Anna Brzeska: Chapeau bas, panie profesorze Gliński
26.11.2016 17:08

Komentarzy: 0
Udostępnij:
„W polityce lepiej unikać ludzi przyzwoitych. Czasem taki ma nagłe odruchy uczciwości i robi swojemu obozowi kłopot” - pisze na swoim Twitterze Rafał A. Ziemkiewicz, komentując niedawne przeprosiny premiera Glińskiego. Z lekkim bólem, bo za panem Ziemkiewiczem generalnie nie przepadam, przyznaję mu tym razem całkowitą rację.
Można kwestionować, jak robi to rzeczniczka PiS, Beata Mazurek, sens przeprosin, wystosowanych przez ministra za materiał wypuszczony przez telewizję - nie za wypowiedź przedstawiciela rządu czy partii rządzącej. Rzeczywiście, na marginesie mówiąc, wypowiedź prof. Glińskiego jeszcze bardziej potwierdza pro-rządowy charakter "Wiadomości" (choć znacznie mocniej od wielu miesięcy robią to same "Wiadomości"), skoro przeprasza za nie sam minister.
A jednak uważam za chwalebne, iż premier Gliński jako minister kultury wziął odpowiedzialność za materiały, które możemy zobaczyć w publicznych mediach - znajdujących się przecież pod nadzorem jego resortu. Wszak niemal dokładnie rok temu zapowiedział, że powinny zostać one odpolitycznione. Cóż, idzie to jakoś powoli. A może raczej tak szybko, że zdążyły już zrobić wałęsowski obrót o 360 stopni.
Dziennikarze mogą teraz lamentować - gdzie wolność słowa? Pokazaliśmy tylko fakty, dotyczące rodzinnych powiązań pracowników organizacji z sektora NGO oraz źródeł ich finansowania.
Tyle że nawet idiota zauważyłby, iż śledczy dziennikarze TVP po prostu wzięli się za córkę Rzeplińskiego z powodów czysto politycznych. Klasyczny chwyt - wyczerpała się już nieco formuła krytykowania go za decyzje w sprawie Trybunału - zatem poszukajmy po rodzinie.
Doprawdy szkoda, że to wciąż popularna metoda działania, bo nie brakuje przecież poważnych ekspertów (w tym wypadku mam na myśli m.in. prof. Zaradkiewicza), którzy mają zdecydowanie mocniejsze i przede wszystkim merytoryczne argumenty, pokazujące na przykład co się stało z Trybunałem Konstytucyjnym - i jaka jest w tym wina prof. Rzeplińskiego. Oprzyjmy się na tym, do cholery, a nikt nikogo przepraszać nie będzie musiał. Prawo obroni się samo, nie potrzebuje do tego utkanych cienkimi i poplątanymi nićmi plot z poziomu... chciałam wymienić tu pewien tabloid, ale dyplomatycznie ugryzę się w klawiaturę.
Niestety, przykład afery wokół Róży Rzeplińskiej, pokazuje, że próby dyskredytowania rozmaitych postaci przez wyszukiwanie dziadków z Wermachtu czy Sorosów w portfelu, osiągają coraz wyższy poziom absurdu. Nie wiemy jak kogoś ugryźć? Pośledźmy przez lornetkę, jak śledzono kiedyś Annę Grodzką, sprawdzając, czy nadal jest facetem, czy może już nie. Efekt tego typu wysiłków jest do przewidzenia - samozaoranie. No chyba, że ktoś uważa za sukces uzyskanie poklasku wśród namiętnych czytelników krwistych nagłówków i śródtytułów, którymi będą potem szokować sąsiadów w windzie.
Bo nie wiem, jak Państwa, ale mnie guzik interesuje, czy rodzina Rzeplińskiego, Glińskiego czy Komorowskiego prowadzi jakąś fundację. Bo - kontynuując wątek rodzinnych koneksji - kim powinna zostać córka profesora prawa, człowieka piastującego jedno z najważniejszych stanowisk w polskim systemie sądowniczym, żeby wszyscy węszący dziennikarze byli zadowoleni? Gdyby została wysoko postawionym menadżerem w korporacji, zajmującej się produkcją materiałów izolacyjnych, zapewne ktoś dopatrzyłby się faktu, że jej korporacja wykupiła reklamę - załóżmy w TVN - zatem "TVN sponsoruje Rzeplińskich". A TVN należy teraz do Amerykanów - koncernu Scripps Networks. Jestem pewna, że w zarządzie tej korpory znalazłby się jakiś Soros, a może jakiś Żyd (tych nie brakuje tam na pewno), mason, czy inny diabeł, ale nie chce mi się szukać. Jakoś wiecie, czasu mi szkoda. No trudno, stracę szansę na karierę, którą mogłabym zrobić dzięki wykryciu misternego spisku powiązań, złożonego z szesnastu ogniw finansowego łańcucha, na końcu którego stałaby zapewne Hillary Clinton albo jeszcze ktoś straszliwszy.
Krócej powiem: Nas jako obywateli powinno interesować jedynie to, czy działania owych organizacji, wziętych teraz na świecznik, są zgodne z prawem - czy płacą podatki, jeśli powinny, czy wszystko się zgadza w ich sprawozdaniach finansowych, czy przestrzegają prawa pracy i tak dalej. Mamy wolny - póki co - kraj, swobodę stowarzyszania się i swobodę wypowiedzi.
Jako obywatele mamy teraz dwie opcje - albo zaakceptujemy fakt, że rośnie nam w siłę społeczeństwo obywatelskie - z całym dobrodziejstwem inwentarza - ergo - będzie coraz więcej petycji i ludzi na ulicach - również tych, których gęby nam się nie spodobają - ale za to możemy iść swobodnie kontrprotestować, i wywiesić transparenty z białą pietruszką przeciwko zielonym pomidorom - albo - zaczniemy domagać się zamknięcia w cholerę wszystkich "lewaków", którzy ośmielają się brać kasę od bogatych lewaków z zachodu. A zwłaszcza jeśli mają pecha i akurat są krewnymi-i-znajomymi Kogoś Bardzo Ważnego z dawnego układu. Tyle że wtedy otrzymamy nic innego, lecz tylko żałosny reżim.
Węszącym i dociekliwym dziennikarzom, polecam na koniec lekturę książki "Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie" niejakiego Karla Poppera, czy choćby liczne publikacje dotyczące społeczeństwa otwartego i obywatelskiego. Wystarczy "poguglować". Na wszelki wypadek można użyć oczywiście alternatywnych wyszukiwarek, a także dwukrotnie splunąć przez lewe ramię.
Anna Brzeska
A jednak uważam za chwalebne, iż premier Gliński jako minister kultury wziął odpowiedzialność za materiały, które możemy zobaczyć w publicznych mediach - znajdujących się przecież pod nadzorem jego resortu. Wszak niemal dokładnie rok temu zapowiedział, że powinny zostać one odpolitycznione. Cóż, idzie to jakoś powoli. A może raczej tak szybko, że zdążyły już zrobić wałęsowski obrót o 360 stopni.
Dziennikarze mogą teraz lamentować - gdzie wolność słowa? Pokazaliśmy tylko fakty, dotyczące rodzinnych powiązań pracowników organizacji z sektora NGO oraz źródeł ich finansowania.
Tyle że nawet idiota zauważyłby, iż śledczy dziennikarze TVP po prostu wzięli się za córkę Rzeplińskiego z powodów czysto politycznych. Klasyczny chwyt - wyczerpała się już nieco formuła krytykowania go za decyzje w sprawie Trybunału - zatem poszukajmy po rodzinie.
Doprawdy szkoda, że to wciąż popularna metoda działania, bo nie brakuje przecież poważnych ekspertów (w tym wypadku mam na myśli m.in. prof. Zaradkiewicza), którzy mają zdecydowanie mocniejsze i przede wszystkim merytoryczne argumenty, pokazujące na przykład co się stało z Trybunałem Konstytucyjnym - i jaka jest w tym wina prof. Rzeplińskiego. Oprzyjmy się na tym, do cholery, a nikt nikogo przepraszać nie będzie musiał. Prawo obroni się samo, nie potrzebuje do tego utkanych cienkimi i poplątanymi nićmi plot z poziomu... chciałam wymienić tu pewien tabloid, ale dyplomatycznie ugryzę się w klawiaturę.
Niestety, przykład afery wokół Róży Rzeplińskiej, pokazuje, że próby dyskredytowania rozmaitych postaci przez wyszukiwanie dziadków z Wermachtu czy Sorosów w portfelu, osiągają coraz wyższy poziom absurdu. Nie wiemy jak kogoś ugryźć? Pośledźmy przez lornetkę, jak śledzono kiedyś Annę Grodzką, sprawdzając, czy nadal jest facetem, czy może już nie. Efekt tego typu wysiłków jest do przewidzenia - samozaoranie. No chyba, że ktoś uważa za sukces uzyskanie poklasku wśród namiętnych czytelników krwistych nagłówków i śródtytułów, którymi będą potem szokować sąsiadów w windzie.
Bo nie wiem, jak Państwa, ale mnie guzik interesuje, czy rodzina Rzeplińskiego, Glińskiego czy Komorowskiego prowadzi jakąś fundację. Bo - kontynuując wątek rodzinnych koneksji - kim powinna zostać córka profesora prawa, człowieka piastującego jedno z najważniejszych stanowisk w polskim systemie sądowniczym, żeby wszyscy węszący dziennikarze byli zadowoleni? Gdyby została wysoko postawionym menadżerem w korporacji, zajmującej się produkcją materiałów izolacyjnych, zapewne ktoś dopatrzyłby się faktu, że jej korporacja wykupiła reklamę - załóżmy w TVN - zatem "TVN sponsoruje Rzeplińskich". A TVN należy teraz do Amerykanów - koncernu Scripps Networks. Jestem pewna, że w zarządzie tej korpory znalazłby się jakiś Soros, a może jakiś Żyd (tych nie brakuje tam na pewno), mason, czy inny diabeł, ale nie chce mi się szukać. Jakoś wiecie, czasu mi szkoda. No trudno, stracę szansę na karierę, którą mogłabym zrobić dzięki wykryciu misternego spisku powiązań, złożonego z szesnastu ogniw finansowego łańcucha, na końcu którego stałaby zapewne Hillary Clinton albo jeszcze ktoś straszliwszy.
Krócej powiem: Nas jako obywateli powinno interesować jedynie to, czy działania owych organizacji, wziętych teraz na świecznik, są zgodne z prawem - czy płacą podatki, jeśli powinny, czy wszystko się zgadza w ich sprawozdaniach finansowych, czy przestrzegają prawa pracy i tak dalej. Mamy wolny - póki co - kraj, swobodę stowarzyszania się i swobodę wypowiedzi.
Jako obywatele mamy teraz dwie opcje - albo zaakceptujemy fakt, że rośnie nam w siłę społeczeństwo obywatelskie - z całym dobrodziejstwem inwentarza - ergo - będzie coraz więcej petycji i ludzi na ulicach - również tych, których gęby nam się nie spodobają - ale za to możemy iść swobodnie kontrprotestować, i wywiesić transparenty z białą pietruszką przeciwko zielonym pomidorom - albo - zaczniemy domagać się zamknięcia w cholerę wszystkich "lewaków", którzy ośmielają się brać kasę od bogatych lewaków z zachodu. A zwłaszcza jeśli mają pecha i akurat są krewnymi-i-znajomymi Kogoś Bardzo Ważnego z dawnego układu. Tyle że wtedy otrzymamy nic innego, lecz tylko żałosny reżim.
Węszącym i dociekliwym dziennikarzom, polecam na koniec lekturę książki "Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie" niejakiego Karla Poppera, czy choćby liczne publikacje dotyczące społeczeństwa otwartego i obywatelskiego. Wystarczy "poguglować". Na wszelki wypadek można użyć oczywiście alternatywnych wyszukiwarek, a także dwukrotnie splunąć przez lewe ramię.
Anna Brzeska

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Data publikacji: 26.11.2016 17:08
Min. Gliński do Trzaskowskiego: Głosował Pan przeciw ludziom kultury. Obłuda, obłuda, obłuda...
08.07.2020 10:46
"Nieładnie tak ściągać". Gliński strofuje Trzaskowskiego
26.06.2020 19:00
"Przy fortepianie". Polska odzyskała cenny obraz Jacka Malczewskiego
22.06.2020 15:17

Komentarzy: 0
Pierwszy odzyskany obraz Jacka Malczewskiego "Przy fortepianie" powrócił do Polski - powiedział w poniedziałek wicepremier, minister kultury Piotr Gliński. Jak mówił, jest to obraz "nietypowy", ponieważ pochodzi z wcześniejszego okresu twórczości malarza.
Czytaj więcej
Gliński: "Niedźwiecki bywa postrzegany jako symbol pomysłu władz PRL na Trójkę. Wiemy kiedy tam trafił"
29.05.2020 17:07
"Prosimy o umożliwienie...". B. Więźniarka Auschwitz i ofiara Mengele w liście do wicepremiera Glińskiego
27.05.2020 14:17

Komentarzy: 0
Nasza Redakcja otrzymała list byłej więźniarki Auschwitz i ofiary niemieckiego potwora "dr" Mengele Barbary Wojnarowskiej - Gautier do wicepremiera i Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego prof. Piotra Glińskiego. List publikujemy w całości
Czytaj więcej


