Szukaj
Konto

LGBT czyli „od rzemyczka do koziczka”

26.04.2019 10:14
Komentarzy: 0
Domaganie się przez orędowników mniejszości seksualnych „związków partnerskich” – jako wstępu do homoseksualnych … „małżeństw” – pod pretekstem zapewnienia możliwości dziedziczenia czy informacji o stanie zdrowia „partnera” w szpitalu jest czystym szalbierstwem. Polskie prawo bez żadnej tam legalizacji „związków partnerskich” gwarantuje jedno i drugie. Zatem nie chodzi tu o uzyskanie tolerancji – bo ona istnieje – lecz wejście na drogę „etapowości”, która przećwiczona była już przez dekady w USA i Europie Zachodniej. Można by to określić starym polskim powiedzeniem: „od rzemyczka do koziczka”.

Polska jest krajem tolerancyjnym, a Polacy są tolerancyjnym narodem. Mówienie, że jest inaczej świadczy o skrajnie złej woli albo o kompletnej zaściankowości: ktoś, kto porównuje praktyczny poziom tolerancji u nas oraz w Europie Zachodniej z jednej strony i Europie Wschodniej (dawny Związek Sowiecki) z drugiej może jednoznacznie ocenić, że to inni mogą się od nas uczyć tolerancji, a nie nas pouczać. Chodzi tutaj choćby o stosunek do Żydów i wzrastający antysemityzm. Na Zachodzie wiąże się to z istotnym wzrostem liczby muzułmanów w państwach UE. Co zaś do Wschodu to trudno zapomnieć antysemickie transparenty i hasła podczas kijowskiego Majdanu. A także późniejsze, uderzające w prezydenta Poroszenkę i premiera Hrojsmana.

Ale ta polska tolerancja - której istnienia nie uświadczysz na łamach "Gazety Wyborczej" czy "Newsweeka" - dotyczy również mniejszości homoseksualnej. Trzeba stanowczo powiedzieć, że dotyczy to zarówno reakcji społecznych, jak i kwestii formalno-prawnych. Domaganie się przez orędowników mniejszości seksualnych "związków partnerskich" - jako wstępu do homoseksualnych … "małżeństw" - pod pretekstem zapewnienia możliwości dziedziczenia czy informacji o stanie zdrowia "partnera" w szpitalu jest czystym szalbierstwem. Polskie prawo bez żadnej tam legalizacji "związków partnerskich" gwarantuje jedno i drugie. Zatem nie chodzi tu o uzyskanie tolerancji - bo ona istnieje - lecz wejście na drogę "etapowości", która przećwiczona była już przez dekady w USA i Europie Zachodniej. Można by to określić starym polskim powiedzeniem: "od rzemyczka do koziczka". Najpierw zaczyna się od "oswajania" tematu, a potem się licytuje. Na początku uprzywilejowanie finansowe organizacji homoseksualnych na poziomie samorządów dużych miast - to dzieje się w stolicy rządzonej od 13 lat przez PO - potem żądanie zalegalizowania "związków partnerskich", wreszcie formalizowanie "małżeństw" homoseksualnych, a na koniec adopcja dzieci.

W tym procesie rewolucji obyczajowej od taktyki jest Rafał Trzaskowski, od strategii - Paweł Rabiej. Jeden proponuje robić może nie kroczki, ale kroki, drugi pokazuje cel i perspektywę już nie tyle tolerancji, co totalnej afirmacji tych środowisk.

Tutaj wszystkie chwyty są dozwolone. Działacz partii "Wiosna", partner ("mąż") Roberta Biedronia czyli Krzysztof Śmiszek w debacie radiowej ze mną w Programie I Polskiego Radia powołał się na jakieś, rzekomo naukowe, dane mówiące, ze już 50 tysięcy dzieci w Polsce wychowywać się ma w "związkach" osób tej samej płci. Manipulowanie takimi danymi ma wywołać wrażenie: skoro jest to tak powszechne, to należy fakt ten zaakceptować z dobrodziejstwem inwentarza. Tymczasem jest to kłamstwo analogiczne z tymi, którymi posługiwali się działacze proaborcyjni, "pro-choice" w USA. Ujawnił to jeden z nawróconych amerykańskich lekarzy-ginekologów Bernard Nathanson.

Analogiczna strategia operowania kłamstwem o 50 tysiącach polskich dzieci wychowywanych przez pary homoseksualne ma służyć otwarciu drzwi, a może i wrót całych na to, czego polskie społeczeństwo - obojętnie od podziałów politycznych - wyraźnie nie chce. Ta strategia tworzenia "faktów dokonanych" w tej sferze może przynieść efekt, jeśli nie spotka się z wyraźnym oporem nie tylko prawicowych polityków, ale też prawicowej czy szerzej: zdroworozsądkowej części polskiej opinii publicznej.

W 1992 roku w USA głośna była dyskusja o możliwości służby homoseksualistów w amerykańskiej armii. Przyjęto wtedy salomonową zasadę "nie pytaj - nie mów", czyli uznano, że jest to sfera czysto prywatna, choć budziło to sprzeciw amerykańskiego dowództwa na różnych szczeblach. Minęło ćwierć wieku. Teraz w tychże USA toczy się debata czy transseksualiści mogą służyć w US Army czy też nie...Gdy o tym komuś powiedziałem mój rozmówca skwitował tę sytuację starym polskim powiedzeniem: "dasz diabłu palec - to weźmie całą rękę"…

*tekst ukazał się w miesięczniku "Nowe Państwo" (01.04.2019)

Komentarzy: 0
Data publikacji: 26.04.2019 10:14