Szukaj
Konto

Tȟašúŋke Witkó: Straszymy i nic nie robimy!

Tȟašúŋke Witkó: Straszymy i nic nie robimy!
Od sobotniego popołudnia, 26 czerwca 2010 roku, do poniedziałkowych godzin wieczornych, 28 czerwca roku 2010, około 44 tysiące żołnierzy otrzymało list premiera Donalda Tuska, w którym dementował on powszechne podówczas pogłoski i spekulacje, dotyczące rychłych zmian w całym systemie zaopatrzenia emerytalnego służb mundurowych.
Co musisz wiedzieć:
  • Autor przypomina list Donalda Tuska do żołnierzy z czerwca 2010 roku, dotyczący planowanych zmian w systemie emerytalnym służb mundurowych. Zestawia ówczesne tempo działania administracji z obecną sytuacją bezpieczeństwa Polski.

  • Tȟašúŋke Witkó krytykuje sposób, w jaki premier Donald Tusk mówi o zagrożeniu ze strony Rosji. Zdaniem autora ostrzeżeniom przed wojną nie towarzyszą wystarczająco zdecydowane działania przygotowujące państwo do ewentualnego konfliktu.

  • Michał Dworczyk zaproponował obowiązkowe szkolenia wojskowe dla parlamentarzystów. Autor uważa, że inicjatywa może stać się sprawdzianem stosunku polityków do bezpieczeństwa państwa i ich osobistego zaangażowania w przygotowania obronne.

 

Wstęp zbyt długi, ale niezbędny

Finalnie, armia otrzymała 100 tysięcy egzemplarzy owego dokumentu, a pozostałe formacje – te podległe ministrowi spraw wewnętrznych i szefowi resortu sprawiedliwości – kolejne 150 tysięcy zadrukowanych kartek papieru. 
Jeśli umiejscowić wydanie tych 44 tysięcy listów na dwudobowej osi czasu oraz nałożyć na tę błyskawiczną czynność współczynnik weekendu, wówczas naprawdę można rozdziawić gębę z zachwytu nad szybkością działania aparatu państwowego. Przypomnijmy, że tamte tygodnie były okresem wytężonej pracy całego społeczeństwa, skupionego na usuwaniu skutków powodzi, której kolejne fale nawiedziły Polskę w drugiej połowie maja oraz na początku czerwca 2010 roku, co winno czynić ów podziw jeszcze większym, nieprawdaż?

Jeśli wspomniałem o powodzi, to nie mogę nie napomknąć o I turze przedwczesnych wyborów prezydenckich, które – wymuszone przez katastrofę smoleńską – odbyły się 20 czerwca 2010 roku. Ponieważ inicjalna tura nie przyniosła finalnego rozstrzygnięcia, a na placu boju został pupil obozu rządowego, Bronisław Komorowski, mający za przeciwnika Jarosława Kaczyńskiego, więc premier Tusk, przed dogrywką elekcyjną zaplanowaną na 4 lipca roku 2010 roku, musiał jakimś cudem uspokoić wzburzony elektorat mundurowy, wśród którego krążyły potężne plotki o bardzo niekorzystnej dla żołnierzy i funkcjonariuszy zmianie ustawy emerytalnej.

Co prawda, ówczesna rzecznik sztabu wyborczego kandydata liberałów, Małgorzata Kidawa-Błońska, składała solenne zapewnienia, że list premiera pod żadnym pozorem nie może być traktowany jako element kampanii wyborczej Komorowskiego przed II turą, to jednak niewielu dało temu wiarę. Nie uwierzono także w treści zawarte w liście, bowiem był on sformułowały bardzo mgliście, dając rządowi wiele furtek obejścia złożonych w nim zapewnień i, jak pokazały lata następne, słusznie, gdyż już 1 stycznia 2013 roku weszła nowa, o wiele mniej korzystna ustawa emerytalna i niesmaku nie rozwiewał fakt, że tyczyła ona nowo wstępujących w szeregi formacji zuniformizowanych.

 

Jeśli „wtedy” tak sprawnie, to dlaczego „dziś” tak ślamazarnie?

Premier Tusk, ten teraźniejszy, z II połowy 3. dekady XXI wieku, znalazł sobie nowe hobby, mianowicie opowiadanie w mediach o rosyjskim zagrożeniu, jakie czyha na kraje NATO, w tym – a być może, przede wszystkim – na Polskę. Dodam, że w straszeniu ludzi nie przeszkadzają mu nawet takie drobiazgi, jak słowa prezydenta Łotwy, Edgarsa Rinkēvičsa, który we wrześniu 2026 roku jasno stwierdził, że Rosja nie jest dziś w stanie zaatakować NATO, a także wypowiedź generała broni Piotra Błazeusza, polskiego przedstawiciela wojskowego przy NATO i UE, który 1 października 2026 roku, w Parlamencie Europejskim wyraźnie dał do zrozumienia, iż Kreml nie ma obecnie sił i środków, by przeprowadzić inwazję na którekolwiek z państw Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Dobrze, dajmy szansę naszemu prezesowi rady ministrów i załóżmy, że zarówno Rinkēvičs jak i Błazeusz mylą się, a wraże dywizje moskwicińskie już grzeją silniki swoich tanków, by ruszyć w kierunku Warszawy. I tutaj musimy zapytać: „Panie premierze, dlaczego – odpowiednio uzbrojony we wszelakie niezbędne plenipotencje – wysłannik szefa resortu obrony jeszcze nie urzęduje przy Bulwarze Leopolda III w Brukseli, gdzie debatowałby z sojusznikami o odparciu lub, najlepiej, o uniemożliwieniu Rosji ataku na nasz kraj, poprzez koncentrację wojsk NATO-wskich na wschodnim brzegu Wisły?”. Wyjdzie taniej i bezpieczniej, niż stoczenie nawet drobnej potyczki z pododdziałami szpicy czołowej przeciwnika, a i morale Polaków poszybuje w górę, po prezentacji takowej sprawności wojsk własnych.

Jeśli faktycznie za rogiem czeka nas konfrontacja z zagonami kremlowskimi – nawet ta mniej destrukcyjna, czyli hybrydowa – to bez zbędnej zwłoki powinniśmy się do niej sposobić już teraz. Jeśli ponad półtorej dekady temu, w przeciągu 48 godzin administracja potrafiła bezpośrednio dotrzeć do 44 tysięcy żołnierzy, to dlaczego dziś – kiedy kraj jest ponoć zagrożony – nie dzieje się nic? W moim podstępnym mózgu rodzi się myśl, że w 2010 roku wszystko poszło sprawnie, gdyż trzeba było walczyć o głosy formacji siłowych przy urnach, zaś teraz administracja się guzdrze, gdyż nikt nam nie zagraża, a premier starszy ludzi wyłącznie dlatego, by wywołać „efekt flagi”.

 

Kamyczek lawinowy Dworczyka

Michał Dworczyk, biorący aktywny udział w wyścigu polityków po słupki społecznego poparcia, 9 października 2026 roku złożył w Sejmie projekt ustawy dotyczący obowiązkowego szkolenia wojskowego parlamentarzystów. Naturalnie, głównym celem owego przedsięwzięcia jest pokazanie społeczeństwu hipokryzji obozu rządzącego, który starszy Polaków wojną, ale nie robi nic więcej, by państwo do konfliktu przygotować. Ponadto, chyba niewielu wierzy, że taki choćby Marcin Kierwiński nagle porzuci klimatyzowane wnętrze luksusowej rządowej limuzyny na rzecz śmierdzącego brezentowego namiotu, rozstawionego gdzieś w lasach poligonu koło Drawska Pomorskiego i tarzania się w błocie pasa taktycznego. Jednak, osobiście oceniam, że jeśli społeczeństwo zostanie właściwie poinformowane o inicjatywie Dworczyka, to może ona stać się kamyczkiem, który poruszy lawinę ludzką i wymusi na politykach zajęcie się osobistym – a nie tylko „mównicowym” – bezpieczeństwem państwa.

Finalnie, „ustawa Dworczyka” będzie papierkiem lakmusowym, informującym ludzi, jaki stosunek do bezpieczeństwa państwa ma obóz liberalno-postkomunistyczny…

Howgh!

Tȟašúŋke Witkó, 9 października 2026 r.

[Autor jest emerytowanym oficerem wojsk powietrznodesantowych. Miłośnik kawy w dużym kubku ceramicznym – takiej czarnej, parzonej, słodzonej i ze śmietanką. Samotnik, cynik, szyderca i czytacz politycznych informacji. Dawniej nerwus, a obecnie już nie nerwus]

Komentarzy: 0
Data publikacji: 09.10.2026 21:41
Źródło: Tysol.pl