Szukaj
Konto

Skąd wysokie ceny ropy? Arabia Saudyjska znalazła się w pułapce

Dym nad rurociągiem Wschód-Zachód
Źródło: Wikipedia | Autor: Copernicus/ Sentinel | Licencja: domena publiczna | Dym nad rurociągiem Wschód-Zachód
Postępy Huti w ofensywie mającej dać im pełną kontrolę nad Cieśniną Bab al-Mandab oraz atak dronowy proirańskich bojówek w Iraku na kluczowy obecnie dla eksportu saudyjskiej ropy Rurociąg Wschód-Zachód to nie tylko największe od dekad zagrożenie dla bezpieczeństwa Arabii Saudyjskiej. To także wyzwanie rzucone sojusznikom Rijadu i potężny problem dla całego globalnego rynku ropy, na którym cena Brent przekroczyła już 105 dolarów za baryłkę. W konsekwencji także i dla polskich kierowców.
Co musisz wiedzieć:
  • Atak dronów zmusił Arabię Saudyjską do zamknięcia kluczowego rurociągu Wschód–Zachód, którym transportowano w ostatnich miesiącach nawet około 4 mln baryłek ropy dziennie z rejonu Zatoki Perskiej do portu Yanbu nad Morzem Czerwonym.
  • Jednocześnie ofensywa Huti w Jemenie zwiększa zagrożenie dla żeglugi przez Bab al-Mandab, podczas gdy ruch przez Cieśninę Ormuz pozostaje ograniczony. Arabia Saudyjska znalazła się więc pod presją na dwóch kluczowych kierunkach eksportu.
  • Zakłócenia już wpływają na rynek: ropa Brent przekroczyła 105 dolarów za baryłkę, a przedłużające się problemy z saudyjskim eksportem zwiększają ryzyko dalszego wzrostu cen paliw i presji inflacyjnej.

 

Ofensywa Huti

Jemeńscy rebelianci Huti zajęli Mokkę, Dhubab oraz strategiczne wyspy górujące nad Cieśniną Bab al-Mandab, wywierając presję na szlak żeglugowy, który stał się bardzo ważny dla Arabii Saudyjskiej w związku z ograniczeniami ruchu przez Cieśninę Ormuz wynikającymi z wojny z Iranem. Huti atakują również bezpośrednio terytorium Arabii Saudyjskiej i blokują statki powiązane z Arabią Saudyjską na Morzu Czerwonym.

Najnowsza ofensywa Huti rozpoczęła się 3 września w prowincjach Taiz i Hodejda i spowodowała jedne z największych zmian terytorialnych w Jemenie od czasu, gdy rozejm wynegocjowany przez ONZ w znacznym stopniu wstrzymał wojnę domową w 2022 roku.

Zagraża ona również wieloletnim wysiłkom Arabii Saudyjskiej zmierzającym do ograniczenia jej zaangażowania w Jemenie. Rijad interweniował przeciwko Huti w marcu 2015 r., stając na czele koalicji wspierającej uznany na arenie międzynarodowej rząd Jemenu, a następnie stopniowo wycofywał się po tym, jak lata ataków transgranicznych i kosztowna kampania powietrzna nie zdołały wyprzeć tej grupy z Sany. Rozejm z 2022 r. doprowadził do bezpośrednich rozmów między Arabią Saudyjską a Huti oraz do powstania projektu planu pokojowego, który jednak nigdy nie został wdrożony, ponieważ wojna w Strefie Gazy i późniejsze ataki Huti na żeglugę na Morzu Czerwonym zmieniły sytuację w regionie. W lipcu br. wznowiono bezpośrednie działania zbrojne. 

 

Rijad szuka pomocy

Postępy Huti zmusiły już Rijad do szukania pomocy wojskowej, której jeszcze dwa miesiące temu twierdził, że nie potrzebuje. Jednak Donald Trump odmówił – USA nie chcą otwierać drugiego frontu na Bliskim Wschodzie, wystarczająco dużo problemów mają z Iranem. Waszyngton zapewnia wsparcie, nie sięgając jednak po bezpośrednią interwencję. Eskalacja konfliktu stanowi również sprawdzian dla paktu z Mekki, który Arabia Saudyjska, Pakistan i Turcja zawarły 7 sierpnia i który zobowiązuje każdą ze stron do traktowania zbrojnego ataku na jedną z nich jako ataku na wszystkie. Jednak, póki co, Ankara, a zwłaszcza Islamabad jedynie potępiły ataki na sojusznika i przekazały ostrzeżenie Rijadu do Teheranu. Ani Islamabad, ani Ankara nie sprecyzowały, jaką pomoc – jeśli w ogóle – faktycznie zapewnią w ramach paktu.

To stawia Arabię Saudyjską przed dylematem, którego od lat starała się uniknąć: umocnienie kontroli Huti w rejonie Cieśniny Bab al-Mandab zwiększyłoby presję na główną alternatywę Rijadu dla Cieśniny Ormuz, podczas gdy odwrócenie tej sytuacji mogłoby oznaczać głębsze zaangażowanie w wojnę w Jemenie, z której kraj ten stara się wycofać od 2022 roku. Na razie Rijad wzmacnia walczące z Huti siły jemeńskie, zabezpiecza własne terytorium i prowadzi działania dyplomatyczne za pośrednictwem Omanu, licząc, że ta kombinacja wystarczy, by powstrzymać Huti, zamiast dać się wciągnąć w bezpośrednią konfrontację z nimi.

 

Co to oznacza dla eksportu saudyjskiej ropy?

Nie zmienia to faktu, że Saudyjczycy znaleźli się w trudnym położeniu, jeśli chodzi o eksport ropy. Jeśli Huti będą w stanie poważnie zagrozić cieśninie Bab al-Mandab, podczas gdy Iran nadal będzie utrzymywał ograniczenia w Cieśninie Ormuz, Arabia Saudyjska stanie w obliczu presji na obu morskich drogach wyjścia jednocześnie. Ładunki saudyjskie z portu Yanbu nad Morzem Czerwonym przeznaczone do Europy i obu Ameryk mogą nadal płynąć na północ przez Kanał Sueski. Jednak transporty zmierzające na Daleki Wschód muszą liczyć się z dużo dłuższą i droższą podróżą, jeśli nie będą mogły bezpiecznie przepłynąć przez cieśninę Bab el-Mandab. Tankowce musiałyby również płynąć na północ przez Kanał Sueski, przekroczyć Morze Śródziemne i opłynąć Afrykę, aby dotrzeć na rynki azjatyckie.

Czyli zmartwienie głównie odbiorców takich jak Chiny? Niestety nie. Blokada Bab al-Mandab to jedno, gorzej, że właśnie zablokowany został w ogóle transport saudyjskiej ropy ze złóż nad Zatoką do Yanbu. Ataki dronów z zeszłego tygodnia na kluczowy rurociąg Wschód–Zachód w Arabii Saudyjskiej spowodowały szkody, których naprawa może potrwać kilka tygodni, co potencjalnie może jeszcze bardziej ograniczyć już od kilku miesięcy zakłócony przepływ ropy naftowej z Bliskiego Wschodu. 

Kluczowy rurociąg

Rurociąg ten zyskał szczególne znaczenie podczas trwającej od sześciu miesięcy wojny z Iranem, transportując około 4 milionów baryłek dziennie w sytuacji, gdy ataki i ograniczenia znacznie zmniejszyły ruch tankowców przez Cieśninę Ormuz. Zamknięcie rurociągu Wschód-Zachód pozbawiło królestwo głównego szlaku pozwalającego ominąć Ormuz, grożąc wyeliminowaniem kolejnego ważnego źródła ropy naftowej z rynku światowego, którego rezerwy na czas wojny i tak już się kurczą. Zapasy w porcie Yanbu nad Morzem Czerwonym wystarczą na utrzymanie eksportu jedynie przez pięć do siedmiu dni bez rurociągu, co potencjalnie naraża na ryzyko nawet 4% światowych dostaw ropy. 

Oczywiście zamknięcie rurociągu niekoniecznie oznacza, że saudyjska ropa natychmiast zniknie z rynku. Zgromadzone zapasy mogą tymczasowo utrzymać eksport, podczas gdy niektóre tankowce nadal będą przepływać przez Cieśninę Ormuz, a inne dostawy można przekierować na dłuższe trasy. Jednak po sześciu miesiącach wojny zdolność tych alternatywnych rozwiązań do łagodzenia dalszych zakłóceń maleje.

[Tytuł, sekcje "Co musisz wiedzieć", "Dlaczego ropa drożeje?", "Czy paliwo w Polsce mogłoby być tańsze?" i niektóre śródtytuły od Redakcji]

 

Dlaczego ropa drożeje?

Rynek obawia się jednoczesnego ograniczenia kilku dróg transportu ropy z Bliskiego Wschodu. Cieśnina Ormuz pozostaje poważnie zakłócona, uszkodzony rurociąg Wschód–Zachód ogranicza możliwość jej ominięcia, a postępy Huti zwiększają ryzyko dla żeglugi przez Bab al-Mandab. Im mniej dostępnych alternatywnych tras eksportowych, tym większa premia za ryzyko uwzględniana w cenie ropy.

 

Czy paliwo w Polsce mogłoby być tańsze?

Tak. Cena benzyny i oleju napędowego zależy nie tylko od notowań ropy i kursu dolara, ale również od podatków i innych obciążeń fiskalnych. Rząd mógłby czasowo złagodzić wzrost cen na stacjach poprzez obniżenie części tych obciążeń, o ile pozwalałyby na to przepisy krajowe i unijne.

Komentarzy: 0
Data publikacji: 15.09.2026 20:55
Źródło: Tysol.pl