Dziś 43. rocznica Strajku Lubelskich Kolejarzy

Jeszcze w czasie trwania świdnickiego strajku (8-11 lipca), do tzw. przestojów, jak wówczas mówiono w massmediach, przystąpiono w innych zakładach pracy na terenie Lublina i okolic. Stanęły m.in. Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji, Lubelskie Zakłady Naprawy Samochodów, Fabryka Maszyn Rolniczych "Agromet", Fabryka Samochodów Ciężarowych oraz Lubelskie Zakłady Przemysłu Skórzanego. 15 lipca przerwała pracę lokomotywownia, a następnego dnia stanął cały Lubelski Węzeł Kolejowy.
"Strajk na kolei ludzie odczuwali bardziej namacalnie niż zatrzymanie produkcji w zakładach"
- Strajk na kolei rozpoczęty 16 lipca był tym, co ludzie odczuwali wówczas znacznie bardziej namacalnie niż zatrzymanie produkcji w kolejnych zakładach pracy. Znacznie więcej osób, niż jest to obecnie, jeździło wtedy pociągami. Do tego dołączył się strajk komunikacji miejskiej w Lublinie oraz przedsiębiorstwa PTHW dowożącego zaopatrzenie do sklepów. Jeśli do tego dołożymy jeszcze kilkadziesiąt innych zakładów pracy strajkujących tylko na terenie Lublina, to możemy praktycznie mówić o sparaliżowaniu miasta
- tłumaczył kilka lat temu dr Marcin Dąbrowski z lubelskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w rozmowie z "Kurierem Lubelskim".
Lubelscy kolejarze domagali się m.in.: podwyżki o 1300 zł miesięcznie, wprowadzenia wolnych sobót, wprowadzenie dodatku drożyźnianego, poprawy zaopatrzenia sklepów oraz jawności nagród i awansów.
Wygaszanie strajków
Choć początkowo, jak zwykle podczas podobnych wydarzeń, starano się w oficjalnej propagandzie przemilczeć strajki, ich skala i wpływ na funkcjonowanie całego miasta i regionu spowodowała, że postanowiono zaapelować poprzez do mieszkańców zbuntowanego miasta. W lokalnej prasie, radiu, a nawet na murach miasta pojawił się 18 lipca "Apel do mieszkańców Lublina". Wzywano w nim do zachowania spokoju i powrotu do pracy.
W lokalnej lubelskiej prasie opublikowano także komunikat z obrad Biura Politycznego KC PZPR w Warszawie. Informowano w nim o o powołaniu komisji rządowej do rozpatrzenia postulatów zgłoszonych w zakładach pracy Lublina i województwa lubelskiego. 19 lipca przyjechał do miasta szef komisji, wicepremier Mieczysław Jagielski. Strajki powoli zaczęły wygasać. Tym bardziej, że jak wspominał Mieczysław Król, ludzie otrzymali kilka dni wolnego i zmęczeni po prostu zaczęli wracać do domu.
Dr Marcin Dąbrowski we wspomnianej rozmowie podkreślał, że w lipcu na Lubelszczyźnie podpisano pierwsze pisemne porozumienia ze strajkującymi robotnikami. - Najpierw 11 lipca w WSK Świdnik, następnie 14 lipca w Fabryce Samochodów Ciężarowych. Kolejarze w Lokomotywowni wywalczyli zgodę na demokratyczne wybory do Rady Zakładowej. Przeprowadzono je 18 sierpnia, gdy trwał już strajk w Stoczni Gdańskiej. Wybory wygrali organizatorzy lipcowego strajku. Kolejarski związek zawodowy znalazł się w rękach tych, którzy za chwilę tworzyć będą "Solidarność". Negocjacyjne i organizacyjne doświadczenia robotników z Lubelszczyzny przydały się później na Wybrzeżu - mówił.
Reklama
*
Przy pisaniu tekstu korzystałam także z artykułu Marcina Dąbrowskiego pt. "Lubelski Lipiec 1980" na: www.przystanekhistoria.pl
Komentarze
Dzięki związkom udało się ograniczyć skalę zwolnień w Walcowni Metali Dziedzice

Bartłomiej Mickiewicz: Mamy dziś podział na kastę uprzywilejowanych i resztę, która ma na nich tyrać i się nie odzywać

Dziś 46. rocznica Strajku Lubelskich Kolejarzy
Lubelski Lipiec. 46 lat temu wybuchł strajk w WSK Świdnik
"Koniec pozorowanego dialogu w Grupie Azoty". Ważny komunikat



