Szukaj
Konto

Państwo Uljanow przybyli do Krakowa, czyli polscy milicjanci pałują sowieckich filmowców

29.04.2020 10:18
Komentarzy: 0
Maj 1983. Formalnie stanu wojennego już nie ma – choć dalej funkcjonuje on w umysłach i ludzi władzy i wielu Polaków – ale to, co jest raczej nie odbiega od poprzedniego roku, na którym wojna „jaruzelsko-polska” odcisnęła swoje krwawe piętno. Za chwilę do Polski ma przyjechać ze swoja drugą pielgrzymką do Ojczyzny Jego Świątobliwość Jan Paweł II. A tymczasem...

Kraków. Sowieccy filmowcy kręcą dokument pt. "Państwo Uljanow przybyli do Krakowa". Ma to być propagandówka o Leninie i jego żonie (Nadieżda Krupska), którzy skądinąd w dawnej stolicy Polski rzeczywiście byli - zresztą tytuł filmu to po prostu fragment notki z krakowskiego, konserwatywnego "Czasu", który w specjalnej rubryce odnotowywał, jacy to cudzoziemcy przybyli do miasta królów. Ekipa sowiecka jest bardzo skromna. Całej reszcie w Warszawie skrócono pobyt i odwołano do Moskwy, jak tylko władze PRL oficjalnie potwierdziły przyjazd "rimskiego papy" - jak papieża nazywają w Moskwie.
Operator nie filmuje aktorów, tylko ujęcia… Język operatorów jest międzynarodowy i prosty: pokazanie dwóch palców - kciuka i wskazującego oznacza pracę na obiektywie szerokokątnym, zaś pokazanie palców wskazującego i serdecznego - informuje o pracy na obiektywie długoogniskowym. Operator z Moskwy pokazuje do współpracowników "jedziemy długoogniskowym" - a więc podnosi dwa palce w kształcie litery "V". Tej samej "V", o której generał Jaruzelski w oficjalnym wystąpieniu mówił, że… nie ma jej w polskim alfabecie. Pokazuje więc "V-kę" i długo jedzie kamerą, nie zauważa - a było to niedługo po manifestacjach 1- i 3-majowych w Krakowie, że wokół niego już cały tłum ludzi: miejscowych i turystów, też pokazuje "V-ki"…
Sowiecki operator zupełnie nieświadomie staje się zarzewiem równie spontanicznej, co nielegalnej demonstracji politycznej. Po chwili rzuca się na niego dwóch milicjantów z pałkami i powala go na ziemię, bynajmniej nie wcielając w życie hasła Mohatmy Mohandasa Gandhiego "non violence" czyli "bez przemocy". Wręcz przeciwnie: pałują, aż miło. MO i ściągnięte SB rozprasza tłum. Operator,o którym wiadomo, że miał na imię Jewgienij (czyli Żenia) ląduje w szpitalu, w którym po kilkunastu minutach zjawia się Konsul Generalny ZSRR w Krakowie. Ewidentnie ekipa sowieckich filmowców miała swój "ogon" z rezydentury KGB w Polsce... Na chwilę wybucha skandal dyplomatyczny, ale szybko ukręca mu się łeb: przekaz, że polscy milicjanci pałują w najlepsze gości ze Związku Radzieckiego to nie jest dobra narracja dla komuny.
A przecież za chwilę, 16 czerwca w ojczyźnie wyląduje polski papież…

*tekst ukazał się na portalu dorzeczy.pl (15.04.2020)
Komentarzy: 0
Data publikacji: 29.04.2020 10:18