Co nam mówi dziś ks. Jerzy? "Budował Kościół z ludzkich sumień"

Pierwsza jest przywilejem, łaską uznania Bożego planu na świat, zgody na marszrutę drogą do Stwórcy. Bo to od Boga, jak podkreślał ksiądz Jerzy - wszystko się zaczyna i w Bogu wszystko się skończy. "I od nas samych tylko zależy, jak tę łaskę wykorzystamy. W codziennym życiu, domu, rodzinie, pracy, Ojczyźnie"…
Dar miłości
Przywilejem też jest dar miłości, którą otrzymaliśmy - w relacji do Boga jako Ojca, ale i do drugiego człowieka. Nie tylko z tego powodu, że wszyscy jesteśmy równi, ale że bez niej nie jest możliwe dążenie ku dobru, a bez tego sens życia chrześcijanina staje się farsą czy wręcz oszustwem. Bez miłości nastanie piekło, już tu - na ziemi. "Budujmy świat miłości, aby rozwiązać ten problem" - wzywał ksiądz Jerzy. "O nasze serca toczy się wielka bitwa, jest bowiem ktoś, kto chce nam ukraść życie".
Jeden z doświadczonych księży profesorów w rozmowie o dzisiejszych problemach z nauczaniem w Kościele skonkludował, że miast podawać wiarę subtelnie, jak najcenniejszą ambrozję z drogocennego kielicha, chce się ją wtłoczyć w gardło w zakorkowanej butelce.
Ksiądz Jerzy nie grzmiał, nie wznosił rąk w płomiennych uniesieniach, ale cierpliwie i spokojnie, czasem z zawstydzającą prostotą tłumaczył, jakby chciał formować tych, którzy pierwszy raz słyszeli o Chrystusie. Tłumaczył, kim jest Pan Bóg, że nie ocenia nas statystycznie za ilość i czas modlitwy, za wypełnienie tych czy owych formaliów, ale za gorliwość serca i motywy. Nawoływał do żywej relacji z Bogiem. W tamtym czasie - złamanych komuną tysięcy karier, zniewolonych milionów homo sovieticus - zdawało się szaleństwem oczekiwać reakcji na żoliborskiego kaznodzieję.
A on cierpliwie budował Kościół, nie z cegieł, a z ludzkich sumień, które wypalał w ogniu Ewangelii. Po wielokroć prosił, by Bogu zaufać. Że on jest z nami na tej łodzi, którą płyniemy, nawet jeśli jest niebezpiecznie, nawet jeśli nam się wydaje, że toniemy.
I systematycznie wymagał, stawiał zadania, aby nie stać w miejscu. Nie żyć dla siebie, nie budować pieleszy dających fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Tłumaczył, że wtedy traci się z oczu innych z ich problemami. Traci się poczucie więzi społecznych, by w końcu odnaleźć się samotnie w ślepym zaułku, z gorzką refleksją popełnionego błędu.
Bóg nie patrzy na nas z perspektywy grzechu. Zawsze przez pryzmat miłości, co wynikało z homilii Jerzego Popiełuszki. Po informacjach, że w gronie mu najbliższych są konfidenci, zabronił dociekać, które osoby nimi były. "Bo się inaczej pozabijamy, zniszczymy wszystko, co tli się do dobra, do działania" - przypominał wtedy, że to Bóg buduje relacje, jednoczy. Szatan nic nie buduje, za to wszystko niszczy - w człowieku, na zewnątrz, wśród najbliższych, w społeczeństwie.
Zadanie miłości
Zadaniem wiary jest to, jak się z nim mierzyć. Jak zaakceptować, że to Bóg stworzył świat, poukładał go po swojemu i nam wyznaczył w nim rolę. On - reżyser, my - aktorzy, wykonawcy Jego woli. Zamiana miejscami, choćby nieudolne jej próby, zawsze prowadzą do katastrofy - najpierw człowieka, później społeczności i państwa, których jest się częścią.
Ksiądz Jerzy nieustannie tłumaczył, jak rozumieć zadanie miłości. Prosił, aby "szukać zawsze czegoś najlepszego w najgorszym człowieku". I namawiał do przełamywania największego dziś przekleństwa człowieka: że nam się po prostu nic nie chce.
A przecież powinniśmy pamiętać, że "w niebie jest przygotowane specjalne miejsce dla każdego z nas. Nikt nam go nie zajmie, najwyżej zostanie puste".
Zobacz poprzednie teksty z tego cyklu:
Co nam mówi dziś ks. Jerzy? "Jego słowa były proste, jasne, odwołujące się do sedna człowieczeństwa"
Co nam mówi dziś ks. Jerzy? "Ze skromnego wikarego stał się sumieniem i protestem narodu"
"Misjonarz odradzającego się Kościoła". Solidarność upamiętniła śp. Biskupa Jana Niemca

„Bóg mnie ocalił”. Słynny piłkarz i legenda FC Barcelony został kaznodzieją

Sztuczna inteligencja do kultu religijnego zastąpi ludziom Boga? Niebezpieczna moda podbija świat


