Szukaj
Konto

[Tylko u nas] Tadeusz Płużański: Rakowiecka 37

31.08.2019 02:34
[Tylko u nas] Tadeusz Płużański: Rakowiecka 37
Źródło: screen YouTube wPolsce
Komentarzy: 0
Na terenie byłego aresztu śledczego przy ul. Rakowieckiej w Warszawie odnaleziono szczątki ośmiu osób – poinformował wiceprezes IPN prof. Krzysztof Szwagrzyk. - Jedne są niekompletne, przy kilku nie znaleźliśmy żadnych artefaktów, a przy trójce były resztki niemieckich mundurów. Warto przy tej okazji przypomnieć, czym była ta niemiecka, a potem ubecka katownia.
Areszt zbudowali rosyjscy zaborcy na przełomie wieków XIX i XX dla kryminalistów. W II Rzeczpospolitej pierwszym naczelnikiem był działacz PPS, radca prawny Zygmunt Bugajski, zamordowany przez Sowietów w 1940 r. w Katyniu. Po II wojnie światowej Rakowiecka stała się najgorszą katownią Polski tzw. ludowej.

Dzieje aresztu odzwierciedlały historię skolonizowanego przez Sowietów kraju: noc stalinowska, "odwilż", karnawał Solidarności i noc stanu wojennego Jaruzelskiego, aż po powiew wolności w 1989 r. W komunistycznym półwieczu Rakowiecka była tym, czym X Pawilon Cytadeli w czasach carskich, czy Aleja Szucha - niemieckich.

"Siedzieliśmy w warunkach na tyle luksusowych, działaliśmy przy otwartej kurtynie dzięki roli mediów, że nie można było nas wykończyć, tak jak wykończono pokolenie, które walczyło o niepodległość w latach 40., 50." To słowa architekta Czesława Bieleckiego wypowiedziane w filmie "Rakowiecka" w reżyserii Jolanty Kessler. Współtwórca filmu - Józef Szaniawski, który na wolność wyszedł wiosną 1990 r., jako ostatni więzień polityczny PRL, określił to ponure miejsce na warszawskim Mokotowie mianem polskiej Łubianki. Przez Rakowiecką przeszły dwa pokolenia Polaków. Kiedy na mocy amnestii w 1956 r. mury katowni opuszczali więźniowie Stalina i Bieruta, ich miejsce zajmowali nowi "wrogowie ludu". Ci z roku 1968, 1970, 1976, 1981...

Stąd osadzeni przekazywali często swoje ostatnie słowa, swoisty testament. W grypsach do bliskich pisali, że umierają za wolną Polskę i za wiarę w Boga. Tak jak ostatni komendant WiN płk Łukasz Ciepliński: "Zrobili ze mnie zbrodniarza. Prawda jednak wkrótce zwycięży. Nad światem zapanuje idea Chrystusowa, Polska niepodległość - a człowiek pohańbioną godność ludzką - odzyska".

Nie zapominajmy również o nie mniej krwawym okresie - działaniu Rakowieckiej w czasie okupacji niemieckiej, kiedy pełniła funkcje pomocnicze wobec głównej katowni, jaką był Pawiak. Pierwszego dnia Powstania Warszawskiego AK-owcy podjęli nieudaną próbę zdobycia aresztu. Następnego dnia SS w odwecie rozstrzelało tu ok. 600 więźniów. W obliczu nieuchronnej śmierci część osadzonych zbuntowała się i przy pomocy mieszkańców Mokotowa kilkuset z nich zdołało uciec.

Wspomniany Józef Szaniawski powiedział kiedyś swojemu śledczemu: "Tu będzie kiedyś muzeum, a pan będzie stał wypchany w gablocie". I te gabloty, a także zachowane jakimś cudem cele i piwnice dziś będą edukować młodzież, na czym naprawdę polegał komunizm. A szczątki zamordowanych - przez oprawców brunatnych i czerwonych odnajduje dziś na terenie powstającego tu Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL ekipa IPN prof. Krzysztofa Szwagrzyka.

"To miejsce jest święte" - podkreśla Jacek Pawłowicz, dyrektor muzeum. Bo to miejsce uświęcone krwią wielu niewinnie zamordowanych, których jedyną winą było to, że chcieli Polski niepodległej.


Tadeusz Płużański
Komentarzy: 0
Data publikacji: 31.08.2019 02:34