"Drapieżna hegemonia" USA

- Autor przekonuje, że zmieniająca się sytuacja geopolityczna wymusza korektę polityki Stanów Zjednoczonych. W jego ocenie Waszyngton coraz częściej kieruje się przede wszystkim własnym interesem strategicznym i gospodarczym.
- Zdaniem autora Polska powinna prowadzić bardziej asertywną politykę zagraniczną. Oznacza to utrzymanie sojuszu z USA przy jednoczesnym uwzględnianiu nowych realiów międzynarodowych i budowaniu własnej pozycji.
- Autor opowiada się za zacieśnianiem współpracy państw Europy Północnej i Środkowo-Wschodniej. W jego ocenie silniejsze partnerstwo regionalne mogłoby zwiększyć bezpieczeństwo i odporność państw wobec zagrożeń ze strony Rosji.
Drapieżna hegemonia
Całkiem niedawno, bo 4 lipca tego roku, Stany Zjednoczone obchodziły 250. rocznicę ogłoszenia Deklaracji Niepodległości (dla porządku - 4 lipca 1776 roku). Było to powodem dla którego w prasie, niemal na całym świecie, pojawiły się okolicznościowe artykuły. Ja w tym tekście chciałbym wyjść nie od jednego z nich ale od równie ciekawego i jeszcze bardziej wnikającego w istotę obecnej polityki Stanów Zjednoczonych. Jest to publikacja pt.: „The Predatory Hegemon” zamieszczona w dwumiesięczniku „Foreign Affairs”. Tekst w dosyć wnikliwy sposób analizuje politykę obecnej administracji pod rządami prezydenta Donalda Trumpa.
Postawioną w nim tezę można sprowadzić do twierdzenia, iż Stany Zjednoczone zdały sobie sprawę, że kontynuowanie obecnej polityki geostrategicznej stało się niemożliwe. Powód jest oczywiście bardzo dobrze zdiagnozowany: obecna sytuacja na świecie zmieniła się i to do tego stopnia, że trzeba ją natychmiast zmodyfikować ratując co się da, poświęcając w tym celu co się da, a właściwie kogo się da.
Krótko mówiąc, świat się zmienił i obecnie nie jest już taki sam jaki był 80 lat temu, a nawet 20 lat temu. Powodów jest wiele, ale główny można sprowadzić do gwałtownego wzrostu znaczenia Chin, które, w uproszczeniu, „wyrosły” na przeniesieniu produkcji z USA.
Czym jest "drapieżna hegemonia" USA?
Czym więc jest ta „drapieżna hegemonia” (predatory hegemony) i jak się objawia? Centralnym celem Waszyngtonu staje się, według autora artykułu Stephena M.Walta, nie dbanie o wolny handel czy rozwój demokracji, ale bezwzględne wykorzystywanie uprzywilejowanej pozycji do zdobywania koncesji, osiągania zysków oraz zawierania bardzo zyskownych transakcji zarówno z wrogami jak i sojusznikami Waszyngtonu.
Jak zauważa autor, zyski te są osiągane na ogół krótkoterminowo, niemal za wszelką cenę, nie biorąc zupełnie pod uwagę tego, że na dłuższą metę są szkodliwe zarówno dla Ameryki jak i jej sojuszników. Co więcej, polityka ta zupełnie nie przejmuje się tym, że w końcu korzystać będą na niej Chiny. Jednym zdaniem, polityka ta wygląda jakby była dziełem totalnych desperatów.
Tych, którzy uważają, że autor przesadził lub, że jego twierdzenia są oderwane od rzeczywistości odsyłam do opublikowanego pod koniec zeszłego roku dokumentu amerykańskiej administracji zatytułowanego: „2025 National Security Strategy”, którego głównym założeniem jest dostosowanie amerykańskiej polityki do świata wielobiegunowego i do zupełnie innej obecnie sytuacji geopolitycznej. O dokumencie tym było swojego czasu bardzo głośno, gdyż konsekwencje jego tez rozumiano jako chęć Waszyngtonu do wycofania się z Europy a nawet NATO.
Nie jestem przeciwnikiem więzi transatlantyckiej
Teraz już jasno widać związek zmiany obecnej polityki Stanów Zjednoczonych z Polską oraz prowadzoną przez nią polityką zagraniczną. Podobnie jak wielu innych publicystów czy ekspertów jestem zdania, że nadszedł moment na próbę odważniejszej, czy bardziej asertywnej polityki prowadzonej przez nasz kraj. Nie możemy zamykać oczu na jednoznaczne sygnały świadczące o zinstrumentalizowaniu polityki wielkich tego świata wobec mniejszych i słabszych państw, gdyż przebudzenie z iluzji bezpieczeństwa może nas drogo kosztować. Ponad naszymi głowami wielcy tego świata prowadzą bezwzględne interesy, w których sentymenty takie jak sympatia czy przywiązanie do danego kraju nie mają znaczenia. Na szczęście, póki co, próby odciągnięcia Rosji od Chin, kosztem Ukrainy, czy państw naszego regionu się nie powiodły, ale nigdy nie możemy być pewni co przyniesie przyszłość.
Nie!!! Podkreślam stanowczo, nie jestem przeciwnikiem więzi transatlantyckiej czy obecności amerykańskich wojsk w naszym kraju. Jestem jedynie zwolennikiem twierdzenia, że świat się zmienił, co więcej cały czas się zmienia i zachowanie, które w latach 90-tych było racjonalne obecnie wcale nie musi takim być. W geopolityce, szczególnie naszego regionu, nie można się przyzwyczajać i paść w tryby rutyny. Po to mamy politykę zagraniczną, żeby cały czas reagowała na tego rodzaju sygnały jak zmiana strategii USA czy wzrost znaczenia Chin. Wielka polityka nie jest sentymentalna a niemała część Polaków i owszem.
Dlatego też z życzliwością przyjmuję głosy nawołujące do ściślejszej współpracy krajów oddzielających Europę Zachodnią od Rosji, gdyż to ona jest obecnie dla nas zagrożeniem. Od Norwegii, poprzez Szwecję i Finlandię do Turcji. Podobnie jak wielu innych analityków uważam, że powinniśmy zacieśniać z tymi państwami współpracę wojskową oraz ekonomiczną. Im będziemy silniejsi i bardziej niezależni, tym większy będzie respekt i szacunek a wśród wrogów obawa. Może przyjdą lepsze czasy, w których to nam wystarczy. Nie będzie trzeba stawać się jeszcze jednym w dziejach cywilizacji ludzkiej drapieżnym hegemonem.
Komentarze
250 lat USA. Dlaczego ten jubileusz jest tak ważny dla Donalda Trumpa?

Osiem osób, w tym czworo dzieci, postrzelonych w Nowym Jorku w Dzień Niepodległości

Co z produkcją Abramsów w Polsce? Rząd zwleka z decyzją

250-lecie USA. Pilna ewakuacja w centralnym punkcie obchodów

