Szukaj
Konto

W Trybunale Konstytucyjnym powstała Solidarność. Przewodniczący Kamil Niedbała: „Nie wiemy, co przyniesie jutro”

Kamil Niedbała, przewodniczący NSZZ "S" w TK
Źródło: Tysol.pl | Licencja: Tysol.pl | Kamil Niedbała, przewodniczący NSZZ "S" w TK
– Nie chciałbym żyć w państwie, w którym pracownicy konstytucyjnego organu albo wykonują swoje obowiązki pod presją, albo w ogóle nie mogą pracować. Sytuacja w Trybunale Konstytucyjnym jest niezwykle napięta. Ludzie nie wiedzą, co robić, czyje polecenia wykonywać i czego mogą się spodziewać – mówi nam Kamil Niedbała, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Trybunale Konstytucyjnym.
Co musisz wiedzieć:
  • W Trybunale Konstytucyjnym powstała organizacja zakładowa NSZZ "Solidarność".
  • – Nie chciałbym żyć w państwie, w którym pracownicy konstytucyjnego organu albo wykonują swoje obowiązki pod presją, albo w ogóle nie mogą pracować. Sytuacja w Trybunale Konstytucyjnym jest niezwykle napięta. Ludzie nie wiedzą, co robić, czyje polecenia wykonywać i czego mogą się spodziewać – mówi nam przewodniczący "S" w TK Kamil Niedbała.

 

"Nikt nie wyjaśnił mi, na jakiej podstawie odmówiono mi wstępu do mojego miejsca pracy"

- Wokół Trybunału Konstytucyjnego trwa poważny spór dotyczący jego funkcjonowania i obsady sędziowskiej. W debacie publicznej dominuje polityka, ale w tym wszystkim są przecież także pracownicy tej instytucji. W jakiej sytuacji się znaleźliście?

– Przede wszystkim chciałbym, żebyśmy spojrzeli na tę sytuację właśnie z perspektywy zwykłych pracowników. Nie zamierzam rozstrzygać sporów politycznych ani oceniać relacji między władzą ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Chcę opowiedzieć o tym, co spotkało nas, ludzi zatrudnionych w Trybunale Konstytucyjnym.

Najlepiej zacząć od mojego osobistego doświadczenia. Bezpośrednio po powrocie z podróży służbowej do Serbii udałem się do siedziby Trybunału, żeby odebrać prywatne rzeczy pozostawione w gabinecie oraz dokumenty potrzebne do dokończenia czynności zleconych mi przez prezesa Bogdana Święczkowskiego. W drodze otrzymałem jednak informację, że na terenie Trybunału znajduje się policja, a wejścia do budynku zostały zamknięte. Kiedy dotarłem na miejsce, okazało się, że nie mogę wejść do własnego miejsca pracy. Nikt nie wyjaśnił mi, na jakiej podstawie odmówiono mi wstępu. Był tam również wiceprezes Trybunału Bartłomiej Sochański, który także próbował dostać się do środka. Później przyjechał prezes Święczkowski.

Proszę sobie wyobrazić tę sytuację. Jestem pracownikiem instytucji państwowej, mam do wykonania określone obowiązki, chcę zabrać swoje rzeczy, a nagle nie mogę wejść do budynku. Nie otrzymuję żadnego wyjaśnienia.

 

- Czy obecnie pracownicy mogą normalnie wykonywać swoje obowiązki?

– Nie. Prezes Trybunału Konstytucyjnego wydał zarządzenie zwalniające pracowników z obowiązku świadczenia pracy do 13 listopada. Jednocześnie pojawiła się sytuacja, w której część pracowników otrzymuje telefony od innych zatrudnionych w Trybunale z informacją, że mają stawić się w budynku.

I tutaj zaczynają się bardzo poważne problemy. Kto podejmuje takie decyzje? Na jakiej podstawie jedni pracownicy są wzywani do pracy, a inni nie? Według jakich kryteriów dokonuje się wyboru tych osób? Nie znam odpowiedzi na te pytania.

Osobiście nie otrzymałem takiego telefonu. Co więcej, nie tylko uniemożliwiono mi wejście do siedziby Trybunału, lecz także straciłem dostęp do służbowej poczty elektronicznej. Nie mogę więc wykonywać swoich obowiązków przy użyciu oficjalnych kanałów komunikacji.

Zdarza się, że dzwonią do mnie przedstawiciele innych instytucji i pytają, w jaki sposób mogą skutecznie doręczyć pismo prezesowi Trybunału. A ja, jako pracownik tej instytucji, nie potrafię udzielić im odpowiedzi. To sytuacja, której nigdy wcześniej nie doświadczyłem.

 

"Pracownicy TK nie są od rozstrzygania sporów o charakterze ustrojowym"

- Czyli problemem jest nie tylko brak możliwości wykonywania pracy, ale również niepewność co do tego, czyje polecenia należy realizować?

– Dokładnie tak. Dla pracownika instytucji państwowej niezwykle istotne jest to, żeby wiedział, komu podlega i czyje polecenia są wiążące.

Ja osobiście uznaję Bogdana Święczkowskiego za legalnego prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Nie przedstawiono mi żadnej podstawy prawnej, która pozwalałaby przyjąć, że przestał pełnić tę funkcję. Dlatego nie widzę możliwości, żebym samowolnie przestał wykonywać jego polecenia.

Tymczasem mamy do czynienia z sytuacją, w której inne osoby podejmują działania organizacyjne i wydają dyspozycje pracownikom. Pojawiają się więc pytania o podstawę prawną tych działań i o odpowiedzialność osób, które wykonują otrzymane polecenia.

Chcę bardzo wyraźnie podkreślić, że pracownicy Trybunału nie są od rozstrzygania sporów dotyczących tego, kto powinien zasiadać w Trybunale Konstytucyjnym. Nie mają takich kompetencji. Ich zadaniem jest wykonywanie obowiązków służbowych zgodnie z prawem. Nie można stawiać ich w sytuacji, w której muszą samodzielnie rozstrzygać spór o charakterze ustrojowym.

 

"Mamy do czynienia z ogromnym napięciem psychicznym"

- Mówi Pan o ogromnej niepewności. Jak ta sytuacja wpływa na psychikę pracowników? Czy pojawia się strach?

– Oczywiście, że tak. Z moich rozmów z pracownikami wynika, że sytuacja jest bardzo trudna. Dotyczy to zarówno osób przebywających obecnie w siedzibie Trybunału, jak i tych, które nie mogą wykonywać swoich obowiązków.

Mamy do czynienia z ogromnym napięciem psychicznym. Ludzie są zdenerwowani, zmęczeni całą sytuacją, nie wiedzą, co przyniosą kolejne dni. Proszę pamiętać, że za każdym pracownikiem stoi konkretna historia. Są ludzie, którzy mają rodziny, dzieci, zobowiązania finansowe. Niektórzy są jedynymi żywicielami swoich rodzin. Dla nich utrata pracy czy nawet perspektywa problemów zawodowych może oznaczać dramat osobisty.

Dlatego nie chciałbym nikogo pochopnie oceniać. Jeśli ktoś podejmuje określone decyzje ze strachu o utrzymanie rodziny, trzeba spróbować zrozumieć jego położenie.

Docierają do mnie pewne sygnały, które budzą obawę, że niektórzy pracownicy mogą odczuwać presję, a nawet zastraszenie. Chcę jednak zaznaczyć, że nie dysponuję informacjami pozwalającymi mi jednoznacznie potwierdzić takie przypadki. Są to moje obawy wynikające z rozmów i sygnałów, które do mnie docierają.

Najważniejsze jest to, żeby żaden pracownik nie czuł się przymuszany do określonych zachowań i nie musiał podejmować decyzji zawodowych pod wpływem strachu.

 

- Czyli można powiedzieć, że wśród pracowników doszło do podziału? Jedni pojawiają się w budynku Trybunału, a inni pozostają poza nim.

– Nie chciałbym patrzeć na to w kategoriach dwóch przeciwstawnych obozów. Nie możemy automatycznie oceniać człowieka tylko dlatego, że znalazł się po jednej lub drugiej stronie tego sporu albo zdecydował się przyjść do pracy. Przede wszystkim nie chciałbym, żeby pracownicy stali  się ofiarami konfliktu, na którego przebieg nie mają realnego wpływu.

Dzisiaj sytuacja jest tak skomplikowana, że wielu ludzi zwyczajnie nie wie, jak ma się zachować. Nawet jeżeli mają własną ocenę tego, czyje polecenia powinni wykonywać, obawa o przyszłość może wpływać na podejmowane przez nich decyzje.

 

"Uznaliśmy, że potrzebujemy organizacji, która będzie nas jednoczyć i pozwoli występować w sprawach pracowniczych"

- Właśnie w tych okolicznościach zdecydowaliście się powołać w Trybunale Konstytucyjnym organizację zakładową NSZZ „Solidarność”. Skąd taka decyzja?

– To bezpośrednia odpowiedź na sytuację, w której się znaleźliśmy. Uznaliśmy, że potrzebujemy organizacji, która będzie nas jednoczyć i pozwoli nam wspólnie występować w sprawach pracowniczych.

Solidarność nie jest tutaj przypadkowym słowem. Dzisiaj naprawdę potrzebujemy wzajemnego wsparcia i poczucia, że nikt nie zostaje sam ze swoimi problemami. Sytuacja, której doświadczamy, jest dla nas czymś całkowicie nowym. Nigdy wcześniej nie spotkaliśmy się z podobnym położeniem pracowników instytucji konstytucyjnej.

Zainteresowanie przystąpieniem do Związku rośnie z dnia na dzień. Każdego dnia pojawiają się kolejne deklaracje członkowskie.

Niestety, są też osoby, które wcześniej deklarowały chęć wstąpienia, ale obecnie się wahają. Nie znam wszystkich powodów ich decyzji. Obawiam się jednak, że przynajmniej w niektórych przypadkach może mieć to związek z atmosferą niepewności i presji.

 

- Czy obawy pracowników mogą wynikać również z wcześniejszych działań prokuratury wobec osób zatrudnionych w Trybunale?

– Uważam, że nie można oddzielać sytuacji po 30 października od wydarzeń, które miały miejsce wcześniej.

Jeszcze przed obecnym kryzysem część pracowników Trybunału była wzywana do prokuratury w charakterze świadków w postępowaniu dotyczącym zarzutów związanych z działalnością zorganizowanej grupy przestępczej. Z kolei dyrektor kancelarii Trybunału oraz komendant Straży Trybunalskiej zostali, w ramach działań prokuratury, zawieszeni w wykonywaniu obowiązków służbowych.

Nie chcę tutaj przesądzać o podstawach prawnych tych decyzji. Stawiam jednak pytanie, czy pracownicy instytucji powinni ponosić konsekwencje za wykonywanie poleceń przełożonych. Czy komendant Straży Trybunalskiej ma kompetencje do rozstrzygania, kto jest sędzią Trybunału Konstytucyjnego? Czy takie kompetencje ma dyrektor kancelarii? Czy ja, jako pracownik, mam podejmować tego rodzaju decyzje? Oczywiście, że nie.

Pracownicy wykonują zadania wynikające z ich obowiązków oraz otrzymanych poleceń. Nie można wymagać od nich, żeby samodzielnie rozstrzygali fundamentalne spory prawne dotyczące funkcjonowania państwa.

To wszystko ma znaczenie dla atmosfery wśród pracowników. Jeżeli ludzie widzą, że osoby pełniące określone funkcje zostają objęte działaniami prokuratury, pojawia się pytanie, czy podobne konsekwencje mogą spotkać także innych.

 

"Pracownik musi wiedzieć, jakie ma obowiązki, kto jest jego przełożonym, gdzie ma wykonywać pracę i na jakich zasadach"

- A co, jeśli spór o Trybunał będzie trwał nie dni czy tygodnie, ale miesiące? Czy wyobraża Pan sobie funkcjonowanie pracowników w takich warunkach?

– Trudno mi sobie to wyobrazić. Już teraz sytuacja jest niezwykle obciążająca psychicznie.

Pracownik musi wiedzieć, jakie ma obowiązki, kto jest jego przełożonym, gdzie ma wykonywać pracę i na jakich zasadach. Musi mieć również pewność, że działając zgodnie z prawem i otrzymanymi poleceniami, nie narazi się na nieuzasadnione konsekwencje. Dzisiaj tych podstawowych elementów poczucia bezpieczeństwa brakuje.

Dla mnie nie do zaakceptowania jest również sytuacja, w której dostęp do siedziby Trybunału Konstytucyjnego odbywa się poprzez Kancelarię Premiera RP, a pracownicy są weryfikowani przez SOP. W mojej ocenie rodzi to bardzo poważne pytania o respektowanie konstytucyjnej zasady trójpodziału władzy.

- Czego najbardziej obawia się Pan dzisiaj jako pracownik i przewodniczący NSZZ „Solidarność” w TK?

– Przede wszystkim tego, że pracownicy zostaną pozostawieni sami sobie i że konflikt instytucjonalny będzie odbywał się ich kosztem. Obawiam się sytuacji, w której ludzie będą podejmować decyzje nie dlatego, że uważają je za słuszne czy zgodne z prawem, lecz dlatego, że boją się utraty pracy, konsekwencji służbowych albo problemów finansowych. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby ludzie nie byli zastraszani, nie odczuwali przymusu i nie musieli wybierać między własnym bezpieczeństwem ekonomicznym a przekonaniem, że postępują zgodnie z prawem

 

 

Komentarzy: 0
Data publikacji: 08.11.2026 17:49
Źródło: Tysol.pl