Cezary Krysztopa dla "TS": Murzyn Króla Artura
05.12.2017 21:00

Komentarzy: 0
Udostępnij:
Jako ojciec jedenastolatka jestem na bieżąco z większością ostatnich filmowych „superprodukcji”. I skoro mam tę życiową szansę i pretekst w postaci jedenastolatka, zdarza mi się bywać ostatnio w kinie na filmach, których może sam bym nie wybrał w pierwszej kolejności (ale i tak wolę je o wiele bardziej od romantycznych komedii i „Lata miłości”, które wybrałaby Żona).
Cezary Krysztopa
Tak więc byliśmy na przykład na ostatniej części "Transformersów". Ot lata wszystko, strzela, dymi i robi dużo zamieszania wokół fabuły zaskakującej niczym stara półka na buty. Nie oznacza to jednak, że jest zupełnie pozbawione niespodzianek. Poza dość frywolnym podejściem do historii, która w wersji filmowej opowiada o historycznym sojuszu Autobotów z rycerzami Króla Artura, jest tu na przykład Murzyn w roli jednego z rycerzy. Z całą pewnością pod względem obecności imigrantów z Czarnego Lądu wczesnośredniowieczna Anglia musiała przypominać dzisiejszą opętaną poprawnością polityczną Europę Zachodnią. Z całą pewnością.
Innym znów razem byliśmy na "Lidze Sprawiedliwości", filmie opartym na amerykańskiej serii komiksowej. Nie przepadam za amerykańskimi komiksami, ale tak się składa, że Hollywood, nie wiedzieć czemu, ekranizuje je częściej niż o wiele lepsze francuskie czy belgijskie. Do tej pory ta seria funkcjonowała na polskim rynku jako "Liga Sprawiedliwych", ale może komuś się to przestało podobać. W każdym razie w jednej z pierwszych scen od razu jakiś łysy napastuje spokojnych muzułmańskich imigrantów (tak jakby szczególnie ostatnio to imigranci różnego autoramentu nie byli źródłem różnych odmian terroru). Potem znów inny koleś planuje wysadzić dzieciaki w imię Boga i "powrotu wieków ciemnych". W ciągu filmu widz dostaje ileś podprogowych sygnałów, że coś jest z tym światem nie tak, że przestał być zrozumiały, że zszedł na psy, ale wraz z powrotem elit, w tym przypadku konkretnie superelit w postaci superbohaterów z obowiązkowymi Murzynem, Żydem i silną kobietą, przywrócona zostanie właściwa miara rzeczy i wszyscy podążymy znów ku świetlanej przyszłości.
Oba filmy byłyby z punktu widzenia dorosłego człowieka puste niczym bęben Rolling-Stones'ów, gdyby nie głupawa hollywoodzka propaganda, która je wypełnia. Która usiłuje uczyć widzów od małego: "postęp cacy - tradycja, wiara be". Która przyzwyczaiła się w ciągu dziesięcioleci, że przy pomocy kultury masowej może wpływać na światową opinię publiczną i budować ten swój "nowy wspaniały świat".
Tyle że teraz pali jej się pod tyłkiem. I nawet nie chodzi o głupie #MeeToo czy sprawę starego capa Weinsteina. Chodzi mi raczej o, mający już cechy światowego, bunt przeciwko elitom. Gdyby te amerykańskie miały trochę rozumu, zapytałyby swoich polskich odpowiedników, czym się kończy ddddddeslaeskalacja histerii i środków wyrazu. I czy na pewno ostatecznym zwycięstwem.
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (49/2017) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.
Tak więc byliśmy na przykład na ostatniej części "Transformersów". Ot lata wszystko, strzela, dymi i robi dużo zamieszania wokół fabuły zaskakującej niczym stara półka na buty. Nie oznacza to jednak, że jest zupełnie pozbawione niespodzianek. Poza dość frywolnym podejściem do historii, która w wersji filmowej opowiada o historycznym sojuszu Autobotów z rycerzami Króla Artura, jest tu na przykład Murzyn w roli jednego z rycerzy. Z całą pewnością pod względem obecności imigrantów z Czarnego Lądu wczesnośredniowieczna Anglia musiała przypominać dzisiejszą opętaną poprawnością polityczną Europę Zachodnią. Z całą pewnością.
Innym znów razem byliśmy na "Lidze Sprawiedliwości", filmie opartym na amerykańskiej serii komiksowej. Nie przepadam za amerykańskimi komiksami, ale tak się składa, że Hollywood, nie wiedzieć czemu, ekranizuje je częściej niż o wiele lepsze francuskie czy belgijskie. Do tej pory ta seria funkcjonowała na polskim rynku jako "Liga Sprawiedliwych", ale może komuś się to przestało podobać. W każdym razie w jednej z pierwszych scen od razu jakiś łysy napastuje spokojnych muzułmańskich imigrantów (tak jakby szczególnie ostatnio to imigranci różnego autoramentu nie byli źródłem różnych odmian terroru). Potem znów inny koleś planuje wysadzić dzieciaki w imię Boga i "powrotu wieków ciemnych". W ciągu filmu widz dostaje ileś podprogowych sygnałów, że coś jest z tym światem nie tak, że przestał być zrozumiały, że zszedł na psy, ale wraz z powrotem elit, w tym przypadku konkretnie superelit w postaci superbohaterów z obowiązkowymi Murzynem, Żydem i silną kobietą, przywrócona zostanie właściwa miara rzeczy i wszyscy podążymy znów ku świetlanej przyszłości.
Oba filmy byłyby z punktu widzenia dorosłego człowieka puste niczym bęben Rolling-Stones'ów, gdyby nie głupawa hollywoodzka propaganda, która je wypełnia. Która usiłuje uczyć widzów od małego: "postęp cacy - tradycja, wiara be". Która przyzwyczaiła się w ciągu dziesięcioleci, że przy pomocy kultury masowej może wpływać na światową opinię publiczną i budować ten swój "nowy wspaniały świat".
Tyle że teraz pali jej się pod tyłkiem. I nawet nie chodzi o głupie #MeeToo czy sprawę starego capa Weinsteina. Chodzi mi raczej o, mający już cechy światowego, bunt przeciwko elitom. Gdyby te amerykańskie miały trochę rozumu, zapytałyby swoich polskich odpowiedników, czym się kończy ddddddeslaeskalacja histerii i środków wyrazu. I czy na pewno ostatecznym zwycięstwem.
Artykuł pochodzi z najnowszego numeru "TS" (49/2017) do kupienia w wersji cyfrowej tutaj.

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Data publikacji: 05.12.2017 21:00
[Felieton „TS”] Cezary Krysztopa: Urlop
14.07.2024 19:02

Komentarzy: 0
Generalnie pracuję dużo. W moim przypadku występuje to niebezpieczne połączenie pracy i zamiłowań. Lubię robić to, co robię. Być może ktoś uznałby to za wielkie szczęście i nawet miałby sporo racji, ale jednocześnie trzeba wiedzieć, że takie połączenie sprawia, że nigdy nie wiem, czy to, co robię, robię jeszcze dlatego, że naprawdę muszę, czy tylko dlatego, że już nie potrafię przestać.
Czytaj więcej
Cezary Krysztopa: Donald Tusk zjadł koalicjantów
09.06.2024 23:01

Komentarzy: 0
– Na naszym podwórku polskim takie wybory do Parlamentu Europejskiego to jest taki trochę sondaż i dzięki temu oraz obliczeniom Marcina Palade wiemy, że Donald Tusk odniósł sukces. On walczył o mijankę, dostał ją kosztem zjedzenia koalicjantów – powiedział redaktor naczelny Tysol.pl w studiu wyborczym TV Republika.
Czytaj więcej
[Felieton „TS”] Cezary Krysztopa: Pajęcze miasteczko
09.06.2024 20:34

Komentarzy: 0
Jako chłopiec byłem dość dobrotliwy, co pośród moich kolegów nie było zjawiskiem szczególnie powszechnym. W szkole przezywano mnie nawet „doktorem”, ponieważ zapłaciłem kiedyś 50 zł koledze, żeby nie dręczył żaby. Generalnie, zarówno kiedyś, jak i teraz przez wielu uznawany byłem za niegroźnego, ale dziwaka.
Czytaj więcej
[Felieton "TS"] Cezary Krysztopa: Krysztopa się popłakał
02.06.2024 22:32

Komentarzy: 0
Jest przedmiotem mojego nieustannego zadziwienia teza, którą słyszę już od trzydziestu paru lat, że „programy nauczania są przeładowane i trzeba je okrajać”. Jakoś nie tylko ja przeżyłem te „przeładowane programy nauczania”, ale też wielu moich kolegów, którzy byli później niezwykle cenionymi pracownikami na całym świecie. Cenionymi również ze względu na jakość wykształcenia ogólnego.
Czytaj więcej
[Felieton „TS”] Cezary Krysztopa: Ależ mam mądrego Syna…
26.05.2024 19:31
