Szukaj
Konto

Umarł Castro, niech żyje Castro! Wszyscy Kubańczycy, a jest ich ponad 11 milionów, chcą opuścić swój kraj

05.12.2016 12:33
Umarł Castro, niech żyje Castro! Wszyscy Kubańczycy, a jest ich ponad 11 milionów, chcą opuścić swój kraj
Źródło: Pixabay.com/CC0
Komentarzy: 0
Może z marzeń emigracyjnych należałoby wyłączyć jakiś milion szeroko pojętej władzy z całą jej administracją, kadrą oficerską i aparatem przymusu – im wiedzie się dobrze, choć może w głębi duszy też śnią o wolnym świecie.
Pamiętamy jeszcze opowieści o brawurowych ucieczkach z wczesnego PRL-u; a to na materacu dmuchanym przez Bałtyk do Szwecji, a to szybowcem do Austrii lub z Berlina Wschodniego do wolności zachodnioberlińskiej przez mur, zjazdem po linie jak w górach nad przepaścią. Traktowaliśmy niczym bohaterów tych, którym się udało, żałowaliśmy pechowców. Kubańczycy podobnie i nieprzerwanie pragną wypisać się ze swojego kraju - truizmem byłoby przytaczać przyczyny. Najbliżej jest im do USA i tam też zdążają od lat pomimo licznych zasadzek i niebezpieczeństw.

Przed rewolucją Fidela Castro, czyli przed rokiem 1959, obywatele Kuby przemieszczali się swobodnie. Zamożni chętnie odpoczywali w Teksasie, zakładali biznesy na Florydzie, szczególnie fabryki cygar, które spowodowały rozkwit gospodarczy tamtego terenu i napływ siły roboczej. Stosunki między USA i Kubą, po wyzwoleniu tej ostatniej spod władzy kolonialnej, miały charakter szalenie praktyczny. Jedni twierdzą, że USA prowadziły politykę wyzysku w stosunku do młodego państwa, inni uważają, że korzyści były obopólne. Tuż przed rewolucją zamieszkiwało na terenie USA, głównie w Tampie na Florydzie i w teksańskim Houston, ponad 120 tys. obywateli pochodzenia kubańskiego. Można z dużym prawdopodobieństwem przypuszczać, że tak jak szybko powrócili "na ojczyzny łono", tak szybko zapragnęli je opuścić. Nie tylko oni. W latach 1960 - 1980 emigracja rozkwitła, a USA traktowały uchodźców kubańskich życzliwie. Akt prawny nie tylko zezwalający na legalne pozostanie, ale regulujący również wszelkiego rodzaju pomoc nowo przybyłym (darmowa nauka języka, nisko oprocentowane pożyczki i granty, dopłaty do czynszu, darmowa nauka na studiach) został uchwalony i wszedł w życie za prezydentury niezbyt popularnego i swego czasu krytykowanego w Polsce Lyndona Johnsona (1963 - 1969).

Halina Kaczmarczyk

Cały artykuł w najnowszym numerze "TS" (50/2016) dostępnym też w wersji cyfrowej tutaj
Komentarzy: 0
Data publikacji: 05.12.2016 12:33