Zygfryd Czaban: Zbawienne skutki polskiej niekompetencji
Nieudana bitwa pod Chojnicami
Przykładami mógłby sypać do jutra, ale zbieram się na imprezę, więc podam tylko jeden: skrajna nieudolność pospolitego ruszenia doprowadziła do przegrania (praktycznie już wygranej!) bitwy pod Chojnicami w 1454 roku. Gdybyśmy wtedy zwyciężyli, Zakon Krzyżacki zostałby zmiażdżony, nie byłoby lenna pruskiego, Prus Książęcych, Królestwa Prus, rozbiorów, zjednoczenia Niemiec, obu wojen światowych, a zamiast RFN mielibyśmy pewnie dwieście państewek niemieckich do rozgrywania.
Ale...
Nieudana
Polska niekompetencja ma też swoje dobre strony. Otóż w mijającym roku, tuż przed II turą wyborów prezydenckich, sztab Trzaskowskiego miał dysponować wewnętrznymi sondażami wskazującymi na zwycięstwo Nawrockiego. Dziś wiemy, że te sondaże zostały kompletnie spieprzone przez nieudolne ośrodki badania opinii, a w rzeczywistości Trzaskowski miał wtedy zwycięstwo w kieszeni. Ale tego nie wiedział. W jego sztabie zapanowała panika i postanowiono uciec się do kroku prawdziwie desperackiego: posłano Tuska do Rymanowskiego. Liczono, że jest 20% szansy, że to jednak przechyli szalę na korzyść Trzaskowskiego. Oczywiście Tusk wyciągnął Murańskiego i reszta jest historią.
Ten jeden Murański dodał Nawrockiemu przynajmniej pół miliona głosów (to absolutne minimum), czyli dużo więcej niż wyniosła ostatecznie przewaga zwycięzcy. Dziś wiemy, że bez nieuzasadnionej paniki sztabu, Trzaskowski wygrałby.
Nawrocki miał świetną kampanię, ale o jego zwycięstwie przesądziła nieudolność ludzi opracowujących sondaże dla sztabu przeciwnika.