Rosemann: Pół miliona Brutusów (w obronie Mateusza Kijowskiego)
09.01.2017 22:00

Komentarzy: 0
Udostępnij:
Różni działacze różnych szczebli ruchu walczącego w obronie demokracji nagle na wyścigi przerzucają się wspomnieniami na temat swoich fatalnych przeszłych doświadczeń z Mateuszem Kijowskim i jego małżonką. Jeden wspomina (i powołuje się na posiadaną korespondencję), że Kijowski przyznał mu się kiedyś, że ataki na stronę KOD to byłą mistyfikacja. Inny przypomniał sobie, że podczas pobytu we Francji Kijowski i jego żona byli obrzucani drogimi prezentami, jakimiś kosmetykami, jakąś kosztowną odzieżą, kupowaną oczywiście za pieniądze zebrane na potrzeby walki z demokracją.
Ja wiem, że obiektywnie w zasadzie Mateusza Kijowskiego chyba nic nie broni. Napisałem "chyba" bo niektóre oskarżenia pod jego adresem, jak choćby to, że "strona KOD nigdy nie została zhakowana" pojawiły się na razie bardziej na zasadzie "wieści gminnej" i warto poczekać na twarde dowody.
Nie bez powodu zaznaczyłem, że Kijowskiego nic nie broni obiektywnie.
Rzecz w tym, że po pierwszych, oscylujących między oburzeniem i kpiną, reakcjach na wieści, że społeczny lider KOD niemało sobie za swoje społecznikostwo liczył, główny ciężar grzania sprawy wzięli na siebie różni "rozczarowani" z wewnątrz KOD-u. Ci, którzy obiektywni wobec Kijowskiego od dawna nie byli.
I te emocjonalne reakcje są a w zasadzie byłyby zrozumiałe. Byłyby zrozumiałe bo tam w KOD-zie niektórzy muszą i w dodatku mają prawo się czuć wyjątkowo sponiewierani, oszukani, wykorzystani. Czemu zatem piszę "byłoby zrozumiałe"?
Byłoby to zrozumiałe gdyby nie pewien dość wstydliwy, wspólny dla znacznej części wysuwanych zarzutów element. Oto różni działacze różnych szczebli ruchu walczącego w obronie demokracji nagle na wyścigi przerzucają się wspomnieniami na temat swoich fatalnych przeszłych doświadczeń z Mateuszem Kijowskim i jego małżonką.
Jeden wspomina (i powołuje się na posiadaną korespondencję), że Kijowski przyznał mu się kiedyś, że ataki na stronę KOD to byłą mistyfikacja. Inny przypomniał sobie, że podczas pobytu we Francji Kijowski i jego żona byli obrzucani drogimi prezentami, jakimiś kosmetykami, jakąś kosztowną odzieżą, kupowaną oczywiście za pieniądze zebrane na potrzeby walki z demokracją.
No i oczywiście zarzuty o pobieranie przez Kijowskiego zawyżonych wynagrodzeń za usługi, z których część wykonywał ktoś zupełnie inny i w dodatku za darmo.
Bez wątpienia wszystko to wygląda słabo i brzydko.
Tyle, że sam Kijowski tego nie robił a ci dzisiaj oburzeni, niemal jeden w drugiego, bez żadnej refleksji przyznają, że "od dawna wiedzieli".
I tu się nam mocno zapętla skutek z przyczyną.
Kiedyś mój serdeczny przyjaciel powiedział, że wszystko zaczyna się od pierwszej "darmowej kawy" i dalej to już leci. Nie wiem kiedy i od kogo Mateusz Kijowski dostał swoją "pierwszą kawę" i przy której kolejnej uznał, że to normalne i oczywiste, że musi być "darmowa". Istotne jest, że ktoś dał i też zaakceptował.
To, co jest dziś przyczyną kłopotów KOD, czyli upadek Mateusza Kijowskiego jest skutkiem tego, że Kijowskiemu pozwolono robić to, na czym się pośliznął.
To dzisiejsze wyciąganie przez różnych "społeczników demokracji" "kiszonych" od miesięcy faktur i paragonów, które już w dniu wystawienia mogły i powinny zakończyć niespodziewany lot "nowej nadziei polityki i demokracji" Mateusza Kijowskiego ma w sobie coś z zachowań mafijnych, ubeckich a w zasadzie charakterystycznych dla działań za tymi najbardziej niedostępnymi kulisami polityki.
Kto, gdyby nie czuł, że może to się jeszcze kiedyś przydać, trzyma paragony pozostałe po ugoszczeniu któregoś ze swoich idoli? Kto w naturalnym dziś nawale chcianej i nie chcianej poczty elektronicznej pamięta i potrafi znaleźć mail, w którym jego niegdysiejszy idol, gdy jeszcze tym idolem był, powiedział nieco za dużo?
Wygląda na to, że Mateusz Kijowski ginie, oczywiście w sensie politycznym, z ręki swoich Brutusów. Tych, których w liczbie pół miliona zamierzał kiedyś wyprowadzić na ulicę. To oni powydobywali wszystkie kompromaty, jakimi od dawna dysponowali, wyciągnęli inne brudy na swego lidera, o których od dawna wiedzieli.
Od dawna wiedzieli, od dawna dysponowali.
Przecież nawet te faktury, które różne "Szumełdy" pierwsze widzą, ktoś akceptował, ktoś księgował i ktoś przelewał. I to miesiącami. I jakoś się mimo to kręciło wszystko kręciło. Zadowolony była Mateusz, zadowolona jego żona, zadowoleni koordynatorzy, zadowolone masy KOD-owskie.
I nagle po prostu ktoś pierwszy postanowił utopić Mateusza Kijowskiego. A dalej już poszło. Taka specyficzna "sztafeta życzliwych".
W tej mojej słabej obronie Kijowskiego wspomnę jeszcze jedno. Ja tam jakimś szczególnym znawcą ludzkiej natury nie jestem. Ale nawet jako dyletant widziałem, że Mateusz Kijowski jakąś szczególną osobowością nie jest. Kwestią czasu było kiedy entuzjazm tłumów, godziny spędzane w telewizji, dziesiątki wywiadów sprawią, że poziom "sodówki" stanie się dla niego zabójczy. I to przewidzieć mogli i powinni jego pretorianie. Skoro przynajmniej do pewnego momentu i pewnego stopnia "Mateusz był KOD-em" dziś nie da się go przewrócić nie poszczerbiwszy reszty konstrukcji. Sami jesteście więc sobie winni tych win, które teraz próbujecie zrzucić szanowni "demokraci" na swojego wodza.
Nie tylko doświadczeni kierowcy wiedzą, że niebezpieczeństwo zaczyna się gdy puszczają hamulce.
Tytułowe "pół miliona" Brutusów, których kiedyś brakło na ulicach, właśnie broni demokracji przed swym kieszonkowym dyktatorkiem, który chyba miał problemy z hamulcami. Nie wiem czy widzą, że on jeszcze trzyma kierownicę…
Nie bez powodu zaznaczyłem, że Kijowskiego nic nie broni obiektywnie.
Rzecz w tym, że po pierwszych, oscylujących między oburzeniem i kpiną, reakcjach na wieści, że społeczny lider KOD niemało sobie za swoje społecznikostwo liczył, główny ciężar grzania sprawy wzięli na siebie różni "rozczarowani" z wewnątrz KOD-u. Ci, którzy obiektywni wobec Kijowskiego od dawna nie byli.
I te emocjonalne reakcje są a w zasadzie byłyby zrozumiałe. Byłyby zrozumiałe bo tam w KOD-zie niektórzy muszą i w dodatku mają prawo się czuć wyjątkowo sponiewierani, oszukani, wykorzystani. Czemu zatem piszę "byłoby zrozumiałe"?
Byłoby to zrozumiałe gdyby nie pewien dość wstydliwy, wspólny dla znacznej części wysuwanych zarzutów element. Oto różni działacze różnych szczebli ruchu walczącego w obronie demokracji nagle na wyścigi przerzucają się wspomnieniami na temat swoich fatalnych przeszłych doświadczeń z Mateuszem Kijowskim i jego małżonką.
Jeden wspomina (i powołuje się na posiadaną korespondencję), że Kijowski przyznał mu się kiedyś, że ataki na stronę KOD to byłą mistyfikacja. Inny przypomniał sobie, że podczas pobytu we Francji Kijowski i jego żona byli obrzucani drogimi prezentami, jakimiś kosmetykami, jakąś kosztowną odzieżą, kupowaną oczywiście za pieniądze zebrane na potrzeby walki z demokracją.
No i oczywiście zarzuty o pobieranie przez Kijowskiego zawyżonych wynagrodzeń za usługi, z których część wykonywał ktoś zupełnie inny i w dodatku za darmo.
Bez wątpienia wszystko to wygląda słabo i brzydko.
Tyle, że sam Kijowski tego nie robił a ci dzisiaj oburzeni, niemal jeden w drugiego, bez żadnej refleksji przyznają, że "od dawna wiedzieli".
I tu się nam mocno zapętla skutek z przyczyną.
Kiedyś mój serdeczny przyjaciel powiedział, że wszystko zaczyna się od pierwszej "darmowej kawy" i dalej to już leci. Nie wiem kiedy i od kogo Mateusz Kijowski dostał swoją "pierwszą kawę" i przy której kolejnej uznał, że to normalne i oczywiste, że musi być "darmowa". Istotne jest, że ktoś dał i też zaakceptował.
To, co jest dziś przyczyną kłopotów KOD, czyli upadek Mateusza Kijowskiego jest skutkiem tego, że Kijowskiemu pozwolono robić to, na czym się pośliznął.
To dzisiejsze wyciąganie przez różnych "społeczników demokracji" "kiszonych" od miesięcy faktur i paragonów, które już w dniu wystawienia mogły i powinny zakończyć niespodziewany lot "nowej nadziei polityki i demokracji" Mateusza Kijowskiego ma w sobie coś z zachowań mafijnych, ubeckich a w zasadzie charakterystycznych dla działań za tymi najbardziej niedostępnymi kulisami polityki.
Kto, gdyby nie czuł, że może to się jeszcze kiedyś przydać, trzyma paragony pozostałe po ugoszczeniu któregoś ze swoich idoli? Kto w naturalnym dziś nawale chcianej i nie chcianej poczty elektronicznej pamięta i potrafi znaleźć mail, w którym jego niegdysiejszy idol, gdy jeszcze tym idolem był, powiedział nieco za dużo?
Wygląda na to, że Mateusz Kijowski ginie, oczywiście w sensie politycznym, z ręki swoich Brutusów. Tych, których w liczbie pół miliona zamierzał kiedyś wyprowadzić na ulicę. To oni powydobywali wszystkie kompromaty, jakimi od dawna dysponowali, wyciągnęli inne brudy na swego lidera, o których od dawna wiedzieli.
Od dawna wiedzieli, od dawna dysponowali.
Przecież nawet te faktury, które różne "Szumełdy" pierwsze widzą, ktoś akceptował, ktoś księgował i ktoś przelewał. I to miesiącami. I jakoś się mimo to kręciło wszystko kręciło. Zadowolony była Mateusz, zadowolona jego żona, zadowoleni koordynatorzy, zadowolone masy KOD-owskie.
I nagle po prostu ktoś pierwszy postanowił utopić Mateusza Kijowskiego. A dalej już poszło. Taka specyficzna "sztafeta życzliwych".
W tej mojej słabej obronie Kijowskiego wspomnę jeszcze jedno. Ja tam jakimś szczególnym znawcą ludzkiej natury nie jestem. Ale nawet jako dyletant widziałem, że Mateusz Kijowski jakąś szczególną osobowością nie jest. Kwestią czasu było kiedy entuzjazm tłumów, godziny spędzane w telewizji, dziesiątki wywiadów sprawią, że poziom "sodówki" stanie się dla niego zabójczy. I to przewidzieć mogli i powinni jego pretorianie. Skoro przynajmniej do pewnego momentu i pewnego stopnia "Mateusz był KOD-em" dziś nie da się go przewrócić nie poszczerbiwszy reszty konstrukcji. Sami jesteście więc sobie winni tych win, które teraz próbujecie zrzucić szanowni "demokraci" na swojego wodza.
Nie tylko doświadczeni kierowcy wiedzą, że niebezpieczeństwo zaczyna się gdy puszczają hamulce.
Tytułowe "pół miliona" Brutusów, których kiedyś brakło na ulicach, właśnie broni demokracji przed swym kieszonkowym dyktatorkiem, który chyba miał problemy z hamulcami. Nie wiem czy widzą, że on jeszcze trzyma kierownicę…

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Tagi
Data publikacji: 09.01.2017 22:00
„Mam nadzieję, że Straż Graniczna odpowie za tortury”. Przedstawicielka KOD w obronie Ochojskiej [VIDEO]
03.01.2022 16:22
[video] Żal uczestników po katastrofie frekwencyjnej na protestach KOD. "Tylu obywateli ma w du*ie..."
18.12.2021 14:31
Komentarzy: 0
Komitet Obrony Demokracji szybko zareagował na przyjęcie przez Sejm ustawy medialnej – w całej Polsce zwołano protesty. Jak się okazało, zakończyły się one frekwencyjną katastrofą. Jeden z uczestników protestów wyraził z tego powodu wyraźne rozżalenie podczas przemówienia do megafonu.
Czytaj więcej
„Manifestowali poglądy polityczne”. Jest postępowanie ws. sędziów, którzy wzięli udział w wydarzeniu politycznym
30.11.2021 15:32

Komentarzy: 0
Prowadzone są czynności wyjaśniające w sprawie podejrzenia popełnienia przewinień dyscyplinarnych przez sędziów, którzy brali udział w konwencji Komitetu Obrony Demokracji „6 lat KOD”. Poinformował o tym we wtorek rzecznik dyscyplinarny sędziów sądów powszechnych Piotr Schab.
Czytaj więcej
Na zjeździe KOD sędziowie i inni prawnicy oklaskują Obywateli RP i Lotną Brygadę Opozycji [VIDEO]
29.11.2021 08:25

Komentarzy: 0
W sobotę w Warszawie odbyła się konwencja Komitetu Obrony Demokracji pt. „6 lat KOD”. Na spotkaniu gromki brawami powitano nie tylko organizacje i środowiska prawnicze, ale także aktywistów związanych z opozycją, których oklaskiwali sami sędziowie.
Czytaj więcej
[video] "Apolityczny" sędzia Żurek na wiecu KOD: "Przyrzekam: przywrócimy demokrację, rozliczymy przestępców"
28.11.2021 15:00

Komentarzy: 0
W sobotę w Warszawie odbyła się konwencja Komitetu Obrony Demokracji pt. "6 lat KOD". Podczas eventu który miał kontekst czysto polityczny głos zabrał m.in były premier Donald Tusk, czy liderzy ruchu. Co ciekawe, głos zabrał także sędzia Waldemar Żurek z Sądu Okręgowego w Krakowie, który obiecał zgromadzonym "przywrócenie demokracji i państwa prawa". Taka to "apolityczność" wciąż orzekających sędziów, będących jednocześnie gwiazdami środowisk anty-rządowych...
Czytaj więcej
