Aleksandra Jakubiak OV: W duchu Gomer

Maria Magdalena, kąkol i miłość Ozeasza
W tym tygodniu przypada święto św. Marii Magdaleny. Był to dla mnie od lat dzień istotny, który przypominał o tym, że u Boga nie ma błędów, których nie można naprawić, grzechów, których nie da się wybaczyć, słabości, która nie mogłaby posłużyć kiedyś dobru. Co ciekawe, dziś w liturgii pojawia się przypowieść mocno korespondująca z historią życia ww. świętej.
Wiele lat temu przypowieść o chwaście lub kąkolu, stała się moim osobistym, symbolicznym aktem wyzwolenia z bardzo administracyjnego podejścia do moralności i ludzkich postaw. W tym samym czasie byłam w procesie podejmowania decyzji o życiowym powołaniu. Wydawałoby się, że tych kilku rzeczy - historii Marii Magdaleny, przypowieści o chwaście i rozeznawania powołania - nic nie łączy. Było jednak inaczej. Wspólnym mianownikiem stała się niejaka Gomer. Niewierna żona proroka Ozeasza.
Serce podzielone
W warstwie fabularnej Księgi Ozeasza, Gomer miota się między życiem z mężem i dziećmi, a ucieczkami do kochanków, natomiast kochający ją mąż, targany silnymi emocjami, jednak kobietę przyjmuje. W warstwie symbolicznej chodzi o niewierność Izraela wobec Boga, Boży gniew i następujące po tym wybaczenie i przygarnięcie.
W naszym wnętrzu owi kochankowie i baale Izraelitów, to serce podzielone, które ciągnie w różne strony i o które Bóg jest „zazdrosny”, pragnąc być wybieranym sposób jednoznaczny i czysty. Gdyby jednak sytuacja w nas samych była zupełnie prosta, to historia nie pisałaby tylu opowieści o mniejszych lub większych ucieczkach i powrotach.
Powołanie w perspektywie Gomer
Kiedy podejmowałam decyzję o konsekracji, Bóg wielokrotnie stawiał mi przed oczy postać Gomer.. Całą sobą „słyszałam”, że moje powołanie jest w jej duchu i że to bardzo ważne, bym o tym pamiętała. Wtedy ta powracająca często żona Ozeasza mnie irytowała. Chciałam być powołana w duchu jakiejś czystej na sercu osoby. Nie wiedziałam wówczas, że takie powoływanie nas w pryzmacie Gomer jest znacznie bardziej darem niż jakąkolwiek etykietką. Uwrażliwia nas na własną delikatność i słabość, pomaga patrzeć okiem Boga na nasze niewierności i grzechy. Nie po to, by sobie folgować, tylko aby pozwalać Bogu się ratować, wychodzić na spotkanie w chwilach duchowej ciemności, nie chować się po krzakach, tylko krzyczeć o pomoc.
Ochrona
Nie ma ludzi, którzy nie błądzą. Im bardziej zarzekamy się się, że „ja zawsze” i „ja nigdy”, tym łatwiej nam usłyszeć nagle piejącego trzykrotnie kura. Przyjmowanie siebie samych w duchu Gomer, to ochrona przed drogą rozpaczy Judasza i pomoc w kroczeniu raczej szlakiem Piotra. Przyjmowanie siebie w duchu Gomer, to także życie nadzieją i zgoda na to, by ktoś inny decydował o tym, co faktycznie jest w nas skarbem i zaczynem, a do czego potrzeba cierpliwości. To również zgoda na to, że może nie to jest w nas pszenicą, co z pozoru na nią wygląda i że Boża arytmetyka tego, co się z czym równoważy, co jest większe, a co mniejsze etc. może wypadać zupełnie inaczej niż ludzkie rachunki i szacunki. A także to, że czasem to ja jestem robotnikiem ostatniej godziny, lecz wbrew ludzkiej logice pierwsza przejdę przez bramy Bożego Królestwa. A innym razem mam przekonanie, że zostanę posadzona koło samego Boga, a okazuje się, że moje miejsce jest znacznie dalej. Otwarcie się na oba te przypadki bywa trudne dla naszej dumy. I wreszcie przyjmowanie siebie w duchu Gomer, to wiara w miłość Boga do mnie. W miłość, która zwycięży każdą przeszkodę, nawet taką, która z ludzkiego punktu widzenie powinna pozbawić nadziei.
Świadomy wybór i przyjęcie postawy
Gdybym kiedyś „nie usłyszała” na modlitwie, że Bóg powołuje mnie w duchu Gomer, to być może nie przetrwałabym manifestowania się moich słabości, głupoty, grzeszności, braku wierności etc. Bóg te słabości z góry znał i wiedział o tym, że nastąpią kryzysy, więc podarował mi postać Gomer, aby wynikające z tej perspektywy konsekwencje były mi później pomocą.
Sądzę, że każdy z nas może żyć w duchu Marii Magdaleny, Dobrego Łotra, Gomer, Zacheusza, z duchu niewiernej Bogu Jerozolimy (patrz 16 podział Księgi Ezechiela). To sprawia, że bramy prowadzące nas do Boga postrzegamy jako zawsze otwarte, zdejmuje pewne niepotrzebne ciężary, wcale nie zachęca do grzechu, ale uczy tego, że chwast również w nas jest i czasem potrzeba cierpliwości i wielkiego zaufania, by się sobą nie załamać. By ufać do końca.
Tagi
Komentarze
Ewangelia na Święto Marii Magdaleny z komentarzem [video]
Bp Włodarczyk: chrześcijaństwo to nie droga łatwego sukcesu, ale wierna miłość

Ewangelia na XVI Niedzielę Zwykłą z komentarzem
Rozpoczyna się Ogólnopolski Tydzień św. Krzysztofa









