Tȟašúŋke Witkó: Służba w wojsku musi stać się modna

- Europejskie armie mają problem z rekrutacją nowych żołnierzy, co zmusza rządy do szukania nowych rozwiązań i zmian w przepisach.
- Przykład Niemiec pokazuje, że same regulacje nie wystarczą – bez realnych sankcji i jasnych zasad trudno je skutecznie egzekwować.
- Kluczowym wyzwaniem jest zmiana podejścia społecznego: służba wojskowa musi być bardziej atrakcyjna poprzez konkretne korzyści i budowanie jej pozytywnego wizerunku.
Wszechobecna dezynwoltura, nieuctwo, bezczelność i buta chrakteryzujące włodarzy Starego Kontynentu są wręcz powalające, a do zbioru źródeł zmuszających ludzi, by wybierali wciąż te same persony należą: brak alternatywy i „rzeźnicy” umysłów – jedynie dla zmylenia odbiorcy – zwani dziennikarzami lub publicystami. Jaki jest tego efekt? Taki, że w czasie nasilenia konfliktów zbrojnych nikt nie potrafi przygotować swojego państwa do odparcia ewentualnego aktu agresji. I to jest przerażające.
Papier wszystko przyjmie
Państwo, jako wyrobieni obserwatorzy sceny politycznej, doskonale wiecie, że 1 stycznia 2026 roku nasi zachodni sąsiedzi wdrożyli w życie nową ustawę o modernizacji służby wojskowej. Jednym z głównych punktów owej regulacji jest obowiązkowa rekrutacja młodych Niemców, urodzonych w roku 2008 i latach późniejszych. Cierpiąca na chroniczny brak personelu Bundeswehra w ten sposób miała zwiększyć swoją liczebność.
I teraz najlepsze – każdy Teuton będący w przedziale wiekowym od 17 do 45 lat, zgodnie z zapisami aktu prawnego, ma obowiązek zgłaszania do terenowego organu administracji wojskowej swojego wyjazdu poza Niemcy na czas dłuższy, niż trzy miesiące i tam też winien uzyskać zgodę na opuszczenie kraju. W świetle toczącej się wojny rosyjsko-ukraińskiej oraz trwającego starcia w Zatoce Perskiej takowe rozwiązanie wydaje się jak najbardziej słuszne i logiczne – armia musi wiedzieć, gdzie przebywają jej potencjalni żołnierze i kandydaci do wcielenia, choćby po to, by w jak najkrótszym czasie móc ich powołać do szyku i wysłać na front. Niestety, okazało się, że papier może przyjąć wszystko, ale życie realne szybko weryfikuje takie pomysły.
Stalowa obręcz sondaży
Na początku kwietnia 2026 roku, gdy któryś z dociekliwszych niemieckich dziennikarzy zapytał samego rzecznika Bundeswehry o ów obowiązek zgody na wyjazd, indagowany odpowiedział tak mętnie i ogólnikowo, że natychmiast powstało wrzenie społeczne od Renu aż po Odrę. Przedstawiciel wojska stwierdził, że teoretycznie trzeba zgłaszać każdą dłuższą eskapadę, ale jeśli ktoś tego nie zrobi, to nie stanie się żadna tragedia, bowiem nie ma za takie uchybienie żadnej sankcji. Reakcja żołnierza – najgorsza z możliwych, bowiem pozostawająca nieskończoną możliwość jej interpretacji, a do tego mogących spowodować spadek popularności koalicji rządzącej – zaniepokoiła resort obrony i wtedy do akcji wkroczył sam jego szef! Boris Pistorius, działacz Socjaldemokratycznej Partii Niemiec, oficjalnie powiedział, że nakaże wydanie rozporządzenia klarownie znoszącego przymus meldowania wojsku o wyjeździe poza Niemcy.
Tym sposobem stalowa obręcz sondaży, ściskająca głowy wszystkich polityków świata, okazała się mocniejsza, niż racjonalny obwiązek wzmocnienia siły państwa. No i jak wierzyć, że politycy podejmują decyzje racjonalne, skoro wykładają się na tak banalnych sprawach? Gdzie dziś mentalnie znajduje się Europa? Obawiam się, że w ciemnej uliczce, z której trudno będzie jej uciec.
Powyżej opisany przypadek tyczy każdej demokracji. Życie „na baczność” nie jest marzeniem młodych ludzi, dlatego w krajach demokratycznych armia zawsze boryka się z lukami kadrowymi. Jak temu zaradzić? To bardzo proste – musi być system benefitów za czas spędzony w koszarach. Każdy z parlamentarzystów, samorządców, urzędników i pracowników spółek skarbu państwa winien mieć za sobą przygodę z wojskiem. Dla reszty niech to będą ulgi podatkowe lub w ubezpieczeniach społecznych, a to wszystko okraszone sosem popkultury – coś w stylu: „ten, kto nie służył, ten jest ciamajdą”. Wszystko da się zrobić, tylko trzeba przestać zajmować się bzdurami i skupić się na kraju. Może kiedyś doczekam takiej chwili.
Howgh!
Tȟašúŋke Witkó, 17 kwietnia 2026 r.
[Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus]
Niemiecka armia w Polsce? Kanclerz Merz: "Jest gotowa"

Polska nie musi zadłużać się na zbrojenia. Istnieje inny sposób
Niemieckie media twierdzą, że Bundeswehra ma nadzorować zawieszenie broni na Ukrainie z terytorium Polski
Prof. Romuald Szeremietiew: Państwa UE nie są w stanie dać Ukrainie realnych gwarancji bezpieczeństwa
Obowiązkowa kwalifikacja wojskowa w 2026 roku. Wezwania już w styczniu



