Wałęsa z nową wersją swojej historii. "Bezpieka płaciła mi za czas na przesłuchaniach"

- Wałęsa ponownie odniósł się do sprawy „Bolka”
- Były prezydent mówi o pieniądzach za czas spędzony na przesłuchaniach
- Wypowiedź wywołała kolejną falę komentarzy
Wałęsa przedstawił nową wersję wydarzeń
Lech Wałęsa od lat odpiera zarzuty dotyczące współpracy z komunistyczną bezpieką. Były prezydent wielokrotnie przedstawiał własne wyjaśnienia dotyczące sprawy „Bolka”, a teraz pojawiła się kolejna wersja wydarzeń.
W nagraniu w mediach społecznościowych Wałęsa przekonywał, że nie chce tłumaczyć się ze swojego życiorysu, szczególnie z fragmentów dotyczących oskarżeń o współpracę z SB. Stwierdził również, że zarzuty, jakie się wobec niego pojawiają, to efekt m.in. z publikacji i wystąpień historyka Sławomira Cenckiewicza, którego Wałęsa ustawicznie nazywa "Centkiewiczem".
„Traciłem wypłatę”
Były lider „Solidarności” tym razem opowiadał, że od 1976 roku pracował w stoczni na akord i każda rozmowa z funkcjonariuszami oznaczała dla niego utratę części wynagrodzenia.
Kiedy mnie odciągała bezpieka i policja na różne wezwania, traciłem wypłatę - mówił Wałęsa.
Jak twierdził, miał powiedzieć funkcjonariuszom, że nie będzie pojawiał się na kolejnych wezwaniach, ponieważ musi utrzymać rodzinę.
„Zaproponowano, że będą płacić”
W dalszej części wypowiedzi Wałęsa przekonywał, że w odpowiedzi na jego sprzeciw pojawiła się propozycja rekompensaty finansowej.
Wtedy to zaproponowano, że za te godziny będą mi płacić
- stwierdził były prezydent.
Dodał również, że jego zdaniem mogło to zostać później wykorzystane jako argument mający świadczyć o współpracy z SB.
Oczywiście to potem prawdopodobnie przerobiono na współpracę z bezpieką
- mówił.
„Niech ktoś to sprawdzi”
Wałęsa podkreślał, że sam nie zamierza już tłumaczyć się ze swojej przeszłości. Zachęcał jednak, by ktoś przeanalizował dokumenty i zweryfikował przedstawianą przez niego wersję wydarzeń.
Niech ktoś pójdzie tylko tą drogą, niech to posprawdza
- powiedział były prezydent.
Szafa Kiszczaka
17 lutego 2016 roku pracownicy IPN przeprowadzili przeszukanie w domu Marii Kiszczak, wdowy po gen. Czesławie Kiszczaku.
W trakcie czynności zabezpieczono akta personalne oraz dokumenty dotyczące współpracy tajnego współpracownika SB o pseudonimie „Bolek” z lat 1970–1976, zachowane w oryginalnych okładkach.
Już następnego dnia prezes IPN podczas konferencji prasowej poinformował, że w odnalezionych materiałach znajdują się m.in. zobowiązanie Lecha Wałęsy do współpracy z SB oraz podpisane przez niego odręcznie pokwitowania odbioru pieniędzy.
Wałęsa mówił, że teczki TW Bolek są sfałszowane, że nigdy nie współpracował, nie pobierał wynagrodzenia, nie składał donosów pisemnych lub ustnych, a funkcjonariusze SB pisali donosy za niego i sami pobierali pieniądze.
Prokurator Andrzej Pozorski, dyrektor Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu powiedział, że opinia grafologów z krakowskiego Instytutu Sehna jest jednoznaczna: pismo z teczek Kiszczaka to pismo Wałęsy.
