Szukaj
Konto

Wałęsa z nową wersją swojej historii. "Bezpieka płaciła mi za czas na przesłuchaniach"

Lech Wałęsa na nagraniu z sm
Źródło: X | Autor: X | Licencja: X | Lech Wałęsa
Lech Wałęsa po raz kolejny odniósł się do oskarżeń dotyczących współpracy z SB. Były prezydent przedstawił nową wersję wydarzeń i przekonywał, że pieniądze, które otrzymywał, miały być rekompensatą za czas tracony podczas wezwań na rozmowy z funkcjonariuszami. To kolejna odsłona historii, którą od lat próbuje tłumaczyć swoją przeszłość.
Co musisz wiedzieć:
  • Wałęsa ponownie odniósł się do sprawy „Bolka”
  • Były prezydent mówi o pieniądzach za czas spędzony na przesłuchaniach
  • Wypowiedź wywołała kolejną falę komentarzy

Wałęsa przedstawił nową wersję wydarzeń

Lech Wałęsa od lat odpiera zarzuty dotyczące współpracy z komunistyczną bezpieką. Były prezydent wielokrotnie przedstawiał własne wyjaśnienia dotyczące sprawy „Bolka”, a teraz pojawiła się kolejna wersja wydarzeń.

W nagraniu w mediach społecznościowych Wałęsa przekonywał, że nie chce tłumaczyć się ze swojego życiorysu, szczególnie z fragmentów dotyczących oskarżeń o współpracę z SB. Stwierdził również, że zarzuty, jakie się wobec niego pojawiają, to efekt m.in. z publikacji i wystąpień historyka Sławomira Cenckiewicza, którego Wałęsa ustawicznie nazywa "Centkiewiczem".

 

„Traciłem wypłatę”

Były lider „Solidarności” tym razem opowiadał, że od 1976 roku pracował w stoczni na akord i każda rozmowa z funkcjonariuszami oznaczała dla niego utratę części wynagrodzenia.

Kiedy mnie odciągała bezpieka i policja na różne wezwania, traciłem wypłatę - mówił Wałęsa.

Jak twierdził, miał powiedzieć funkcjonariuszom, że nie będzie pojawiał się na kolejnych wezwaniach, ponieważ musi utrzymać rodzinę.

 

„Zaproponowano, że będą płacić”

W dalszej części wypowiedzi Wałęsa przekonywał, że w odpowiedzi na jego sprzeciw pojawiła się propozycja rekompensaty finansowej.

Wtedy to zaproponowano, że za te godziny będą mi płacić

 - stwierdził były prezydent.

Dodał również, że jego zdaniem mogło to zostać później wykorzystane jako argument mający świadczyć o współpracy z SB.

Oczywiście to potem prawdopodobnie przerobiono na współpracę z bezpieką

 - mówił.

„Niech ktoś to sprawdzi”

Wałęsa podkreślał, że sam nie zamierza już tłumaczyć się ze swojej przeszłości. Zachęcał jednak, by ktoś przeanalizował dokumenty i zweryfikował przedstawianą przez niego wersję wydarzeń.

Niech ktoś pójdzie tylko tą drogą, niech to posprawdza

 - powiedział były prezydent.

Szafa Kiszczaka

17 lutego 2016 roku pracownicy IPN przeprowadzili przeszukanie w domu Marii Kiszczak, wdowy po gen. Czesławie Kiszczaku.

W trakcie czynności zabezpieczono akta personalne oraz dokumenty dotyczące współpracy tajnego współpracownika SB o pseudonimie „Bolek” z lat 1970–1976, zachowane w oryginalnych okładkach.

Już następnego dnia prezes IPN podczas konferencji prasowej poinformował, że w odnalezionych materiałach znajdują się m.in. zobowiązanie Lecha Wałęsy do współpracy z SB oraz podpisane przez niego odręcznie pokwitowania odbioru pieniędzy.

Wałęsa mówił, że teczki TW Bolek są sfałszowane, że nigdy nie współpracował, nie pobierał wynagrodzenia, nie składał donosów pisemnych lub ustnych, a funkcjonariusze SB pisali donosy za niego i sami pobierali pieniądze. 

Prokurator Andrzej Pozorski, dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu powiedział, że opinia grafologów z krakowskiego Instytutu Sehna jest jednoznaczna: pismo z teczek Kiszczaka to pismo Wałęsy.

 

 

 

 

Komentarzy: 0
Data publikacji: 11.05.2026 17:14