potrzebujemy, analiza głosowania przedterminowego pokazuje, że w centrach miast brakuje głosów”. Fakt, że dysponowała ona takimi informacjami, budzi poważne pytania o integralność procesu wyborczego. Ponadto w komisjach wyborczych zasiadało około 40 nieprawidłowo powołanych przedstawicieli, co stanowi naruszenie prawa oraz problem systemowy. W Argentynie mieszka największa słoweńska diaspora, licząca około 50 tysięcy osób – potomków emigrantów z 1945 roku. Ponad 20 tysięcy z nich nie otrzymało kart do głosowania, mimo że regularnie uczestniczą w wyborach.

Dodatkowo rejestry wyborców zawierają dane osób zmarłych. Podobne zarzuty formułowane są wobec wyborów w Serbii, gdzie podważana jest ich wiarygodność. System informatyczny Państwowej Komisji Wyborczej początkowo wskazywał przewagę opozycji, po czym uległ awarii. Po jego przywróceniu przewagę uzyskała koalicja rządząca. Opozycja podkreśla, że przyczyny awarii nie zostały wyjaśnione, co rodzi poważne wątpliwości. Domaga się ona przeprowadzenia niezależnego audytu z udziałem ekspertów, pełnej transparentności oraz publikacji wszystkich danych i metodologii analiz. Dla porównania: w Austrii wybory w 2016 roku unieważniono z powodu znacznie mniej poważnych uchybień proceduralnych. Pokazuje to standardy obowiązujące w państwach prawa. 

 

Problem całej Europy

Wydarzenia w Słowenii nie są więc wyłącznie sprawą wewnętrzną jednego państwa, lecz problemem o znaczeniu europejskim. Jeśli istnieją poważne wątpliwości dotyczące praworządności, integralności wyborów i wolności mediów, konieczna jest reakcja instytucji Unii Europejskiej.

Fundamentem Unii nie jest wyłącznie wspólny rynek, lecz wspólne wartości: demokracja, praworządność i przejrzystość władzy. Ich erozja w jednym państwie osłabia całą wspólnotę. Europa już dziś mierzy się z licznymi wyzwaniami – napięciami geopolitycznymi, konfliktami zbrojnymi i niepewnością energetyczną. W takich warunkach nie może pozwolić sobie na utratę zaufania do procesów demokratycznych.

Każde państwo członkowskie jest ogniwem wspólnego łańcucha. A jego siła zależy od najsłabszego elementu. Jeśli pojawiające się wątpliwości nie zostaną rzetelnie wyjaśnione, istnieje ryzyko, że Słowenia stanie się właśnie takim ogniwem – co przestaje być problemem wyłącznie krajowym, a staje się problemem całej Europy.

 

Boštjan Marko Turk
Profesor Uniwersytetu w Lublanie
Dziekan klasy I Europejskiej Akademii Nauk i Sztuk

Komentarzy: 0
Data publikacji: 02.04.2026 17:05
Źródło: Tysol.pl