Tadeusz Płużański: To oni wydali gen. Roweckiego „Grota”

30 czerwca 1943 r. Komendant Główny Armii Krajowej generał Stefan Rowecki został aresztowany na ul. Spiskiej w Warszawie. Do dziś krąży wersja, że „Grot” wpadł wskutek niemieckiego nasłuchu, zainstalowanego w konspiracyjnych lokalach AK. Faktycznie wsypała go trójka zdrajców. Dziś Instytut Pamięci Narodowej szuka szczątków najwybitniejszego komendanta polskiej podziemnej armii.
4 lipca 1943 r. Polaków spotkał drugi poważny cios - w Gibraltarze zginął generał Władysław Sikorski, premier rządu RP na uchodźstwie, Naczelny Wódz. Coraz więcej faktów potwierdza ustalenia, że Sikorski wcale nie zginął w wypadku lotniczym, gdyż takiego w ogóle nie było, ale został zamordowany. Wróćmy jednak do historii zakapowania generała "Grota". Emigracyjny historyk Tadeusz Żenczykowski w książce "Generał Grot u kresu walki" przybliża nam tamte wydarzenia:
"Wszystkie poprzednie, długotrwałe usiłowania Gestapo trafienia na ślad "Grota" zawodziły. Głównym powodem była niemożność znalezienia informatorów w aparacie organizacyjnym Komendy Głównej AK lub wprowadzenia do tego środowiska własnych agentów. Sytuacja zmieniła się gwałtownie po aresztowaniu w kwietniu 1942 r. młodego i sprawnego w swej działalności pracownika wywiadu AK, Ludwika Kalksteina."
Kalkstein wpadł w ręce Gestapo w "kotle" konspiracyjnego lokalu. W ciągu kilku miesięcy pobytu w więzieniu - z własnej woli, bez przymusu - oświadczył najpierw, że czuje się Niemcem i wpisano go na Volkslistę, a następnie został agentem Gestapo. Jego zadaniem było rozpracowywanie Armii Krajowej. Aby ułatwić mu zadanie Niemcy rozpuścili wersję o jego śmierci.
TRÓJKA RENEGATÓW
Kim był Ludwik Kalkstein? Urodzony w 1920 r., był potomkiem spolszczonej rodziny pruskiej. Jego protoplasta, Krystian Ludwik Kalkstein, w XVII wieku został stracony w Królewcu za ucieczkę z Prus i działalność przeciwko elektorowi pruskiemu na rzecz Polski (wątek ten był zresztą kanwą serialu telewizyjnego "Czarne chmury").
W 1940 r. Ludwik Kalkstein wstąpił do Związku Walki Zbrojnej i trafił do grupy wywiadu Armii Krajowej "Stragan". Odnosił błyskotliwe sukcesy, czego dowodem był Krzyż Walecznych, awans na podporucznika i stanowisko dowódcy siatki wywiadowczej "H" (od pierwszej litery jego pseudonimu "Hanka"). Była to specjalna, licząca około 300 osób grupa, podlegającej "Straganowi".
Do współpracy z Niemcami Kalkstein namówił swych poprzednich współpracowników z AK, którzy uniknęli "wsypy": ówczesną narzeczoną, a późniejszą żonę Blankę Kaczorowską, ps. "Sroka" i szwagra Eugeniusza Świerczewskiego, ps. "Gens". Ten ostatni, przedwojenny major rezerwy i krytyk teatralny, był żołnierzem II Oddziału (wywiadu) Komendy Głównej AK.
Bohdan Urbankowski w swojej "Czerwonej mszy" napisał, że Świerczewski "za cenę zwolnienia z getta donosił na Polaków i wyszukiwał Żydów ukrywających się na aryjskich papierach".
Przełożonym trójki agentów był SS Untersturmfuhrer Erich Merten z warszawskiego Gestapo. Agentom postawiono dwa główne zadania:
1) wytropienie i doprowadzenie do ujęcia "Grota",
2) wydanie w niemieckie ręce kierownictwa i sieci organizacyjnej wywiadu AK.
W rezultacie - jak pisze Irena Rowecka-Mielczarska w książce "Ojciec. Wspomnienia córki gen. Stefana Grota-Roweckiego" - "Ta dobrana trójka renegatów spowodowała śmierć kilkuset Polaków zakatowanych w Gestapo czy zamęczonych w obozach koncentracyjnych".
Tadeusz Żenczykowski pisze, że ofiarą działalności agentów "padło przeszło 200 osób z wywiadu AK, a wśród nich dwaj kolejni szefowie Oddziału Wywiadowczego Sztabu Komendy Głównej AK: podpułkownik Wacław Berka (ps. "Brodowicz") i podpułkownik Witold Drobik (ps. "Dzięcioł") - aresztowani w drugiej połowie 1943 r. i później zamordowani przez Gestapo".
"GENS" NA TROPIE
Wróćmy jednak do tragedii gen. "Grota". Świerczewski, jako jedyny z owej trójki agentów, znał gen. Roweckiego z okresu przedwojennego. Irena Rowecka pisze: "Gens" znał Ojca z wojny 1920 roku, bo obaj służyli wtedy w armii generała Szeptyckiego. Świerczewski był tam podoficerem oświatowym". Roweckiego widywał również później, kiedy generał kierował Instytutem Naukowo-Wydawniczym.
Tadeusz Żenczykowski: "Ponaglany przez Mertena i działający w myśl wskazówek Kalksteina, starał się wypatrzeć w Warszawie "Grota", lub zdobyć informacje, w jakich dzielnicach miasta jest najczęściej widywany.
Nigdy zapewne nie będzie wiadomo, czy Świerczewski dowiedział się, że generał Rowecki nocuje teraz na Powiślu, na konspiracyjnych kwaterach, z których jedna była przy ulicy Leszczyńskiej, a druga przy ulicy Topiel, czy też zwykły przypadek zrządził, że rankiem 30-go czerwca rozpoznał z daleka Generała, idącego ulicą Solec. Nie można również wykluczyć, że już poprzednio - w ramach swych czynności tropicielskich - zdołał zauważyć, że "Grot" bywa nieraz na Powiślu i dlatego przeprowadzał rozpoznawcze wędrówki w godzinach porannych przypuszczając, że o tej porze "Grot" może wyruszać na spotkania służbowe w innych dzielnicach miasta.
W tym pamiętnym dniu - jak wynika z dochodzeń "Oskara" [Bernard Zakrzewski, szef kontrwywiadu w II Oddziale Sztabu Komendy Głównej AK - red.] - Świerczewski, zobaczywszy Generała, zaczął iść jego śladem. Gdy Generał wsiadł do tramwaju na moście Poniatowskiego, Świerczewski wskoczył do drugiego wozu. Starannie się ukrywając, wysiadł - zaraz po nim - na przystanku przy rogu Raszyńskiej i Grójeckiej i nadal, z bezpiecznej odległości, śledził wszystkie dalsze kroki aż do chwili, gdy ujrzał jak "Grot" wchodzi do jednego z domów przy ulicy Spiskiej. Wiedział, że każda minuta jest cenna i w pośpiechu nie mógł sprawdzić dokładnie numeru domu, w którym znalazł się Generał. Ruszył czym prędzej do telefonu…".
Kluczową rolę Eugeniusza Świerczewskiego w rozpracowaniu gen. "Grota" potwierdzają zeznania gestapowców (Alfreda Milke i Ireny Chmielewiczowej) w powojennych procesach w Polsce. Na niego wskazał również Kalkstein, choć jego zeznanie jest akurat mało wiarygodne, gdyż mógł w ten sposób zrzucić z siebie odpowiedzialność. Szef warszawskiego Gestapo Hahn kategorycznie stwierdził, że tym, który wykrył gen. Roweckiego na ulicy Spiskiej był Świerczewski, rozpoznając go jednocześnie na zdjęciu.
Z WYROKU AK
Jakie były dalsze losy trójki renegatów?
Wanda Ossowska, żołnierz AK, członek siatki "H" widziała Kalksteina w gmachu Gestapo w Alei Szucha, elegancko ubranego. Wiadomo, że formalnie przyjęto go do SS i walczył w czasie Powstania Warszawskiego przeciwko AK. Do końca niemieckiej okupacji pozostał pod opieką swoich mocodawców.
W 1944 r. cała trójka została zdemaskowana przez wywiad Armii Krajowej. Sąd Specjalny przy Komendzie Głównej AK skazał ich na karę śmierci. Schwytać udało się tylko Eugeniusza Świerczewskiego. W czerwcu 1944 r., po przesłuchaniu w suterenie przy ulicy Krochmalnej 74, w trakcie którego podobno nie ujawnił, że to on wydał "Grota", ale przyznał się do wydania w ręce Gestapo swoich bezpośrednich przełożonych (wspomnianego już ppłka Drobika i mjra Pawłowicza); po odczytaniu wyroku został powieszony.
Również Blanka Kaczorowska do końca wojny pozostawała pod opieką Niemców. Podobno przed wykonaniem wyroku AK uratowała ją ciąża. Po 1945 r. jej małżeństwo z Kalksteinem rozpadło się. Oboje zacierali po sobie ślady, zmieniali nazwiska, powierzchowność i miejsca zamieszkania. Wszystko to z obawy przed zdemaskowaniem przez AK-owców, bo nowej, komunistycznej władzy nie musieli się obawiać. Ta otaczała ich parasolem ochronnym.
Tadeusz Żenczykowski:
"Władze komunistyczne okazywały im poparcie, a tak podejrzliwie i wrogo wobec Akowców nastawione UB nie interesowało się oficjalnie ich wojenną przeszłością, o której Bezpieka dobrze wiedziała".
Ludwik Kalkstein przeniósł się na Ziemie Odzyskane, do Szczecina. Oficjalnie współpracował z miejscową rozgłośnią Polskiego Radia i lokalną prasą. Jako Wojciech Świerkiewicz pisywał książki marynistyczne i dla dzieci.
Blanka Kaczorowska ukończyła w Łodzi studia i - za wiedzą i aprobatą ówczesnego ministra kultury i sztuki Włodzimierza Sokorskiego - podjęła pracę w Państwowym Instytucie Sztuki.
POD OPIEKĄ BEZPIEKI
Kalkstein-Świerkiewicz został w końcu rozpoznany na jednej z ulic Szczecina przez żołnierzy AK. W 1954 r. Sąd Wojewódzki w Warszawie sądził go z dekretu PKWN z 31 sierpnia 1944 r. "o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy i zdrajców narodu polskiego", za co kara była jedna - wyrok śmierci. [Na mocy tego samego dekretu o faszyzacji twórca i szef "Kedywu" AK gen. August Emil Fieldorf został skazany na karę śmierci, którą 24 lutego 1953 r. wykonano].
Inaczej było z agentem Gestapo Ludwikiem Kalksteinem, który dostał dożywocie. W 1956 r. dziwnym trafem objęła go amnestia, skracając odsiadkę do dwunastu lat. W końcu, już po dziesięciu latach, w 1965 r. "warunkowo" wyszedł na wolność. Dlaczego? Gestapo przecież już nie czuwało, ale tym razem czuwała… bezpieka. Nie wiadomo tylko, czy było to UB, czy NKWD.
Irena Rowecka pisze: "Opowiadano mi, że dosięgła go "prywatna kara": w ciemni pomorskiej rozgłośni ktoś zmasakrował mu twarz".
Blankę Kaczorowską rozpoznano w 1952 r. Ten sam Sąd Wojewódzki w Warszawie w 1953 r. skazał ją również na dożywotnie więzienie. "Ludowe" prawo - podobnie jak w przypadku Kalksteina - okazało się łaskawe. Najpierw uzyskała zmianę kary na piętnaście lat, potem na dziesięć. Już po pięciu latach, w 1958 r. Kaczorowska została zwolniona z odbywania reszty kary i opuściła więzienne mury. Korzystając ze wsparcia UB, albo nawet NKWD - wyjechała za granicę, gdzie mieszka do dziś. Jeszcze w latach 80., jako pracownica "Orbisu", działała na rzecz komunistów na terenie Francji i Niemiec.
Jakie było uzasadnienie wyroku na Kaczorowską?
Zdaniem Sądu Wojewódzkiego oskarżona jest ofiarą zbrodniczej działalności kierownictwa AK, które - jak wiemy obecnie - współpracowało z Gestapo, było na usługach Gestapo i wraz z Gestapo walczyło przeciwko większej części Narodu Polskiego w jego walce o narodowe i społeczne wyzwolenie, w której to walce przewodziła Polska Partia Robotnicza. (…) Wiadomo jest, że AK wydała w ręce Gestapo najlepszych patriotów polskich. A ludzie tego rodzaju co Blanka Kaczorowska była przez nich wykorzystana do swoich niecnych celów, czyniąc z niej zdrajcę Narodu Polskiego".
NA ROZKAZ HIMMLERA
Generał Stefan Rowecki "Grot" zginął w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach. Po aresztowaniu na ul. Spiskiej zakuty w kajdany został przewieziony do siedziby Gestapo na Szucha, a następnie przetransportowany samolotem do Berlina. Stamtąd trafił do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen, gdzie trzymano go w ścisłej izolacji.
Po informacji o wybuchu Powstania Warszawskiego Heinrich Himmler nakazał zamordować gen. "Grota". Według współczesnych ustaleń komendant Główny Armii Krajowej zginął w Sachsenhausen między 2 a 7 sierpnia 1944 r.
"Wszystkie poprzednie, długotrwałe usiłowania Gestapo trafienia na ślad "Grota" zawodziły. Głównym powodem była niemożność znalezienia informatorów w aparacie organizacyjnym Komendy Głównej AK lub wprowadzenia do tego środowiska własnych agentów. Sytuacja zmieniła się gwałtownie po aresztowaniu w kwietniu 1942 r. młodego i sprawnego w swej działalności pracownika wywiadu AK, Ludwika Kalksteina."
Kalkstein wpadł w ręce Gestapo w "kotle" konspiracyjnego lokalu. W ciągu kilku miesięcy pobytu w więzieniu - z własnej woli, bez przymusu - oświadczył najpierw, że czuje się Niemcem i wpisano go na Volkslistę, a następnie został agentem Gestapo. Jego zadaniem było rozpracowywanie Armii Krajowej. Aby ułatwić mu zadanie Niemcy rozpuścili wersję o jego śmierci.
TRÓJKA RENEGATÓW
Kim był Ludwik Kalkstein? Urodzony w 1920 r., był potomkiem spolszczonej rodziny pruskiej. Jego protoplasta, Krystian Ludwik Kalkstein, w XVII wieku został stracony w Królewcu za ucieczkę z Prus i działalność przeciwko elektorowi pruskiemu na rzecz Polski (wątek ten był zresztą kanwą serialu telewizyjnego "Czarne chmury").
W 1940 r. Ludwik Kalkstein wstąpił do Związku Walki Zbrojnej i trafił do grupy wywiadu Armii Krajowej "Stragan". Odnosił błyskotliwe sukcesy, czego dowodem był Krzyż Walecznych, awans na podporucznika i stanowisko dowódcy siatki wywiadowczej "H" (od pierwszej litery jego pseudonimu "Hanka"). Była to specjalna, licząca około 300 osób grupa, podlegającej "Straganowi".
Do współpracy z Niemcami Kalkstein namówił swych poprzednich współpracowników z AK, którzy uniknęli "wsypy": ówczesną narzeczoną, a późniejszą żonę Blankę Kaczorowską, ps. "Sroka" i szwagra Eugeniusza Świerczewskiego, ps. "Gens". Ten ostatni, przedwojenny major rezerwy i krytyk teatralny, był żołnierzem II Oddziału (wywiadu) Komendy Głównej AK.
Bohdan Urbankowski w swojej "Czerwonej mszy" napisał, że Świerczewski "za cenę zwolnienia z getta donosił na Polaków i wyszukiwał Żydów ukrywających się na aryjskich papierach".
Przełożonym trójki agentów był SS Untersturmfuhrer Erich Merten z warszawskiego Gestapo. Agentom postawiono dwa główne zadania:
1) wytropienie i doprowadzenie do ujęcia "Grota",
2) wydanie w niemieckie ręce kierownictwa i sieci organizacyjnej wywiadu AK.
W rezultacie - jak pisze Irena Rowecka-Mielczarska w książce "Ojciec. Wspomnienia córki gen. Stefana Grota-Roweckiego" - "Ta dobrana trójka renegatów spowodowała śmierć kilkuset Polaków zakatowanych w Gestapo czy zamęczonych w obozach koncentracyjnych".
Tadeusz Żenczykowski pisze, że ofiarą działalności agentów "padło przeszło 200 osób z wywiadu AK, a wśród nich dwaj kolejni szefowie Oddziału Wywiadowczego Sztabu Komendy Głównej AK: podpułkownik Wacław Berka (ps. "Brodowicz") i podpułkownik Witold Drobik (ps. "Dzięcioł") - aresztowani w drugiej połowie 1943 r. i później zamordowani przez Gestapo".
"GENS" NA TROPIE
Wróćmy jednak do tragedii gen. "Grota". Świerczewski, jako jedyny z owej trójki agentów, znał gen. Roweckiego z okresu przedwojennego. Irena Rowecka pisze: "Gens" znał Ojca z wojny 1920 roku, bo obaj służyli wtedy w armii generała Szeptyckiego. Świerczewski był tam podoficerem oświatowym". Roweckiego widywał również później, kiedy generał kierował Instytutem Naukowo-Wydawniczym.
Tadeusz Żenczykowski: "Ponaglany przez Mertena i działający w myśl wskazówek Kalksteina, starał się wypatrzeć w Warszawie "Grota", lub zdobyć informacje, w jakich dzielnicach miasta jest najczęściej widywany.
Nigdy zapewne nie będzie wiadomo, czy Świerczewski dowiedział się, że generał Rowecki nocuje teraz na Powiślu, na konspiracyjnych kwaterach, z których jedna była przy ulicy Leszczyńskiej, a druga przy ulicy Topiel, czy też zwykły przypadek zrządził, że rankiem 30-go czerwca rozpoznał z daleka Generała, idącego ulicą Solec. Nie można również wykluczyć, że już poprzednio - w ramach swych czynności tropicielskich - zdołał zauważyć, że "Grot" bywa nieraz na Powiślu i dlatego przeprowadzał rozpoznawcze wędrówki w godzinach porannych przypuszczając, że o tej porze "Grot" może wyruszać na spotkania służbowe w innych dzielnicach miasta.
W tym pamiętnym dniu - jak wynika z dochodzeń "Oskara" [Bernard Zakrzewski, szef kontrwywiadu w II Oddziale Sztabu Komendy Głównej AK - red.] - Świerczewski, zobaczywszy Generała, zaczął iść jego śladem. Gdy Generał wsiadł do tramwaju na moście Poniatowskiego, Świerczewski wskoczył do drugiego wozu. Starannie się ukrywając, wysiadł - zaraz po nim - na przystanku przy rogu Raszyńskiej i Grójeckiej i nadal, z bezpiecznej odległości, śledził wszystkie dalsze kroki aż do chwili, gdy ujrzał jak "Grot" wchodzi do jednego z domów przy ulicy Spiskiej. Wiedział, że każda minuta jest cenna i w pośpiechu nie mógł sprawdzić dokładnie numeru domu, w którym znalazł się Generał. Ruszył czym prędzej do telefonu…".
Kluczową rolę Eugeniusza Świerczewskiego w rozpracowaniu gen. "Grota" potwierdzają zeznania gestapowców (Alfreda Milke i Ireny Chmielewiczowej) w powojennych procesach w Polsce. Na niego wskazał również Kalkstein, choć jego zeznanie jest akurat mało wiarygodne, gdyż mógł w ten sposób zrzucić z siebie odpowiedzialność. Szef warszawskiego Gestapo Hahn kategorycznie stwierdził, że tym, który wykrył gen. Roweckiego na ulicy Spiskiej był Świerczewski, rozpoznając go jednocześnie na zdjęciu.
Z WYROKU AK
Jakie były dalsze losy trójki renegatów?
Wanda Ossowska, żołnierz AK, członek siatki "H" widziała Kalksteina w gmachu Gestapo w Alei Szucha, elegancko ubranego. Wiadomo, że formalnie przyjęto go do SS i walczył w czasie Powstania Warszawskiego przeciwko AK. Do końca niemieckiej okupacji pozostał pod opieką swoich mocodawców.
W 1944 r. cała trójka została zdemaskowana przez wywiad Armii Krajowej. Sąd Specjalny przy Komendzie Głównej AK skazał ich na karę śmierci. Schwytać udało się tylko Eugeniusza Świerczewskiego. W czerwcu 1944 r., po przesłuchaniu w suterenie przy ulicy Krochmalnej 74, w trakcie którego podobno nie ujawnił, że to on wydał "Grota", ale przyznał się do wydania w ręce Gestapo swoich bezpośrednich przełożonych (wspomnianego już ppłka Drobika i mjra Pawłowicza); po odczytaniu wyroku został powieszony.
Również Blanka Kaczorowska do końca wojny pozostawała pod opieką Niemców. Podobno przed wykonaniem wyroku AK uratowała ją ciąża. Po 1945 r. jej małżeństwo z Kalksteinem rozpadło się. Oboje zacierali po sobie ślady, zmieniali nazwiska, powierzchowność i miejsca zamieszkania. Wszystko to z obawy przed zdemaskowaniem przez AK-owców, bo nowej, komunistycznej władzy nie musieli się obawiać. Ta otaczała ich parasolem ochronnym.
Tadeusz Żenczykowski:
"Władze komunistyczne okazywały im poparcie, a tak podejrzliwie i wrogo wobec Akowców nastawione UB nie interesowało się oficjalnie ich wojenną przeszłością, o której Bezpieka dobrze wiedziała".
Ludwik Kalkstein przeniósł się na Ziemie Odzyskane, do Szczecina. Oficjalnie współpracował z miejscową rozgłośnią Polskiego Radia i lokalną prasą. Jako Wojciech Świerkiewicz pisywał książki marynistyczne i dla dzieci.
Blanka Kaczorowska ukończyła w Łodzi studia i - za wiedzą i aprobatą ówczesnego ministra kultury i sztuki Włodzimierza Sokorskiego - podjęła pracę w Państwowym Instytucie Sztuki.
POD OPIEKĄ BEZPIEKI
Kalkstein-Świerkiewicz został w końcu rozpoznany na jednej z ulic Szczecina przez żołnierzy AK. W 1954 r. Sąd Wojewódzki w Warszawie sądził go z dekretu PKWN z 31 sierpnia 1944 r. "o wymiarze kary dla faszystowsko-hitlerowskich zbrodniarzy i zdrajców narodu polskiego", za co kara była jedna - wyrok śmierci. [Na mocy tego samego dekretu o faszyzacji twórca i szef "Kedywu" AK gen. August Emil Fieldorf został skazany na karę śmierci, którą 24 lutego 1953 r. wykonano].
Inaczej było z agentem Gestapo Ludwikiem Kalksteinem, który dostał dożywocie. W 1956 r. dziwnym trafem objęła go amnestia, skracając odsiadkę do dwunastu lat. W końcu, już po dziesięciu latach, w 1965 r. "warunkowo" wyszedł na wolność. Dlaczego? Gestapo przecież już nie czuwało, ale tym razem czuwała… bezpieka. Nie wiadomo tylko, czy było to UB, czy NKWD.
Irena Rowecka pisze: "Opowiadano mi, że dosięgła go "prywatna kara": w ciemni pomorskiej rozgłośni ktoś zmasakrował mu twarz".
Blankę Kaczorowską rozpoznano w 1952 r. Ten sam Sąd Wojewódzki w Warszawie w 1953 r. skazał ją również na dożywotnie więzienie. "Ludowe" prawo - podobnie jak w przypadku Kalksteina - okazało się łaskawe. Najpierw uzyskała zmianę kary na piętnaście lat, potem na dziesięć. Już po pięciu latach, w 1958 r. Kaczorowska została zwolniona z odbywania reszty kary i opuściła więzienne mury. Korzystając ze wsparcia UB, albo nawet NKWD - wyjechała za granicę, gdzie mieszka do dziś. Jeszcze w latach 80., jako pracownica "Orbisu", działała na rzecz komunistów na terenie Francji i Niemiec.
Jakie było uzasadnienie wyroku na Kaczorowską?
Zdaniem Sądu Wojewódzkiego oskarżona jest ofiarą zbrodniczej działalności kierownictwa AK, które - jak wiemy obecnie - współpracowało z Gestapo, było na usługach Gestapo i wraz z Gestapo walczyło przeciwko większej części Narodu Polskiego w jego walce o narodowe i społeczne wyzwolenie, w której to walce przewodziła Polska Partia Robotnicza. (…) Wiadomo jest, że AK wydała w ręce Gestapo najlepszych patriotów polskich. A ludzie tego rodzaju co Blanka Kaczorowska była przez nich wykorzystana do swoich niecnych celów, czyniąc z niej zdrajcę Narodu Polskiego".
NA ROZKAZ HIMMLERA
Generał Stefan Rowecki "Grot" zginął w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach. Po aresztowaniu na ul. Spiskiej zakuty w kajdany został przewieziony do siedziby Gestapo na Szucha, a następnie przetransportowany samolotem do Berlina. Stamtąd trafił do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen, gdzie trzymano go w ścisłej izolacji.
Po informacji o wybuchu Powstania Warszawskiego Heinrich Himmler nakazał zamordować gen. "Grota". Według współczesnych ustaleń komendant Główny Armii Krajowej zginął w Sachsenhausen między 2 a 7 sierpnia 1944 r.

Treść redakcyjna
Komentarzy: 0
Udostępnij:
Tagi
Data publikacji: 28.07.2017 21:20
Komentarze
Polski rząd uczestniczył w negocjowaniu łapówki dla Himmlera za uwolnienie 300 tys. Żydów
11.07.2018 14:13

Komentarzy: 0
TVP Info poinformowało, że jest w posiadaniu dokumentów, z których wynika, że polski rząd na uchodźstwie brał udział w 1944 roku w negocjowaniu 20 mln franków łapówki dla Heinricha Himmlera w zamian za uwolnienie 300 tys. Żydów.
Czytaj więcej
Śmierć trzylatka na wakacjach. Aresztowanie ojca wywołało oburzenie
16.07.2026 22:51

Komentarzy: 0
Po tragicznej śmierci trzylatka, który wypadł z okna hotelu na Cyprze, miejscowa policja zatrzymała jego ojca. Tuż przed tragedią dziecko było trzymane na rękach przez ojca. Mężczyzna wraz z dzieckiem i dziadkiem czekali na windę w pobliżu otwartego okna. Podczas zabawy chłopiec wyślizgnął się z rąk ojca i wypadł przez okno z czwartego piętra.
Czytaj więcej
Jarosław Kaczyński: „Nikogo nie wyrzucamy, domagamy się elementarnej lojalności”
16.07.2026 22:02

Komentarzy: 0
Jarosław Kaczyński zapewnił, że władze Prawa i Sprawiedliwości nie zamierzają nikogo usuwać z partii, ale oczekują od swoich działaczy pełnej lojalności wobec ugrupowania. Prezes PiS ocenił jednocześnie, że działalność niektórych stowarzyszeń politycznych może prowadzić do podziałów i narazić partię na poważne konsekwencje.
Czytaj więcej
Śledztwo z zawiadomienia Filiks umorzone. Matecki i Duklanowski bez zarzutów
16.07.2026 21:12

Komentarzy: 0
Po trzech latach śledztwa Prokuratura Okręgowa w Płocku prawomocnie umorzyła postępowanie prowadzone z zawiadomienia Magdaleny Filiks przeciwko posłowi PiS Dariuszowi Mateckiemu i dziennikarzowi Tomaszowi Duklanowskiemu. Śledczy nie znaleźli dowodów potwierdzających tezę o nielegalnym przekazaniu informacji ze śledztwa dotyczącego skazanego pedofila ze środowiska Platformy Obywatelskiej.
Czytaj więcej
Sejm debatował nad uchwałą ws. Wołynia. Ekshumacje i prawda historyczna w centrum dyskusji
16.07.2026 20:27

Komentarzy: 0
Godny pochówek ofiar, kontynuacja ekshumacji i sprzeciw wobec zakłamywania historii - to najważniejsze przesłania sejmowej debaty nad uchwałą upamiętniającą ofiary ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na ziemiach wschodnich II Rzeczypospolitej. Przedstawiciele niemal wszystkich klubów parlamentarnych poparli projekt, choć część ugrupowań domagała się jego zaostrzenia.
Czytaj więcej