Marian Panic: "Dyskutujmy zamiast się obrażać", czyli niemieckie media uczą Polaków... wolności prasy

Pozwoliłem sobie przetłumaczyć możliwie wiernie cały początkowy fragment tekstu, aby pokazać ten bardzo charakterystyczny, wręcz niepowtarzalny styl niemieckiego dziennikarstwa. Bo często równie ważna, a może nawet ważniejsza od ich treści jest ich specyficzna forma.
Tytuł brzmi: "Dyskutujmy, zamiast się nawzajem obrażać!"
A zaczyna się tak:
"Gdy chodzi o nietolerancję, to publicystyka prasowa w Polsce bije na głowę inne kraje. Kto głosi "niewłaściwe" poglądy albo opowiada niestosowne dowcipy na temat rządu jest zwalniany."
"Co to oznacza, gdy pisarze sięgają po astronomiczne metafory, aby opisać kulturę debaty w swym kraju? W Polsce w każdym razie nic dobrego. W związku ze zwolnieniem dwóch redaktorów i uciszeniem jeszcze jednego "wytworzyła się w polskim społeczeństwie pewna bardzo interesująca konstelacja" - napisał Szczepan Twardoch na facebooku. »I tak jak podczas zaćmienia Księżyca widzimy na jego powierzchni cień kształtu Ziemi, który to kształt normalnie nie jest dla nas widoczny« - tak dla dotkniętych tamtymi przypadkami osób pojawiła się konstelacja co prawda niezbyt przyjemna , ale »ukazująca przez moment w całej krasie to, w jak bardzo prymitywnym i głupim państwie żyjemy«.
Pisarz Twardoch, którego najnowsza powieść »Bokser« ukazała się po niemiecku i doczekała się najlepszych recenzji, pozwolił sobie na wygłoszenie tej szorstkiej uwagi w związku z dwoma aktualnymi debatami na temat tłumienia wolności słowa w Polsce. Że pomiędzy tymi dwoma debatami istnieje związek, nikomu oprócz Twardocha nie przyszło do głowy. Bowiem dzieją się one co prawda równolegle, ale toczą się w dwóch zamkniętych i wrogich sobie obozach. Te zaś dzielą społeczeństwo, media, a nierzadko nawet rodziny. Chodzi o zwolenników i przeciwników partii Prawo i Sprawiedliwość.
A cóż to za debaty? Jedna z nich dotyczy skutków pewnego, wyglądającego z pozoru niewinnie tweetu amerykańskiego prezydenta, Donalda Trumpa: »Było dla mnie dziś wielkim zaszczytem przyjmować w Białym Domu prezydenta Andrzeja Dudę - napisał Trump i dołączył kilka zdjęć: w czasie konferencji prasowej, podczas uścisku dłoni, gdy przewodniczą spotkaniom ministerialnym i podpisują deklarację o partnerstwie strategicznym. Jednak jedno z owych zdjęć okazało się nie tak znów niewinne. Widać na nim moment najwidoczniej całkowicie improwizowanego podpisywania wspólnej deklaracji. Wbrew przyjętej procedurze miało to miejsce przy biurku prezydenta w Oval Office. Już samo to każe widzieć prezydenta Dudę jako petenta (osobę proszącą), choć zdjęcie całą sprawę jeszcze pogarsza. Bo podczas gdy Trump z poważną miną siedzi na swym fotelu-tronie, Duda stoi obok niego zgięty w pół i podpisując uśmiecha się kamery.
Wylała się fala drwin pod adresem zarówno polskiego prezydenta jak i rządu PiS. Urągano bez końca w mediach społecznościowych, a krytyczna rządowi prasa komentowała i dokumentowała ten spektakl z nieukrywaną satysfakcją. Były prezydent Lech Wałęsa pokazał zdjęcie, na którym siedzi rozparty wygodnie w fotelu, podczas gdy Trump stojąc pochyla się nad nim. »Znajdź różnicę« - napisał były prezydent. A partia chłopska (PSL) zestawiła zdjęcie Dudy z Trumpem z fotografią z roku 1974, ze spotkania Edwarda Gierka z prezydentem Geraldem Fordem, na którym I sekretarz PZPR w Białym Domu siedzi wygodnie obok prezydenta. Podpis: »Nawet komuniści traktowani byli w Białym Domu lepiej niż prezydent z PiS. To oczywiście stoi w jawnej sprzeczności z tezą PiS-u, że Polska, dzięki ich rządom »wstaje z kolan«. Teza ta w sposób nieunikniony stała się oczywiście dobrą okazją do pytania, czy to właśnie z tego powodu Duda stoi obok siedzącego Trumpa?
Jak bardzo drwiny te dotknęły zwolenników prezydenta, odczuć miał wkrótce na własnej skórze Ivan Shyla. Pracował jako redaktor socjal-mediów w białorusko-polskiej telewizji Belsat. Stacja ta finansowana jest przez państwo polskie i działa pod zarządem polskiej telewizji publicznej TVP. Belsat ma zapewniać Białorusinom dostęp do niezależnej informacji i umożliwiać białoruskim dziennikarzom swobodny przekaz informacji. W tym ostatnim ów Shyla poszedł widocznie zbyt daleko, zamieszczając na swym facebookowym profilu owo zdjęcie Dudy z Trumpem i opatrując je komentarzem: »Po lewej polski prezydent«
19 godzin później otrzyma wymówienie i owa pierwsza debata, do której nawiązywał w swym komentarzu Szczepan Twardoch, właśnie się rozpoczęła. Dyrektorka Belsatu, Agnieszka Romaszewska-Guzy, która zwolniła Shylę, należy do bliskiego kręgu prezydenta. Jest córką Zofii Romaszewskiej, znanej byłej dysydentki, która dzisiaj doradza prezydentowi. Również TVP, do której Belsat należy, od momentu przejęcia kierownictwa przez człowieka PiS-u, Jacka Kurskiego stała się telewizją wierną linii rządu. Zarzut cenzury wydaje się zatem jak najbardziej uzasadniony. Zaś tłumaczenia owego zwolnienia tym, że Shyla jako współpracownik polsko-białoruskiej stacji nie może brać udziału w politycznej kampanii - jakie przedstawiła Agnieszka Romaszewska-Guzy w rozmowie z »wirtualnemedia.pl« - bynajmniej nie poprawiają sytuacji.
Nie trwało długo, a media krytyczne rządowi zareagowały oburzeniem. Gazeta Wyborcza napisała »(...) Już na Białorusi cierpiał on (Shyla) represje, a teraz i w Polsce spotkały go problemy.« Trzeba jednak wiedzieć, że Białoruś chętnie jest przywoływana, gdy przeciwnicy rządu chcą pokazać dokąd Polska zmierza pod rządami PiS. Portal Onet.pl widzi przejawy cenzury w Belsacie i powołuje się na wewnętrzne dokumenty. A Gazeta.pl zauważa, że Romaszewska-Guzy w stosunku do siebie nie jest już tak ostra, gdy angażuje się w »kampanie polityczne«. Jako dowód pokazany został post na Istagramie, gdzie zjadliwie komentowała spotkanie Donalda Tuska z Barakiem Obamą.
(...)
- czytamy na faz.net.
To tyle, gdy chodzi o w miarę wierne tłumaczenie. W dalszej części autor opisuje tamtą "drugą debatę" Twardocha na przykładzie reakcji środowiska Gazety Wyborczej na tekst redaktora »Polityki« Rafała Wosia (o możliwości współpracy w niektórych obszarach z partią PiS), co miało stać się przyczyną zamknięcia jakiegoś tam internetowego działu opinii tej Gazety. Szczerze mówiąc nie bardzo wiem, o co tu dokładnie chodzi, nie śledziłem tej sprawy, a w FAZ przedstawione jest to (pewnie celowo) dość mętnie, choć i tak należy docenić, że o tym w ogóle wspomniano.
Na zakończenie, niejako w podsumowaniu, autor tekstu w FAZ pisze tak:
"Naturalnie, tego rodzaju tańce wojenne nie są tylko polską specjalnością, jednak polaryzacja społeczeństwa poszła tam dalej, niż gdzie indziej. To odbija się na mediach, gdzie linia polityczna bierze górę nad debatą. Gdy tylko dziennikarze zbaczają nieco z wyznaczonej politycznej linii, zostaje to natychmiast potraktowane jako zdrada. To może być przyczyną, dlaczego odpowiedzią na apel-pobudkę Szczepana Trwardocha jest to hałaśliwe milczenie (dröhnendes Schweigen) w gabinetach redakcyjnych."
- czytamy.
Marian Panic

Marian Panic: Zwiększa się wymiana handlowa Niemiec z Rosją. No i gdzie te sankcje?

Przytomny głos z Niemiec: Niemieckie dziennikarstwo znalazło sobie przeciwnika fantomicznego
