[Tylko u nas] The Bullseyes dla Tysol.pl: "Nasza twórczość jest dla każdego"
![[Tylko u nas] The Bullseyes dla Tysol.pl: "Nasza twórczość jest dla każdego"](https://tysol.pl/storage/files/2026/3/1/08b2c608-fbc2-4c20-99f6-136890c01359/34925.jpg?p=article_hero_mobile)
Mierzymy w Europę i w inne kontynenty. Na początku pisaliśmy utwory w języku polskim. Wydawało nam się, że brakuje takich utworów, jakie my komponujemy, na polskim rynku muzycznym. Teraz myślimy inaczej – mówi zespół The Bullseyes w rozmowie z Bartoszem Boruciakiem.
- Gracie muzykę dla każdego?
- Obecnie nasza twórczość jest każdego, jakbyś zapytał się nas o to kilkanaście lat temu, to powiedziałbym, że nie.
- Dlaczego?
- Składy z USA, które grają podobną muzykę do naszej, nie schodzą z list sprzedaży.
- Widzicie dla siebie niszę na polskim rynku czy mierzycie w Europę i inne kontynenty?
- Mierzymy w Europę i w inne kontynenty. Na początku pisaliśmy utwory w języku polskim. Wydawało nam się, że brakuje takich utworów, jakie my komponujemy, na polskim rynku muzycznym. Teraz myślimy inaczej.
- Wszystko się u was zgadza, ale dlaczego obecnie nie piszecie utworów w języku polskim? Jakbyście dostali intratną propozycję, to zmienilibyście zdanie?
- Ciężej jest zrobić piosenkę, żeby język polski brzmiał tak dobrze, jak tego chcemy. Jest to wykonalne, ale istnieje cienka granica między fajnym tekstem a grafomanią. Wychowaliśmy się słuchając zachodniej muzyki, stąd też chcemy tworzyć coś, czego sami słuchaliśmy lub chcielibyśmy słuchać. Ponadto moja dziewczyna pochodzi z Indonezji i chciałbym, żeby ona rozumiała nasze piosenki. To utwierdziło nas w przekonaniu, że warto pisać bardziej "uniwersalnie".
- Jakiej muzyki słuchają w Indonezji.
- W większości takiej, jakiej słucha zachodni świat. Indonezja jest bardzo europejska. Mają swoje gatunki, które są unikatem jak u nas disco polo, natomiast młodzież słucha hitów z billboardu. Indonezyjczycy mają też zdecydowanie więcej wtrąceń z języka angielskiego niż my.

Fot. Nina Twardowska
- Jaka jest kondycja współczesnego rocka?
- To się nieustannie zmienia. Teraz robi się utwory trwające niecałe 3 minuty, które zawierają wszystko. Solówki gitarowe, nośny refren, chórki. Wszystko to, co jarało ludzi w rocku w latach 70 wciąż tu jest, ale gęściej upakowane.
- Chcecie się pchać na billboardy?
- Dążymy do tego, żeby w tej formie jaka jest nasza twórczość obecnie, znaleźć się na billboardach. Nasi idole już tam są.
- Po co wam projekt "My name is new"?
- Chcemy sprawdzić, co nam to może dać. Poszerzyć horyzonty.
- Nie ubolewacie nad tym, że fanki nie piszczą i nie tną sobie żył na dźwięk waszych akordów, tylko skupiają się na Instagramie?
- No cóż… takie mamy czasy (śmiech). Trzeba łączyć tradycję z nowoczesnością.
- Jak to wyszło, że z połączenia waszych zamiłowań muzycznych, czyli metalu progresywnego i muzyki elektronicznej wyszło The Bullseyes?
- Ważny był warsztat, który rozwijaliśmy grając inną muzykę niż w The Bullseyes. Chcieliśmy wychodzić poza muzyczne schematy. Oboje mieliśmy skłonności do perfekcjonizmu, a The Bullseyes zaczęło się od tego, by tego dążenia do perfekcji się wyzbyć na rzecz czegoś bardziej nieokiełznanego.
- Jesteście z Leszna, z Wielkopolski. Wasze pochodzenie predestynuje was do ciężkiej pracy. Znam wiele osób z Wielkopolski i charakteryzuje ich pracowitość…
- Lubimy doszukiwać się takich uzasadnień. Jeżeli zauważasz, coś takiego u nas, to jest nam bardzo miło.

Fot. Nina Twardowska
- Weezer i Queens of The Stone Age są dla was inspiracją, w kwestiach wizualnych? Wasze klipy, co może zabrzmi głupio, nie podobają mi się i podobają. O to wam chodziło?
- Zgadza się. Chcemy się wyróżnić warstwą wizualną. Na co dzień zajmujemy się obrazem. Co do inspiracji zespołami, które wymieniłeś - wychodzi nam to niecelowo. Na pewno nie chcemy zanudzać wizualnie. Dla przykładu, do teledysku "Yet There’s You" zainspirowały nas śląskie szlagiery, które lecą w śląskiej telewizji. Do "Can’t Believera" zainspirowała nas okładka dokumentu o Gerorge’u Harrisonie.
- Przez takie działania chcecie, żeby wasza muzyka stała się internetowym viralem?
- Uważamy, że jest to dobra droga. Warto z niej skorzystać (śmiech).
Rozmawiał: Bartosz Boruciak
- Obecnie nasza twórczość jest każdego, jakbyś zapytał się nas o to kilkanaście lat temu, to powiedziałbym, że nie.
- Dlaczego?
- Składy z USA, które grają podobną muzykę do naszej, nie schodzą z list sprzedaży.
- Widzicie dla siebie niszę na polskim rynku czy mierzycie w Europę i inne kontynenty?
- Mierzymy w Europę i w inne kontynenty. Na początku pisaliśmy utwory w języku polskim. Wydawało nam się, że brakuje takich utworów, jakie my komponujemy, na polskim rynku muzycznym. Teraz myślimy inaczej.
- Wszystko się u was zgadza, ale dlaczego obecnie nie piszecie utworów w języku polskim? Jakbyście dostali intratną propozycję, to zmienilibyście zdanie?
- Ciężej jest zrobić piosenkę, żeby język polski brzmiał tak dobrze, jak tego chcemy. Jest to wykonalne, ale istnieje cienka granica między fajnym tekstem a grafomanią. Wychowaliśmy się słuchając zachodniej muzyki, stąd też chcemy tworzyć coś, czego sami słuchaliśmy lub chcielibyśmy słuchać. Ponadto moja dziewczyna pochodzi z Indonezji i chciałbym, żeby ona rozumiała nasze piosenki. To utwierdziło nas w przekonaniu, że warto pisać bardziej "uniwersalnie".
- Jakiej muzyki słuchają w Indonezji.
- W większości takiej, jakiej słucha zachodni świat. Indonezja jest bardzo europejska. Mają swoje gatunki, które są unikatem jak u nas disco polo, natomiast młodzież słucha hitów z billboardu. Indonezyjczycy mają też zdecydowanie więcej wtrąceń z języka angielskiego niż my.

Fot. Nina Twardowska
- Jaka jest kondycja współczesnego rocka?
- To się nieustannie zmienia. Teraz robi się utwory trwające niecałe 3 minuty, które zawierają wszystko. Solówki gitarowe, nośny refren, chórki. Wszystko to, co jarało ludzi w rocku w latach 70 wciąż tu jest, ale gęściej upakowane.
- Chcecie się pchać na billboardy?
- Dążymy do tego, żeby w tej formie jaka jest nasza twórczość obecnie, znaleźć się na billboardach. Nasi idole już tam są.
- Po co wam projekt "My name is new"?
- Chcemy sprawdzić, co nam to może dać. Poszerzyć horyzonty.
- Nie ubolewacie nad tym, że fanki nie piszczą i nie tną sobie żył na dźwięk waszych akordów, tylko skupiają się na Instagramie?
- No cóż… takie mamy czasy (śmiech). Trzeba łączyć tradycję z nowoczesnością.
- Jak to wyszło, że z połączenia waszych zamiłowań muzycznych, czyli metalu progresywnego i muzyki elektronicznej wyszło The Bullseyes?
- Ważny był warsztat, który rozwijaliśmy grając inną muzykę niż w The Bullseyes. Chcieliśmy wychodzić poza muzyczne schematy. Oboje mieliśmy skłonności do perfekcjonizmu, a The Bullseyes zaczęło się od tego, by tego dążenia do perfekcji się wyzbyć na rzecz czegoś bardziej nieokiełznanego.
- Jesteście z Leszna, z Wielkopolski. Wasze pochodzenie predestynuje was do ciężkiej pracy. Znam wiele osób z Wielkopolski i charakteryzuje ich pracowitość…
- Lubimy doszukiwać się takich uzasadnień. Jeżeli zauważasz, coś takiego u nas, to jest nam bardzo miło.

Fot. Nina Twardowska
- Weezer i Queens of The Stone Age są dla was inspiracją, w kwestiach wizualnych? Wasze klipy, co może zabrzmi głupio, nie podobają mi się i podobają. O to wam chodziło?
- Zgadza się. Chcemy się wyróżnić warstwą wizualną. Na co dzień zajmujemy się obrazem. Co do inspiracji zespołami, które wymieniłeś - wychodzi nam to niecelowo. Na pewno nie chcemy zanudzać wizualnie. Dla przykładu, do teledysku "Yet There’s You" zainspirowały nas śląskie szlagiery, które lecą w śląskiej telewizji. Do "Can’t Believera" zainspirowała nas okładka dokumentu o Gerorge’u Harrisonie.
- Przez takie działania chcecie, żeby wasza muzyka stała się internetowym viralem?
- Uważamy, że jest to dobra droga. Warto z niej skorzystać (śmiech).
Rozmawiał: Bartosz Boruciak

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Data publikacji: 22.07.2019 23:50
Komentarze
Wielkie święto w centrum Katowic. Znamy gwiazdy
28.07.2026 14:23
Polsat ogłosił kolejną gwiazdę jesiennej edycji „Twoja Twarz Brzmi Znajomo”
18.07.2026 20:40
„Spoczywaj w pokoju". Żałoba w zespole Big Cyc
15.07.2026 21:09

Komentarzy: 0
Zespół Big Cyc poinformował o śmierci swojej wieloletniej menedżerki koncertowej Katarzyny Kołodziejczyk. Smutna wiadomość została opublikowana w mediach społecznościowych i poruszyła zarówno fanów, jak i osoby związane z grupą.
Czytaj więcej
Legendarny zespół zagra koncert w Polsce? Padła ważna deklaracja
14.07.2026 15:04

Komentarzy: 0
Fani The Rolling Stones w Polsce mogą mieć powody do zadowolenia. Mick Jagger w najnowszym wywiadzie odniósł się do możliwości kolejnego koncertu zespołu nad Wisłą i zasugerował, że legendarna grupa jeszcze może pojawić się przed polską publicznością.
Czytaj więcej
Sanah ogłosiła radosną nowinę
10.07.2026 18:05


