Paweł Janowski: Volksogórki i pasteryzowany Wałęsa
06.09.2017 17:20

Komentarzy: 0
Udostępnij:
Przez wiele lat Bolszewia i Germania szykowały się na srogą zimę. Co mogła zrobić władza? Co zrobić, gdy mogło zabraknąć świeżych, dorodnych, pożytecznych idiotów? Wówczas brała się za masową pasteryzację, piklowanie, konserwowanie, suszenie lub zamrażanie. Stosowano różne techniki w zależności od możliwości gospodarza i pojemności spiżarni.
Najczęściej poddawano pasteryzacji: karierowiczów i ich mutacje, naiwnych z mlekiem pod nosem, starych skorumpowanych, ponadto wyciągi z lewaków oraz przetwory owocowe takie, jak: dżemy, darmozjady, poty egzystencjalne i warzywne, prawdziwe bolszewiki i mieleni postkomuniści. Ale nie tylko oni byli tak zapobiegliwi. Niemcy, jako wzorowi demokraci z galopująca sklerozą, także zadbali o przyszłość Kalifatu Germania.
Niemcy i komuniści preferowali pasteryzację, czyli inaczej mówiąc konserwację za pomocą odpowiednio finansowanego podgrzewania produktów politycznych poprzez wzmacnianie apetytów konsumpcyjnych i zanurzanie w wywarach ze zdrady pospolitej, moczonych wcześniej w materiałach kompromitujących.
Ważne było by zniszczyć lub zahamować wzrost drobnych wyrzutów sumienia i enzymów rozpaczy, przy jednoczesnym zachowaniu smaku, kształtu delikwenta oraz uniknięciu obniżenia ich wartości oddziaływania społecznego. Głównym zadaniem pasteryzacji było i jest przedłużenie trwałości agentów poprzez unieszkodliwienie form wegetatywnych mikro-wpływów. Proces ten jednak nie jest doskonały, ponieważ nie niszczy śladów oddziaływania Pasteryzatora i form przetrwalnikowych ani większości wirusów. Co rozpasteryzowany Lechu odczuwa do dziś.
W Berlinie bardzo zamaszyście oblizywali się po dojściu do władzy wcześniej spasteryzowanych i obrobionych odpowiednio cwaniaczków. W latach 90. odpalili coś z filogermańskiej półki stojącej w Gdańsku. A były tam same rarytasy: Volksogórki, filogendery w sosie prawie-polskim, ślimaki w bajerze francuskim, zagrycha po rosyjsku, no i oczywiście mus kryptolewacki w ilościach hurtowych. Dzięki tym zapasom zimne wieczory nie były takie zimne, a gorące dni polityczne zawsze było kim schłodzić. Niemcy przez wiele lat smakowali z dumą owoce swojej zapobiegliwości.
Żeby kubki smakowane i społeczne nastroje nie eksplodowały z z nudów i przejedzenia serwowano raz na słodko i nowocześnie w niebieskich mundurkach w żółtymi gwiazdkami w oczach, a innym razem swojsko - z wąsem, przekąsem i odpowiednim Symbolem w klapie. Oczywiście z popitką. I co, może nie działało?
Działało jak w ruskim zegarku, czyli nie zawsze. Towarzysze komuniści troskliwie zadbali o frukty dla swoich następców. Zawekowali wybranych "opozycjonistów", ususzyli sprawdzonych donosicieli i wysmażyli pseudobiznesmenów. Pasteryzowali od 1944 i nie przestali, bo to są troskliwi towarzysze wychowani na tradycyjnej, bolszewickiej WSI. A tam wiedzą, co znaczy porządna zima i dobra wódka. To nie przelewki, to porządne przewały i rozwały.
Dlatego nad współczesną Polską unosi się ten charakterystyczny smród. Opary spirytusowe towarzyszą fałszywym uściskom, zagryzanym obietnicą dozgonnego milczenia. Piją do dziś za zdrowie "otwartych słoików". Pasteryzowani, uwolnieni na przełomie 1988/89 w Magdalence wraz z Koalicją totalnie zapeklowanych bojowników o wolność dojenia i swobodę zagryzania, próbuje wepchnąć Polsce nowe pokolenie odwekowanych, zasuszonych, rozmrożonych. Są wśród nich małe ogóreczki i wielkie grzyby, są buraki w plasterkach i starte do cna, są umaczane i zasuszone - cały wachlarz.
Tymczasem odwilż w Polsce trwa już dwa lata i kończą się zasoby w Berlinie i Moskwie. Rozmrożone i rozpiklowane zbyt wcześnie towarzystwo grozi zepsuciem. Grzyby się rozpadają, ogórki pleśnieją, buraki bledną, a tu nie widać nowych chętnych do pasteryzacji. Temperatura wrzenia nie sprzyja klasycznej metodzie pasteryzacji. Poza tym produkty rozpasteryzowane można przechowywać przez kilka dni, po zastosowaniu hermetycznych opakowań i pewnych zabiegów wspomagających (zakładanie nowej partii, rebranding). Można jeszcze kilkukrotnie przedłużyć przydatność do spożycia, ale nie w nieskończoność. Co to będzie?
Żaden ogórek, grzyb, czy inne warzywo tego nie wytrzyma i w końcu eksploduje pestkami na wszystkie strony. No i pestki się wyczerpią, nieprawdaż panie Lechu? Czy nie lepiej było zrezygnować z pasteryzacji?
Dr Paweł Janowski
Redaktor naczelny miesięcznika "Czas Solidarności"
Felieton ukazał się w najnowszym wydaniu "tygodnika Solidarność"
Niemcy i komuniści preferowali pasteryzację, czyli inaczej mówiąc konserwację za pomocą odpowiednio finansowanego podgrzewania produktów politycznych poprzez wzmacnianie apetytów konsumpcyjnych i zanurzanie w wywarach ze zdrady pospolitej, moczonych wcześniej w materiałach kompromitujących.
Ważne było by zniszczyć lub zahamować wzrost drobnych wyrzutów sumienia i enzymów rozpaczy, przy jednoczesnym zachowaniu smaku, kształtu delikwenta oraz uniknięciu obniżenia ich wartości oddziaływania społecznego. Głównym zadaniem pasteryzacji było i jest przedłużenie trwałości agentów poprzez unieszkodliwienie form wegetatywnych mikro-wpływów. Proces ten jednak nie jest doskonały, ponieważ nie niszczy śladów oddziaływania Pasteryzatora i form przetrwalnikowych ani większości wirusów. Co rozpasteryzowany Lechu odczuwa do dziś.
W Berlinie bardzo zamaszyście oblizywali się po dojściu do władzy wcześniej spasteryzowanych i obrobionych odpowiednio cwaniaczków. W latach 90. odpalili coś z filogermańskiej półki stojącej w Gdańsku. A były tam same rarytasy: Volksogórki, filogendery w sosie prawie-polskim, ślimaki w bajerze francuskim, zagrycha po rosyjsku, no i oczywiście mus kryptolewacki w ilościach hurtowych. Dzięki tym zapasom zimne wieczory nie były takie zimne, a gorące dni polityczne zawsze było kim schłodzić. Niemcy przez wiele lat smakowali z dumą owoce swojej zapobiegliwości.
Żeby kubki smakowane i społeczne nastroje nie eksplodowały z z nudów i przejedzenia serwowano raz na słodko i nowocześnie w niebieskich mundurkach w żółtymi gwiazdkami w oczach, a innym razem swojsko - z wąsem, przekąsem i odpowiednim Symbolem w klapie. Oczywiście z popitką. I co, może nie działało?
Działało jak w ruskim zegarku, czyli nie zawsze. Towarzysze komuniści troskliwie zadbali o frukty dla swoich następców. Zawekowali wybranych "opozycjonistów", ususzyli sprawdzonych donosicieli i wysmażyli pseudobiznesmenów. Pasteryzowali od 1944 i nie przestali, bo to są troskliwi towarzysze wychowani na tradycyjnej, bolszewickiej WSI. A tam wiedzą, co znaczy porządna zima i dobra wódka. To nie przelewki, to porządne przewały i rozwały.
Dlatego nad współczesną Polską unosi się ten charakterystyczny smród. Opary spirytusowe towarzyszą fałszywym uściskom, zagryzanym obietnicą dozgonnego milczenia. Piją do dziś za zdrowie "otwartych słoików". Pasteryzowani, uwolnieni na przełomie 1988/89 w Magdalence wraz z Koalicją totalnie zapeklowanych bojowników o wolność dojenia i swobodę zagryzania, próbuje wepchnąć Polsce nowe pokolenie odwekowanych, zasuszonych, rozmrożonych. Są wśród nich małe ogóreczki i wielkie grzyby, są buraki w plasterkach i starte do cna, są umaczane i zasuszone - cały wachlarz.
Tymczasem odwilż w Polsce trwa już dwa lata i kończą się zasoby w Berlinie i Moskwie. Rozmrożone i rozpiklowane zbyt wcześnie towarzystwo grozi zepsuciem. Grzyby się rozpadają, ogórki pleśnieją, buraki bledną, a tu nie widać nowych chętnych do pasteryzacji. Temperatura wrzenia nie sprzyja klasycznej metodzie pasteryzacji. Poza tym produkty rozpasteryzowane można przechowywać przez kilka dni, po zastosowaniu hermetycznych opakowań i pewnych zabiegów wspomagających (zakładanie nowej partii, rebranding). Można jeszcze kilkukrotnie przedłużyć przydatność do spożycia, ale nie w nieskończoność. Co to będzie?
Żaden ogórek, grzyb, czy inne warzywo tego nie wytrzyma i w końcu eksploduje pestkami na wszystkie strony. No i pestki się wyczerpią, nieprawdaż panie Lechu? Czy nie lepiej było zrezygnować z pasteryzacji?
Dr Paweł Janowski
Redaktor naczelny miesięcznika "Czas Solidarności"
Felieton ukazał się w najnowszym wydaniu "tygodnika Solidarność"

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Data publikacji: 06.09.2017 17:20
Senat ustanowił przyszły rok Rokiem Robotniczych Protestów Czerwca 1976
16.05.2025 11:21

Komentarzy: 0
Senat podjął uchwałę o ustanowieniu roku 2026 Rokiem Robotniczych Protestów Czerwca 1976. Tym samym złożył hołd "wszystkim ofiarom represji, ich rodzinom oraz każdemu, kto z odwagą i wiarą w niepodległą Polskę brał udział w manifestacjach w całym kraju".
Czytaj więcej
„Naród się wkurzy”. Wałęsa apeluje do Trzaskowskiego przed wyborami
10.05.2025 21:27
Śmierć w bezwzględnym państwie
04.04.2025 13:54

Komentarzy: 0
Kilkanaście dni od śmierci Barbary Skrzypek nie przyniosło żadnego przełomu w polityce władz państwowych i w działaniu upolitycznionego, podporządkowanego celom Platformy Obywatelskiej wymiaru sprawiedliwości. Społeczne emocje zaczęły wygasać, urlopowani wracają do pracy i wygląda na to, że nie zmieni się nic. Choć początkowo zdawać się mogło, że sprawy przybiorą inny obrót, premier do spółki z rzecznikiem praw obywatelskich pozbawiają obywateli złudzeń. I nadziei, bo przecież z tą machiną zderzyć może się każdy z nas.
Czytaj więcej
Protesty w Turcji po zatrzymaniu burmistrza Stambułu. Nowe informacje
20.03.2025 20:45

Komentarzy: 0
Mimo zakazu zgromadzeń tłum demonstrujących zebrał się w czwartek przed siedzibą władz miejskich w Stambule, by zaprotestować przeciwko zatrzymaniu opozycyjnego burmistrza tej metropolii Ekrema Imamoglu. Według AFP policja użyła gumowych kul i gazu łzawiącego.
Czytaj więcej
Represje wobec konserwatystów dopiero się rozkręcają
19.03.2025 20:25

Komentarzy: 0
Represje wobec konserwatystów dopiero się rozkręcają. Donald Tusk, Adam Bodnar i stojąca za nimi medialno-polityczna maszyna opresji nie zamierza się cofnąć, bo wie, że nie ma odwrotu. Odzyskanie władzy przez PiS będzie więc okupione więzieniem, poniżaniem, nasyłaniem służb specjalnych i zastraszaniem. Obecny system runie, dopiero gdy zgnije do cna.
Czytaj więcej
