Aleksandra Jakubiak OV: Nie takie łatwe zaproszenie

Znaczna liczba trudnych wydarzeń ostatnich dni prawdopodobnie nie bardzo usposabia nas do dzisiejszych liturgicznych obrazów uczty i świętowania. Warto jednak spojrzeć na czytania jako całość, by trafić na klucz, w jakim można je odczytywać. Obok Izajaszowej uczty mesjańskiej i Jezusowej przypowieść o uczcie weselnej, mamy również słowa św. Pawła: „wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”, a na dokładkę Psalm 23. Ale po kolei…
Bawmy się?
W czasie zamachów, nożowników, transmisji kary śmierci, krzyku niosącego się z Gazy, wojen, uprowadzeń etc. otrzymujemy również Dzień Papieski, radosne wspomnienie bliskiego wielu sercom pontyfikatu, który dla samego Jana Pawła II naznaczony był wszakże cierpieniem choroby, zamachu, zmagań z komunistycznymi władzami, brakiem zrozumienia. I „na dokładkę” dostajemy jeszcze bolesną informację o onkologicznej operacji papieża Leona. Na tym tle obraz wesela i zabawy wygląda jak zderzenie czołowe. Można sarkastycznie rzec: tadaaam, bawmy się.
Uczta a „doznawanie niedostatku”
W Liście do Filipian św. Paweł Apostoł pisze: „Umiem cierpieć biedę, umiem też korzystać z obfitości. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, korzystać z obfitości i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia”. W Psalmie 23 poza leżeniem na zielonych pastwiskach czytamy także o przechodzeniu przez ciemną dolinę i pójściu naprzód w obliczu strachu w świadomości obecności Boga. Czyli życie, także w świadomości bycia przy Bogu, to nie tylko wino i tłuste potrawy, których łakną głodni, ale i chwile „doznawania niedostatku” oraz momenty „kroczenia przez ciemną dolinę”.
Różne aspekty odczytywania zaproszeń
O dzisiejszej ewangelicznej przypowieści o uczcie weselnej zwykliśmy myśleć w dwóch głównych aspektach: historycznym i eucharystycznym. Pierwszy, który można byłoby nazwać również eklezjalnym, miałby być spojrzeniem z perspektywy na całą historię zbawienia: na wybranie ludu Izraela, na posyłanie kolejnych proroków i wreszcie przejście Mesjasza. Kluczem słów Jezusa byłoby więc tworzenie lub raczej zwoływanie Kościoła, poczynając od Izraela, a kończąc na wszystkich ludach ziemi. Drugi aspekt, praktycznie literalny, odnosić by się mógł - i tak najczęściej bywa interpretowany obecnie w samym Kościele - jako słowa skierowane do chrześcijan z zaproszeniem na spotkanie z Chrystusem we wspólnocie eucharystycznej. Innymi słowy: ofiarowuję ci dar z samego siebie, przyjdź i go przyjmij.
Gody
Obie powyższe interpretacje wzajemnie sobie nie przeczą, obie są poprawne, obie wskazują na ważne konteksty życia, istotne płaszczyzny naszego fukcjonowania. Dziś jednak, w tak trudnym czasie, warto chyba podkreślić występujący w przypowieści symbol godów syna. Owe zaślubiny Chrystusa i Kościoła, zakończone wielkanocnym porankiem, w swojej rozpiętości przebiegały przecież znacznie dłużej i szerzej - od umiłowania ludzi do końca, w czasie, gdy jeden z najbliższych odchodził w noc, poprzez więzienie i sąd, wreszcie cierpienie i śmierć, zejście do otchłani i wynurzenie się do życia. W sferze duchowej zatem zaproszenie na ucztę to nie tylko wybór obfitości i powodzenia, to przyjęcie życia ze wszystkimi jego radościami i smutkami, takim, jakie je mamy, tyle że przeżywanym w Bożym towarzystwie.
Nie mam tu na myśli bierności, ale po prostu akceptację tego, że ból to także część życia oraz zgodę na siebie jako istotę niedoskonałą, która błądzi i mierzy się z ograniczeniami, których sama z siebie nie umie przekroczyć. To również zgoda na to, że życie to nie show z idealnym wejściem i perfekcyjnym zejściem ze sceny; na to, że z winy naszej, cudzej lub po prostu w wyniku okoliczności, wiele z marzeń i planów po prostu się nie ziści; na to, że każdy z naszych dni posiada elementy, które nas nie cieszą, które nas wkurzają, irytują. I zgoda na to, że noszony przez nas obraz własny, jako osoby kochającej i dobrej, tak często zderza się ze smutną rzeczywistością niemocy i braku umiejętności.
Przyjęcie zaproszenia
Przyjęcie zaproszenia na ucztę, przyjęcie obdarowania, to przyznanie się do prawdziwego obrazu siebie, czyli kogoś, kto potrzebuje pomocy, to także zgoda na życie w prawdziwym jego kształcie. Nie szukanie dziury w całym, wynajdywanie cierpienia na siłę czy też samobiczowanie, ale po prostu akceptacja tego, co się pojawiło i w przyszłości może pojawić - chorób, porażek, żałoby, śmierci, a wymiarze mikro nawet tego, że uciekł mi tramwaj, że znów zawaliłem/zawaliłam to, co bardzo chciałem/chciałam zrobić dobrze... Tyle że to wszystko nie w duchowej samotności.
Takie przejście z Chrystusem przez zdrady, cierpienia, bezsilności, osądy, upadki mojego życia aż po śmierć, to właśnie wiara - wiara w zapowiedź Jego obecności oraz nadzieja poranka zmartwychwstania, krojonego miarą Boga.
Tagi
Komentarze
Papież w Centrum Schumana: Nie da mówić o Europie, nie wspominając o chrześcijaństwie

Papież na procesji w Lourdes: Kontemplując Niepokalaną, czujemy w sercach radość i nadzieję
Ofiara wykorzystania po spotkaniu z papieżem: „Straciłem wiarę. Dziś ją odnalazłem”

"Jeden z najważniejszych punktów pielgrzymki". Prywatne spotkanie Papieża z ofiarami pedofilii

"Nie jesteście ciężarem". W Lourdes Leon XIV spotkał się z chorymi








