[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: To nie fair
![[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: To nie fair](https://tysol.pl/storage/files/2026/2/28/09e69fc1-6685-4588-b980-24d526e3f4bf/161831450187ed412fd7556a0f35fce466d016d9a899229c066c8c4a174f9459468d2bf339.jpg?p=article_hero_mobile)
Ma to pewnie niejaki związek z biedą, w jakiej żyliśmy. Kiedy już miałem okazję się najeść, robiłem to bardzo skutecznie i na zapas. Moim ulubionym stanem był stan, w którym nie dałem rady ruszać się z przejedzenia.
Podobnie na studiach, na których żywiłem się głównie kefirem i chińskimi zupkami (tak, to były czasy, w których młodzi ludzie jakoś sobie radzili, a nie zostawali aktywistami, żeby żebrać), nosiłem zawsze kwiaty paniom kucharkom ze studenckiej stołówki, w zamian za co odkładały mi jakiegoś kurczaka, których i tak po każdym obiedzie sporo zostawało. Chodziłem też czasem na obiady do Pani Kazi, emerytowanej laborantki, która pracowała kiedyś z moją Mamą. Bardzo sympatyczna starsza Pani, kiedyś pokazywała mi, jako dziecku, preparaty pod mikroskopem, a potem dokarmiała jako studenta. Sama, jako że męża nigdy się nie dorobiła, utrzymywała, że potrzebuje niewiele, ot, stary telewizor "Wisła", który bardziej przypominał komodę, i rozmowy z synem nieżyjącej koleżanki.
Kiedyś Ciocia Scholcia, inna dobra kobieta, która dokarmiała żarłoka, po tym jak spędziłem u niej ze dwa tygodnie, nie zbijając bąków, pomagając przy gospodarstwie, ale jednak jedząc, jak to ja, sporo, powiedziała (a na pewno nie przyszło jej to łatwo): "Czaruś, dziecko, pomogłeś, co mogłeś, ale jedź już do domu, bo ja już pustą zamrażarkę mam".
Nigdy nikt mnie nie przejadł, choć, jak wiecie, rozmiarów jestem dość kompaktowych. Na Święta zawsze siadaliśmy z kuzynami do pierogowych zawodów "kto ile zje". Wszyscy byli zawsze więksi ode mnie i nikt nigdy nie zjadł ode mnie więcej.
Trochę od tamtych czasów minęło, możliwości już z całą pewnością nie te, starszy Syn już zjada więcej ode mnie, zwykła rzecz, rośnie chłopak, ja już co najwyżej wszerz. No ale zamiłowanie pozostało.
No i przychodzą Święta. Oczywiście mają wiele ważniejszych aspektów, ale gdzieś tam w którymś rzędzie jest to, że mogę sobie spokojnie usiąść i pofolgować, mając mniejsze wyrzuty sumienia, bo jeśli mam się spaść, to kiedy, jak nie w Święta? Potem pobiegam, poćwiczę i będzie git.
No, ale nie, wtedy zawsze pojawia się ona. Zgaga. Niech nie otwiera ust ten, kto nigdy prawdziwej nie miał. Pożar w trzewiach, nawet nie pieczenie, tylko jakiś taki osłabiający ból, tak że człowiek nie wie, czy to jeszcze zgaga, czy już zawał.
A tu pieczyste, żurki, kiełbasy, ciasta.
No powiedzcie sami, czy to jest fair?

[Felieton „TS”] Cezary Krysztopa: Urlop

Cezary Krysztopa: Donald Tusk zjadł koalicjantów

[Felieton „TS”] Cezary Krysztopa: Pajęcze miasteczko

[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Krysztopa się popłakał


