Kto przed kolizją udostępnił prezesowi Górnika Zabrze samochód, choć miał on cofnięte prawo jazdy?
25.01.2018 16:16
Komentarzy: 0
Udostępnij:
W tydzień po doniesieniach prasowych na temat kłopotów prawnych prezesa Górnika Zabrze Bartosza Sarnowskiego (mimo cofniętego mu prawa jazdy prowadził samochód i spowodował kolizję), wiele osób decyzyjnych w mieście zdawało się liczyć na rychłe „wyciszenie” sprawy. Nawet sama rada nadzorcza klubu bez pośpiechu przymierza się do zajęcia niepokojącymi okoliczności zdarzenia drogowego spowodowanego przez najważniejszą osobę w gminnym klubie odnoszącym ekstraklasowe sukcesy. Ale problem nie wyparował, kluczowe pytania zostały, zaś policyjne dochodzenie w sprawie możliwości popełnienia przestępstwa przez Sarnowskiego dopiero nabiera rozpędu. Grozi mu do dwóch lat więzienia, a co za tym idzie utrata sprawowanej funkcji i niemożność zarządzania żadną spółką.

www.gornikzabrze.pl
Prezes Górnika prowadząc samochód marki Toyota doprowadził nieopodal zabrzańskiego stadionu do kolizji drogowej i uszkodzenia dwóch prawidłowo zaparkowanych pojazdów. Pod wpływem interwencji wezwanej policji drogowej wyszło na jaw, że od lat ma cofnięte uprawnienia do kierowania samochodami z racji przekroczenia dopuszczalnej liczby punktów karnych za popełnione wykroczenia drogowe. Wiele więc wskazuje na to, że Sarnowski siadając za kierownicę mógł się dopuścić przestępstwa, za które grozi do dwóch lat więzienia. Jako radca prawny powinien doskonale zdawać sobie z tego sprawę.
Jak informuje Agnieszka Żyłka z komendy policji w Zabrzu, w prowadzonym postępowaniu na razie nie przesłuchano samego prezesa, jak i tym samym nie przedstawiono mu, póki co, zarzutów karnych.
- Oficjalnie wystąpiliśmy do Urzędu Miejskiego w Gdańsku o przesłanie nam decyzji administracyjnej, na mocy której cofnięte zostały temu kierowcy uprawnienia do prowadzenia pojazdów. Musimy się bowiem upewnić kiedy i za co dokładnie decyzja ta zapadła oraz czy wciąż jest formalnie obowiązująca. To punkt wyjścia do jakichkolwiek dalszych działań
- podkreśla rzeczniczka zabrzańskiej policji.
Milczenie prezesa, milczenie gminy
Sam prezes Sarnowski milczy w tej sprawie jak zaklęty. Mimo upływu ponad tygodnia, nie odpowiedział na pytania przesłane mu na jego osobistą, służbową skrzynkę pocztową poprzestając wyłącznie na rozesłanym mediom lakonicznym oświadczeniu, w którym wyraża skruchę i deklarację pokrycia wszelkich finansowych szkód. Jego milczenie można oczywiście tłumaczyć kłopotem wizerunkowym, jaki sam sobie zgotował. Trudno jednak zrozumieć brak zdecydowanej reakcji ze strony rady nadzorczej klubu czy samorządu - jako dominującego właściciela Górnika. W miniony wtorek szef rady nadzorczej Roman Kusz oświadczył tylko krótko, że mimo upływu czasu nadal nie dowiedział się niczego nowego na temat całej sprawy. Sama zaś Rada Nadzorcza ma zaplanowane posiedzenie na najbliższy piątek i wtedy dopiero zapozna się ze szczegółowymi wyjaśnieniami samego winowajcy zamieszania.
Co charakterystyczne, nikt na poziomie samorządu ani klubu nie garnie się do odpowiedzi na kluczowe w sprawie pytania - do kogo należał samochód, kto i na jakich zasadach go udostępnił prezesowi, a także czemu nie sprawdzano przed użyczeniem go czy Sarnowski posiada prawo jazdy? A to jest z kolei chociażby warunkiem uznania ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej kierowcy w przypadku dokonania zniszczeń na skutek kolizji czy wypadku drogowego.
- Nie jestem w stanie odpowiedzieć na państwa pytania, bo Urząd Miejski nie zajmuje się tą sprawą. To kwestia klubu i ewentualnie policji -
oświadczył Sławomir Gruszka, rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego. Nie potrafił jednak wskazać nam osoby w klubie, która jako podwładna Sarnowskiego byłaby w stanie odnieść się do interesujących nas kwestii.
Przed tygodniem wspomniany szef Rady Nadzorczej Górnika wyjaśniał na łamach prasy, iż według jego wiedzy klub nie posiada własnych samochodów. To jednak prawdopodobnie tylko część prawdy. Jak ujawnia dziś na swych łamach lokalny "Głos Zabrza i Rudy Śl.", klub dysponuje pewnymi środkami transportu, choć w sensie formalno-prawnym do Górnika nie należą. Teoretycznie auto mogłoby być w leasingu. Tu jednak mamy z jeszcze inną sytuacją do czynienia.
Przed tygodniem wspomniany szef Rady Nadzorczej Górnika wyjaśniał na łamach prasy, iż według jego wiedzy klub nie posiada własnych samochodów. To jednak prawdopodobnie tylko część prawdy. Jak ujawnia dziś na swych łamach lokalny "Głos Zabrza i Rudy Śl.", klub dysponuje pewnymi środkami transportu, choć w sensie formalno-prawnym do Górnika nie należą. Teoretycznie auto mogłoby być w leasingu. Tu jednak mamy z jeszcze inną sytuacją do czynienia.
- Według naszych ustaleń samochód ten pozostawał w dyspozycji klubu, choć bardzo możliwe, iż został udostępniony czy użyczony przez jakiegoś partnera biznesowego Górnika
- potwierdza Agnieszka Żyłka z zabrzańskiej policji.
Japoński ślad
Wiele wskazuje na to, że samochód, który prowadził Sarnowski mógł należeć do zabrzańskiego, autoryzowanego zabrzańskiego dilera Toyoty Ja-Now-An. Świadczą o tym dwa fakty: według potwierdzeń policji pojazd posiadał zabrzańskie rejestracje (tak jak większość samochodów tego salonu), a nadto ta właśnie dokładnie zabrzańska firma posiada status oficjalnego "partnera biznesowego" Górnika. Bez trudu można znaleźć informacje na ten temat na oficjalnej stronie klubu, podobnie jak logo zabrzańskiego dilera japońskiej marki wśród wymienionych "sponsorów premium".
Sytuacja z kolizją Sarnowskiego jest jednak o tyle zaskakująca, iż każdy, kto użycza w salonach samochodowych jakikolwiek samochód do swobodnej dyspozycji (np. jazdy testowej) zawsze proszony jest o okazanie prawa jazdy, które nawet się kseruje do firmowej dokumentacji. Dlaczego dla prezesa Górnika zrobiono wyjątek? Przez ostatnie dni wielokrotnie próbowałem uzyskać komentarz w tej sprawie w siedzibie Toyoty Ja-Now-An. Niestety, za każdym razem słyszałem, iż właściciele są na urlopie, zaś wskazany przez personel kierownik - Dominik Rokita w natłoku rzekomych spotkań i zebrań nie znalazł czasu ani na podjęcie rozmowy, ani choćby na oddzwonienie na pozostawiony mu numer telefonu dziennikarza.
Sytuacja z kolizją Sarnowskiego jest jednak o tyle zaskakująca, iż każdy, kto użycza w salonach samochodowych jakikolwiek samochód do swobodnej dyspozycji (np. jazdy testowej) zawsze proszony jest o okazanie prawa jazdy, które nawet się kseruje do firmowej dokumentacji. Dlaczego dla prezesa Górnika zrobiono wyjątek? Przez ostatnie dni wielokrotnie próbowałem uzyskać komentarz w tej sprawie w siedzibie Toyoty Ja-Now-An. Niestety, za każdym razem słyszałem, iż właściciele są na urlopie, zaś wskazany przez personel kierownik - Dominik Rokita w natłoku rzekomych spotkań i zebrań nie znalazł czasu ani na podjęcie rozmowy, ani choćby na oddzwonienie na pozostawiony mu numer telefonu dziennikarza.
Przemysław Jarasz
"Głos Zabrza i Rudy Śl."
"Głos Zabrza i Rudy Śl."

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Data publikacji: 25.01.2018 16:16