Rosemann: Krety Kaczyńskiego (Sprawiedliwość jest ostoją…)
08.02.2017 20:02

Komentarzy: 0
Udostępnij:
Ciężko będzie społeczeństwu bronić „specjalnej kasty” gdy głośno zacznie ona negować konieczność publikowania oświadczeń majątkowych albo kiedy, nie pierwszy raz, w ramach „obrony niezawisłości” odmówi uchylenia immunitetu temu czy innemu wykolejeńcowi w todze. W ogniu walki sędziów z władzą (a w istocie z Rzeczpospolitą) do coraz większej liczby obywateli może dotrzeć, że ów mityczny trójpodział władzy, poza innymi, ma i tę osobliwość, że o ile władza wykonawcza odpowiada przed ustawodawcza i sądowniczą a ustawodawcza przed sądowniczą, w przypadku tej ostatniej kolega Krzysiek odpowiada przed kolegą Ryśkiem.
Zaciekawienie z jakim dotychczas obserwowałem pewne zjawisko dotykające od pewnego czasu naszej polityki powoli zaczyna przechodzić w zdumienie. Nie wykluczam, że na koniec zacznę popadać w stany lękowe.
Chodzi mi o nienaturalną koincydencję, z jaką obok kolejnych konceptów przeciwników władzy na jej osłabienie czy obalenie występują zdarzenia zdecydowanie bardziej przyciągające uwagę przeciętnego obywatela i znacznie bardziej dla niego atrakcyjne. Tak, jakby w obywatelskiej świadomości zagnieździły się krety władzy i ryły pod wszystkim, co dla władzy mogłoby być groźne. Takie "krety Kaczyńskiego".
Modelowym a może nawet pomnikowym przykładem może być sławetna romantyczna eskapada kierownictwa (tak to nazwijmy) partii .Nowoczesna w samym epicentrum dramatycznego i pełnego poświęcenia protestu posłów opozycji w Sejmie. To samo wydarzenie nieco skompromitowały i odebrały mu powagę durne popisy posłów Nitrasa, Gajewskiej i Muchy.
Podobnie było w przypadku spotkania liderów opozycji z Angelą Merkel. Dużo więcej uwagi przyciągnął fakt pominięcia przez stronę niemiecką Ryszarda Petru niż cel i efekty eskapady opozycjonistów do niemieckiej ambasady.
I można by tak bez końca.
Najbardziej widowiskowe, oczywiście poza "seksmisją" kierownictwa .Nowoczesnej (tego chyba już nic nie przebije) jest mocne wejście do "walki o demokrację" środowisk sędziowskich. Oczywiście oni włączali się w nią od samego początku a nawet, zaryzykuję twierdzenie, byli zaczynem, od którego w ogóle ta walka się zaczęła. Mam oczywiście na myśli niesławny udział sędziów Trybunału Konstytucyjnego w legislacyjnym skoku na tę "ostoję demokracji". Jednak teraz, po orędziu pani Prezes Gersdorf, można uznać, że skończył się okres zagończyków w rodzaju Tulei czy Łączewskiego a na front ruszą całe sędziowskie dywizje.
I tu znów, już na samym wstępie, władza otrzymuje prawdziwy prezent. Najpierw skład sędziowski przyznaje mordercy i bandycie odszkodowanie w wysokości, jaka dla przeciętnego obywatela jest trudna do wyobrażenia a wspomniany sędzia Tuleya, miast jasno wytłumaczyć, że to efekt dość imponującej "gry w szmaciankę" prokuratury i sędziów właśnie, którzy skazanego na wieloletni wyrok przestępcę cholera wie po co trzymali w areszcie, wygłosił polityczny manifest, sugerujący gdzieś w tle, że wszystko to wina PiS. Średnio wierzę we wszystkie udręki, które przywołał Bogucki ale nie ma wątpliwości, że te setki tysięcy złotych, które zainkasuje to wielka zasługa naszej "wyjątkowej kasty ludzi".
Zaraz potem wyjątkowe kompetencje "kapłanów Temidy" zademonstrowała pani sędzia, w której ręce, szczęśliwie dla niego a z krzywdą społeczeństwa trafił boss gangu "wnuczków". Ja nawet nie chcę streszczać sprawy bo każdy niemal jej szczegół ciśnie mi na usta jakieś wyjątkowo szpetne słowo. W skrócie napisze tylko że poszukiwany kilka lat od czasu jak zniknął po wpłaceniu kaucji bandzior, został po pochwyceniu ponownie zwolniony za kaucją, i to mniejszą niż za pierwszym razem i, co oczywiste, znów się rozpłynął. I trudno mieć do niego pretensję nie tylko nawet z uwagi na to, że taka już jego natura ale jak się nie miał rozpłynąć skoro mając obowiązek meldowania się na posterunku policji nie został poinformowany o który posterunek akurat pani sędzi "się rozchodzi".
I wreszcie na koniec, niczym wisienkę na torcie, opinia publiczna otrzymała sprawę sędziego jednej z apelacji, który zwinął ponoć w sklepie nośniki pamięci za dwa i pól tysiąca. Nie wiem czy to z natłoku informacji stawiających w ostatnim czasie w bardzo złym świetle sędziowskie środowiska czy też z głębiej zakorzenionego braku złudzeń co do ich etycznych i moralnych kwalifikacji mniej mnie zaskoczyło i oburzyło, że dopuścił się tego crimenu czynny sędzia niż zainteresowało gdzie on próbował ukryć ów "zajumany" towar, którego na taką kwotę musiał zwinąć całkiem sporo.
A to wszystko w momencie, w którym to właśnie sędziowie mieli czy też mają wziąć na siebie ciężar walki z "dyktaturą". Przy tym wizerunku wymiaru sprawiedliwości, jaki utrwalają podobne wyczyny, których można przytoczyć znacznie, znacznie więcej, trudno oczekiwać, że społeczeństwo zechce "przelewać krew" pod sztandarem obrony "znanego sędziego" Łaczewskiego, hojnego Tulei, tej pani "babci wnuczka" czy sędziego "pendrajwa".
Szczególnie ciężko będzie społeczeństwu bronić "specjalnej kasty" gdy głośno zacznie ona negować konieczność publikowania oświadczeń majątkowych albo kiedy, nie pierwszy raz, w ramach "obrony niezawisłości" odmówi uchylenia immunitetu temu czy innemu wykolejeńcowi w todze.
W ogniu walki sędziów z władzą (a w istocie z Rzeczpospolitą) do coraz większej liczby obywateli może dotrzeć, że ów mityczny trójpodział władzy, poza innymi, ma i tę osobliwość, że o ile władza wykonawcza odpowiada przed ustawodawcza i sądowniczą a ustawodawcza przed sądowniczą, w przypadku tej ostatniej kolega Krzysiek odpowiada przed kolegą Ryśkiem. A w zasadzie rzadko odpowiada.
I jak to sobie uświadomią obywatele to drżyjcie Krzyśki i Ryśki.
I przestańcie drżeć pendrajwy!
Chodzi mi o nienaturalną koincydencję, z jaką obok kolejnych konceptów przeciwników władzy na jej osłabienie czy obalenie występują zdarzenia zdecydowanie bardziej przyciągające uwagę przeciętnego obywatela i znacznie bardziej dla niego atrakcyjne. Tak, jakby w obywatelskiej świadomości zagnieździły się krety władzy i ryły pod wszystkim, co dla władzy mogłoby być groźne. Takie "krety Kaczyńskiego".
Modelowym a może nawet pomnikowym przykładem może być sławetna romantyczna eskapada kierownictwa (tak to nazwijmy) partii .Nowoczesna w samym epicentrum dramatycznego i pełnego poświęcenia protestu posłów opozycji w Sejmie. To samo wydarzenie nieco skompromitowały i odebrały mu powagę durne popisy posłów Nitrasa, Gajewskiej i Muchy.
Podobnie było w przypadku spotkania liderów opozycji z Angelą Merkel. Dużo więcej uwagi przyciągnął fakt pominięcia przez stronę niemiecką Ryszarda Petru niż cel i efekty eskapady opozycjonistów do niemieckiej ambasady.
I można by tak bez końca.
Najbardziej widowiskowe, oczywiście poza "seksmisją" kierownictwa .Nowoczesnej (tego chyba już nic nie przebije) jest mocne wejście do "walki o demokrację" środowisk sędziowskich. Oczywiście oni włączali się w nią od samego początku a nawet, zaryzykuję twierdzenie, byli zaczynem, od którego w ogóle ta walka się zaczęła. Mam oczywiście na myśli niesławny udział sędziów Trybunału Konstytucyjnego w legislacyjnym skoku na tę "ostoję demokracji". Jednak teraz, po orędziu pani Prezes Gersdorf, można uznać, że skończył się okres zagończyków w rodzaju Tulei czy Łączewskiego a na front ruszą całe sędziowskie dywizje.
I tu znów, już na samym wstępie, władza otrzymuje prawdziwy prezent. Najpierw skład sędziowski przyznaje mordercy i bandycie odszkodowanie w wysokości, jaka dla przeciętnego obywatela jest trudna do wyobrażenia a wspomniany sędzia Tuleya, miast jasno wytłumaczyć, że to efekt dość imponującej "gry w szmaciankę" prokuratury i sędziów właśnie, którzy skazanego na wieloletni wyrok przestępcę cholera wie po co trzymali w areszcie, wygłosił polityczny manifest, sugerujący gdzieś w tle, że wszystko to wina PiS. Średnio wierzę we wszystkie udręki, które przywołał Bogucki ale nie ma wątpliwości, że te setki tysięcy złotych, które zainkasuje to wielka zasługa naszej "wyjątkowej kasty ludzi".
Zaraz potem wyjątkowe kompetencje "kapłanów Temidy" zademonstrowała pani sędzia, w której ręce, szczęśliwie dla niego a z krzywdą społeczeństwa trafił boss gangu "wnuczków". Ja nawet nie chcę streszczać sprawy bo każdy niemal jej szczegół ciśnie mi na usta jakieś wyjątkowo szpetne słowo. W skrócie napisze tylko że poszukiwany kilka lat od czasu jak zniknął po wpłaceniu kaucji bandzior, został po pochwyceniu ponownie zwolniony za kaucją, i to mniejszą niż za pierwszym razem i, co oczywiste, znów się rozpłynął. I trudno mieć do niego pretensję nie tylko nawet z uwagi na to, że taka już jego natura ale jak się nie miał rozpłynąć skoro mając obowiązek meldowania się na posterunku policji nie został poinformowany o który posterunek akurat pani sędzi "się rozchodzi".
I wreszcie na koniec, niczym wisienkę na torcie, opinia publiczna otrzymała sprawę sędziego jednej z apelacji, który zwinął ponoć w sklepie nośniki pamięci za dwa i pól tysiąca. Nie wiem czy to z natłoku informacji stawiających w ostatnim czasie w bardzo złym świetle sędziowskie środowiska czy też z głębiej zakorzenionego braku złudzeń co do ich etycznych i moralnych kwalifikacji mniej mnie zaskoczyło i oburzyło, że dopuścił się tego crimenu czynny sędzia niż zainteresowało gdzie on próbował ukryć ów "zajumany" towar, którego na taką kwotę musiał zwinąć całkiem sporo.
A to wszystko w momencie, w którym to właśnie sędziowie mieli czy też mają wziąć na siebie ciężar walki z "dyktaturą". Przy tym wizerunku wymiaru sprawiedliwości, jaki utrwalają podobne wyczyny, których można przytoczyć znacznie, znacznie więcej, trudno oczekiwać, że społeczeństwo zechce "przelewać krew" pod sztandarem obrony "znanego sędziego" Łaczewskiego, hojnego Tulei, tej pani "babci wnuczka" czy sędziego "pendrajwa".
Szczególnie ciężko będzie społeczeństwu bronić "specjalnej kasty" gdy głośno zacznie ona negować konieczność publikowania oświadczeń majątkowych albo kiedy, nie pierwszy raz, w ramach "obrony niezawisłości" odmówi uchylenia immunitetu temu czy innemu wykolejeńcowi w todze.
W ogniu walki sędziów z władzą (a w istocie z Rzeczpospolitą) do coraz większej liczby obywateli może dotrzeć, że ów mityczny trójpodział władzy, poza innymi, ma i tę osobliwość, że o ile władza wykonawcza odpowiada przed ustawodawcza i sądowniczą a ustawodawcza przed sądowniczą, w przypadku tej ostatniej kolega Krzysiek odpowiada przed kolegą Ryśkiem. A w zasadzie rzadko odpowiada.
I jak to sobie uświadomią obywatele to drżyjcie Krzyśki i Ryśki.
I przestańcie drżeć pendrajwy!

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Data publikacji: 08.02.2017 20:02
Konfiskata pojazdów pijanym kierowcom. Wymiar sprawiedliwości ma pewien problem
29.11.2024 09:43
„Nastąpił błąd”. Tusk tłumaczy się ws. wyboru nowego przewodniczącego Izby Cywilnej SN
28.08.2024 15:07
Rzekomy prokurator krajowy się odgraża: „Nie obejdzie się bez dyscyplinarek”
19.03.2024 09:53

Komentarzy: 0
Rzekomy prokurator krajowy Dariusz Korneluk powiedział w „Rzeczpospolitej”, że nie obędzie się bez wyciągnięcia konsekwencji służbowych w stosunku do prokuratorów, którzy przez ostatnie lata podejmowali decyzje, kierując się interesami innymi niż wskazania procedury karnej i niezależność służby prokuratorskiej.
Czytaj więcej
„Wsparcie TSUE dla obozu liberalnego w Polsce właśnie się skończyło”. Gorące komentarze
09.01.2024 11:15
Nie wszyscy sędziowie to nadzwyczajna kasta – najnowszy numer „Tygodnika Solidarność”
20.11.2023 18:51

Komentarzy: 0
Wiele wskazuje na to, że już wkrótce zaczną się tak hucznie zapowiadane przez dotychczasową opozycję antypisowskie czystki w wielu obszarach funkcjonowania państwa. Na pierwszy ogień może iść sfera sądownictwa w ramach odzyskiwania tzw. praworządności. – Współczuję sędziom, bo nie będą mieli komfortu pracy, zostaną poddani ostracyzmowi środowiskowemu i naciskom – mówi nam jeden z sędziów, który woli zostać anonimowy. Władza sądownicza tematem numeru nowego „Tygodnika Solidarność”.
Czytaj więcej


