Wybory w Armenii już w niedzielę. Kreml może utracić wpływy

- 7 czerwca Armenia wybierze nowy parlament, który zdecyduje o dalszym kierunku polityki kraju.
- Rosja próbuje utrzymać wpływy w Erywaniu, wykorzystując presję gospodarczą i działania informacyjne.
- Według sondaży partia premiera Nikola Paszyniana pozostaje faworytem mimo spadku poparcia.
W najbliższą niedzielę 7 czerwca w Armenii odbędą się wybory parlamentarne, które zdecydują, czy ten południowokaukaski kraj utrzyma kierunek na zbliżenie z Zachodem czy wróci do strefy wpływów Rosji. Dla Kremla to teraz najważniejsza batalia geopolityczna – Moskwa rzuciła do boju wszystkie aktywa, od służb specjalnych i wymyślenia „nowego” projektu opozycyjnego, po groźby o charakterze ekonomicznym.
Spadające sondaże Paszyniana
Najnowsze sondaże wskazują, że poparcie społeczne dla premiera Nikola Paszyniana spadło w porównaniu do poziomu, jakim cieszył się tuż po aksamitnej rewolucji w 2018 roku. Niezadowolenie społeczne wiąże się z kilkoma nierozwiązanymi kwestiami politycznymi. Proponowane porozumienie pokojowe z Azerbejdżanem, wynegocjowane w sierpniu ubiegłego roku w Waszyngtonie, nadal budzi głębokie podziały, a najnowsze sondaż pokazują, że opinia publiczna jest niemal równo podzielona: 44 procent jest za, a 41 procent przeciw. Jednocześnie Rosja zintensyfikowała swoje wysiłki na rzecz kształtowania środowiska politycznego i informacyjnego Armenii, stosując metody podobne do tych obserwowanych wcześniej w Mołdawii i Gruzji.
Ale i tak należy docenić, że wciąż jego partia rządząca Umowa Społeczna pozostaje zdecydowanym liderem z poparciem nieco ponad 30 proc., mimo przegranej wojny z Azerbejdżanem i utraty Górskiego Karabachu, tudzież trudnych reform. Opozycja jest podzielona i wiele wskazuje na to, że mimo topniejącego poparcia Paszynian utrzyma się u władzy. Większość partii opozycyjnych ledwo balansuje w okolicach progu wyborczego 5 proc. Tymczasem system wyborczy wyraźnie faworyzuje zdecydowanego lidera walczącego z rozdrobnioną opozycją. Zgodnie z obecnymi zasadami wyborczymi Umowa Społeczna może przekształcić stosunkowo niewielki udział w głosach w dominującą pozycję parlamentarną, jeśli jej konkurenci pozostają podzieleni.
Wrogowie mniej popularni
Po drugie, nawet jeśli Paszynian traci na popularności, to i tak jego starzy wrogowie – byli prezydenci Robert Koczarjan i Serż Sarkisjan – są jeszcze mniej popularni. Pamięć o rządach tzw. klanu karabaskiego przed 2018 rokiem wciąż jest żywa wśród Ormian. Dane z sondaży sugerują, że około 60 procent Ormian nie ufa ani rządowi, ani opozycji. Jednak wśród tych, którzy wyrażają swoje preferencje, Paszynian nadal znacznie wyprzedza swoich rywali.
Dlatego Rosja postanowiła uciec się do strategii, która przyniosła jej sukces w Gruzji w 2012 roku. Wtedy, po latach nieudanych prób obalenia prozachodniego Micheila Saakaszwilego za pomocą radykałów i tradycyjnych sił prorosyjskich, Kreml użył politycznego fortelu. Związany z Rosją miliarder, najbogatszy Gruzin Bidzina Iwaniszwili wystartował z nową koalicją Gruzińskie Marzenie, do której ściągnął wielu byłych współpracowników Saakaszwilego, którzy się z nim skłócili. W ten sposób Gruzini wybierali między zużytym władzą prozachodnim obozem prezydenckim (partia Zjednoczony Ruch Narodowy) a formalnie też prozachodnią koalicją Gruzińskie Marzenie. To zadziałało. Oczywiście w następnych latach Iwaniszwili sukcesywnie pozbywał się prozachodnich polityków, a potem nawet tych niewystarczająco sprzyjających Rosji i bezwzględnych – w efekcie dziś rządzi Gruzją ekipa skłócona z Zachodem i faktycznie prowadząca politykę promoskiewską.
"Ormiański Iwaniszwili"
Takim „ormiańskim Iwaniszwilim” ma być teraz Samvel Karapetjan, rosyjsko-armeński miliarder i właściciel sieci energetycznych Armenii. Nie jest ściśle powiązany z elitą sprzed 2018 roku, a jego profil różni się w istotny sposób od profilu uznanych postaci opozycji. W 2025 roku uruchomił nową siłę na opozycji pod nazwą Silna Armenia – to projekt specjalny rosyjskiej FSB. Jednak i na niego Paszynian – gracz polityczny bez porównania bardziej wytrawny niż Saakaszwili – znalazł sposób. Po pierwsze, konstytucja zabrania osobom posiadającym więcej niż tylko armeńskie obywatelstwo, ubiegać się o miejsce w parlamencie (Karapetjan ma też paszporty Rosji i Cypru). Po drugie, zdominowany przez obóz Paszyniana parlament zmienił kodeks wyborczy w sposób, który utrudnił Silnej Armenii prowadzenie kampanii.
Jednak rosyjskie służby uruchomiły potężną kampanię dezinformacyjną – pytanie, czy będzie skuteczniejsza niż ta w Mołdawii rok temu? Dużo większym problemem dla Paszyniana jest możliwość wywierania presji gospodarczej na Armenię przez Moskwę. Rosja pozostaje dużym partnerem handlowym Erywania i dostarcza gaz po niskich cenach. Teraz straszy Ormian wprowadzeniem „rynkowych stawek”, jeśli wygra Paszynian i nakłada embargo na kolejne produkty eksportowane na rosyjski rynek przez Armenię – w tym słynne koniaki. Putin poszedł nawet krok dalej: zdominowana przez Rosję Euroazjatycka Wspólnota Gospodarcza (EaWG) grozi Armenii sankcjami i wykluczeniem, jeśli ta nadal będzie utrzymywać kurs na UE (podobnie wszak było z Ukrainą 2013-2014).
Determinacji Kremla trudno się dziwić. Armenia zajmuje strategicznie wrażliwą pozycję na Kaukazie Południowym i tradycyjnie stanowiła przyczółek Rosji w regionie. Zwycięstwo Paszyniana prawdopodobnie umocniłoby stopniową integrację Armenii z instytucjami zachodnimi, w tym zacieśnienie więzi z UE i USA, a także dalsze zaangażowanie w proces pokojowy z Azerbejdżanem i normalizację stosunków z Turcją. Zwycięstwo opozycji mogłoby, przynajmniej w perspektywie krótkoterminowej, zmienić ten kierunek. Jeśli Paszynian utrzyma władzę, będzie to kolejna ważna i prestiżowa klęska Putina. Dowód na to, że metody dotąd stosowane w świecie postsowieckim nie zdają egzaminu – przecież podobnie było z Mołdawią, gdzie Moskwie mimo zaangażowania ogromnych środków nie udało się obalić prozachodnich rządów. Wiele więc wskazuje na to, że Armenia będzie kolejnym dowodem na to, że angażując się w wojnę z Ukrainą Rosja nie ma wystarczających zasobów, by jednocześnie utrzymać wpływy w innych zakątkach byłego Sojuza, nie wspominając o ekspansji.
Dlaczego wybory w Armenii są ważne dla Rosji?
- Armenia od dekad była jednym z najbliższych sojuszników Moskwy na Kaukazie Południowym. Na jej terytorium znajduje się rosyjska baza wojskowa, a kraj pozostaje członkiem kierowanej przez Rosję Organizacji Układu o Bezpieczeństwie Zbiorowym (ODKB) oraz Euroazjatyckiej Unii Gospodarczej. Dla Kremla utrzymanie wpływów w Erywaniu ma znaczenie nie tylko polityczne, ale również strategiczne.
- W ostatnich latach relacje między Armenią a Rosją wyraźnie się jednak pogorszyły. Po utracie Górskiego Karabachu wielu Ormian oskarżyło Moskwę o brak realnego wsparcia w kluczowym momencie konfliktu z Azerbejdżanem. Rząd premiera Nikola Paszyniana zaczął jednocześnie rozwijać współpracę z Unią Europejską i Stanami Zjednoczonymi.
- Dla Rosji ewentualne zwycięstwo sił opowiadających się za dalszym zbliżeniem z Zachodem mogłoby oznaczać utratę kolejnego ważnego przyczółka w przestrzeni postsowieckiej. Byłby to także sygnał dla innych państw regionu, że wpływy Kremla słabną mimo prowadzonych działań politycznych, gospodarczych i informacyjnych.
- Z kolei sukces ugrupowań opowiadających się za odbudową bliskich relacji z Moskwą mógłby zahamować proces integracji Armenii z Zachodem i umocnić rosyjską pozycję na Kaukazie Południowym. Właśnie dlatego wynik głosowania w Erywaniu jest uważany za jedno z najważniejszych wydarzeń geopolitycznych w regionie w 2026 roku.
Komentarze
Karabach Górski przestaje istnieć - trwa masowa ucieczka miejscowych chrześcijan

Desperacka ucieczka Ormian. Sytuacja jest przerażająca trwa ludobójstwo
Azerbejdżan zaatakował pozycje ormiańskie w Górskim Karabachu
"Rozejm" Putina i Prigożyna wisi na włosku?


